poniedziałek, 29 sierpnia 2011

I Ziemię pokryją wody niezmierzone... - "Wodny świat", scenariusz: Peter Rader & David Twohy, reżyseria: Kevin Reynolds & Kevin Costner, 1995


Chociaż przez wielu krytyków Wodny świat jest uważany za kiczowaty, dla mnie jest to jeden z lepszych obrazów science fiction pokazujący wcale nie tak fantastyczną przyszłość – świat bez lądu, w którym ludzie przystosowali się do wodnego życia. Film Kevina Reynoldsa i Kevina Costnera (aktor nie był wymieniany w obsadzie jako reżyser) pokazuje odwieczne prawo dżungli w ludzkim ujęciu – przetrwa najsilniejszy, gnębiąc i wykorzystując słabszych. Dobitnie i z przerysowaniem uświadamia, że w chwilach zagrożenia cywilizowany człowiek zmienia się w potwora, gorszego od jakiegokolwiek zwierzęcia na Ziemi. Zamiast sobie pomagać, ludzie obracają się przeciwko sobie, wychodzi ich chciwość, gniew, brak tolerancji wobec odmieńców powodowany strachem o przetrwanie. Nieustannie dzielą się między sobą, jakby nie mogli żyć w symbiozie i współpracy. Muszą być drapieżnicy (dymiarze) i pozostali, którzy im służą bądź żyją w ciągłym lęku przed nimi.

Film udowadnia również, że człowiek jest zdolny do wszystkiego, żeby przeżyć. Mieszkańcy wód wykorzystują wszelkie wcześniejsze wynalazki: karabiny, tratwy, samochody, skutery wodne, platformy wiertnicze, samoloty. I żyją legendą. Nie o mocarnych bogach i herosach, ale o mitycznym skrawku lądu, na którym mogliby się osiedlić, a do którego prawie nikt nie zna drogi. To jest również nadzieja dla widzów, że chociaż zatopimy nasze kraje przez ciągłą eksploatację energii, to kiedyś woda opadnie; tylko czy tego dożyjemy?

Wodny świat przedstawia też proces przystosowania genetycznego człowieka – po niezmierzonych oceanach pływają mutaki, ludzie posiadający skrzela i płetwy między palcami stóp, nowy gatunek, którego zwyczajni śmiertelnicy panicznie się obawiają i nie chcą dopuścić do jego rozwoju. Przypadkiem wodny samotnik (Kevin Costner) ratuje kobietę i dziecko z rąk podburzonych mieszkańców wodnej osady i cała trójka podróżuje zmodyfikowanym katamaranem. Znajdziemy tu wiarygodną relację między człowiekiem i inną istotą, mutak żyje bowiem według swoich zasad, bezwzględność pozwala mu przeżyć, brak mu tych odruchów, które my nazwalibyśmy ludzkimi – współczucia, wsparcia, zrozumienia – bo i skąd miałby wiedzieć, czym są, skoro ludzie okazują mu jedynie nienawiść. Jego towarzyszki poniekąd to rozumieją i przełamują lęk, dostrzegając pod maską obojętności strach. Zarówno one, jak i on uczą się koegzystować, co wcale nie okazuje się łatwe.

Ciężko mówić tutaj o grze aktorskiej, bo ta nie jest rzeczywiście na najlepszym poziomie. Najlepiej wypada właśnie trójka wędrowców, Costner umiejętnie wcielił się w postać odmieńca-samotnika, Tina Majorino naturalnie zagrała niezwykłą dziewczynkę Enolę, natomiast Jeanne Tripplehorn sprawdziła się w roli opiekunki, kobiety gotowej na wszystko, by chronić dziecko, nawet kosztem własnego życia. Dużo słabiej wypadł Dennis Hopper w roli przywódcy dymiarzy, wyrachowanego psychopaty, który nie był ani straszny, ani śmieszny.

Wodny świat najbardziej podobał mi się od strony muzycznej i wizualnej. Przepiękne zdjęcia i dobre efekty specjalne jak na owe lata. Rewelacyjna, dopasowana do tempa akcji muzyka w kompozycji Jamesa Newtona Howarda. Nie jest to może arcydzieło kina, ale całkiem dobry film-apel do człowieka o dbałość o swój dom oraz współplemieńców.

13 komentarzy:

  1. Rzadko oglądam filmy z gatunku science fiction,lecz ten do mnie jakoś przemawia. Ciekawa jestem czy mi również przypadnie do gustu od strony muzycznej i wizualnej, dlatego chętnie obejrzę ,,Wodny świat''.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam film kilka lat temu na fali sympatii do Costnera, ale przyznam szczerze, że skupiłam się na warstwie rozrywkowej i nie dostrzegłam głębi. Jednak warto czytać blogi - człowiek sobie wiele rzeczy uświadamia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Cyrysiu
    Polecam, tym bardziej, że nie jest to taki typowy science fiction, a raczej przygodowy w klimacie futurystycznym:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Viv
    Może nie określiłabym tego filmu jako głębokiego, nie wgniata w fotel, fabuła nie jest skomplikowana, o bohaterach nie wspominając, ale morał(y) jest raczej jasny, a to czy się go dostrzega, pewnie zależy od momentu, w jakim się film ogląda;-) Nic dziwnego, że Costner go przesłania, swego czasu też bardzo lubiłam tego aktora;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niewykluczone, że jasność przekazu jest uzależniona od stopnia zauroczenia aktorem/aktorami - a przynajmniej tej wersji będę się trzymać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Całkiem przyzwoity film, chociaż wnioski z niego płynące nie są wcale oryginalne. A powieść Ballarda czytałaś?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie ten film nie musi być wybitnie dobry - to prawie klasyka. Bardzo go kiedyś lubiłam i nadal, jeśli zobaczę gdzieś w TV - to przysiadam na chwilę i oglądam

    OdpowiedzUsuń
  8. Podobnie jak Alannada, jak tylko pokazują, to oglądam. Nie wiem tylko, czy to nie przez moją miłośc NIE do Costnera, tylko do Gibsona, pokręcone, wiem, wyjaśniam. "Wodny świat" nieodparcie kojarzy mi się z "Mad Maxem" - samotny buntownik, zdegenerowany świat, wieczna walka o przetrwanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Shadow
    Pewnie że nie są, morał stary i może się wydawać zużyty, a jednak ludziom chyba wciąż trzeba o nim przypominać... Nie czytałam, warto?

    OdpowiedzUsuń
  10. @Alannado
    Jak to prawie? To jest klasyka;-P

    OdpowiedzUsuń
  11. @Agnes
    Wcale nie pokręcona, mam podobnie:-) "Mad Max" jest na mojej liście "do odświeżenia", uwielbiałam te filmy...

    OdpowiedzUsuń
  12. Też nie czytałem (mam na półce :P), ale ponoć warto, chociaż z filmem za dużo nie ma wspólnego.

    Ostatnio widziałem pierwszego Mad Maxa... to jeden z tych filmów, który się strasznie zestarzał.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może i dobrze, że nie ma, bo częściej wierne adaptacje szkodzą i filmowi, i książce;-) W razie czego wiem, skąd pożyczę;-P

    A ja muszę obejrzeć i zobaczyć:-)

    OdpowiedzUsuń