czwartek, 17 sierpnia 2017

Na skróty V - Bliżej ziemi - "Spider-Man: Homecoming", scenariusz: John Francis Daley, Jonathan Goldstein, Jon Watts, Christopher Ford, Chris McKenna, Erik Sommers; reżyseria: Jon Watts, 2017 r.

Pamiętam, jak pisałam, że Spider-Man w wykonaniu Andrew Garfielda bardzo mi się podobał. Jednak kolejna część była już bardzo słaba, nie ze względu na aktora, tylko wszystko inne. Spider-Man: Homecoming ma być rebootem do rebootu i przyznam, że efekt końcowy wyszedł bardzo, bardzo dobrze.

W jakiś dziwny sposób ten film jest jednocześnie dziecinny i dorosły, a żeby tego było mało, to jest o wiele mniej infantylny niż poprzednie części. Bardzo podoba mi się jak twórcy łączą wątki między filmami, wszystko ma swoje miejsce, logiczne (często oczywiście fantastyczne) wyjaśnienie, powiązania łączą się w jednolitą układankę.

Tom Holland świetnie pasuje do roli Petera, możliwe że to dlatego, że on jeszcze nie zapomniał jak być nastolatkiem (aczkolwiek 14-latek, serio?). Jako wsparcie pojawia się jak zwykle bezkompromisowy i gwiazdorski Tony Stark, tfu, Robert Downey Jr. (czy to na pewno jeszcze dwie osoby?), a także ciocia May, piękna i luzacka Marisa Tomei. Ekipa Petera ze szkoły również jest dobrze dobrana, może poza Liz, która za bardzo przypomina Jane, jednocześnie tak się od niej różniąc, ale może o to właśnie chodziło. Sceny między nimi są jednak bardzo naturalne. Spider-Man: Homecoming ma też ciekawego, złożonego i przerażającego złoczyńcę (rewelacyjny Michael Keaton). Poza tym to chyba pierwszy taki, z którego zdaniem się zgadzam - rodzina jest najważniejsza i rząd ma nas, maluczkich, w dupie. To również jedyny, poza Normanem Osbornem (granym przez Willema Defoe w 2002 roku), antagonista, który budzi autentyczny lęk.

Film ma kilka zaskakujących zwrotów akcji, ma sporo zabawnych, niewymuszonych scen, a to dzięki dobremu scenariuszowi i obsadzie. Bardzo dobre efekty specjalne, chociaż trochę za dużo CGI, w wielu momentach widać, że postaci są bardzo komputerowe. Film jest też zrównoważony w ilości akcji i przestojów. Do ideału brakuje mu troszkę - kilka sytuacji nie potrzebowało dosłownego wyjaśniania, jednak mimo wszystko twórcy naprawdę się tutaj powstrzymali w porównaniu z wieloma innymi. Spider-Man: Homecoming to dobra rozrywka, przy okazji skłaniająca do refleksji w nienachalny sposób.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Wsi spokojna, wsi wesoła, wsi słowiańskich demonów pełna... - "Stara Słaboniowa i spiekładuchy", Joanna Łańcucka, Oficynka 2013 r.

Stara Słaboniowa i spiekładuchy to lekkie, zabawne opowiadania w sielskim klimacie polskiej wsi. Tradycyjne w formie, nie ma tu zabawy z konwencją, a autorka całymi garściami czerpie z dawnych legend i mitów słowiańskich, przesądów i wierzeń naszych przodków. 

Życie w Capówce toczy się wolno, leniwie, spokojnie, od czasu do czasu tylko zakłócane przez tytułowe spiekładuchy, ale i one nie są jakoś specjalnie agresywne (poza jednostkowymi przypadkami). Można się rozpłynąć w takim życiu, z pewną tęsknotą zaczytywałam się w kolejnych opowieściach. Wspomnieniami wracałam do mojego dzieciństwa na wsi, tego, że każdy znał każdego i ludzie starali się sobie pomagać, mimo oczywiście nieodłącznych plotek. Zbiór Łańcuckiej to taka realistyczna idylla, bo przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zwolnić gonitwę, wsłuchać się w siebie, spojrzeć na ludzi, poznać sąsiadów...

Większość potworów występujących w opowiadaniach są przywoływane z ludzkiej przyczyny, z bezmyślności lub okrucieństwa. Z nauk kościelnych i podejścia księży do opisywanych wydarzeń autorka kpi, ale bez potępienia, raczej traktuje to jak dobry kabaret. Wytyka klerowi obżarstwo i chciwość, hipokryzję i biurokratyczne, rutynowe podejście. Mieszkańcy Capówki to w większości prości ludzie, targani niejednokrotnie silnymi emocjami i pragnieniami, jak my wszyscy. Na straży spokoju wioski stoi schorowana, stara Słaboniowa, tutejsza Mądra, żyjąca nieco z boku wszystkich wydarzeń, ale w razie trwogi to do niej każdy zwraca się o pomoc.

Ten zbiór opowiadań to lektura w sam raz na letnie wieczory i dla tych, co chcą się oderwać od codziennych trosk, a wstydzą się baśnie czytać.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Zapowiedzi sierpniowe 2017 r.

KSIĄŻKA

Tytuł: Atlas lądów niebyłych
Autor: Edward Brooke-Hitching
Wydawnictwo: Rebis
Data premiery: 8 sierpnia 2017 r.
Największe mity, zmyślenia i pomyłki kartografówOTO ŚWIAT – nie jaki kiedykolwiek istniał, lecz jak go sobie wyobrażano. Świat, w którym Kalifornia jest rajską wyspą oderwaną od Ameryki Północnej, wody Północy terroryzują morskie potwory, a w głębi dżungli i oceanów lśnią zagubione miasta ze złota.Od niewidzialnych łańcuchów górskich po wielkie widmowe morza – atlas przedstawia największe geograficzne „zjawy”, jakie ongiś nawiedzały mapy, i odkrywa fascynujące historie narodzin tych urojeń. Zgromadzone są tu najdziwaczniejsze fantasmagorie zamieszczane ongiś na mapach jako prawdziwe – wyspy widma, mityczne rasy, bestie połykające statki – pieczołowicie wybrane z całej historii kartografii.Napisany ze swadą, pełen nadzwyczajnych ilustracji „Atlas lądów niebyłych” stanowi cenną antologię zagadek i tajemnic dotyczących świata rozpoznawalnego, acz nieskończenie dziwniejszego niż ten, który znamy obecnie.
Tytuł: Różaniec
Autor: Rafał Kosik
Wydawnictwo: Powergraph
Data premiery: 30 sierpnia 2017 r.
Warszawa przyszłości, przyszłości, która – miejmy nadzieję – nigdy nie nadejdzie. Zwykły człowiek w niezwykłym świecie, wmanipulowany w tryby wielkiej polityki, która i tak niewiele znaczy wobec mechanizmów rządzących Różańcem.
Tytuł: Dawna medycyna
Autor: Jürgen Thorwald
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 31 sierpnia 2017 r.
Jej tajemnica i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, PeruAutor „Stulecia chirurgów” i „Ginekologów” na tropie tajemnic starożytnych lekarzyFascynująca opowieść o wielkich cywilizacjach i ich wkładzie w rozwój medycynyNa długo przed Hipokratesem, nad Nilem, między Eufratem i Tygrysem, u stóp meksykańskich wulkanów czy peruwiańskich Kordylierów wybitni lekarze stawiali czoło przeróżnym chorobom i schorzeniom. Stosowali pierwotne formy antybiotyków w leczeniu ran, amputacje, zabiegi chirurgiczne i trepanacje czaszki (a to wszystko bez znieczulenia!). Co więcej, nieobce im było cesarskie cięcie, operacja zaćmy czy przeszczepy skóry, a jedna trzecia znanych i używanych obecnie ziół była wykorzystywana przez lekarzy w starożytnym Egipcie. Wydaje się niemożliwe? A jednak!Jürgen Thorwald z reporterską precyzją ukazuje kunszt antycznych lekarzy, każdy rozdział rozpoczynając rysem historycznym danej kultury. Napisana z pasją, erudycją i wyczuwalnym podziwem dla praojców medycyny oraz bogato ilustrowana książka prowadzi czytelnika w świat wysoko rozwiniętych cywilizacji Egiptu, Mezopotamii, Indii, Peru, Chin i Meksyku. Prezentuje dorobek badań medyczno-historycznych i przegląd świata medycyny pięciu starożytnych kultur.Wielki talent narracyjny i żywy język – dzięki nim opowieści Thorwalda czyta się jak wciągający kryminał, a zarazem non-fiction w najlepszym wydaniu.
FILM

Tytuł: The Dark Tower
Scenariusz: Nikolaj Arcel, Akiva Goldsman, Anders Thomas Jensen, Jeff Pinkner
Reżyseria: Nikolaj Arcel
Data premiery: 11 sierpnia 2017 r.
Adaptacja sagi Stephena Kinga. Powojenny świat zaludniony przez mutanty, demony i wampiry przemierza Roland, poszukując tajemniczej Mrocznej Wieży.
Tytuł: Paryż na bosaka
Scenariusz: Dominique Abel & Fiona Gordon
Reżyseria: Dominique Abel & Fiona Gordon
Data premiery: 11 sierpnia 2017 r.
Uporządkowane życie Fiony (Gordon) zakłóca pewnego dnia pełen rozpaczy list od mieszkającej w Paryżu 88-letniej ciotki Marthy (Riva). Fiona wskakuje w pierwszy samolot do Europy. Na miejscu odkrywa, że Martha zniknęła. W lawinie spektakularnych katastrof poznaje Doma (Abel), uprzejmego, ale nachalnego kloszarda, który nie chce jej zostawić w spokoju. Z czasem przestaje jej to przeszkadzać... 
Tytuł: Agentka specjalnej troski
Scenariusz: Dany Boon & Sarah Kaminsky
Reżyseria: Dany Boon
Data premiery: 18 sierpnia 2017 r.
Dowódca elitarnej jednostki specjalnej dostaje zadanie polegające na przygotowaniu do egzaminów niezdarnej policjantki.

czwartek, 27 lipca 2017

Skrzyżowanie Mikey'a i Sherlocka - "King Arthur: Legend of the Sword", scenariusz: Joby Harold, Lionel Wigram, Guy Richie, reżyseria: Guy Richie, 2017 r.

Najnowszy film Guya Richiego nie był na mojej liście "must see 2017". Dwa tygodnie temu jednak chciałam pójść do kina, a nie było innego filmu, który by mi odpowiadał na samotny wypad. I tak oto obejrzałam Richiego wersję arturiańskiej legendy szybciej niż zamierzałam. I nie żałuję. King Arthur: Legend of the Sword to bowiem dobre kino rozrywkowe, a przy tym ciekawie grające z konwencją najpopularniejszej bodaj legendy.
  
To, co zwraca uwagę od pierwszych scen, to świetna muzyka w kompozycji Daniela Pembertona, mocna, nacechowana folkowymi rytmami, bardzo zgrywajaca się z filmem. Na pewno trafi do mojej składanki soundtracków filmowych. Również oprawa wizualna jest godna podziwu. Zarówno efekty specjalne, jak i scenografia i kostiumy (przede wszystkim kostiumy!). Te ostatnie wprawdzie bardziej oddają epokę Szekspira niż wczesne średniowiecze, jednak wykonane są bez zarzutu. Podobnie jest ze scenografią. Camelot robi wrażenie swoją wielkością, Londinium ilością ludzi i wszechobecnym brudem... Mocną stroną filmu jest także zabawa Richiego formą, ujęciami, językiem, dialogami, co jest dla niego mocno już charakterystyczne, podobnych zabiegów używa bowiem w każdej swojej produkcji.

Aktorsko to jest film Jude'a Law, czyli filmowego Vortigerna. Aktor świetnie się dostosował do charakteru postaci. Jego Vortigern to prawdziwy diabeł, który dla władzy zrobi wszystko. Przy tym Law bardzo realistycznie pokazuje grę emocji, jakie targają bohaterem, coś, czego nie dostrzega się we wcześniejszych wcieleniach Vortigerna. Charlie Hunnam to dobry Artur, tak sobie wyobrażałam jego postać z książek Cornwella, tylko ten jest lepszy, bo nie bezwolny. Artur u Richiego to dziecko ulicy, które wyrosło na przebiegłego, potrafiącego się dostosować do każdych warunków mężczyznę. To człowiek przede wszystkim inteligentny, sprytny i charyzmatyczny, który zdaje sobie sprawę, że jego największą siłą są ludzie wokół niego. Dlatego być może sama postać wydaje się "przezroczysta", jej charyzma nie polega na wybijaniu się przed szereg, jak Vortigern, lecz działanie w tłumie. Ciekawą postacią jest również czarodziejka o nieznanym imieniu, grana przez Astrid Bergès-Frisbey, budząca respekt kobieta mocy, która czynnie i pełnoprawnie wspiera Artura w jego przeznaczeniu. Z rodzącej się drużyny okrągłego stołu moją największą sympatię zdobył nonszalancki sir William (Aldan Gillen). Pozostali nie wyróżniają się niczym szczególnym.

Nie sądziłam, że da się jeszcze w nowy sposób opowiedzieć arturiańską legendę, a właściwie jej początki, a jednak scenarzystom i twórcom historii do filmu Richiego udało się mnie mile zaskoczyć. Ciekawa jestem, czy reżyser podejdzie do tematu po raz kolejny, King Arthur ma bowiem potencjał na kontynuację i, prawdę mówiąc, ja chętnie bym taką zobaczyła.

czwartek, 20 lipca 2017

Limit szans wyczerpany - "Noc Kupały", Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2017 r.

Jak to się dzieje, że cykle Katarzyny Bereniki Miszczuk bawią mnie jedynie przy pierwszym tomie? Mam wrażenie, że autorka wkłada najwięcej wysiłku i serca właśnie w pierwsze książki, po czym w trakcie pisania kolejnej jej impet, kreatywność spadają. Operowanie schematami, tym samym poziomem humoru w mniejszych ilościach staje się dla mnie zdecydowanie mniej atrakcyjne podczas lektury drugich tomów. Tak było z trylogią Wiktoria Biankowska, gdzie ledwo doczytałam drugi tom i nie miałam ochoty czytać ostatniego. Podobnie jest w przypadku cyklu Kwiat paproci. Noc Kupały jest moim pożegnaniem się z twórczością Katarzyny Bereniki Miszczuk. Nie mam już nadziei, że styl czy pomysłowość autorki wejdą na wyższy poziom literatury rozrywkowej.

O ile w pierwszym tomie sceny komiczne były naturalne i naprawdę zabawne, o tyle tutaj wiele z nich jest wymuszonych, niepotrzebnych i nielogicznych (jak scena dobijania się Mieszka do drzwi, mógł zwyczajnie krzyknąć). Dotyczy to również wielu innych fragmentów, które wydają się zupełnie niepotrzebne lub też wręcz nielogiczne. Jak nauka walki sztyletami, którą Mieszko wymusza na Gosi, czy motyw Gosia kontra wyznawcy Mokosz, który jest wyłącznie wypełniaczem, nie służy niczemu. Autorka bawi się historią, szkoda, że nie poświęca jej więcej uwagi. A wizja słowiańskiej, niechrześcijańskiej współczesnej Polski bardzo mi się podoba, Miszczuk mogłaby spokojnie eksplorować ten motyw i uczynić z niego tło dla powieści. Niestety czerpie z legend i mitów, nie dając wiele od siebie.

Niewiele da się także powiedzieć o bohaterach. Postacie nie rozwijają się, nie przyciągają swoimi historiami (dotyczy to również Jarogniewy, o której czytelnicy dowiadują się nieco więcej). Gosia jest całkowicie zdana na innych, nie potrafi sama się wyratować z opresji, a najbardziej żałosne jest to, że często nawet nie próbuje. Podoba mi się w niej, że jest niezdarna, nie zawsze wie, co powiedzieć i jak się zachować, ale stara się być w zgodzie ze sobą. Natomiast nie można powiedzieć o niej, że jest naiwna, w większości sytuacji wykazuje się już głupotą. Poza tym chore jest jej uczucie do Mieszka, zupełnie się w niego zapatrzyła, a przecież nie jest nastolatką. Byłoby o wiele zabawniej i realistycznie gdyby Gosia zachowywała się bardziej dojrzale, jak pewna siebie, niezależna kobieta, a nie podlotek. Mimo jej dwudziestu kilku lat, to wciąż jest dziewczynka, nie kobieta. Miszczuk ma szansę rysować swoim czytelniczkom dobry i godny naśladowania wzór kobiecy, niestety nie podejmuje się tego.

Naprawdę sądziłam, że Kwiat paproci będzie dobrym czytadłem, zabawnym i wciągającym, akurat na spokojne popołudnia lub wieczory przy winie. Powieść miała potencjał na ciekawą historię, która mogła być również edukująca. Niestety, drugi tom rozczarowuje i zniechęca skutecznie do lektury kolejnych części.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

czwartek, 6 lipca 2017

Zapowiedzi filmowe w lipcu 2017 r.

FILM

Tytuł: Baby Driver
Scenariusz: Edgar Wright
Reżyseria: Edgar Wright
Data premiery: 7 lipca 2017 r.

Brytyjska komedia w doborowej obsadzie. Trailer zapowiada zabawny film, zobaczymy jak wyjdzie w praktyce.
Chcący zerwać z kryminalną przeszłością młody chłopak, zmuszany do pracy dla bossa mafii, zostaje wrobiony w napad skazany na niepowodzenie.

Tytuł: Spider-Man: Homecoming
Scenariusz: John Francis Daley, Jonathan M. Goldstein, Jon Watts, Christopher D. Ford, Chris McKenna, Erik Sommers
Reżyseria: Jon Watts
Data premiery: 14 lipca 2017 r.

Kolejny remake. Pierwsza część zapowiada się rewelacyjnie, jednak po rozczarowaniach z poprzedniej próby bardziej ciekawa jestem drugiej...
Peter Parker pod okiem swojego mentora Tony'ego Starka stawia czoło niebezpiecznemu przestępcy Vulture'owi, który stanowi zagrożenie dla najbliższych Spider-Mana.

Tytuł: Czym chata bogata!
Scenariusz: Guy Laurent & Marc de Chauveron
Reżyseria: Philippe de Chauveron
Data premiery: 14 lipca 2017 r.

Film twórcy Za jakie grzechy dobry Boże?, który bardzo mi się podobał. Konieczne na liście do obejrzenia!
Bogaty pisarz-celebryta nieopatrznie zaprasza pod swój dach romską rodzinę, co sprawia, że jego świat staje na głowie. 

Tytuł: Dunkirk
Scenariusz: Chrisopher Nolan
Reżyseria: Chrisopher Nolan
Data premiery: 21 lipca 2017 r.

Nie lubię filmów wojennych, ale dla Christophera Nolana zrobię wyjątek. 
Alianccy żołnierze z Belgii, Wielkiej Brytanii, Kanady oraz Francji zostają otoczeni przez niemiecką armię i ewakuowani podczas najbardziej zaciekłej bitwy II Wojny Światowej.

Tytuł: Atomic Blonde
Scenariusz: Kurt Johnstad
Reżyseria: David Leitch
Data premiery: 28 lipca 2017 r.

Charlize Theron w filmie akcji? Tak!
Tajna agentka MI6 zostaje wysłana w czasie zimnej wojny do Berlina, aby odnaleźć zaginioną listę podwójnych szpiegów oraz zbadać śmierć jednego z nich.

Tytuł: Kedi - sekretne życie kotów
Reżyseria: Ceyda Torun
Data premiery: 28 lipca 2017 r.

Jeszcze jedna pozycja obowiązkowa:)
Stambuł to miasto z niezwykłą, sięgającą tysięcy lat historią i zarazem jedyne w swoim rodzaju najprawdziwsze kocie imperium. Spryciara, Przylepa, Sułtan, Flirciarz, Bestia, Szajba i Cwaniak to wyjątkowe indywidualności, które są naszymi przewodnikami po mieście.

wtorek, 4 lipca 2017

Ciągle zmienna, zawsze doskonała (autorka cyklu, nie przedmiot tytułowy) - "Zgubna trucizna", Katarzyna Kwiatkowska, Znak 2017 r.

Kolejna książka z cyklu Jan Morawski trafiła do mnie z końcem marca tego roku. Z różnych względów życiowych potrzebowałam jednak aż tyle czasu, żeby ją zrecenzować, z którego to powodu bardzo mi przykro wobec autorki, wydawnictwa i samej siebie. Powieść czytałam dwukrotnie, bo pierwszym razem tak się zatopiłam w historię i Poznań początków XX wieku, że nie odnotowałam wszystkiego, co chciałam o tej książce napisać. A Zgubna trucizna zasługuje na więcej niż kilka zdań.

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to objętość powieści. Książka jest cudownie grubaśna, co mnie wyjątkowo ucieszyło, bo z reguły nie przepadam za takimi. Miłą też odmianą jest, że akcja dzieje się w mieście i to w najgorętszym towarzysko okresie - karnawale. Tym razem akcja powieści już się rozpoczęła, zanim rozpoczęła się sama powieść. Bardzo cenię w autorce te nowości, eksperymenty, dzięki temu każda książka jest inna. Co więcej, te eksperymenty za każdym razem są świetnie opracowane i doskonale współgrają z formą konwencji, jaką wybrała Katarzyna Kwiatkowska. Dodatkowo na bardzo wysokim poziomie utrzymane są styl, fabuła, tło historyczne. Także normą (i to dobrą) jest, że oprócz wątku głównego mamy kilka pobocznych, jak szukanie przez rząd niemiecki powodów do dokręcenie śruby “zaborowej” Polakom przez śledzenie i pogrążanie duchowieństwa, czy wątek miłosny z udziałem samego Jana, czy też perypetie rodzinne Mateusza. Styl powieści jest bez zarzutu, lekki, obrazowy, konkretny w scenach opisujących metody fałszerstwa czy innych sztuk, mniej kryminalnych. Dialogi i opisy dopełnione są poczuciem humoru, subtelnym, eleganckim, inteligentnym. Metafory są również wyszukane, zgodne wręcz z klimatem epoki.

Jak zawsze wątek kryminalny toczy się powoli, co jakiś czas dochodzą nowe fakty, które pozwalałam Janowi składać w całość. Sama już się nad nimi nie zastanawiałam, cieszyłam się z samej lektury i możliwości obserwacji. Oczywiście wokół Jana pojawiają się także kolorowe postaci, a ponieważ akcja toczy się w mieście, to jest ich o wiele więcej niż w poprzednich książkach. Szczególną sympatię budzi doktor Franciszek Chłapowski, postać zresztą historyczna, i jego żona Maria. Antypatię natomiast szybko czuje się do Anastazji Nowackiej, manipulantki i intrygantki kryjącej się pod maską niewinnego blondwłosego aniołka. Intrygującą bohaterką jest również Izabela Boratyńska, która szybko staje się partnerką Jana w prowadzeniu śledztwa. Przy okazji wydaje mi się, że Kwiatkowska zaczęła skupiać się na teraźniejszym życiu Jana, niż na jego przeszłości. Morawski znalazł się w podwójnie niebezpiecznej sytuacji, z jednej strony mierzy się z niemiecką policją, ponieważ jest podejrzany o morderstwo. Z drugiej strony na celownik wzięły go niemal wszystkie mamy z towarzystwa, które upatrywały w nim idealną partię dla swych córeczek. Autorka nie pozostawia wątpliwości co do tego, że druga strona ataku jest znacznie bardziej niebezpieczna. Również o wiele więcej dowiadujemy się o przeszłości Mateusza, która dosłownie wprasza się z impetem do hotelowego pokoju.

Autorka raczy niuansami ówczesnej socjety. Zabawne i przerażające są opisy targowania się o małżeństwa, posag. Związek nie jest tu niczym romantycznym, wszystkim chodzi wyłącznie o pieniądze. Kwiatkowska nie kryguje się, dialogi rodziców z przyzwoitkami są tu bardzo bezpośrednie i zdecydowanie stanowią największą część rozrywkową i przeciwwagę dla toczących się wydarzeń. Dowiadujemy się również, jak wykonywało się fałszerstwa banknotów, czy w jaki sposób funkcjonowała komunikacja dorożkarska. Mamy więc unikalny wgląd w życie niemal wszystkich warstw społecznych Poznania w czasie zaborów. Kwiatkowska, jak w każdej z książek, ukazuje również bogate tło historyczne, którego jest zdecydowanie więcej niż w poprzednich książkach. Zadziwia kreatywność Polaków w walce o zachowanie swojej narodowej odrębności, solidarność w działaniu (spółdzielnie pożyczkowe) i pomaganiu. Przy okazji napawa smutną refleksją wobec obecnych czasów. Wielu wydarzeń z historii tego czasu nie pamiętam z lekcji historii (bo i o wielu się nie mówiło), dodatkową frajdę sprawiało mi więc buszowanie w innych źródłach. Ale spokojnie, i bez tego można śledzić akcję powieści z równym zafascynowaniem.

Lekturę Zgubnej trucizny zakończyłam z refleksją, że nie ma złych Niemców (wstaw inną narodowość) i dobrych Niemców, są źli ludzie i dobrzy ludzie, to my decydujemy, jak się zachowamy w każdej sytuacji, i czy będziemy w tych decyzjach zwracali uwagę na dobro innych i czy będziemy podchodzić do innych z szacunkiem. Ten wniosek jest ważny tym bardziej teraz i po raz kolejny udowadnia, że historia się powtarza, a my niczego się z niej nie uczymy...

Za udostępnienie książki do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Znak.