Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piękny czy Bestia?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piękny czy Bestia?. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lutego 2013

Krew i wilki - "Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności", Erberto Petoia, tłumaczenie: zbiorowe, Universitas 2004

Podobnie jak Wampira Marii Janion tę książkę czytałam na studiach i we fragmentach przy okazji pracy licencjackiej i magisterskiej. Kupiłam ją ponad dwa lata temu i od tamtego czasu nawet do niej nie zajrzałam. Aż do teraz. Wampiry i wilkołaki zgodnie z opisem to zbiór legend, mitów, podań dotyczących tych właśnie istot magicznych. Zainteresowani tematem znajdą tu bogate źródło wiedzy, od starożytnych mitów po bardziej współczesne fragmenty literatury wampiryczno-likantropicznej. A wszystko opatrzone świetnym wstępem Alfonsa M. di Noli oraz pomniejszymi „międzysłowiami” Erberta Petoi.

Wampiry i wilkołaki to świetna pozycja zarówno dla osób mało obeznanych z tematem, jak i fascynatów. Znajdują się tu bardziej i mniej znane legendy, opowieści, fragmenty poważanych w ówczesnych sobie czasach pism kościelnych i świeckich, raporty sądowe, dekrety królewskie. Przeważa motyw wampirzy, ale nie ma się co dziwić, przecież to jeden z najpopularniejszych i najbardziej trwałych mitów w naszej kulturze, głęboko powiązany z naszym największym lękiem – śmiercią – i marzeniem – nieśmiertelnością. Wilkołakom poświęcono niewiele miejsca, jednak historie z nimi związane są także bardzo ciekawe i pouczające.

Mnie osobiście urzekło antropologiczne podejście do fenomenu wampiryzmu i szeroko zakrojone pole badawcze. I chociaż pewne informacje już posiadałam, a i wiele legend i mitów tu zawartych jest mi znanych, to autorom udało się mnie kilka razy zaskoczyć. Przede wszystkim udowodnili, że mit wampira i wilkołaka są bardzo ze sobą powiązane, nad czym ja sama nigdy się nie zastanawiałam. Wiele kultur uważa wręcz, że to jedno i to samo, na co wskazuje podobieństwo wyrażeń określających wampiry i wilkołaki.

Ta książka, jak mało która, pokazuje opętanie motywem wampiryzmu wśród ludzi, począwszy od średniowiecza, przez epokę oświecenia i, jak świadczą niektóre wydarzenia, zdarza się nawet dzisiaj. Gdyby zebrać wierzenia różnych kultur, to okazuje się, że trudno było nie zostać wampirem! Najwięcej „sposobów” mają chyba Rumuni. Według nich wampirem mógł zostać:
  • Człowiek, który urodził się w owodni (taki zostaje wampirem sześć tygodni po śmierci),
  • Nikczemnik, który za życia popełniał wiele niecnych czynów, szczególnie kobiety mające za życia do czynienia z szatanem, czarownice,
  • Mężczyzna, który nie je czosnku, jest wampirem,
  • Dziecko, które umrze, zanim zostanie ochrzczone, zostaje wampirem w wieku siedmiu lat (ewenement wampira żywego!),
  • Krzywoprzysięzcy dla pieniędzy zmieniają się w krwiopijców sześć miesięcy po śmierci,
  • Kobieta ciężarna, na którą spojrzy wampir, urodzi wampira,
  • Kobieta ciężarna, która nie je soli (!!!), urodzi wampira,
  • Jeśli w rodzinie rodzi się siedmioro dzieci tej samej płci, siódme będzie wampirem,
  • Trup zostanie wampirem, jeśli skoczy na niego kot (to rozumiem, koty nie były lubiane od średniowiecza) lub mężczyzna (?!),
  • Wampirem zostanie też ten, którego przeznaczeniem jest stać się wampirem (od przeznaczenia nie uciekniesz),
  • Jeżeli odkopane zwłoki po trzech latach (dziecko), czterech lub pięciu (młoda osoba) lub też siedmiu (starsza osoba) nie rozłożyły się całkowicie, oznaczało to, że jest to wampir.
To tylko kolejny powód, jak bardzo motyw wampira jest zakorzeniony w ludzkiej świadomości i jak mocno ją naznaczył (zwłaszcza w okresie średniowiecza). Co ciekawsze, Kościół katolicki utrwalał te przekonania wśród ciemnego ludu, a robił to tak zapamiętale, że królowie i królowe epoki oświecenia wydawali specjalne dekrety piętnujące takie postępowanie, co jednak nie przeszkadzało im popierać działań Inkwizycji, o czym też można poczytać w tej książce.

Bardzo ciekawa i pouczająca lektura, aż szkoda, że nie zebrano w niej więcej przykładów i wyjaśnień. Wampiry i wilkołaki powinna się znaleźć w bibliotece każdego szanującego się fana mitu.

sobota, 26 stycznia 2013

Wampiry wg Janion - "Wampir. Biografia symboliczna", Maria Janion, słowo/obraz/terytoria 2008


Z książką Marii Janion spotkałam się na studiach, podczas mojej pracy nad licencjatem. Wtedy Wampira czytałam fragmentami. Niedawno postanowiłam zapoznać się z całością i przyznam, że była to pouczająca lektura. Może nie tak, jak się tego spodziewałam i nie znalazłam tu wiele przydatnych informacji dla moich poszukiwań, ale z pewnością można uznać Wampira. Biografię symboliczną za wartą uwagi przez wszystkich zainteresowanych tematem wampiryzmu, nie tylko w literaturze.

Przede wszystkim książka jest kopalnią źródeł bibliograficznych i cytatów z przeróżnych dziedzin. Autorka imponuje wiedzą i rozeznaniem na temat wampirów, zwłaszcza w literaturze, nie zapomina przy tym o społecznym i historycznym tle. Nie polecam pracy osobom zaczynającym przygodę z motywem wampirycznym, zbyt szczątkowe informacje mogą się wydać wyrwane z kontekstu i nie wystarczające do zrozumienia poruszanych tematów.

Dobry, nieprzeładowany naukowym językiem styl Janion pozwala bez większych problemów przejść przez kolejne rozdziały. Autorka potrafi zaskoczyć interesującymi teoriami, potwierdza również te, które krążą wśród znawców od dawna. Z jej pracy możemy się dowiedzieć między innymi, że motyw żywego trupa został utrwalony przez Kościół chrześcijański, który nie miał żadnych trudności w zaakceptowaniu "wymiaru filozoficznego wampirów. Nasza cywilizacja przedstawia przecież dowód nie do podważenia, że człowiek może umrzeć, być pogrzebany i opuścić grób, wyposażony w moc, pozwalającą na obcowanie z żyjącymi – to sam Chrystus." Badaczka na potwierdzenie tej, dość kontrowersyjnej teorii, przytacza kolejny cytat:
Zapewniając sobie życie nocne za pomocą picia krwi żyjących, wampir jest wyobrażeniem mitu, który stanowi pogańską wersję mitologii chrześcijańskiej, ofiarowującej wiernym ciało i krew Chrystusa. (s. 41)
Janion przeprowadza czytelnika przez genezę powstania i utrwalenia mitu wampirycznego, powołując się na tytułową symbolikę znaczenia krwi, śmierci, życia po śmierci. Zwraca uwagę na przemiany, jakim przez wieki podlegał wampir, z lekka ocierając się tylko o motyw potworności (na co liczyłam najbardziej). Pokazuje istnienie wampirów w mitach, wierzeniach, literaturze, filmie oraz prawdziwym świecie, przytaczając przykłady największych zbrodniarzy i zbrodniarek. Oczywiście przy tej okazji porusza wątek nieśmiertelności, której tajemnicę posiadł wampir. Nie zapomina o klimacie, w jakim najlepiej rozwija się wątek wampiryczny, opisując mroczny urok zamczysk, nocy, śmierci, i ludzkiego strachu przed nimi.

Doskonałym uzupełnieniem opasłego tomiszcza jest dodatek literacki. Zamieszczono tu w całości Narzeczoną z Koryntu Goethego, Wampira Polidoriego, Upiora. Balladę morlacką autorstwa Mériméego, Berenice Poego i jeszcze kilka innych, a także fragmenty Giaura Byrona, Draculi Stokera czy Chrztu ognia Andrzeja Sapkowskiego. Lektura obowiązkowa dla fascynatów wampirologii, Marii Janion i w ogóle dobry opracowań literackich.

sobota, 19 stycznia 2013

Anna Gemra - "Od gotycyzmu do horroru. Wilkołak, wampir i Monstrum Frankensteina w wybranych utworach", Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, 2008


Notka przeniesiona z Piękny czy Bestia? z dnia 13 listopada 2011 roku

O pracy dr Anny Gemry powiedział mi mój promotor. Miała to być jedna z pierwszych lektur podczas doktoratu. Z doktoratu nici, ale ponieważ zdecydowałam podjąć swego rodzaju badania nad wizerunkiem potwora i pojmowania potworności na własną rękę, stwierdziłam, że z książką muszę się zapoznać. Od gotycyzmu do horroru jest pozycją trudno dostępną, znaleźć ją możecie już tylko w bibliotekach i to musicie się ustawiać w kolejkach. Ale warto. To naprawdę solidna porcja wiedzy podana w lekkostrawnym stylu.

Jak wskazuje podtytuł książki, Anna Gemra zajmuje się badaniami nad przemianą trzech najbardziej popularnych archetypów potwora w literaturze popularnej. Bogata w źródła praca daje czytelnikowi pełny obraz wilkołaka, wampira i monstrum Frankensteina od ich początków do czasów współczesnych. W obszernym wprowadzeniu autorka przedstawia genezę powieści gotyckiej i horroru, wyjaśnia zjawisko lęku i paradoksów z nim związanych. Następnie przechodzi do wnikliwego studium wybranych przez siebie potworów. Najwięcej miejsca poświęciła wampirowi, co jest zresztą zrozumiałe, w końcu to najpopularniejszy nośnik wszelkich zabobonów, mitów i schematów. Gemra nie zajmuje się potworami tylko w kontekście literatury, jej głównym celem jest pokazanie, w jaki sposób wizerunek literacki zmieniło przede wszystkim kino, ale wspomina również o teatrze i komiksie.

Swoją ogromną wiedzę autorka przekazuje w sposób bardzo przystępny, lekki i całkowicie przyswajalny dla zwykłego śmiertelnika. Praca zawiera również mnóstwo cytatów i odniesień do innych książek, szkoda tylko, że nie posiada tej bibliografii zebranej w jednym miejscu. Źródeł jest naprawdę wiele i autorka nie ogranicza się do najbardziej znanych badań czy powieści, co sprawia, że lektura jej książki jest prawdziwą przyjemnością i kopalnią wiedzy dla każdego, kto choć trochę interesuje się popkulturą.

poniedziałek, 14 marca 2011

Co za dużo, to niezdrowo - "Dorian Gray", scenariusz: Toby Finlay, reżyseria: Oliver Parker, 2009

Kilka miesięcy temu dzieliłam się swoimi wrażeniami z lektury Portretu Doriana Graya Oscara Wilde’a, wtedy także zapowiadałam recenzję filmowej ekranizacji. Z porządnym poślizgiem realizuję moją obietnicę dzisiaj. I tak jak wcześniej, tak i teraz jestem zdania, że Dorian Gray w reżyserii  Olivera Parkera jest całkiem udanym filmem grozy.

Nie twierdzę, że jest to arcydzieło światowego kina, a już na pewno nie dorównuje literackiemu pierwowzorowi choćby w połowie, ale bądźmy szczerzy – nie udało się to żadnej dotychczasowej, nie uda się także żadnej późniejszej ekranizacji, książka Wilde’a jest zbyt złożona jak na taśmę filmową. Myślę jednak, że twórcom najnowszego obrazu udało się zachować ducha powieści. Dobrze też, że skupiono się na wątku psychologicznej przemiany samego Doriana, rozważania o sztuce i różnych aspektach życia pozostawiając w cieniu, wszystko bowiem nie zmieściłoby się w półtorej godzinnym obrazie.

Ben Barnes nieźle poradził sobie z postacią, jaką dla niego przygotowali scenarzyści. Chociaż całkowicie odmienny fizycznie do literackiego odpowiednika, podobnie jak on nie jest całkiem niewinny od samego początku, przemawia przez niego próżność, która prowadzi do zaprzedania duszy w zamian za wieczne piękno i młodość, coś, czego pragnie przecież większość ludzi. Henry Wotton jest tu jedynie dźwignią, która wyzwala w Dorianie mroczne instynkty, chowane od czasów tragicznego dzieciństwa. Colin Firth pokazuje angielskiego lorda takiego, jak go sobie wyobrażałam w trakcie lektury – dojrzałego, zgorzkniałego mężczyznę, który gardzi nie tylko ludźmi ze swojej sfery, ale również samym sobą za to, że tak naprawdę nigdy nie wyszedł poza ograniczenia społeczeństwa, w jakim go wychowano. Dlatego tak zazdrośnie patrzy na pięknego i młodego Doriana, dopiero rozpoczynającego swoje życie, mając bolesną świadomość, że jego najlepsze lata minęły bezpowrotnie. Dlatego też, gdy widzi w chłopcu podatność na swoje „życiowe porady”, nie waha się ich wygłaszać, pławi się w fascynacji, jaką ma dla niego Gray, do czasu jednak – kiedy zdaje sobie sprawę, że uczeń przerósł mistrza, osoba Doriana staje mu się obca, zaczyna go przerażać.
Król życia?
Sam Dorian, kiedy tylko orientuje się, że jego życzenie się spełniło, zaczyna używać życia, co, i tu pojawia się pierwszy zgrzyt, sprowadza się do seksualnych, narkotycznych orgii i okrucieństwa wobec ludzi. 
Z czasem jednak dar zaczyna Dorianowi ciążyć, wiecznie młody człowiek przyznaje nagle rację słowom przyjaciela, Basila Hallwarda (Ben Chaplin):
Niektóre rzeczy są cenne ze względu na swoją ulotność.
Film ma silnie moralizujący wydźwięk, bardzo na czasie – w pogoni za pięknem i życiem bez granic zapominamy o codzienności, drobnych przyjemnościach, miłości bliskich i o własnej duszy. Nie chodzi o to, by nie korzystać z tego, co oferuje świat, ale by czerpać z życia tyle, ile nam potrzeba, nie raniąc nikogo. Dokłada się do tego również wątek miłosny, którego nie uświadczymy w oryginale, ale który doskonale pasuje do obrazu. Gdy Dorian poznaje córkę Wottona, Emily Wotton (Rebecca Hall), uświadamia sobie, że jego czyny z przeszłości mają ogromne znaczenie w jego teraźniejszym życiu i że pewnych błędów nie można naprawić ani odkupić, co z kolei zadaje kłam takim powiedzeniom jak „żyj dzisiaj tak, jakbyś miał umrzeć jutro” albo „lepiej żałować, że się coś zrobiło niż że się tego nie zrobiło”. Takie konkluzje nie powstrzymują jednak Doriana przed kuszeniem Emily i graniem na jej uczuciach, z czego on sam zdaje sobie częściowo sprawę.
Rzeczywiście szkoda, że nie postarano się o lepsze dopracowanie charakterów postaci, Dorian Gray mógłby być naprawdę dobrym dramatem psychologicznym. Film ogląda się jednak z przyjemnością, zasługą są głównie piękne zdjęcia utrzymane w modnej ostatnio gotyckiej stylistyce grozy oraz cudowna, niepokojąca muzyka skomponowana przez Charliego Mole'a unosząca się niczym opary opium wokół tytułowego bohatera i jego koszmarnego portretu.

czwartek, 13 stycznia 2011

Anatomia wampira - "Od Draculi do Lestata. Portrety wampira", Katarzyna Kaczor, Gdański Klub Fantastyki 2010

Po raz pierwszy praca Katarzyny Kaczor ukazała się w 1998 roku, ponad dwanaście lat temu. Od tamtego czasu zmieniło się pojmowanie wampirów w literaturze czytanej w Polsce. Popularność zyskali autorzy horrorów, tacy jak Stephen King czy Graham Masterton, którzy jeśli pisali o wampirach, to jako o potomkach groźnego Draculi, istotach niezwykle niebezpiecznych i nie posiadających ludzkich odruchów. poczytny był cykl Nekroskop Briana Lumleya, którego główny bohater walczył z obrzydliwymi monstrami łaknącymi ludzkiej krwi. Taki wizerunek szybko został wyparty przez krwiopijców stworzonych przez Anne Rice (Wywiad z wampirem wydany został w naszym kraju w 1992 roku, aż szesnaście lat po premierze w Stanach Zjednoczonych), wymuskanych, pięknych aniołów ciemności cierpiących ból odtrącenia przez chrześcijańskiego boga. Kilka lat temu bestię na dobre zastąpił szlachetny, przystojny i panujący nad swoją naturą wampir, w którym kochają się ludzkie dziewczęta, i tylko prawdziwi fani horroru pamiętają potwora, jakim był. O tej przemianie pisze polska doktor, poczynając od wzorca pierwotnego, którym tak naprawdę zawsze był i pozostanie hrabia Dracula Brama Stokera, na przeklętych wampirach Anne Rice kończąc.

Wbrew zapowiedziom autorka nie powiększyła swojej pracy o opis współczesnego wampira, który obecnie króluje w powieściach paranormal romance. Dostajemy nawet nie szkic, a kilka zdań o bohaterach Buffy. Postrach wampirów, Czystej krwi czy Zmierzchu. Nie przeszkadza to jednak tym, którzy znają dzisiejszy trend wampiryczny, zauważyć różnice, jakie dzielą go od pełnej grozy wizji wampirów przedstawianych w powieściach do końca XX wieku. Można pokusić się o stwierdzenie, że żadna analiza dzisiejszych książek nie jest konieczna (przeciwnego zdania są jednak wydawcy tychże, produkujący na skalę masową wszelakie [Tytuł dowolnej serii o wampirach] i filozofie), wystarczy wiedzieć, w jaki sposób prezentowały się wampiry przez stulecia i porównać atrybuty, jakie posiadały, z tym, co sobą przedstawiają współczesne nie-potwory. Katarzyna Kaczor już w tytule pracy – Od Draculi do Lestata – zaznaczyła dwóch bohaterów, dwa bieguny literatury wampirzej, na przykładzie których pokazywać będzie metamorfozę tej najbardziej nośnej postaci. Pomiędzy nimi znajdują się jeszcze filmowe odpowiedniki Draculi, bohaterowie Jestem legendą Richarda Mathesona, wampir Barlow z Miasteczka Salem Stephena Kinga, Clifford M. z Pielgrzymki Clifforda M. Boba Lemana, dr Weyland z Gobelinu z wampirem Suzy McKee-Charnas, wampiry z Zagadki nieśmiertelności Tony’ego Scotta i wreszcie pozostałe wampiry z Kronik wampirów Anne Rice. To właśnie powyższe książki i filmy stały się podstawą do opisania ewolucji, jaką przeszedł wampir od XIX wieku do czasów obecnych.

Znawcy tematu nie znajdą tutaj odkrywczych wątków, Od Draculi do Lestata to dogłębne opracowanie połączone ze szczegółowym streszczeniem wymienionych powieści i niektórych filmów z zaznaczeniem przemian, jakim został poddany wizerunek wampira. Czytelnikom, którzy nie sięgnęli jeszcze po Draculę, Wywiad z wampirem czy Gobelin z wampirem, a zamierzają to zrobić, odradzam czytanie tej pracy, zawiera bowiem opisy wydarzeń, które odbiorą z pewnością jakiekolwiek zaskoczenie, a mogą również pozbawić przyjemności z lektur. Dla tych jednak, którzy mają przygody z powyższymi powieściami za sobą, jest to świetne uzupełnienie wiedzy, praca pozwoli również rozpatrzeć sporo wątków pod kątem literackich i społecznych przeobrażeń. Podobnie jak Synowie Kaina, córy Lilith… Pawła Ciećwierza praca Katarzyny Kaczor porządkuje informacje na temat wampirów, znacznie bardziej skupia się natomiast na treści książek, interpretacji funkcjonowania poszczególnych krwiopijców będących w rozwoju literatury wampirycznej postaciami przełomowymi.

Liczącą sobie niecałe sto stron książkę czyta się z przyjemnością, styl dopasowany jest do przeciętnego odbiorcy, nie razi naukowymi zwrotami ani profesorską pompą. Autorka opiera się głównie na treści przeczytanych przez siebie powieści i obejrzanych filmów, jest bardzo dobrze przygotowana merytorycznie i chociaż jej wnioski są znane, to nie sprawiają wrażenia kopiowanych. Wiele do życzenia pozostawia natomiast strona redakcyjna opracowania. Tylu błędów interpunkcyjnych nie widziałam od czasów Martwego aż do zmroku Charlaine Harris, nomen omen także traktującej o wampirach.

piątek, 12 listopada 2010

Młodość i piękno jego przekleństwem – „The Picture of Dorian Gray”, Oscar Wilde, Bounty Books 2005

Powieść Oscara Wilde’a to klasyka literatury będąca również jedną z najważniejszych pozycji w kanonie fantastyki. Jednak podobnie jak pozostałe dzieła powstające w XIX wieku rys grozy jest tu tylko pretekstem do pokazania czegoś innego, głębszego – w wypadku Portretu Doriana Graya jest to przemiana tytułowego bohatera i jego zmagania z samym sobą, pokazanie powolnej degradacji człowieka, który stracił duszę na rzecz wiecznej młodości.

Książka, jedyna w dorobku angielskiego twórcy, nie jest jednak wyłącznie historią o Dorianie Gray’u, znajdziemy tu rozważania o życiu, poglądy samego autora na wiele tematów, głównie związanych z ukazaniem wyższości mężczyzn nad kobietami, ale także jego pojęcie sztuki, moralności, piękna. To idealna skarbnica cytatów, niejednokrotnie zresztą wykorzystywanych w licznych zbiorach aforyzmów (sporo znajduje się też na moim blogu). Wilde, umieszczając w powieści część siebie, zaprzeczył jednak sam sobie – na samym początku można przeczytać, że:
An artist should create beautiful things, but should put nothing of his own life into them.
Portret Doriana Graya bezwzględnie obnaża prawdę o epoce, w której powstał, pełnej hipokryzji żyjącej wówczas arystokracji, ujawnia mroki londyńskiego życia, które kryją się nie w ciemnych uliczkach biedoty, ale w domach wysoko urodzonych mieszkańców. Czytając już pierwsze strony, można zrozumieć, dlaczego powieść wzbudziła kontrowersje wśród ówczesnych czytelników, chociaż wtedy bardziej zarzucano autorowi umieszczenie wątku homoseksualnego niż jego szyderstw o angielskiej socjecie. Dzisiaj Portret… nie bulwersuje z powodu opisanych w nim relacji między głównymi bohaterami, wydają się wręcz subtelne w porównaniu ze współczesną literaturą poruszającą motyw związku dwóch mężczyzn. Urażone mogą się czuć jedynie niektóre kobiety jawnymi obelgami, jakich nie szczędzi autor rodzajowi żeńskiemu. Chociaż o kobietach Wilde nie wyraża się niemal ani razu pozytywnie (wyjątkiem jest hrabina Gladys, którą bohaterzy wyraźnie podziwiają za umiejętność grania wedle obowiązujących reguł jednocześnie bez rezygnacji z własnego charakteru), niejednokrotnie są to trafne obserwacje – kobiety, nawet dzisiaj, dobrowolnie poświęcają osobowość i ambicje dla mężczyzny. Najdobitniej pokazuje to na przykładzie Sibyl Vane, w której zadurzył się Dorian. Aktorka o niezwykłej urodzie i talencie w chwili, kiedy postanowiła wyjść za mąż za Graya, zdecydowała się też zrezygnować z kariery i całkowicie oddać się ukochanemu. Oczywiście obraz kobiet i nieukrywana pogarda wobec nich to spojrzenie subiektywne Wilde’a wyniesione z jego własnych, niezbyt udanych doświadczeń z płcią przeciwną. Myślę jednak , że żaden mężczyzna w tamtych czasach (ani wielu w każdych czasach) nie zadał sobie trudu, by zobaczyć świat oczami kobiet – jak wiele innych rzeczy robiły to za nich one same, wystarczy wspomnieć Jane Austen czy Georgette Heyer. O mężczyznach z kolei nie przeczytamy żadnego złego słowa, jednak większość z opinii bohaterów nie można traktować poważnie, a wręcz z perspektywy współczesnego czytelnika, czy raczej może czytelniczki, powinny być ujmowane w grube cudzysłowy i czytane z pobłażliwym uśmiechem na ustach. Kilka przykładów:
Young men want to be faithfull, and are not; old men want to be faithless, and Carnot.

My dear boy, no woman is a genius. Women are a decorative sex. They never have antyhing to say, but they say it charmingly. Women represent the riumph of matter over mind, just as men represent the tiumph of mind over morals.

Women, as some witty Frenchman once put it, inspire us with the desire to do masterpieces, and always prevent us from carrying them out.

When a woman marries again it is because she detested her first husband. When a Man marries again, it is because he adored his first wife. Women try their luck, men risk thiers.
I, moje ulubione:
A man can be happy with any woman, as long as he does not love her.
Na pierwszym planie jest oczywiście Dorian Gray, młody (wkrótce wiecznie), przystojny, o urzekającej osobowości. Nie zgodzę się z tymi, którzy twierdzą, że to lord Henry Wotton sprowadził zupełnie niewinnego chłopca na najgorsze manowce. W postaci Graya tkwiła rysa okrucieństwa i egoizmu od samego początku, która pogłębiała się, począwszy od dnia, kiedy Dorian wypowiedział feralne życzenie nieśmiertelności. Wilde subtelnie, bez zbytniej ingerencji, pokazuje powolną przemianę charakteru swego bohatera, który zafascynowany starszym przyjacielem zaczyna wcielać w życie jego demoralizujące rady. Autor pozostawia do końca Doriana samemu sobie, młodzieniec z nikim poza Basilem Hallwardem i Alanem Campbellem nie dzieli się swoją tajemnicą, która w końcu zaczyna go niszczyć od środka. Wilde na jego przykładzie pokazuje nie tylko to, kim się człowiek może stać, gdy nie trzymają go żadne moralne więzy, ale również to, jak łatwo człowiek tłumaczy własne błędy winą innych. Gray o to, kim się stał, winił Henry’ego i Basila, ani na chwilę nie pomyślał, że wszystko, co się stało z nim i jego duszą, zawdzięcza wyłącznie sobie.

Lord Henry Wotton nie jest już tak skomplikowaną postacią. W towarzystwie uchodzi za hedonistę, którego wszyscy jednocześnie podziwiają i obawiają się. Takim też widzi go Dorian Gray – jako nieulękłego, stojącego ponad wszelką moralnością obrońcę przyjemności. Takim także Henry chce widzieć siebie samego, jednak poza jego potoczystymi słowami czytelnik nie otrzymuje żadnych dowodów na to, że prowadzi on życie, które opisuje epigramami (doskonale odnalazłby się w dzisiejszych czasach, dobie internetu, gdzie każdy może być kim chce). Kluczem do osobowości Wottona zdają się być słowa wypowiedziane przez Basila do Doriana, aby nie wierzył wszystkiemu, co mówi Henry, ponieważ on sam w to nie wierzy. Role Henry’ego i jego młodego przyjaciela szybko się odwracają – lord przestaje być nauczycielem nowego życia, a staje się pełnym podziwu obserwatorem czynów Doriana, gdy ten z kolei zmienia się z pojętnego ucznia w mistrza, wzór do podziwiania i naśladowania dla swoich rówieśników.

Jedyną osobą poza głównym bohaterem, która zdaje sobie sprawę ze zmian, jakie zachodzą w Dorianie, jest Basil Hallward, artysta, twórca nieszczęsnego portretu. Zakochany w arystokracie bez pamięci, całkowicie od niego uzależniony jako jedyny dostrzega przemianę przyjaciela, którego przestaje poznawać. Tylko on pragnie mu pomóc, podczas gdy inni początkowo zachwycają się Dorianem, by następnie wzgardzić nim z niesmakiem za rozwiązłe życie, które prowadził. Tylko on chce zrozumieć, co się dzieje, i przez to staje się ofiarą. Basil, podobnie jak Sibyl Vane, traci szacunek Doriana przez całkowite oddanie mu swojej duszy. Śmierć malarza jest momentem przełomowym w życiu Graya, od tej chwili zaczyna on zastanawiać się nad sobą, chociaż nie z powodów wyrzutów sumienia.

Oscar Wilde po mistrzowsku oddał psychologię wszystkich postaci, jakie pojawiają się na kartach jego powieści. Jego styl, barwny i pełen emocji, porywa i wciąga do świata powieści, a plastyczne opisy sprawiają, że czytelnik czuje się tak, jakby obserwował wszystkie zdarzenia na własne oczy. Wilde, podobnie jak jego bohater swoją osobowością, oczarowuje czytelnika i bierze go w całkowite posiadanie swymi słowami. Portret Doriana Graya to powieść, którą powinien przeczytać każdy miłośnik dobrej literatury, dobrze zekranizowana przez Olivera Parkera, o czym napiszę wkrótce.

Recenzja Śmietanki.

wtorek, 18 maja 2010

Rzecz o wampirach w horrorze - "Synowie Kaina, Córy Lilith...", Paweł Ciećwierz, Fantasmagoricon 2009

Czekałam na możliwość przeczytania książki Pawła Ciećwierza odkąd dowiedziałam się o jej zapowiedzi na jesieni zeszłego roku, tym bardziej, że jej wydanie zapowiadano o wiele wcześniej. Długo jednak przybierałam się do sięgnięcia po tę pracę, wampirów ostatnimi czasy w moim życiu było zatrzęsienie. Kiedy wreszcie zatęskniłam za nimi, czytałam Synów Kaina, córy Lilith… z prawdziwą przyjemnością fanki literatury fantastycznej i wampirów oczywiście. Tych, którzy za krwiopijcami nie przepadają, niech nie zraża tytuł – duża część publikacji traktuje o literaturze fantasy jako takiej, jej założeniach i egzystencji w literaturze ponowoczesnej. Dla nieznających tematu, a chcących się z nim zapoznać w sposób bezbolesny, mogę pracę Pawła Ciećwierza z czystym sumieniem polecić. Jasny, lekki ton wywodów zawierających kwintesencję literatury fantastycznej pozwala je przyswoić bez obaw, że pogubimy się w pojęciach. Osoby, które orientują się w konwencji fantasy dzięki tej pracy mogą sobie tę wiedzę utrwalić, skonfrontować z innymi tekstami, często niestety traktującymi gatunek po macoszemu, czego zresztą Ciećwierz szanowanym badaczom nie boi się wytknąć. 

Synowie Kaina, córy Lilith… to przede wszystkim obowiązkowa lektura każdego porządnego fana literatury wampirzej. Dotyczy to zwłaszcza młodszego pokolenia, które wyrasta na paranormalnych romansach czy filmach typu Underworld (skądinąd bardzo udanego widowiska). Książka mówi bowiem o wampirach klasycznych, legendarnym Draculi, krwawej Carmilli czy bohaterach Kronik wampirów. Stąd też tytuł recenzji – autor bowiem niemal bezustannie odwołuje się do horroru, zamiast więcej miejsca poświęcić zmianom, jakie zaszły w wizerunku wampira w fantasy. Fakt, bardzo dobrze opowiada o literackich korzeniach tej istoty, ze znawstwem badacza rozwodzi się nad jej ambiwalencją pociągającego potwora wywodzącego się z ludzkiego umysłu. Jest to z pewnością jedna z nielicznych polskojęzycznych prac obejmujących historię wampira od jego biblijnych początków po czasy literacko nowożytne, a wszystko rozpatrywane na kulturoznawczym tle. Dużo miejsca Ciećwierz poświęca umieszczeniu fantastyki i mitu wampirzego w kontekście kantowskiej estetyki wzniosłości, płynnie operując filozoficznymi pojęciami i wplatając je w, zdawałoby się, literaturę nie posiadającą większej filozofii. Szkoda tylko, że autor, wiele miejsca poświęcając chociażby na omówienie problematyki niemożliwej miłości między wampirem a człowiekiem, nawet słowem się nie zająknął o paranormal romanse, w której wampiry królują od dobrych kilkunastu lat. To, że w Polsce wydawana jest dopiero od kilku lat, nie powinno było powstrzymać badacza, zwłaszcza, że pozwoliłoby to na poznanie szerszego kontekstu gatunku niż pokazują to polskie wydawnictwa. Książkę traktować można jako dobre wprowadzenie do wampirzej wiedzy tajemnej, ale do Wampira. Biografii symbolicznej Marii Janion, którą to zresztą pracą Ciećwierz bardzo się podpiera, brakuje jej nie tylko jakichś pięciuset stron, ale też szerszego punktu widzenia.

Dużym minusem książki jest jej strona redakcyjna, o czym świadczyć może już taki bubel jak użycie cudzysłowu po skrócie „tzw.” na stronie siódmej. Dalej nie jest na szczęście wiele gorzej, ale źle o redaktorze świadczą pozostawiane, często po kilka na tej samej stronie, literówki i błędy interpunkcyjne. Mimo tego jednak Synów Kaina, córy Lilith… warto przeczytać, choćby z tego powodu, że w Polsce nadal powstaje zbyt mało publikacji o fantastyce, które są jednocześnie dobrze przygotowane merytorycznie i nie wyrażają się o tym gatunku pejoratywnie lub nie wciskają go w otoczkę krzewienia wiary religijnej…

wtorek, 31 marca 2009

Uroki Transylwanii - "Dracula", scenariusz: James V. Hart, reżyseria: Francis Ford Coppola, 1992

Są filmy, które na zawsze pozostają w pamięci przez jakiś element - nastrój, muzykę, grę aktora lub aktorów, fabułę, zakończenie... To filmy, do których wracam rzadko, raz na kilka miesięcy lub lat. Jednym z nich jest Dracula Francisa Forda Coppoli. Film z 1992 roku, po raz pierwszy oglądałam go, mając może 12 albo 13 lat i byłam przerażona. W końcu horror.

Dzisiaj jednak film ma dla mnie zupełnie inny wydźwięk. To jedna z najcudowniejszych historii o miłości i wiecznym cierpieniu, jakie widziałam. Nie lubię Garry'ego Oldmana, ale w roli Draculi jest geniuszem. To w jaki sposób jednym ruchem mięśnia na twarzy potrafi przejść od łagodności do gniewu lub pożądania, jest mistrzostwem czystym! Ach, jakże zazdrościłam tej pustej i naiwnej Minie... Swoją drogą, to czemu właśnie ktoś taki jak Dracula pokochał kogoś tak mdłego jak ona.

Film ma niesamowity, mroczny, a jednocześnie pociągający klimat. Cudowne krajobrazy, wspaniałe przejścia z jednego ujęcia w drugie - w jednym momencie widzimy płomień świecy, która płynnie przechodzi w blask słońca. Muzyka Wojciecha Kilara dopełnia obrazu, wtapia się w tło tak charakterystycznie, że nie sposób słuchając jej na płycie nie poznać.

Dzisiaj pewnie uznawany jest za horror w stylu light, jednak dla mnie to prawdziwa klasyka. Dracula nie epatuje krwią, a jeśli już są krwawe sceny to wyraziste i nie pozostawiające wątpliwości. Można się przyczepić do tych efektów specjalnych, ale to był rok 1992 i z pewnością działały na wyobraźnię. Film przemawia emocjami samego tytułowego bohatera - żeby wyglądał jak paskudny wilkołak albo nietopyrz, nie wzbudza mojego strachu, a jedynie współczucie i żal. Kochać kogoś całą wieczność i tęsknić za nim to musi być ogromny ból i ten ból Oldman pokazał w sposób fenomenalny. Sceny między Draculą a Miną są tak naładowane napięciem, uczuciem i niepewnością, że ogląda się je z zapartym tchem.

Chciałabym wampirem być... Ehhh, rozmarzyłam się...