Tegoroczny Pyrkon to z pewnością najgorszy Pyrkon i najgorszy konwent, na jakim byłam w ogóle. O ile jednak w wypadku pozostałych imprez tego typu zawsze traktowałam kwestie organizacyjne z przymrużeniem oka, o tyle Pyrkon przyzwyczaił mnie do wysokiego poziomu. Poznański konwent był zawsze synonimem co najmniej półprofesjonalnej imprezy, gdzie większość rzeczy przebiegała gładko i przyjemnie, w punktach programu można było przebierać i wybierać, a i tak dokonywało się bolesnych wyborów. Tymczasem w tym roku dostaliśmy gigantyczne kolejki po bilety, równie spore kolejki po żetony dla preakredytowanych (widziałam, nie doświadczyłam na szczęście), duże kolejki do wejścia, do sal, chaos, krzyki w wykonaniu gżdaczy. Uważam, że fatalnym pomysłem było zorganizowanie wcześniejszego wstępu do sal dla tych, co bilety kupili wcześniej - impreza, która ma integrować, spajać ludzi, zaczyna ich dzielić. Z całej imprezy najlepiej zorganizowane były panie pracujące w MTP Bistro - mimo nawału ludzi kolejka po jedzenie szła sprawnie, samo żarełko było bardzo smaczne, a obsługa pracująca na pełnych obrotach była także miła.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pyrkon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pyrkon. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 maja 2016
piątek, 12 kwietnia 2013
Pyrkonowo 2013 - sobota (23.03.2013)
Ponieważ w sobotę pierwszą zaplanowaną prelekcję miałam o
14.00, to nie spieszyłam się ze wstawaniem i szykowaniem się. Na śniadanie
wyciągnęłam moją ekipę do pobliskiej naleśnikarni, po czym spacerkiem
przebyliśmy tę samą niełatwą drogę ku MTP. Skierowałam swoje kroki ku budynkowi
z numerem 14, do Literackiej 2 na prelekcję Marcina Przybyłka Życie – gra bez
reguł. Chociaż na wstępie prowadzący stwierdził, że zamierza nas zdołować i
dość brutalnie sprowadzić na ziemię, to na koniec spotkania wszyscy i tak wychodzili
uśmiechnięci. Rozmawialiśmy o życiu właśnie, o tym przede wszystkim, że nie
jest bajką i nigdy nią nie będzie, o tym, że świat nie jest sprawiedliwy i nie
warto myśleć, że spełnione dobro wróci do Ciebie podwójnie, bo świat nie działa
w sposób magiczny, według ustalonego gdzieś na Górze rytmu. Jeśli mieliście
kiedykolwiek jakieś złudzenia, pozbądźcie się ich – dobrym ludziom mogą się
przydarzyć złe rzeczy tak samo jak złym, a to, że za dobry uczynek dostajemy
nagrodę jest naszą interpretacją funkcjonowania świata niż istnieniem jakiejś
równowagi. Zdaniem prelegenta, i trudno się z nim nie zgodzić, światem rządzi
rzut kostką, a wiara w równowagę i czuwającego nad nami opiekuna/ki, jakkolwiek
byśmy go/jej nie nazywali, jest w dużej mierze spaczeniem nas przez religie oraz
popkulturę z jej toposami. Z prelekcji, która była bardziej dyskusją niż
wykładem, można się było dowiedzieć, że są dwa rodzaje marzeń – takie, które są
w naszej strefie wpływu, i te poza nią. Co zrobić, żeby nie wpaść w depresję?
Zaakceptować działanie świata, to prawdziwe, żyć dla siebie i swego szczęścia,
rzeczy piękne i dobre robić dla samej ich urody i radości, jaką dają,
zrewidować swoje marzenia do mniejszych i bardziej osiągalnych przez nas samych
– oto kilka rozwiązań, do jakich doszliśmy. Raczej spotkanie nie było dla
nikogo rodzaju „Wake up call” i się przyjemnie zakończyło wzajemnym
podbudowywaniem siebie i odnalezieniem pozytywnych stron życia.
Ponieważ do godziny 18.00 i następnej prelekcji było sporo
czasu, postanowiłam udać się na spotkanie autorskie z Jackiem Dukajem. W Auli 2
tłum ludzi, udało się jednak znaleźć miejsce siedzące na samym tyle. Bardziej
odpoczywałam i czytałam program niż słuchałam rozmowy, ponieważ pytań z
publiczności nie było słychać, w związku z czym odpowiedzi autora nie zawsze
miały dla mnie sens. Mimo wszystko to, co do mnie docierało, było interesujące,
przy czym poznałam nową stronę Jacka Dukaja – okazał się mistrzem ciętej
riposty, na niezbyt inteligentne pytania odpowiadał krótko i dość krytycznie,
wzbudzając śmiechy słuchaczy i zapewne pąsy na policzkach pytających. Z sali
wyszłam wcześniej, aby zdążyć na prelekcję Ek aljamarkiR, czyli skandynawska
runologia w pigułce w wykonaniu Marty "Erised" Rudnickiej,
niestety wokół wejścia do Naukowej 2 tłoczyło się tyle osób, że musiałam
zrezygnować z udziału w prelekcji. Udałam się więc do znienawidzonego już
budynku 6a i spędziłam całkiem przyjemne, chociaż chłodne chwile, wśród
znajomych z tacką frytek, którą się zajadałam.
Ponieważ prelekcja Absurdy życia w średniowieczu miała się
odbyć w Naukowej 1 (sąsiadującej z Naukową 2 i równie zatłoczoną), postanowiłam
udać się na miejsce już pół godziny przed wyznaczonym terminem. Wkradłam się na
prelekcję Alicji „Istis” Kandziory Magiczna Srebrna Góra. Prelegentka nie
popisała się specjalnie swoją wiedzą, co chwila była poprawiana przez kogoś z
zebranych, być może była też tak zestresowana, że nie wiedziała, jak włączyć
mikrofon, przez co nie bardzo ją było słychać, i prowadziła spotkanie tak
chaotycznie, że nie wiadomo było tak naprawdę, o czym ono było. Niedużo lepszym
okazał się jej następca, Marcin Hybel. Jego zbiór absurdów życia w
średniowieczu był… mało absurdalny. Prelekcja polegała na przytoczeniu jak
największej ilości ciekawostek życia społecznego z tego okresu bez umieszczania
ich w jakimkolwiek kontekście, nie wspominając o jakichś dłuższych
opowieściach. Przy czym same ciekawostki dla mnie osobiście były mało ciekawe,
bo większość z nich znałam. Ktoś, kto się interesuje historią czy średniowieczem
trochę bardziej niż w szkole, będzie wiedział, że śmierć w tamtych czasach była
widowiskiem publicznym, że sekcje zwłok można było wykonywać raz do roku za
zgodą papieża, że kobiety miały tylko trzy statusy (wdowa, żona, dziewica,
nigdy kobieta, człowiek, ktoś niezależny od mężczyzny), czy też że unikano
otwartych walk a chodziło raczej o przegonienie niż zabicie przeciwnika. Jednak
kilka uwag warto przytoczyć. Jak na przykład fakt, że większa część szlachty do
końca życia pozostawała giermkami, ponieważ nie stać ich było na szkolenia i
awans rycerski. Co nieco można się było dowiedzieć o zachowaniu przy stole –
powstawały specjalne poradniki dla rycerzy, które głosiły, że każdy szanujący
się pan powinien pić wino nie zanurzając nosa w pucharze, jeść dwoma palcami, a
jeśli przyjdzie mu rzucać kośćmi z posiłku, to powinien robić to nad głowami
gości, by żadnego nie trafić. Wiedzieliście, że Kościół tępił grę w szachy?
Dlaczego, zapytacie. Ponieważ to był jedyny moment, w którym rycerz i jego
wybranka mogli przebywać tylko we dwoje i niewierząca w swych wyznawców
instytucja obawiała się o ich cnotę (zapewne całkiem słusznie). Wiadomo, że
kobiety w średniowieczu (tym chrześcijańskim) nie miały łatwo, ale czy
wiedzieliście, że istniały specjalne gildie parające się porywaniem
niewygodnych małżonek wyższego stanu lub wdów, które przeszkadzały mężczyznom w
dojściu do upragnionej władzy? A czy wiedzieliście, że bazylikę św. Piotra w
dużej części sfinansowano z podatków czerpanych z usług prostytucji? Najzabawniejszą
i najbardziej szokującą chyba informacją była jednak ta o zwyczaju całowania
rycerza przez księdza na zakończenie ceremonii ślubnej, zanim pan młody
pocałował swą oblubienicę (i nie chodzi tu o całowanie w policzek). Wiecie też zapewne, że w średniowieczu jedną z
największych kar było wydalenie z wioski lub miasta. Jednak prawo pozwalało
straży miejskiej wyrzucać mieszkańców za to, że ktoś nie pracował przez trzy
dni a nie był szlachcicem, czy za to, że ktoś miał podejrzanie ładne obuwie jak
na swój stan społeczny. Prowadziło to czasami do takich sytuacji, że w miastach
pozostawało zaledwie kilkanaście osób. W średniowieczu kwitł zawód żebraka –
mistrzowie w swoim fachu oferowali początkującym trzyletnie nauki podstawowe
oraz dwuletnie specjalizacje w wybranych dziedzinach. Uczono, jak lamentować,
jak udawać choroby, jak kuleć, a także jak się okaleczać. Odbywały się nawet
coroczne konwenty, na których żebracy wymieniali się pomysłami.
Niestety autor wszystkie te rewelacje podawał w ekspresowym
tempie i spotkanie zakończyło się nieco ponad pół godziny później. Dzięki temu
jednak miałam okazję spotkać się z moją ekipą i wybrać się na spotkanie
autorskie z Krzysztofem Piskorskim. Pisarz nie potrzebował wcale prowadzącego,
sam z zacięciem opowiadał o swojej najnowszej powieści, więc Piotr „Vivaldi” Sarota
mógł spokojnie się zdrzemnąć z otwartymi oczami. A o Cieniorycie można było się
dowiedzieć naprawdę sporo, chociaż Krzysiek obiecywał, że nie zdradził zbyt
wiele. Ja napiszę jedynie, że historia zapowiada się intrygująco i z pewnością
sięgnę po książkę, jak tylko się ukaże, co się ma zdarzyć w drugiej połowie
roku. W trakcie spotkania słuchacze dowiedzieli się także, w jaki sposób autor
podchodzi do tworzenia i czy, i jak mu to pomaga i przeszkadza w pisaniu. I tak
się złożyło, że konwent rozpoczęłam i zakończyłam z Krzysztofem Piskorskim,
ponieważ zaraz po spotkaniu udaliśmy się do Brovarii na kolację i rozmowy przy
piwie, jak zawsze w doborowym towarzystwie.
Niedzielny program nie miał dla mnie nic do zaoferowania,
dlatego już przed 10.00 byłam w pociągu i dzięki promocji PKP wróciłam za darmo do Warszawy. Podsumowując, spędziłam owocny czas w zupełnie innym
świecie, nie zaprzątając sobie głowy rzeczywistością, w gronie znanych osób,
poznając nowych, bardzo sympatycznych ludzi, z którymi mam nadzieję pozostać w kontakcie.
Były to naprawdę udane dwa dni. Kolejny Pyrkon za rok, tymczasem przede mną
Polcon w stolicy i bardzo możliwe, że będę raczej orbitować wokół konwentu niż
brać w nim udział. Pożyjemy, zobaczymy.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Pyrkonowo 2013 - piątek (22.03.2013)
Tegoroczny Pyrkon był imprezą przełomową. Przez tereny Międzynarodowych
Targów Poznańskich przewinęło się ponad dwanaście tysięcy osób! Organizatorzy
zapewnili o wiele więcej miejsca niż dwa lata temu (nie mogę porównywać z
zeszłym rokiem, ponieważ nie byłam), tak że między salami i po halach można się
było poruszać bez większego problemu (najgorzej było w budynku 14, kiedy z auli
wysypywały się dziesiątki osób jednocześnie, wtedy korytarz i schody się
korkowały). Wzbogacono również program o pasmo nocne, blok anglojęzyczny oraz
blok filmowy. Z ostatnich dwóch nie skorzystałam, nie było tam dla mnie nic
specjalnie interesującego, natomiast panele dyskusyjne po godzinie 22.00 nie
były najlepszym pomysłem, zmęczeni wcześniejszymi prelekcjami prowadzący
niezbyt chętnie się udzielali i niezbyt się przygotowywali, być może licząc na
mniejszą liczbę słuchaczy. Jak zawsze w trakcie trwania imprezy trzeba było
zrewidować plan zajęć. W tym roku z planu pyrkonowego udało mi się zaliczyć
zaledwie cztery punkty, w tym na jednym spędziłam może dziesięć minut. Tyle samo
wpadło mi nieplanowanych prelekcji i paneli, które okazały się równie ciekawe.
Z niejakim smutkiem stwierdziłam jednak, że w tej dziedzinie mało co jest mnie
w stanie zainteresować i konwenty mogę traktować właściwie już tylko jako
pretekst do spotkania z przyjaciółmi i poznawania nowych osób, co oczywiście
nie jest takie złe, przynajmniej w momencie kiedy akredytacje nie kosztują tak
wiele. No ale po kolei, od początku.
Do Poznania przyjechałam w okolicy południa, miałam więc
czas zostawić bagaż i odświeżyć się po podróży w wynajętym apartamencie, w którym
już czekali na mnie Iza z Tymkiem. Z okolic starówki udaliśmy się na teren
konwentu, drogę utrudniały nam roboty drogowe i piętrzący się wszędzie śnieg.
Mimo że na MTP otwarto wejścia z obu stron, to i tak kolejki były gigantyczne.
Spędziliśmy na dworze ponad godzinę w lekkim mrozie i bylibyśmy stali jeszcze
co najmniej godzinę do samego wejścia,
nie mówiąc już o długaśnej kolejce w środku, gdyby nie spryt Izy (nieuczciwe,
powiecie? Być może, ale świat nie jest sprawiedliwy, a w życiu trzeba sobie jakoś
radzić, co przybliżę w relacji z soboty). Zadowoleni ze zdobytych akredytacji,
zabransoletkowani i z przygotowanymi wywieszkami z naszymi imionami ruszyliśmy
na zwiedzanie. Pierwszą zmianą, jaką zauważyliśmy, był brak baru z piwem, który
wcześniej umieszczony był w głównej hali. Rejon restauracyjny znajdował się w
budynku 6a, w którym była również scena. Nie było to najlepsze rozwiązanie przy
takiej pogodzie, w hali było chłodno, pusta przestrzeń zabrała trochę konwentowy klimat, a samo
pomieszczenie kompletnie nie nadawało się na koncerty.
W hali głównej rozlokowali się sprzedawcy oraz wystawcy rzeczy wszelakich
– gier, komiksów, książek, biżuterii, koszulek, pamiątek, klocków lego,
strojów. Mnie najbardziej zainteresowało stoisko artystki Magdy Ryniec, u
której kupiłam ręcznie robioną biżuterię – steampunkowe kolczyki z części od
zegarków oraz piękny wisior w komplecie z kolczykami. I chociaż zakupu nie
żałuję, to zużył on cały mój fundusz na wszelkie pamiątki (przynajmniej nic
mnie nie kusiło). Z powodu oczekiwania w kolejce na akredytację nie zdążyłam na
prelekcję Pogromcy średniowiecznych mitów, ale pocieszył mnie doskonały żurek w
bufecie. Pokrzepiona mogłam udać się do budynku 14, do Auli 2 na prelekcję
Krzyśka Piskorskiego Śmierć na 1001 sposobów: wojenne kurioza, która jest
kontynuacją najdziwniejszych wynalazków. Niewątpliwie była to najlepsza prelekcja tego konwentu! Jak zwykle Krzysztof z werwą prawdziwego pasjonata opowiadał ze znawstwem o najbardziej absurdalnych i pomysłowych wynalazkach wojennych, urozmaicając prelekcję zdjęciami. Zaczął od broni ręcznej, dzięki czemu dowiedziałam się, czym jest kpinga, inaczej zwana też hunga bunga, którą stosowali wojownicy plemienia Azande. Moją uwagę przykuł też urumi – miecz taśmowy z Indii (podobnych mieczy używano bodajże w sekwencjach walk w najnowszym Conanie i/albo Prince of Persia), który jest najbardziej niebezpieczny
dla… samego użytkownika, ponieważ bardzo łatwo można tą bronią odciąć
sobie palce czy inne części ciała. Salwy śmiechu wzbudził dastar bonga (mam nadzieję, że dobrze zapisałam nazwę),
mierzący 1,5 metra turban z 37 metrów płótna mieszczący w sobie 6 ostrzy do
rzucania, 2 krótkie miecze i sztylet; taka swoista kosmetyczka na broń. Wiele interesujących pomysłów mieli Włosi. W czasach renesansu wynaleźli oni
m.in. bojowy puklerz z latarnią, tarczę z pistoletem oraz maczugę z pistoletem.
W ogóle kreatywność ludzi wzbijała się na wyżyny absurdu, kiedy przychodziło do
pistoletów. Ktoś w Indiach wpadł na pomysł, aby wbudować dwa pistolety w
indyjskim katarze, rewolwer zmieścił się w sygnecie, zegarku z dywizką,
długopisie, biczu, scyzoryku, kluczu, parasolu, a nawet wymyślono krzyż, który
po rozłożeniu stawał się pistoletem! Próbowano również usprawnić możliwości
walczących żołnierzy. Wymyślono na przykład pieniek infiltracyjny – były to
imitacje pni drzew, w których kryli się żołnierze mogący obserwować wroga,
niezbyt skutecznie, ponieważ pieńki rzucały się w oczy na pustych przestrzeniach. Strzelcy mogli jeździć
kwadrocyklami wyposażonymi w karabiny maszynowe, powstał też specjalny oddział
piechoty wodnej – ze specjalnymi nartami, dzięki którym żołnierze mogli
poruszać się po wodzie, częściej jednak lądowali w wodzie niż na lądzie.
Projektowano i budowano ogromne czołgi (np. czołg Car, mający służyć do
miażdżenia wrogich sił i pojazdów, a z powodu potwornej masy zakopujący się w
ziemi), czołgi betonowe (to nie wymaga komentarza…) czy latające. W trakcie II
wojny światowej Niemcy przebili w głupocie Amerykanów – zaprojektowali lustra do
umieszczenia ich w kosmosie, które miały spopielać miasta dzięki
skoncentrowanej energii słonecznej. Szaleni wynalazcy tak zapędzali się w
swoich teoriach, że za niektóre pomysły powinni zostać postawieni przed sądem
za szczególne okrucieństwo wobec zwierząt. Już dwa lata temu Krzysiek wspominał
o gołębiej rakiecie, tym razem opowiedział również o bombie nietoperzowej i
sowieckim psie przeciwpancernym. O szczegółach dowiecie się z prelekcji, którą
autor przeprowadzał będzie na kolejnych konwentach. Polecam!
Po tej zdecydowanie za krótkiej prelekcji udałam się do
budynku 6a, w którym miał się odbyć koncert zespołu Południca! Niestety w
wyniku jakichś opóźnień na scenie rozstawił się i zaczął grać Rapcotic, a że ze
względu na fatalną akustykę pomieszczenia i hardcorowe brzmienia rozbolały mnie
uszy, uciekłam z powrotem do 14-tki i poszłam na spotkanie autorskie z Rafałem
Kosikiem (który wygrał z prelekcją Magdy Parus Wilkołaki dawniej i dziś, czyli
dlaczego popkultura ogłupiła zmyślne bestie), na którym gość okazał
się wyjątkowo medialny i gadatliwy, nawet sam sięgał po mikrofon! Tematem spotkania była
głównie seria dla młodzieży Felix, Net i Nika oraz film z zeszłego roku. Fani mogli się dowiedzieć, że powstał już
scenariusz do drugiego filmu, ale produkcję wstrzymują kwestie finansowe. Z
literackich nowości autor poinformował, że obecnie pracuje nad kolejnym tomem
Felixa, książką dla jeszcze młodszych czytelników (ten news zaintrygował
wszystkich, zwłaszcza, że Rafał określił, że będzie to powieść dla odbiorców z
niższej grupy wiekowej niż czytający Felixa, ale z bardziej dopracowanym
wątkiem miłosnym – hmmm?!), ma też kilka pomysłów na książki i opowiadania dla
dorosłych, które czekają lepszych czasów.
Ostatnim punktem mojego programu było spotkanie z dr Anną
Głomb i jej prelekcja Między wilkiem a wilkołakiem, czyli od wolności do
strachu. Spodziewałam się lepszego merytorycznego przygotowania po prowadzącej
niż rzucania hasłami rodem z Wikipedii i opowiadania, dlaczego to wilki w
średniowieczu były wrogo traktowane przez ludzi. Dlatego też po niecałych dziesięciu minutach wyszłam z Literackiej 2 (gdzie zapewne zgubiłam ukochane pióro
wieczne Watermana…) i zeszłam do Auli 2, aby posłuchać Kto jeszcze pisze
opowiadania? Wbrew pozorom (tytuł niespecjalnie oryginalny) był to bardzo
ciekawy panel o wartości dzisiejszych opowiadań, sztuce ich pisania i sztuce
pisania w ogóle. Spośród zaproszonych gości (Marcin Zwierzchowski jako
prowadzący, Agnieszka Hałas, Aneta Jadowska, Michał Cetnarowski, Maciej
Parowski) zdecydowany prym wiódł uroczy Maciek Parowski, który swoimi
anegdotami i ripostami wzbudzał radosny śmiech wszystkich zgromadzonych.
Wieczór zakończyliśmy na poznańskiej starówce w lokalu
Brovaria przy dobrym piwie i jeszcze lepszym towarzystwie. I tak zakończył się
dzień pierwszy.
piątek, 8 marca 2013
Kierunek: Pyrkon 2013
Po dwuletniej przerwie od konwentowania jadę na tegoroczny Pyrkon, który odbędzie się w dniach 22-24 marca. W tym roku, w przeciwieństwie do ostatniej mojej bytności, program niespecjalnie zachwyca, prezentuje się dość ubogo. Jednak znalazłam kilka prelekcji, na które zapewne się wybiorę. Tradycyjnie podzielę się z Wami wrażeniami ze spotkań i całego konwentu. Poniżej mój skromny plan, na tej stronie znajdziecie pełny program. Może ktoś się wybiera i będzie okazja do nawiązania nowych znajomości, odświeżenia istniejących?
Piątek 22.03.2013
15:00-15:50 Pogromcy średniowiecznych mitów - Zbrojny Zastęp Ziemi Poznańskiej (Naukowa 2)
Zbrojny Zastęp Ziemi Poznańskiej fachowo obala współczesne legendy, narosłe wokół czasów, które odtwarza.
18:00-18:50 Śmierć na 1001 sposobów: wojenne kurioza - Krzysztof Piskorski (Aula 2)
Od antyku aż po dziś ludzka inwencja skupiała się w dużej mierze na tym, jak skuteczniej zabijać "tych drugich". Oprócz broni i wojennych machin, które znamy z historii, na przestrzeni lat pojawiły się też setki wynalazków dziwnych i kuriozalnych. Podczas tej prelekcji przyjrzymy się im niezależnie od rozmiaru i funkcji. Obok siebie znajdą się kpingi, renesansowe maszyny do szatkowania ludzi, strzelające sygnety, lotniskowce z lodu oraz kosmiczne lustra, które miały spopielać całe miasta. Krzysztof Piskorski wraca do tematu najdziwniejszych wynalazków w historii, tym razem biorąc na celownik wszystko, co jest związane ze śmiercią i zniszczeniem.
19:00-19:50 Koncert zespołu Południca! (Duża scena)
Gotyckie śpiewy i techno pląsy. To psy z Marsa, zespół komiksowy, co nie mieści się w ramkach, złożony z wybitnej sławy superbohaterów.
20:00-20:50 Wilkołaki dawniej i dziś, czyli dlaczego popkultura ogłupiła zmyślne bestie - Magda Parus (Literacka 1)
Ostatnimi czasy wilkołaki w popkulturze nabrały nieco rozumu, choć w zamian często przywodzą na myśl przydomowe pieski. Wcześniej z uporem przedstawiano je jako krwiożercze bestie, nie dość, że bezmyślne, to jeszcze całkowicie pozbawione instynktu samozachowawczego. A to dziwne, bo w części starych zapisów akurat sprytu im nie brakuje. Skąd więc taki obraz wilkołaków w popkulturze? Czyżby samym zainteresowanym zależało na zafałszowaniu ich wizerunku? Teoria spiskowa nie gorsza od innych.
22:00-22:50 Między wilkiem a wilkołakiem, czyli od wolności do strachu - Anna Głomb (Literacka 2)
Symbolika wilka w mitach, baśniach i literaturze, m.in. w "Czerwonym Kapturku", "Piotrusiu i Wilku", "Wilkach w ścianach" czy w "Śmierciowisku" oraz wilk jako symbol dzikości i wolności. Na czym polega fenomen postaci wilka, na czym polega lęk, zwłaszcza dziecięcy? Wilk jako symbol pozytywny.
Sobota 23.03.2013
11:00-11:50 Szatan kościelny a diabeł w wierzeniach ludowych - podobieństwa, różnice, metody jego utylizacji - Stefan Darda (Literacka 1)
Co wspólnego mają egzorcyzmy z odczynianiem uroków? Czy na pewno zawsze diabeł bywa zły, czy też może czasem warto mu zapalać ogarek? Krótka historia spojrzenia na problem z ciemnymi mocami i sposoby na ich unieszkodliwienie w lekkostrawnej pigułce.
14:00-14:50 Życie - gra bez reguł - Marcin Przybyłek (Literacka 2)
Czy marzenia się spełniają? Czy życie jest sprawiedliwe i czy ma jakieś reguły, a jeśli tak, to jakie? Czym się kierować podejmując ważne decyzje? Co na to psychologia? Na te pytania spróbuje odpowiedzieć Marcin Przybyłek, twórca sagi "Gamedec".
15:00-15:50 Ek aljamarkiR, czyli skandynawska runologia w pigułce - Marta "Erised" Rudnicka (Naukowa 1)
Chcesz posłuchać o wikińskich wyznaniach miłosnych wyrzezanych naprędce w kawałku patyka? O obelgach wydłubanych kozikiem na ścianach świątyń? Memoriałach na cześć Knuta, Sigrida czy Thora, wyrytych w kamieniach runicznych górujących dumnie nad fiordami (tudzież stanowiącymi część komina)? A może ciekawi Cię, dlaczego Wikingowie podpisywali wannę "wanna"? Jeśli tak, to ta prelekcja jest właśnie dla Ciebie! Jak czytać starożytne skandynawskie runy, jak ewoluował futhark, kim był thul, historia kilku najważniejszych inskrypcji, jakie do tej pory odnaleziono. Informacje wprost z Norwegii i kursów runologii!
18:00-18:50 Absurdy życia w średniowieczu - Marcin Hybel (Naukowa 1)
Szokujące i zabawne fakty związane ze średniowieczem, od narodzin tego okresu aż po jego kres, w ujęciu Marcina Hybla, autora książek z gatunku komediowego fantasy.
20:00-20:50 Spotkanie autorskie z Łukaszem Orbitowskim - Michał "Watson" Gniot (Aula 2)
Autor, który ostatnio dał nam takie książki jak: "Nadchodzi", "Widma" czy "Ogień". Teraz będzie mógł nam opowiedzieć zarówno o swoim doświadczeniu, jak i o przyszłych pisarskich planach.
wtorek, 12 kwietnia 2011
Pyrkonowo 2011 - niedziela (27.03.2011)
Tym razem z
łóżek zwlekliśmy się w okolicy 11.00, po śniadaniu spakowaliśmy się i
ruszyliśmy na ostatni dzień konwentu. Zostawiliśmy bagaże w szatni i nasze
drogi się rozeszły. Gdzie poszli moi podopieczni? Jak zgadliście?! Tak, do
Games Roomu, ja potrzebowałam kawy. Ale najpierw udałam się na prelekcję o
serbskiej literaturze fantastycznej, gdzie przypadkiem spotkałam Malakha i
zgarnęłam go w momencie, kiedy prowadząca zaczęła streszczać jedną z książek.
Poszliśmy do baru z PRL-u i w przyjemnej atmosferze spędziliśmy następną
godzinę. Ponieważ chciałam się pożegnać z wyjeżdżającymi wcześniej
przyjaciółmi, skierowałam swe kroki do Literackiej 2 na spotkanie autorskie z Piotrem Rogożą. Ten młodziutki autor
publikuje od 17. roku życia, ma na swoim koncie dwie książki, a przed kilkoma
dniami ukazała się jego powieść młodzieżowa Klemens i kapitan Zło. Przyznam, nie miałam do tej pory styczności z jego
twórczością, ale z ciekawej rozmowy, umiejętnie prowadzonej, ujawnia się
oryginalny, eksperymentujący, a jednocześnie pełen pokory dojrzały twórca, z
którym łączy mnie zamiłowanie do tych samych zespołów muzycznych. Postaram się
jeszcze w tym roku przeczytać choćby kilka opowiadań Piotrka.![]() |
| Godło Redanii jako żywo przypomina herb Polski |
Umówiłam się z chłopakami na 15.30 pod szatnią i stamtąd,
odebrawszy swoje rzeczy, skierowaliśmy się na dworzec PKP. Odeskortowałam
ferajnę do pociągu, sama zaś miałam jeszcze godzinę do odjazdu InterREGIO.
Znowu spotkałam Mateusza, Julię i ich znajomych i razem czekaliśmy. Kiedy podjechał pociąg, nie udało nam się zająć siedzącego miejsca. Niemal
połowę podróży przesiedziałam na bagażach w korytarzu. Ale los się uśmiechnął
do mnie, z pobliskiego przedziału wysiadł jeden z pasażerów, więc sprytnie
zajęłam jego miejsce i już do Warszawy dojechałam w całkiem przyjemnych
warunkach, czytając Mabinogion i
słuchając muzyki. I tak zakończył się dzień trzeci i ostatni konwentu Pyrkon. W
przyszłym roku Nidzica.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Pyrkonowo 2011 - sobota (26.03.2011)
Do wstania przed 9.00 zmotywował nas fakt, że czekało
śniadanie. Jeszcze zaspani zjedliśmy bułki z wędlinami, ubraliśmy się,
odświeżyliśmy i udaliśmy uczestniczyć w życiu konwentowym. Chłopaki – Games
Room, ja – do sali Naukowej 1 na prelekcję Agnieszki
Hałas Od Paracelsusa do Pasteura –
lekarze, aptekarze, szarlatani. Szybko pożałowałam decyzji, gdyż autorka
niedawno wydanych Dwóch kart miotała
się strasznie w notatkach, mówiła nieskładnie, jąkając się i powtarzając, o
historii medycyny bardzo ogólnie i w ekspresowym tempie, bardziej skupiając się
na przeglądzie chorób i metod ich leczenia. Największe poruszenie wywołały
zdjęcia narzędzi chirurgicznych z XVII, XVIII i XIX wieku, bardziej
przypominające narzędzia tortur a nie przybory mające ratować życie. Na
zakończenie prelegentka uraczyła słuchaczy szczegółowym opisem wyjmowania
zgniłego noworodka z macicy…
![]() |
| Paracelsus jest autorem sentencji: Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną |
Aby się otrząsnąć z tej rozczarowującej w sumie godziny,
skierowałam swoje kroki do Literackiej 1 na panel dyskusyjny, O zmianie życia literackiego na
fantastycznych portalach internetowych, prowadzony przez Michała Cetnarowskiego, autora
pamiętnych Labiryntów.
Rozmowa szybko skręciła w kierunku ustalania za i przeciw internetowi w służbie
fantastyki, co niezbyt mnie interesowało, wymknęłam
się więc i poszłam na spotkanie
autorskie z Anią Brzezińską, którego nie planowałam. I to był pierwszy miły
akcent tego dnia. Ania po raz kolejny udowodniła, że w jej towarzystwie nie
można się nudzić i że całkowicie daje sobie radę sama w prowadzeniu spotkania
autorskiego. Dowiedziałam się, że Wiedźma z
Wilżyńskiej Doliny jest dla pisarki sposobem odreagowania rzeczywistości,
jej możliwością wyładowania własnych frustracji na to, co się dzieje w Polsce i
na świecie. Mowa była także o najbliższych planach wydawniczych – w pierwszej
połowie roku ma się ukazać opowiadanie z cyklu włoskiego, a kolejna książka
zapowiada się doprawdy intrygująco, jej akcja bowiem osadzona jest w
przedrewolucyjnej Rosji, w niewielkiej wsi, a fabuła będzie, jak zwykle w
wypadku Brzezińskiej, oscylowała wokół końca świata. Ma to być zbiór
powiązanych ze sobą opowiadań, w których fantastyka będzie znikomym elementem.
Wywiad bardzo szybko przerodził się w swobodną rozmowę o kondycji polskiej
fantastyki, o pojmowaniu jej pisarzy i ich książek w świecie „wielkiej
literatury”. Ania bardzo racjonalnie i trafnie stwierdziła, że literaturę
powinno się rozpatrywać w kontekście tradycji literackiej, z jakiej się ona
wywodzi, a nie do jakiego gatunku należy dana książka, ponieważ od dawna
granice gatunkowe się zacierają.
Chciałam biec jeszcze na prelekcję Dlaczego nie można teleportować kota Schrödingera,
ale zbuntował się mój żołądek. Nie tylko mój, pozostali też stwierdzili, że
najwyższa pora na obiad. Tym razem wybraliśmy się do greckiej restauracji
nieopodal, gdzie dziwnym zjawiskiem była starsza pani kelnerka, zapewne także
właścicielka lokalu, która budziła we mnie niepokój twarzą przypominającą
maskę. Niewielki i tak wybór ograniczył nas jeszcze bardziej finansowo –
większość dań z karty oscylowała w granicach 40 zł. W oczekiwaniu (dłuższym niż
to wypada) raczyliśmy się luźną rozmową, a kiedy wreszcie przyniesiono nasze
dania, obawialiśmy się, czy się w ogóle najemy. Na szczęście wrażenie było
mylne, a jedzenie całkiem smaczne, postanowiliśmy jednak wynieść się z lokalu
jak najszybciej. W barze Społem zamówiliśmy trunki i tak w sympatycznym
towarzystwie doczekałam godziny 16.00
i prelekcji I ty zostaniesz magistrem
zielarzem!
![]() |
| Bluszczyk kurdybanek |
Kolejne spotkanie przyćmiło wszystkie poprzednie i następne
po nim! Prelekcja Najdziwniejsze
wynalazki w historii Krzysztofa Piskorskiego była absolutnym hitem
pyrkonowym, w niewielkiej salce zgromadził się prawdziwy tłum, który planował
nawet wykurzenie fanów SF z największej sali. Szczęśliwcy, którym się udało
wcisnąć do pokoju, mogli obejrzeć i posłuchać o najbardziej kuriozalnych
wynalazkach i projektach w historii. Spotkanie odbyło się w myśl słów Alberta
Einsteina, który powiedział kiedyś, że tylko wszechświat i ludzka głupota są nieskończone.
Oglądając zdjęcia tych wynalazków naprawdę trudno się nie zgodzić z tym
stwierdzeniem! Już na pierwszy ogień poszedł bowiem projekt balonu z napędem…
ptasznym. Jego pomysłodawcy wymyślili sobie, że do balonu podwieszą w uprzężach
dwa ptaki, orły lub sępy, które uniosą człowieka w takiej maszynie. W XIX
wieku, okresie władzy rozumu nad zabobonami, bardzo popularne były trumny z alarmem,
gdyż tamtejsi mędrcy obawiali się pogrzebania żywcem. Stąd pomysł budowania
trumien z kominem, przez który dochodziło świeże powietrze, i dzwoneczkiem na
powierzchni przywiązanym do palca zmarłego. Jeśliby okazał się on jednak żywy,
miał dzwonić, a patrolujący cmentarz grabarz miał natychmiast przybiec i
odkopać nieszczęśliwca. Nikt nie pomyślał o tym, że najbardziej nieszczęśliwy
był grabarz, który, przechadzając się cmentarnymi uliczkami, musiał zadawać
sobie setki razy to samo pytanie na dźwięk takiego dzwonka – czy to żywy
dzwoni, czy wiatr? Nic nie przebije jednak pomysłowości Amerykanów. W 1862
roku, w związku z licznymi zgłoszeniami napaści na tamtejszych farmerów przez
Indian, wymyślono pług z elementami lekkiej artylerii, żeby ten biedny farmer,
zaskoczony w trakcie orania pola, mógł posłać kilka kulek śrutu w tyłki
złośliwych czerwonoskórych. Pomyślano również o trębaczach i wynaleziono…
trąbkę z miotaczem ognia. Zmyślni wynalazcy troszczyli się także o kobiety. Zdumienie
zebranych wywołał obrazek pianino-odkurzacz, który ani nie grał, ani nie
odkurzał, bowiem nie był przenośny. A już padaliśmy ze śmiechu, kiedy
zobaczyliśmy napędzany parą manipulator, przygotowany specjalnie z myślą o
samotnych kobietach, które przecież brak mężczyzny, a co za tym idzie brak
seksu, prowadził do szaleństwa. Mogłabym tak długo jeszcze opisywać, ale
najlepiej zrobicie, jak przekonacie się sami – Krzysztof Piskorski będzie
prezentował swoje odkrycia na najbliższych konwentach jeszcze przez jakiś czas.
Wspomnę jeszcze tylko o ciekawym urządzeniu – aparacie do kopania… samego
siebie. Żeby to jeszcze był wynalazek w służbie karania niegrzecznych dzieci,
ale nie! Jego pomysłodawca skonstruował coś w rodzaju koła bez obręczy, na
którego osiach umieścił buty, które obracając się, kopały wygiętego w tył
człowieka dla rozrywki!
![]() |
| Posążek egipskiego kota |
W planie miałam jeszcze dwa koncerty – na harfie celtyckiej i lutni, ale
chciałam zrewanżować swoją piątkową nieobecność przyjaciołom, poza tym byłam
głodna, pojechałam więc na starówkę i dołączyłam do mojej
fantastycznej (dosłownie i w przenośni) grupy, z którą świetnie bawiłam się do
późnych godzin nocnych. I tak zakończył się dzień drugi.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Pyrkonowo 2011 - piątek (25.03.2011)
O Pyrkonie w świecie fantastów pozostało już mgliste
wspomnienie, wszyscy żyją teraz Nidzicą (16-19.06.2011) i przyjazdem George’a R.R. Martina. Do
Nidzicy pojadę w przyszłym roku, a teraz podzielę się z Wami moimi
wrażeniami z pobytu na konwencie w Poznaniu. Jak to zwykle bywa nie udało mi się w 100% wykonać planu pyrkonowego, ale zaliczyłam kilka ciekawych prelekcji,
jeden bardzo udany koncert i zabawne wieczory w gronie znajomych. Niestety
nie oprawię relacji zdjęciami (muszę w końcu kupić aparat!).
Ponieważ wybrałam się na konwent z moim bratankiem i jego
dwoma kolegami, a także dlatego, że w ten dzień nie było wielu interesujących
mnie programów, wyruszyliśmy z Warszawy przed 16.00, a dotarliśmy do Poznania ok.
godziny 19.00. Po zameldowaniu się w pobliskim hoteliku i zostawieniu bagaży
przebyliśmy drogę w całe dwie minuty na teren Międzynarodowych Targów
Poznańskich w celu zarejestrowania się. Zdumiał nas całkowity brak kolejek i
dużo osób w okienkach akredytacyjnych. Pozytywnie zaskoczeni po mniej więcej
dziesięciu minutach byliśmy zakuci w plastikowe bransoletki, z wypisanymi
nickami na identyfikatorach i wyposażeni w program i różnorakie ulotki
ruszyliśmy w stronę bramek, w które trzeba było włożyć kod kreskowy, a zielona
strzałka i krótki sygnał pozwalał przejść do konwentowego świata.
Zaraz potem rozdzieliliśmy się – chłopcy poszli szukać Games
Roomu, gdzie zamierzali spędzić, jak się okazało, całe trzy dni, ja
postanowiłam odnaleźć moich katedralnych znajomych na czele z redaktorem Shadowem i Izą (;-P), którzy przyjechali wcześniej i teraz
siedzieli w ogródku piwnym, planując kolejne spotkania towarzyskie. W zderzeniu
z ich argumentami („-Idziemy na piwo. – Dobra, namówiliście mnie”) postanowiłam
poświęcić pierwszy punkt programu na mojej liście, czyli Za króla i św. Jerzego! Czyli o wojnie w średniowieczu, i udać się
razem z nimi zwiedzać starówkę poznańską. Pobiegłam sprawdzić, czy chłopaki
mają się dobrze, po czym okazało się, że część mojej ekipy już wyruszyła,
pozostawiając nas ze wskazówkami typu „idźcie prosto”. Poszliśmy więc. Szliśmy,
szliśmy… i szliśmy, minęliśmy starówkę i szliśmy dalej… A kiedy w końcu
odnaleźliśmy to tajemnicze miejsce, stwierdziliśmy, że wracamy, bo w knajpie
powietrze pełne od papierosowego dymu można kroić nożem, czy też, żeby było
zgodnie z konwencją, toporem. Poza tym nie można było nic zjeść oprócz
orzeszków albo paluszków. Wróciliśmy więc na starówkę i tam wreszcie osiedliśmy
w przyjemnej restauracji amerykańskiej, nazwy której już nie pomnę (ale
szarlotkę z lodami waniliowymi mają wyśmienitą!). Gdy po zaspokojeniu głodu
postanowiliśmy przenieść się do innego lokalu z bardziej płynnym menu,
przestraszyłam się, że zgubiłam klucze do mieszkania. Cały imprezowy nastrój
szlag trafił, nie było mi innego wyjścia, jak wracać do hotelu i szukać zguby.
Zostawiłam więc przyjaciół i podążyłam szybkim marszem w stronę noclegowni.
Znacie to uczucie, że niby jesteście przekonani, że na pewno
zamknęliście drzwi na klucz albo wyłączyliście żelazko, ale mimo wszystko
biegniecie sprawdzić zdjęci lękiem, że może jednak nie? Tak czułam się w tym
momencie i ja, przez całą drogę tłumaczyłam sobie, że to niemożliwe, żebym
zgubiła klucze, przecież nigdy mi się to nie zdarzyło, ale fakt, że nie miałam
ich w kieszeni kurtki, gdzie zawsze je chowałam, wystarczył. Kiedy przyszłam do
pokoju, dopadłam torby. Klucze leżały sobie spokojnie na piżamie, bo jakżeby
inaczej, podczas każdego wyjazdu chowałam je do torby podróżnej. Odetchnęłam z
ulgą, jednocześnie byłam zła na siebie, bo przez swój głupi czerep drałowałam
całą drogę na marne! Ale nie ma tego złego… Dochodziła 22.00, wiedziałam, że od
godziny trwa koncert Percivala,
zespołu folkowego. Popędziłam więc do MTP, znalazłam Aulę i Mateusza, Julię, Tela i Agę,
którzy siedzieli sobie niedaleko sceny i świetnie się bawili. Przez kolejną
godzinę doskonale bawiłam się i ja. Zespół dał świetny koncert, muzykanci
potrafili nawiązać niezwykły kontakt z publicznością, improwizowali,
dowcipkowali, wywołując głośne brawa i śmiechy, niektórzy widzowie tańczyli w
przejściu między krzesełkami, a był też jeden odważny, który zaśpiewał razem z
Percivalem.
Po skończonej zabawie kontrolnie zajrzałam do moich podopiecznych, a
widząc, że świata poza planszą nie widzą, zostawiłam ich spokojna i udałam się
wraz z dwojgiem znajomych na poszukiwanie sklepu nocnego, który zgodnie z
dołączoną do programu mapką miał znajdować się kilkaset metrów od targów.
Niestety – sklepu nie było, co więcej, miejsce sprawiało wrażenie, jakby nigdy tam
nie stał… Zrezygnowani wróciliśmy na teren targów i w barze rodem z PRL-u
piliśmy piwko i rozmawialiśmy o książkach i grach. I tak zakończył się dzień
pierwszy.
poniedziałek, 21 marca 2011
Kierunek: Pyrkon
W najbliższy weekend odbędzie się konwent miłośników fantastyki Pyrkon edycja 2011. Się wybieram, przygotowałam już plan swoich zajęć, program jest różnorodny, więc ciężko było wybierać, a jeszcze przecież jest świadomość, że nie wezmę udziału we wszystkich wybranych przez siebie punktach.
Nauczona doświadczeniami z poprzednich konwentów wygospodarowałam nawet czas na posiłki, więc mam nadzieję, że najważniejsze punkty programu uda mi się zaliczyć. Poniżej moja lista na weekendowe dni, tutaj znajdziecie pełny program konwentu.
Piątek 25.03.2011
20:00-20:50 Za króla i Św. Jerzego! Czyli o wojnie w średniowieczu - Michał "Wnuku" Wnuk (Naukowa 2)
Z historii wieków średnich najlepiej zapadają w pamięć wielkie bitwy i długie oblężenia. Stanowią one jednak mały fragment tego jak wyglądała średniowieczna wojna. W kinie widzimy to samo, gdyż bitwa jest niesamowitym widowiskiem, co dzięki coraz to nowszym efektom specjalnym da się coraz wierniej oddać. Balansując między powszechną wiedzą, a kinowym wyobrażeniem postaram się uzupełnić białe plamy w naszej wiedzy o średniowiecznej wojnie.
21:00-22:50 Lekcja pisana Tengwarem - Heaen (Literacka 2)
Tengwar jest systemem znaków elfickich. Na zajęciach pokażę najbardziej znany, dopuszczony do publikacji książkowej (dodatek D i E R.Derdzińskiego do Władcy Pierścieni), sposób zapisywania nim języka polskiego.NIE jest to nauka języka, leczy SYSTEMU znaków, dzięki któremu nauczycie się kodować język.
22:00-23:50 Koncert Percivala (Aula)
Zapraszamy do muzycznej podróży do świata naszych przodków! W piątkowy wieczór na scenie Auli wystąpi zespół Percival, który poprzez swoją muzykę spróbuje przekazać nam klimat i atmosferę wczesnego średniowiecza. Grupa wielokrotnie w ciągu roku występuje na różnych pokazach historycznych, budując muzyczne tło w gwarnych obozowiskach, na turniejach walk wojów lub podczas wystawnych uczt. Na koncercie usłyszycie muzykę, która wtapia widza w świat żywej historii, hipnotyzuje i pozwala choć na chwilę odetchnąć od otaczającej nas rzeczywistości.
Sobota 26.03.2011
10:00-10:50 Autor vs. bohater. Nasza prywatna katastrofa - Ewa Białołęcka (Literacka 1)
Pewnego dnia budzimy się i za oknem coś jest NIE TAK. Ziemię zaatakowali kosmici, krwiożercze rośliny, ludzie zmieniają się w zombie, nastąpiło globalne zlodowacenie, w Warszawie rośnie fiołek - scenariusz do wyboru. Nie jesteśmy Mad Maxem ani żadnym innym bohaterem, zdolnym żreć podkowy i pluć gwoździami. Jak będzie wyglądać nasza własna prywatna katastrofa? Jak się zachowamy? Czy przeżyjemy? Albo... czy zdołamy przeżyć sześćdziesiąt minut? Prelekcja połączona ze swobodną dyskusją i grą wyobraźni.
11:00-11:50 Od Paracelsusa do Pasteura - lekarze, aptekarze, szarlatani - Agnieszka "Ignite" Hałas (Naukowa)
Jak wyglądała sztuka medyczna w Europie na długo przed wynalezieniem antybiotyków? Poznacie fakty ciekawe, dziwne i straszne. Dowiecie się, czemu Paracelsus palił księgi, jaki wstydliwy problem miał król Ludwik XIV Słońce, kogo zakopywano w gnoju i na co pomagały okłady z surowej marchwi.
12:00-12:50 W którą stronę ma być lufa? - Karol "Oreł" Nowacki (Naukowa 2)
Broń palna dla początkujących. Prelekcja dla tych, którzy gubią się w karabinach, karabinkach, strzelbach, sztucerach, pistoletach, rewolwerach, nabojach, pociskach i całej reszcie tym podobnych urządzeń. O zasadach działania, historii oraz terminologii polskiej i angielskiej.
12:00-13:50 O zmianie życia literackiego na fantastycznych portalach internetowych - Michał Cetnarowski (Literacka 1)
Panel dyskusyjny, na którym Michał Cetnarowski i jego goście zastanowią się, co zmieniło się, co się zmienia, a co dopiero się zmieni w obliczu polskiej fantastyki po jej wpłynięciu na Internetu. Oprócz ww. udział wezmą Paweł Majka oraz Rafał Kosik.
14:00-14:50 Dlaczego nie można teleportować kota Schrodingera - Katarzyna "Katja" Młynarczyk (Naukowa 2)
Proste wyjaśnienie czym jest teleportacja i jak daleko udało się w tej dziedzinie zajść współczesnym fizykom. Co możemy teleportować, a czego nie i co ma z tym wspólnego na wpółżywy kot. Łopatologiczna prelekcja skierowana do niewtajemniczonych w meandry fizyki kwantowej.
16:00-16:50 I ty zostaniesz magistrem zielarzem - Radosław "Thymus" Sajkiewicz (Naukowa 2)
Z roślinami stykamy się każdego dnia. Czasem zupełnie przypadkowo zaszczycamy je uciskiem naszego buta przemykając cichcem po osiedlowym trawniku w zacnym zamiarze skrócenia sobie drogi do zaparkowanego samochodu o kilka cennych metrów. Czasem "zielone" ląduje na naszym talerzu jako niechciany, lecz ponoć zdrowy dodatek do nieśmiertelnego schabowego. Czasem przez przypadek zawitamy na łąkę i z miną godną profesora szacownej uczelni z 200 rosnących tu gatunków wyłapujemy 5 "doskonale" nam znanych - tu trawa, tam mlecz, trwa, mlecz , koniczyna, trawa, duża koniczyna, duża trawa. Dla wielu z nas przygoda z botaniką zakończyła się w szkole. Zniechęceni wkuwaniem kolejnych regułek i definicji nie mieliśmy najmniejszej szansy poznać urokliwego niedośpiałka maleńkiego, złowrogiego szczwołu czy zadziornego śmiałka pogiętego. Nie dane nam było dowiedzieć się na cóż czosnek służył cyrulikom wojskowym lub jak szukać skarbów "na kwiatka". Zapraszam na krótką botaniczną wyprawę. Zerkniemy do średniowiecza, skręcimy na lewo do Altdorfu, przemkniemy po zielarniach, pobuszujemy w ruinach zamków,odwiedzimy opuszczoną latrynę i skończymy wędrówkę w wielkiej Puszczy na północny zachód od Poznania.
17:00-17:50 Najdziwniejsze wynalazki w historii - Krzysztof Piskorski (Literacka 2)
Pianino-odkurzacz, samochód napędzany przez psa, trumna z alarmem, trąbka z miotaczem ognia, rajstopy o trzech nogach oraz obrotowy stół, który miał pomagać kobietom w połogu siłą odśrodkową. Krzysztof Piskorski był wszędzie tam, gdzie na przestrzeni wieków ludzki rozum zszedł na manowce. Nie udało się co mu co prawda znaleźć dowodów na istnienie parowego telefonu, ale za to odkrył parowy wibrator i kilka nie mniejszych sensacji.
19:00-19:50 Koty w mitach, legendach i baśniach - Maja Lidia Kossakowska (Literacka 1)
Domowi ulubieńcy, bóstwa, czarownicy czy demony? Kim, bo oczywiście nie czym, są koty? Uwielbiane i przeklęte, słodkie i złowróżbne. Jak wyglądał obraz kota w różnych kulturach i wierzeniach. jeśli chcecie się dowiedzieć czy błękitny kot przyniósł szczęście władcy Indonezji, dlaczego w Korei kot ma wyższą pozycję niż pies, a w Birmie odwrotnie, kto jest królem kotów w Anglii lub dlaczego w Egipcie kochano swoje futrzaki tak samo jak dzieci, ta prelekcja jest dla Was. Poznajcie opowieści o legendarnych, mitycznych i prawdziwych kotach od Europy, przez Bliski i Daleki Wschód, Amerykę i Afrykę. Wszędzie, gdzie tylko stanęła puchata, cicho stąpająca łapka.
20:00-20:50 Wesołe jest życie... chemika - Magdalena "Sethisse" Hertman (Naukowa)
Cyjanek, strychnina, arszenik i opary rtęci. Zmieszać i podawać na zimno, zupełnie, jak zemstę. Albo toksyczną miłość. Bo emocje tam, gdzie dochodzi do głosu chemia nikną w obliczu nie zawsze zdrowej fascynacji. Zanurz się wraz ze mną w proszkach, cieczach i oparach. Spośród nich nie wynurzysz się już taki/taka, jak wcześniej.
21:00-22:50 Cztery Struny Fantastyki - koncert na wczesnej harfie celtyckiej - Barbara "Maskota" Karlik, Lukasz "Squallu" Winkel (Aula)
Według legend istnialy trzy "struny" muzyki irlandii: geant raí - muzyka radości, goltraí - muzyka smutku i suantraí - muzyka snu. Fantastyka sięga jeszcze dalej. Od wzgórz Irlandii i pastwisk Szkocji przez strony ulubionych książek odkryjmy tę czwartą strunę, jak piątą stronę świata.Na koncercie ogłoszone zostaną wyniki konkursu na tekst inspirowany książką sf/fantasy.
23:00-23:50 W poszukiwaniu zaginionej muzyki - koncert na lutni - Jan Kiernicki (Literacka 2)
Ponad tysiąc lat temu śmiertelnie ranny w walce z olbrzymem rycerz, nie widząc już szans na przeżycie, postanawia oddać swój los żywiołowi morza. Na jego prośbę towarzysze składają go do wyłożonej skórami łodzi i popychają na groźne, zamglone wody - w stronę Irlandii. Jedyne, co zabiera na swoją łódź bez żagla ani wioseł, to jego lutnia...
Niedziela 27.03.2011
10:00-11:50 Łuk bojowy - pochodzenie i wykorzystanie w średniowiecznych armiach angielskich - Marek "Brutus" Konopacki (Naukowa)
W czasie kiedy państwa ościenne w coraz większym stopniu wykorzystywały kuszników, monarchowie angielscy postawili na broń zdałoby się zdeklasowaną - łuk bojowy. Zastosowanie tej broni pozwoliło im wielokrotnie pokonywać silniejszych przeciwników, zdałoby się wbrew wszelkim przeciwnościom. Prelegent postara się przybliżyć kwestię pochodzenia łuku bojowego, możliwości jakie oferowała ta broń oraz sposobu użycia tej broni w armiach normandzkich, a potem angielskich. Spróbuje wyjaśnić jej fenomen na przykładzie bitew wygranych dzięki łucznikom, nie tylko w czasie Wojny Stuletniej. Postara się także wyjaśnić dlaczego tak szybko została ona wyparta przez broń palną.
11:00-11:50 Fantasy na tropie słowiańskiego mitu - Ela Żukowska (Literacka 3)
Czego można się doszukać w polskiej fantasy spod słowiańskiej gwiazdy? Czy tylko strzyg i wąpierzy? Czarownic i stolemów?
A herosi solarni, walczący ze smokami? A gromowładny Perun zabijający żmija? A co z mitami założycielskimi? Czy Piast był tylko kołodziejem, czy bohaterem kulturowym na miarę celtyckiego Artura? Bajki to czy prawda, jeszcze literatura czy już rekonstrukcja?
14:00-15:50 Świat rzeczywisty w Wiedźminie - Bartosz "Gajowy" Gajewski (Literacka 1)
Krótka prezentacja nawiązań do historii, literatury, i wielu innych aspektów świata rzeczywistego, w opowiadaniach oraz Sadze o Wiedźminie.
15:00-15:50 Fortyfikacje i metody ich zdobywania od starożytności do XVIII wieku - Maciej "Czarny" Kozłowski (Naukowa 2)
Przyjrzyjmy się dawnym twierdzom i artylerii - spróbujmy odtworzyć oblężenia, odsiecze, podkopy i dźwięk strzelających armat. Prześledźmy rozwój fortyfikacji od Jerycha aż do epoki Ludwika XIV. Ze starożytnymi zbudujmy wieże oblężnicze, a z francuskimi inżynierami zastosujmy plan ataku Vaubana. Zobaczmy, jak wyglądał odwieczny wyścig atak-obrona i wyjaśnijmy, czemu historia potoczyła się takimi, a nie innymi torami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








