wtorek, 8 czerwca 2010

Bajka większa od gry - "Książę Persji: Piaski Czasu", scenariusz: Boaz Yakin, Jordan Mechner i inn, reżyseria: Mike Newell, 2010

Bardzo czekałam na ten film. Uwielbiam grę, o czym może kiedyś napiszę w oddzielnym wpisie, więc spodziewałam się po jej ekranizacji tego, czego spodziewa się każdy fan – dobrej zabawy. Rzeczywiście, była dobra, jednak bawili się na niej wyłącznie twórcy i małe dzieci. 

Najmilej zaskoczył mnie odtwórca tytułowej roli, Jake Gyllenhaal, do którego od początku byłam nastawiona sceptycznie. Wydawał mi się zbyt… chłopięcy do tej postaci. Nadal uważam, że nie jest idealnym Dastanem, jednak nie oceniam go już tak surowo. Postarali się o to specjaliści od kostiumów i charakteryzacji (wygląd księcia wzorowany jest na bohaterze Warrior Within, nie na Sands of Time, co wypada na korzyść obrazu), a także sam aktor, który intensywnie trenował do roli na kilka miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć. Tę zwinność, tak charakterystyczną w grze, widać także w filmie, chociaż efekty są dużo mniej spektakularne. Gyllenhaal dał Dastanowi naturalną bezpretensjonalność, łobuzerskość, o ile mogę się tak wyrazić. Tylko trochę przesadził - nie potrafił pogodzić humoru z dramatycznością postaci, co spowodowało, że nie czuło się jego cierpienia. Podobała mi się również współpraca Dastana z Taminą (w tej roli urocza Gemma Arterton), a raczej ich antypatia i wzajemnie czynione złośliwości. Twórcom widocznie zależało na damskiej części widowni, gdyż więcej tutaj tych przepychanek niż akcji, co osobiście mam im za złe, także Dastan biega częściej pół nagi niż Tamina, czego nie mam za złe. Gemma, chociaż kompletnie nie pasuje urodą do Farah, doskonale poradziła sobie z rolą godnej, wyniosłej, ale też odważnej i niemożliwie irytującej księżniczki, zupełnie jak jej pierwowzór z gry. Niezawodny jak zwykle Ben Kingsley, zaufany brat króla i czarny charakter, nie wychodził poza swoją funkcję i niczym ciekawym się nie wyróżniał. Pozostałych aktorów, między innymi Alfreda Molinę jako szejka Amara wykazującego lekko niepokojącą miłość do strusich wyścigów, ledwie się zauważa.

Niestety scenarzyści i reżyser nie zmusili aktorów do wysiłku w pogłębienie psychologii postaci, która większa jest w grze niż w tym obrazie. Twórcy postanowili zrobić ze swojego dzieła komedię przygodową, ale im nie wyszło. Mało scen walk, na których przecież gra tyle zyskuje, wymuszony i ograny humor sytuacyjny, a także łopatologicznie potraktowany morał sprawiał, że film nudzi i jego oglądanie nie sprawia większej przyjemności. To puszczanie oka do widza niezmiernie mnie irytowało – bardzo lubię i cenię grę z konwencji, ale w tym przypadku wypadło to żałośnie; czułam, że twórcy obrażają moją inteligencję marnymi gagami. Obraz nie trzyma w napięciu, widz doskonale orientuje się w tym, kto jest zły, a kto lepszy, nie mówiąc już o tym, że od początku wie, jakie będzie jego zakończenie. Widać też, z dużą szkodą dla filmu, że został on dostosowany do oglądania przez młodszych widzów – ta plastikowa oprawa przypominała mi nieudanego Wolverine’a.

Film różni się od gry wieloma pobocznymi wątkami, co oczywiście nie byłoby złe, gdyby nie fakt, że komputerowa wersja jest znacznie bardziej urozmaicona, zarówno w kwestii przygodowej, jak i przedstawienia bohaterów. W historię oryginalnego księcia dużo łatwiej uwierzyć niż w bajkę (specjalnie i z całą złośliwością używam tego słowa) pokazaną na ekranie kinowym.

Także efekty specjalne nie imponują. Są dobre, dopracowane, sceny walk urealniono, a wyczyny księcia nie różnią się wiele od popisów choćby słynnych Yamakasi czy też ich żywych odpowiedników, czyli traceur, ale wydają się jedynie marnym odwzorowaniem gry. Zachwycają natomiast przepiękne zdjęcia średniowiecznych miast Persji, oczywiście uzyskane za pomocą techniki komputerowej, ale zapierające dech w piersi. W oprawie wizualnej ładnie wkomponowuje się muzyka autorstwa Harry’ego Gregsona-Williamsa, bazująca na tej komputerowej.

Film sprzedał się całkiem nieźle, zapewne powstanie kontynuacja, na którą być może się wybiorę, o ile nie będzie takim love story, a twórcy skupią się na akcji i postaci Dastana i, wybaczcie, dzieci, że to piszę, będzie miał wyższą kategorię wiekową.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza