niedziela, 28 marca 2010

Polacy nie gęsi, swój kryminał mają - "Złoty wilk", Bartłomiej Rychter, W.A.B. 2009

Tak bardzo ostatnio wychwala się kryminały szwedzkie i duńskie, że pomyśleć by można, że gatunek ten nie jest dobrze reprezentowany przez polskich autorów. Niniejszym pragnę poinformować, że kryminał ma się w Polsce coraz lepiej i śmiało może konkurować z zagranicznymi bestsellerami. Przykładem na to jest najnowsza książka Bartłomieja Rychtera, Złoty wilk, utrzymana w XIX-wiecznej stylistyce opowieść o tajemniczych zbrodniach w sennym Sanoku. To klasyczny kryminał retro łączący w sobie także powieść społeczną i historyczną o tamtych czasach, które nam w literaturze kojarzą się przede wszystkim z pozytywizmem. 

XIX wiek widać nie tylko w sugestywnych opisach miasta, ale także, a może przede wszystkim, w mentalności jego mieszkańców, pochodzących z różnych kultur i zmuszonych do wspólnej egzystencji. Jednak różnokulturowość nie pociąga za sobą tolerancyjności. Tutaj obok siebie mieszkają Polacy, Austriacy i Żydzi i autorowi udało się doskonale pokazać różniące ich cechy, które powodują wzajemne antypatie nie tyle ze względu na sytuację polityczną, co na odmienne światopoglądy. Podziały na grupy widać także wewnątrz środowisk, są bogaci i bardzo biedni, wyraźne są różnice w pozycji między mężczyznami a kobietami, które nie istnieją bez męskich opiekunów. Czytelnik ma również świadomość, w jakim okresie historycznym dzieje się akcja powieści – Rychter z dystansem zaledwie kilkoma wtrąceniami informuje, że Polska jest pod zaborami, Sanok znajduje się pod kuratelą Austrii, pobrzmiewają tu też echa rodzącego się komunizmu. Podane są historyczne fakty, bez nacechowania emocjonalnego.

Rychter prowadzi akcję swojej powieści niespiesznie, wątek kryminalny toczy się jakby obok, czytelnik otrzymuje szczątkowe informacje o kolejnych mordach, na pierwszym planie jest miasto i jego mieszkańcy. Chociaż bohaterowie tworzeni są na podstawie schematów, to stworzeni są dobrze, dzięki czemu nie są papierowi, każdy kryje w sobie jakieś tajemnice, mniej lub bardziej mroczne. Kolejne bestialskie morderstwa potęgują strach, nie sprawiają jednak, że ludzie stają się sobie bardziej pomocni, wręcz przeciwnie – wzrasta nieufność i uprzedzenie do innych. Zagadkę usiłuje rozwiązać nie tylko austriacki komisarz policji, Ludwik Witchenbacher, ale na własną rękę próbuje to zrobić ubogi nauczyciel Borys Pasternak ze zdolnościami paranormalnymi we współpracy z Joachimem Augustem Hildenbergiem, profesorem medycyny uzależnionym od środków odurzających. W tle mamy romans między Borysem a młodą Żydówką Aliną, a także rozważania o śmierci kilkunastoletniej uczennicy Borysa, Laury Zaleskiej, chorej na białaczkę i z tego powodu nad wiek dojrzałej, której postać stała się dla mnie szczególnie bliska. Barwny styl autora dodaje każdej z tych postaci indywidualnych rysów, nie zapomina on również o bohaterach drugiego planu – wystarczy mu kilka zdań, aby umiejętnie oddać ich charakter.

Bartłomiej Rychter zadbał także o stylizację powieści – bohaterowie rozmawiają w sposób charakterystyczny dla tamtych czasów, także narracja prowadzona jest na wzór powieści pisanych w XIX wieku. Historia przedstawiona jest na kilku planach, nie tylko ludzkich – pewne wydarzenia obserwujemy bowiem z perspektywy czarnego kota z białą łatą na łbie… Uznanie należy się autorowi również za skrupulatność w opisach samego Sanoka, niewielkiego miasteczka na „krańcu świata”, jego brudnych i mrocznych uliczek tonących w jesiennych słotach, co składa się na groźny klimat powieści.

Wprawnie budowane napięcie sprawia, że od książki z trudem można się oderwać. Akcja zapętla się i wije coraz bardziej tak, że nie sposób domyślić się zakończenia, które psuje lekko całokształt powieści właśnie dlatego, że nie da się go w żaden sposób przewidzieć, nawet po przeczytaniu książki po raz drugi. Nie rozwiązanie zagadki jest tu jednak najważniejsze i nie pozbawia przyjemnego wrażenia po dotarciu do ostatniej strony książki.

Pochwalić wypada także wydawcę i to za kilka rzeczy. Przede wszystkim za to, że wydaje książki Bartłomieja Rychtera. Po drugie, za intrygującą okładkę jak najbardziej oddającą niepokojący klimat powieści. Po trzecie, za dbałość o stronę redakcyjną książki – nie obyło się wprawdzie bez drobnych błędów, które policzyć można na palcach jednej ręki, ale to nic w porównaniu z „bykami”, jakimi grzeszy wielu polskich wydawców. Po czwarte wreszcie, za zgodny opis na czwartej stronie okładki. Dzisiaj naprawdę rzadko zdarza się, że blurb ma cokolwiek wspólnego z treścią książki, a tutaj miłe zaskoczenie – opis nie tylko wzbudza ciekawość, ale również rzetelnie zarysowuje fabułę, a i w nazwaniu Złotego wilka znakomitym połączeniem kryminału retro i mrocznego thrillera nie ma przesady.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza