czwartek, 30 października 2008

Cudowne lata 80. - "Excalibur", scenariusz: John Boorman & Rospo Pallenberg, reżyseria: John Boorman, 1981

Niedawno kolega pożyczył mi DVD z filmem Excalibur z 1981 roku. Obejrzałam, pośmiałam się (z gry aktorskiej, nie z dialogów), a przy okazji powspominałam filmy fantasy sprzed kilkunastu lat, które, chociaż nie zostały tak dobrze "zrobione" jak Władca Pierścieni, nadal mają swój urok...

Jak choćby wspomniany Excalibur. Rok 1981. Wieki temu zdawałoby się, a jednak film oglądałam z przyjemnością. Efekty specjalne, chociaż nie powalające, to z pewnością na dużo lepszym poziomie niż "polski hit fantasy" Wiedźmin. John Boorman zrealizował Excalibura na podstawie utworu Thomasa Malory'ego Śmierć Artura z XV wieku i już choćby dlatego warto go obejrzeć, bo przecież do oryginalnej wersji dostęp mają tylko nieliczni. Sam film przypominał mi nieco przedstawienie teatralne, zwłaszcza ze względu na patetyczne gesty i słowa wypowiadane w egzaltowany sposób. Za to Merlin (Colin Williamson) był zawodowy! To zdecydowanie mój ulubiony bohater z całej legendy, a z filmu zwłaszcza. Kawał skubańca, szczerze powiedziawszy.

Znalazłam też pewne powiązania z cyklem wiedźmińskim, widać, że Sapkowski uważnie poznał XV-wieczne dziełko. Artur jest Dzieckiem Niespodzianką, owocem miłości Utera i Igerny, którą wojownik mógł uwieść dzięki czarom Merlina. To Merlin właśnie za udzielenie pomocy zażądał dziecka - wiedźmini za wykonanie zlecenia żądali podobnej zapłaty. Rozwiązała się też tajemnica Graala, oczywiście tego z filmu i legendy według Malory'ego. Że też się wcześniej nie połapałam... To wyjaśnia również spojrzenie Sapkowskiego na wątek Graala.

A co Artura... No cóż... Jakby go określić... Taka...hmmm... Znaczy człowiek to był słabego charakteru, płaczliwy i ogólnie nieprzystosowany do życia na świecie. Podobnie przedstawiła Artura Marion Zimmer Bradley w Mgłach Avalonu, co wyraźnie widać w filmie zrealizowanym na podstawie tej powieści z 2001 roku. Z tą różnicą, że w tym ostatnim Artek był przystojniejszy...

Lata 80. to wiele dobrych historii fantasy. Jak choćby Willow (1988) czy Nieśmiertelny (1986), ale tylko I część. Niekończąca się opowieść (1984), Zaklęta w sokoła (1985; jedyny film, w którym lubię Rutgera Hauera). Legenda (1985) z młodziutkim Tomem Cruisem, jeszcze takim niewinnym i niegroźnym. W tym stylu nakręcony został też Ostatni smok (1996), z Denisem Quaidem i Seanem Connerym, który należy do moich ulubionych. Filmy mojego dzieciństwa, do których nadal chętnie wracam, chociaż teraz dostrzegam więcej. A może Wy dodacie jeszcze coś do tej listy, co pominęłam, albo może nie oglądałam?

poniedziałek, 27 października 2008

Z Gaimanem spacer po cmentarzu - "Księga cmentarna", Neil Gaiman, tłumaczenie: Paulina Braiter, MAG 2008

Księga cmentarna to najnowsza powieść Neila Gaimana. Gdy tylko zobaczyłam książkę w Empiku, kupiłam nawet nie myśląc o tym, że w mojej księgarni będę miała 20% taniej;)

Bohaterem Księgi cmentarnej jest Nikt. Tak właśnie, Nikt. To znaczy chłopiec o imieniu Nikt, w skrócie Nik, żeby się nie myliło (kto słyszał historię o Odyseuszu i cyklopie, domyśli się, czemu chłopczyk nosi takie imię). Jako kilkunastomiesięczne dziecko ucieka (znaczy raczkuje) na cmentarz przed mordercą jego rodziny, niejakim Jackiem (imię jak "John Smith"), pracującym dla pradawnego Zakonu Jacków Wszelkich Fachów. Przygarnięty przez małżeństwo duchów, państwa Owensów, chłopczyk wychowywany jest przez tajemniczego Silasa (jedna z moich ulubionych postaci i co za ironia, właściwie dopiero na końcu załapałam kim on jest!) oraz pozostałych mieszkańców cmentarza.

Mimo intrygującego początku, pierwsza część książki jest zdecydowanie mniej ciekawa. Czyta się, owszem, szybko, ale bez większego zainteresowania. Może dlatego, że pierwsze kilka rozdziałów Gaiman napisał jak opowiadania, powiązane wyłącznie osobą Nika, odkrywającego tajemnice cmentarza. Do moich ulubionych należą dwie historie - Nowa Przyjaciółka (tam pojawia się SWIJ, które STRZEGĄ I CHRONIĄ DLA MISTRZA; Swij to zdecydowanie mój ulubieniec) i Nagrobek dla Wiedźmy. Dopiero później robi się o wiele ciekawiej, rozdziały zachowują logiczny ciąg, kolejno dowiadujemy się, co, jak i dlaczego.

Jednak, mimo całej sympatii dla Swija, Księga cmentarna nie należy do najlepszych powieści Gaimana. Podobnie jak Gwiezdny pył jest lekko nudnawa. Gdzie podział się Gaiman za czasów Amerykańskich bogów czy Nigdziebądź? Mam wrażenie, że facet zaczął iść na łatwiznę. Wyrobił sobie nazwisko, zdobył kilka prestiżowych nagród, fanów... i przestał się starać i trzymać poziom. Dał temu wyraźny znak, publikując 3 tomy opowiadań pod różnymi tytułami, a zawierającymi te same historie z drobnym tylko uzupełnieniem.

niedziela, 26 października 2008

Wcale nie taka tajemnicza historia - "Tajemnicza historia wampirów", Calude Lecoutreux, tłumaczenie: Beata Spieralska, Bellona 2007

Miałam kupić tę książkę, na szczęście wyprzedziła mnie przyjaciółka, od której mogłam pożyczyć:)
Co by tu napisać...

W sumie żadnych rewelacji, jeśli ktoś spodziewa się odkrywczo potraktowanego tematu, ten w błędzie. Nawet ten cały aneks nieszczególny, ot zbiór bzdur, w dodatku niewielki. W zasadzie autor dobrze sklasyfikował rodzaje "wampirów". Niestety wyłącznie w oparciu o źródła europejskie, które się dość często powtarzają. A szkoda, bo ja bym chętnie przeczytała o krwiopijcach z innych kręgów kulturowych. Wraz z prezentowaniem kolejnych przykładów, które notabene pokrywają się ze sobą, czyta się to dziełko coraz ciężej i z coraz większym znudzeniem.

Literacko zdecydowanie ubogo - Lecouteux podaje zaledwie kilka tytułów powieści, ale tych najpopularniejszych, m.in. Stoker, Polidori. Co ciekawe, autor nawet się nie zająknął, pisząc o "fenomenie" wampira, o twórczości Anne Rice, która przecież pokazała ten gatunek (?) w zupełnie inny sposób. Czyżby na wierzch wychodził francuski snobizm? Bibliografia wprawdzie jest bogata w dzieła naukowe i liczne raporty, jednak w czasie lektury miałam wrażenie, że Francuz większość sobie wymyślił, bo powoływał się na te źródła dość niechętnie i zdawkowo. Chyba na zasadzie, im więcej tytułów przytoczę, tym bardziej będę wydawał się mądrzejszy. Nie wyjaśnia też fascynacji kultem krwi ani nie umiał dać odpowiedzi na pytanie, dlaczego wampiryzm jest od wieków tak popularny. Dużo lepszą pracą na temat napisał Jean Paul Reux - Krew: mity, symbole, rzeczywistość.

Podsumowując, zapowiadane nowe podejście do tematu i nowe fakty okazały się tylko chwytem reklamowym. A może ktoś z Was spotkał się z jakąś ciekawą pracą na temat wampiryzmu i wampirów?

środa, 22 października 2008

Kwestionariusz czytelnika

Dziękuję iceberg33 za zaproszenie do wypełnienia ankiety:) Oto moje odpowiedzi. A do wypełnienia zapraszam bsmietankę i kamilinhio.

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
To zależy od tego ile czasu mogę poświęcić na czytanie, obecnie, ze względu na pracę, rano w drodze do niej i wieczorem w ramach wypoczynku.

2. Gdzie czytasz?
Zmuszona względami praktycznymi nauczyłam się czytać wszędzie: w metrze i we wszelkich środkach komunikacji miejskiej, międzymiastowej a nawet międzynarodowej;); w domu oczywiście też.

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?
Na boku, czasem na siedząco.

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Oczywiście fantasy!:) Czasem sięgam także po inne gatunki z zakresu literatury popularnej (science fiction, kryminał, horror), po romansidła też, gdy nie chcę myśleć podczas lektury. Lubię książki postmodernistów. W zasadzie to jestem w stanie przeczytać wszystko, byleby było dobrze napisane.

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś/-eś?
Księgę cmentarną Neila Gaimana. Wkrótce recenzja na blogu.

6. Co czytałaś/-eś ostatnio?
Księgę cmentarną Neila Gaimana.

7. Co czytasz aktualnie?
Noc Blizn Allana Campella, opowiadanie przyjaciółki, Fado Stasiuka.

8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Zawsze zakładki! Mam fioła na punkcie ładnej zakładki, więc co jakiś czas zaglądam do księgarni zobaczyć co nowego. Wybieram takie, które budzą we mnie pozytywne emocje (np. z kotami, jakimś ładnym krajobrazem).

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?
Nigdy nie słuchałam, ale być może kiedyś życie mnie zmusi (kiedy oślepnę od czytania).

10. Co sądzisz o ebookach?
Odkąd mam laptopa, korzystam czasami, zwłaszcza jeśli nie mogę dostać książki w wersji papierowej albo mnie zwyczajnie na nią nie stać (jak 4-tomowa Godzina czarownic, której zakup to wydatek ok. 200 zł).

Niezwykły świat Stefana Grabińskiego

Stefan Grabiński (1887-1936) to polski pisarz fantastyki grozy z początku XX wieku. Przez świat uznany za polskiego Edgara Allana Poe, w Polsce niedoceniany do dzisiaj

W swoich opowiadaniach Stefan Grabiński kładł nacisk na organizację świata przedstawionego i uwypuklenie w nim duchowości wszechobecnej, by pokazać, że obok dla wszystkich widzialnej rzeczywistości, istnieje jeszcze rzeczywistość metafizyczna. Bohaterowie doznają obecności istot z innego wymiaru, duchów. Nie jest to bynajmniej trik wprowadzony dla uatrakcyjnienia utworu - według autora to znak, który rzeczywistość kosmiczna wykorzystała, by przeniknąć do świata zmysłowego. Tak jest np. w opowiadaniu "Szary pokój" z tomu "Szalony pątnik". Bohater wprowadza się do pokoju, w którym dawniej mieszkał niejaki Kazimierz Łańcuta. Okazało się jednak, że poprzedni lokator wcale się nie wyprowadził...

Bohaterowie Grabińskiego  to przeważnie postacie na granicy obłędu, odznaczające się zachowaniami często patologicznymi, dostrzegające jednak rzeczy, które są niedostępne dla przeciętnego śmiertelnika. To samotnicy, stroniący od towarzystwa, znajdujący się we własnym świecie marzeń. Starszy konduktor Boroń czy Tadeusz Strzygoń z opowiadań z tomu "Demon Ruchu", zafascynowani niezmordowanym ruchem kolei, dzięki której mogą przenosić się poza czasem i przestrzenią, to właśnie ludzie o niespokojnej osobowości. Taki jest też Jerzy Szamota z opowiadania "Kochanka Szamoty" z tomu "Niesamowita opowieść". Bohater przepełniony fantazją o pięknej kobiecie popada w psychozę na tle erotycznym. Siłą swego umysłu sprawia jednak, że Jadwiga Kalergis ożywa, staje się dla niego materialna. Warto zwrócić uwagę na motto tego opowiadania, które sugeruje zupełnie inną jego interpretację niż tylko proces postępowania choroby psychicznej bohatera.

Przestrzeń opowiadań Grabińskiego to miejsca odosobnione: opuszczone domy, przedziały wagonów, stacje kolejowe położone gdzieś na końcu świata. Scenerii dopełniają mroki i cienie panujące na korytarzach oraz przejmująca cisza. Ponura atmosfera, oblepiająca niczym macki, nastrój niepokoju przenikający duszę wywołuje w czytelniku niesamowite dreszcze sprawiając, że czuje się on niepewnie. Grabiński dynamizuje wydarzenia, nadaje im logiczny ciąg, stopniuje napięcie, każde opowiadanie zaś wieńczy zaskakująca puenta. Dzięki temu odczuwamy jego świat silniej, on nas wciąga całą swoją istotą. Czytając Grabińskiego mam wrażenie, że zgodnie z jego tezą, nasz świat zawiera w sobie niezbadane przestrzenie.

Twórczość Stefana Grabińskiego na tle literatury polskiej dwudziestolecia jest wyjątkowym zjawiskiem. Literaturę zachodnią charakteryzowała większa swoboda wyrażania artysty poprzez dzieło. W Polsce fantastyczność jako część świata rzeczywistego była uważana za właściwą niemodnemu już romantyzmowi. Preferowano utwory opisujące realność bez "udziwnień". Grabiński zdecydowanie wyłamał się z tej konwencji, łącząc niesamowitość z realizmem, rozbijając świat na wiele tajemniczych płaszczyzn.

czwartek, 16 października 2008

Wilk w owczej skórze, czyli o tym, jak Andrzej Sapkowski (nie)wpisuje się w konwencję fantasy, cz. I

Siłą Andrzeja Sapkowskiego stały się opowiadane na nowo bajki, zabawa z konwencją. Do tej gry wciąga on również czytelnika, skłaniając go do poszukiwań pochodzenia znajomych motywów. Oto co zebrałam, wiele też sama znalazłam. Opowiadania na początek. Jak według Was wypadło porównanie "oryginałów" z "prawdą"?

Do takich urealnionych „baśni” należą: Wiedźmin, Trochę poświęcenia, Ziarno prawdy, Mniejsze zło, Granica możliwości. W mniejszym stopniu do znanych motywów nawiązują pozostałe opowiadania.
Znany wszystkim Wiedźmin to historia o królewnie zaklętej w strzygę. Opowiadanie odwołuje się do adaptacji ludowej legendy Strzyga, Romana Zmorskiego. Według wersji z początku XX wieku (sama legenda w tradycji ustnej istniała zapewne już od średniowiecza) tytułowa strzyga była królewną poczętą z kazirodczego związku króla Goździka z siostrą. Dziecko umiera zaraz po narodzeniu i staje się potworem, co pełnię napadając na nieostrożnych ludzi. Król, który mimo wszystko kocha owoc swego grzechu, przyrzeka sowitą nagrodę w postaci połowy królestwa i ręki dziewczyny za jej odczarowanie. Udaje się to biednemu sierocie Marcinowi i poślubia piękną dziewczynę i oboje szczęśliwie władają połową królestwa.

Sapkowski w swoim pierwszym opowiadaniu „bierze na warsztat” tą legendę. I niby wszystko jak w podaniach: królewna zaklęta, król zrozpaczony rozgłasza orędzie wszem i wobec, że ten kto ją odczaruje zostanie sowicie wynagrodzony; krążą plotki, że w nagrodę „wliczona” ma być również ręka panny i pół królestwa. Jednak na to królewskie wezwanie przybywa nie piękny młodzieniec, tylko białowłosy wiedźmin ze szramą na policzku. Nie jestem zainteresowany królewną – prostuje, jednocześnie upewnia się profesjonalnie: Napisane jest: trzy tysiące. W tle mamy spisek urzędników przeciwko królowi, a sam król jest człowiekiem, któremu bardzo zależy na córce. Królewna szczęśliwie zostaje odczarowana, jednak nie okazuje się piękną i hożą dziewoją, a upośledzoną czternastolatką o psychice czteroletniego dziecka.

Trochę poświęcenia ukazuje w nowym świetle historię miłości ludzkiego księcia i morskiej piękności z Małej syrenki Hansa Chrystiana Andersena. W oryginalnej wersji syrenka z miłości do człowieka poświęca swój ogon i za cenę własnego głosu i nieśmiertelności, które ofiarowuje morskiej czarownicy, zyskuje nogi, dzięki czemu staje się ludzką kobietą. Uwielbiany książę jednak nie obdarowuje jej miłością, żeniąc się z kobietą, która w jego mniemaniu uratowała mu życie. Syrenka zdaje sobie sprawę z tego, że wraz z szansą na miłość mężczyzny utraciła nieśmiertelność. Nie zdecydowała się również na zabicie księcia, dzięki czemu mogłaby wrócić do swego królestwa. Zrozpaczona rzuciła się do morza i po śmierci zmieniła się w morską pianę (tylko w uładzonej wersji dla dzieci bajka kończy się szczęśliwie, tak przerobiono większość baśni Andersena).
Piękna Sh’eenaz ani myśli poświęcać swego wspaniałego ogona po to, żeby zostać żoną księcia, za to jemu proponuje zamianę zaklęciem morskiej czarownicy nóg na elegancki ogon, w dodatku bezboleśnie. Agloval na to zgodzić się nie chce. Mediatorem obojga zostaje nie kto inny jak Geralt, znający syrenią mowę. Nawiązaniem do andersenowskiej opowieści są słowa Jaskra:
Już mam pierwsze zwrotki. W mojej balladzie syrenka poświęci się dla księcia, zmieni rybi ogon w piękne nóżki, ale okupi to utratą głosu. Książę zdradzi ją, porzuci, a wówczas ona zginie z żalu, zamieni się w morską pianę (…) [Bard tłumaczy jednocześnie, że] ballad nie pisze się po to, by w nie wierzono. Pisze się je, aby się nimi wzruszano.
Pertraktacjom zakochanej pary towarzyszy inny, zgoła poważniejszy problem – Sapkowski sygnalizuje tutaj kwestię ludzkiej chciwości, nieopanowanej żądzy podboju. Wreszcie jednak syrenia księżniczka decyduje się dokonać bezbolesnego zabiegu zamiany ogona w nogi, ku nieopisanej radości ukochanego. Wypowiada kluczowe stwierdzenie: Kto kocha ten się poświęca, które można odczytywać dwuznacznie – Sh’eenaz wyrzekając się swej prawdziwej postaci nie wyrzeka się własnego ludu, wręcz przemienia się dla ich dobra. Prawdopodobnie dzięki jej wpływowi na księcia, rybacy zaprzestaną połowów w rejonach Ys, a tym samym nie doprowadzą do wojny z potężniejszymi od nich rybostworami.
Ziarno prawdy (moje ukochane) z kolei to trawestacja baśni Piękna i Bestia Jeanne-Marie Leprince de Beaumont. W przekładzie francuskiej pisarki w wyniku klątwy, która jest karą za egoizm, książę zostaje zamieniony w potwora. Z czaru uwalnia go uboga dziewczyna będąca uosobieniem dobroci, która swym zachowaniem wobec rzeczonej Bestii sprawia, że ten się w niej zakochuje. Sapkowski nie zgadza się z uproszczonym wizerunkiem baśni: to Piękna jest prawdziwym „potworem”, wyższym wampirem, a zakochanym w niej Bestią próbuje manipulować, by krył jej niecne postępki. Niemniej, jak pokazuje finał, tylko ona, w przeciwieństwie do czyhających na bogactwa ludzkich dziewcząt, okaże się zdolna do prawdziwego uczucia.

Bohaterką Mniejszego zła jest Renfri, której pierwowzorem była Królewna Śnieżka. To jedna z najsłynniejszych historii braci Grimm o księżniczce wygnanej przez złą macochę-czarownicę (w pierwszej wersji jej własną matkę), przygarniętej przez siedmiu krasnoludków, otrutej zaczarowanym jabłkiem powodującym wieczny sen, a wybudzonej przez zakochanego w niej księcia. „Królewna Śnieżka” Sapkowskiego padła ofiarą niegodziwego spisku czarodziejów. Nie była w tym osamotniona, bowiem magicy, wykorzystując przepowiednię o Przekleństwie Czarnego Słońca, doprowadzili do śmierci kilkanaście innych dziewcząt ze znacznych rodów. A wszystko po to, by rozbić sojusze, popsuć koligacje, zamieszać w dynastiach, słowem, mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach. Rolę złej czarownicy zagrała u Sapkowskiego macocha Renfri, księżna Aridea, posiadająca Zwierciadło Nehaleni, które przepowiedziało jej, że pasierbica doprowadzi do śmierci całej rodziny. To Geralt obnażył prawdziwy powód chęci zgładzenia dziewczynki – księżna chciała zapewnić tron swoim własnym dzieciom. Dziewczynka miała zostać zabita przez łowczego, który to jednak padł ofiarą własnej chuci – królewna zabija go ciosem ostrej szpilki w głowę. Ścigana Renfri schroniła się w Mahakamie, przyłączając się do bandy siedmiu gnomów, które zastąpiły poczciwe krasnoludki. Odtąd nazywana była Dzierzbą, bo nabijała żywcem ludzi na zaostrzone kołki.

W opowiadaniu krzyżuje się także wątek z innej baśni, o Roszpunce więzionej w wieży przez złą czarownicę i uratowanej przez królewicza. Otóż czarodzieje, widząc że na nic zdaje się zabijanie królewskich dzieci i dokonywanie sekcji, postanowili izolować je zamykając w wieżach. Pomysł okazał się nietrafiony, ponieważ wśród królewiczów, zwłaszcza tych młodszych, co to niewiele mieli do roboty, a jeszcze mniej do stracenia, zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek. Jest też tu „drugie dno”, niedostrzegalne jeśli nie przeczytało się całego cyklu. Mowa tu o Złu mniejszym lub większym, która to różnica dla Geralta nie ma znaczenia. Ponieważ woli on zachować neutralność niż wybierać tytułowe mniejsze zło. Kwestia ta zostanie jeszcze raz poruszona w pierwszym tomie powieści, Krew Elfów, kiedy to Geralt tłumaczy swojej podopiecznej różnicę między neutralnością a obojętnością. W kolejnych tomach wiedźmin zostaje zmuszony do dokonania wyboru, do rezygnacji z neutralności, która według jednego z bohaterów jest zwykłym egoizmem.

Granica możliwości to opowieść o Smoku i Szewczyku. Według rodzimej legendy z połowy XV wieku dzielny bohater pokonuje złego potwora dzięki swemu sprytnemu pomysłowi – smok zjadł podrzuconego przez Szewczyka barana wypchanego siarką, po czym tak zaczęło go palić w gardle, że wypił pół Wisły i pękł. Sapkowski również o tej historii ma własne zdanie. Przede wszystkim Geralt twierdzi, że złoty smok, którego jakoby widzieli ludzie, jest wytworem wyobraźni, zwyczajnie nie istnieje. Szybko jednak wiedźmin jest zmuszony zaktualizować informacje. Borch Trzy Kawki okazuje się bowiem tą żywą legendą, przybiera prawdziwą smoczą postać i zwie się Villentretenmerth. Role znowu się odwracają – smok jest pięknym i mądrym stworzeniem, natomiast Dratewka vel Kozojed głupim i chciwym chamem, potworem właśnie, którego spotyka zasłużona kara.

środa, 15 października 2008

Fantasy w stylu chick lit - "Wiedźma.com.pl", Ewa Białołęcka, Fabryka Słów 2008

Dla tych co nie wiedzą, czym jest "chick lit" - pojęcie obejmujące literaturę kierowaną do młodych kobiet (20-30 lat), zwłaszcza pracujących i niezależnych singielek, której bohaterkami są, jakżeby inaczej, młode, inteligentne, niezależne kobiety, które sukcesem zawodowym zastępują życie prywatne i (podobno) są z tego powodu szczęśliwe. Mniej więcej;)

Główną bohaterką Wiedźmy.com.pl Ewy Białołęckiej jest Krystyna Szyft, przez najbliższych zwana Reszką. Jest samotną matką, redaktorką w wydawnictwie, uzależnioną od kawy, papierosów netomanką. Niespodziewanie dla siebie samej i dla reszty rodziny Reszka dostaje w spadku po zmarłej ciotce, Katarzynie Szyft, dom razem z kawałkiem ziemi na wsi Czcinka. Ucieszona perspektywą własnego gniazdka (wraz z 6-letnim synem mieszka u rodziców) wyrusza na rekonesans. Okazuje się jednak, że spadkowy dom to w zasadzie ruina, która będzie potrzebowała porządnego remontu (na który nie bardzo bohaterkę stać, a właściwie to wcale jej nie stać), a wieś Czcinka zamieszkana jest nie tylko przez żywych, choć jakże ciekawych mieszkańców i w dodatku nie ma jej nawet na mapie (a znalezienie jej w Google to marzenie ściętej głowy). Jakby mało było tego, że Reszka zaczyna widzieć i rozmawiać z duchami, zza grobu daje znać o sobie również dawna właścicielka posiadłości, która ma jeszcze wiele do powiedzenia. W zmaganiu się z duchami i tytułową wiedźmą pomaga pani redaktor doktor Kobielak, lekarz alkoholik. Chemią między tymi dwojgiem aż kipi i wcale nie jest to sprawką samogonu;)

Książkę czyta się szybko i przyjemnie, nie ma co do tego wątpliwości. Reszka to charakterna i nieco cyniczna kobieta, którą życie nieźle doświadczyło, a mimo to nie traci sił (choć czasem ręce jej opadają). Książka pisana jest w pierwszej osobie, cały czas miałam więc wrażenie, że jest autobiograficzna (zresztą, jeśli spojrzeć na zdjęcie zamieszczone na wewnętrznej stronie okładki, to wrażenie się jeszcze pogłębia). Czasem jednak cięty język, którymi bohaterka się szczyci i którym komentuje wydarzenia i ludzi, nawet dla mnie, wielbicielki ciętego języka, wydawał się niezbyt na miejscu.

Mieszkańcy zapomnianej wsi są w zasadzie zaledwie naszkicowani, daje się jednak odczuć ich nieufność wobec kolejnej Szyftównej, którą kobieta powoli przełamuje. Duchy błąkające się w okolicy domu bohaterki to nie straszące i rzucające wszystkim poltergeisty, tylko zagubione dusze, których marzeniem jest jedynie znaleźć spokój. Przy okazji autorka porusza ważne społeczne wątki związane z naszą historią, jak wrogość do Niemców czy Żydów. Natomiast Katarzyna Szyft to prawdziwa wiedźma, jej postać nieodmiennie wywoływała we mnie skojarzenia z epoką wiktoriańską - sztywne stroje, sztywna etykieta, surowa postać sztywnej (dosłownie i w przenośni) pani Szyftowej. Rewelacyjna postać. Sam Kobielak, bodajże Andrzej mu było na imię, to facet po przejściach, który utknął w Czcince na własne życzenie - tu może pić kiedy chce i leczyć kiedy jest trzeźwy (a czasem i nawet kiedy jest w stanie wskazującym).

Książkę Ewy Białołęckiej przeczytałam już jakiś czas temu, ale pamiętam ją bardzo dobrze. Bynajmniej nie ze względu na porywającą fabułę (bo taka nie jest), czy świetnie namalowany świat fantastyczny (akcja toczy się przecież współcześnie). Ta kobieta zwyczajnie potrafi wprawić mnie w dobry nastrój swoim stylem pisania, choć muszę przyznać że z dużo większą uwagą i radością czytałam opowiadania o Kamyku (Kamień na szczycie, t. 1 i 2). Czegoś mi jednak w tej lekturze brakowało. Może to przez cały zarys powieści - samotna matka odkrywa w sobie dar i walczy z duchami i czarownicą, a to wszystko na tle rozwijającego się wątku miłosnego... momentami czułam się, jakbym czytała Helen Fielding albo Norę Roberts. Faktem jest, że po przeczytaniu Wiedźma.com.pl czułam pewien niedosyt i wcale nie dlatego, że chciałabym poznać dalsze losy bohaterów (cała reszta po happy endzie jest doprawdy mało interesująca). Miałam wrażenie, że Białołęcka napisała tę książkę, zbytnio nie przykładając się do szczegółów fabuły, nie włożyła w nią serca. Ot, taka książeczka na dłuższą podróż, albo na przyjemne spędzenie jesiennych wieczorów. Brakowało mi tego czaru, który urzekł mnie w opowieściach o Kamyku i jego przyjaciołach.

P.S. Przeglądając stronki w internecie dotyczące Białołęckiej, trafiłam na recenzję Wiedźmy.com.pl na stronie "Newsweeku", która zaczyna się tak:
Harriet Potter i wieś tajemnic
Ewa Białołęcka, autorka zasłużona dla krajowej literatury fantastycznej, jest zbyt ambitna aby bez mrugnięcia okiem przekopiować w swojej książce schemat powieści o Harrym Potterze. Na początku "Wiedźma.com.pl" wydaje się jednak, że coś jest na rzeczy - tyle, że Harry jest tu dojrzałą kobietą, a akcja rozgrywa się w zupełnie zwyczajnej, współczesnej Polsce.
Obśmiałam się jak norka! Większej bzdury dawno już nie czytałam, oczywiście chodzi o porównanie do Pottera, nie o słuszną uwagę o zasługach pani Ewy dla naszej fantastyki. Pan Bartek, autor recenzji, powinien wziąć sobie do serca zasadę, że aby ocenić jakąś książkę, wypadałoby ją przeczytać...

czwartek, 9 października 2008

Jak nazwa stała się przekleństwem. Chwila refleksji.

Uwielbiam czytać książki, dobre książki. Dobra książka fantasy to taka, w której krew nie leje się częściej niż cięte dialogi, humor i obrazowy opis. Mniej więcej;) Nie zasnę bez przeczytania choćby strony. Dlatego bardzo martwi mnie, że na polskim rynku wydawniczym tak rzadko pojawiają się zachwycające pozycje. Dotyczy to nie tylko polskich pisarzy fantasy, ale również tych zagranicznych. Swego czasu byłam wielką fanką wydawnictwa Fabryka Słów, które zawsze potrafiło zaskoczyć mnie świetnymi autorami. Dobrze zauważyliście i zapewniam, że czas przeszły jest jak najbardziej na miejscu.

Kiedy jakieś 7 lat temu Fabryka Słów pojawiła się na rynku fantastycznym, całkowicie zawładnęła fanami gatunku. Szanowała czytelnika i zaczęła wydawać książki świetnych autorów, prawdziwych wilków fantastyki. Maja Lidia Kossakowska, Jarosław Grzędowicz, Andrzej Ziemiański to tylko niektóre z tych nazwisk. Dla Fabryki Ewa Białołęcka zostawiła koleżanki z Runy, a Feliks W. Kres wydawnictwo Mag. To dzięki Fabryce debiutowała Anka Kańtoch, jedna z moich ulubionych autorek. Piszą dla Fabryki Eugeniusz Dębski, Rafał Ziemkiewicz, Marcin Wroński, Jacek Komuda. Piszą też nadal, niestety, Jacek Piekara (kolejne marne części o Mordimerze) oraz Andrzej Pilipiuk (pierwszy zbiór o Jakubie Wędrowyczu jeszcze bawił, następne coraz mniej).
Dawniej uważałam, że nazwa "Fabryka Słów" jest wręcz idealną dla wydawnictwa, przysłowiowym "strzałem w dziesiątkę". Super logo, które obecnie zostało rozbudowane; na początku mieli jeszcze ten trybik i pióro, dzisiaj same trybiki bez pióra, co moim zdaniem jest dość znaczące dla określenia kierunku, w jakim idzie FS. Dzisiaj wycięłabym "słów" a zostawiła jedynie "fabryka", bo nią stało się to wydawnictwo w ostatnich latach, moim zdaniem oczywiście.
Od co najmniej 3 lat obserwuję spadek jakości książek FS. Wydawnictwo promuje coraz gorszych autorów i doprawdy nie wiem, czy cieszyć się z tego, że nie tylko polskich (m.in. Żamboch... litości, tego nawet rzeźnictwem nazwać nie można). Przestało zwracać uwagę na niedociągnięcia debiutantów - wystarczy przeczytać "Pierwszy krok" Adama Przechrzty, albo "Czarna ikona" Zagańczyka (tak, wiem, debiutował w 2005 roku, ale wciąż jest "świeżakiem") - czyżby Fabryka pozwalniała (lub sami odeszli) tych dobrych redaktorów, korektorów i zostawiła autorom pełne pole do popisu?
Coraz więcej błędów w książkach, jakby korektor czytał niedbale albo przysypiał. Coraz gorsze okładki - niechlujne, bezpłciowe, proste i bez polotu.
Ze smutkiem muszę przyznać, że kiedy dawniej widziałam logo Fabryki, brałam książkę niemal bez wahania. Teraz, jeśli nie widzę znanego i cenionego przeze mnie nazwiska (coraz ich mniej), omijam stoisko tego wydawnictwa szerokim łukiem w księgarni.

Garść naukowych informacji

Przy pisaniu pracy magisterskiej musiałam zmierzyć się z takim zagadnieniem jak "konwencja literatury fantastycznej". Uwierzcie mi, nie było łatwo przebrnąć przez te wszystkie mądre książki. Zamieszczam tutaj jeden z rozdziałów mojej magisterki, w którym zebrałam, najważniejsze moim zdaniem, informacje i definicje dotyczące fantastyki jako takiej, całej konwencji oraz samej fantasy.

O teorii konwencji fantasy słów kilka.
Konwencja literacka – utrwalony w praktyce literackiej zespół norm określających charakter poszczególnych składników utworu, a także sposób ich zorganizowania w większe całości.
Konwencja stylistyczna – jeden ze składników konwencji literackiej: zespół ponadindywidualnych norm i środków mowy, aktualizowanych w organizacji warstwy językowej dzieł określonej epoki, prądu literackiego.[1]
Na konwencji – słowo pochodzenia łacińskiego: conventio = umowa – opiera się cały dorobek literacki. Poszczególni twórcy ustosunkowują się do niej w dwojaki sposób: albo w swych utworach powielają panujące konwencje albo zupełnie się od nich odcinają. Ta druga droga również związana jest ściśle z konwencją – prowadzi do powstania nowej wartości, która znajduje kolejnych naśladowców i staje się konwencją.

Konwencja oddziałuje na każdą część określonego utworu, poczynając od jego najprostszych składników (epitety, związki frazeologiczne), a na semantycznych wzorcach budowy kończąc. Najłatwiejszym do rozpoznania sygnałem konwencjonalizacji jest stałe pojawianie się jakiegoś literackiego rozwiązania w obrębie historycznie określonego zespołu utworów. Konwencja może istnieć w każdej warstwie dzieła, czy to w konstrukcji semantycznej, czy językowej, ma wpływ na kształtowanie się gatunków literackich. Dzięki jej istnieniu czytelnik może „oswoić” dzieło – powtarzające się elementy pozwalają na umieszczenie go w określonym gatunku, sprawiają, że odbiorca odnajduje dla niego miejsce w świecie określonym przez własną kulturę. To z kolei prowadzi do lepszego zrozumienia utworu[2].

To, jak bardzo dane dzieło zostanie poddane konwencji zależy od wielu czynników. Przede wszystkim, ważne są tu wymogi, jakie stawiają gatunki literackie oraz artystyczne ambicje autora. Nie bez znaczenia pozostaje również rodzaj literatury, do której utwór ma należeć – w przypadku tzw. literatury wysokiej zadaniem pisarza jest wychodzenie poza panujące normy, jeśli jednak kieruje on swoją twórczość do odbiorcy „masowego”, powiela już istniejące schematy.
Ponieważ moja praca dotyczy gatunku z zakresu literatury popularnej, czyli kierowanej do „masowego” odbiorcy, pokrótce przedstawię, w jaki sposób zagadnienie konwencji funkcjonuje w tego rodzaju literaturze.
W procesie tworzenia dzieł z zakresu twórczości popularnej najważniejszą rolę pełni odbiorca. To właśnie jego gusta czytelnicze i oczekiwania są na pierwszym miejscu. Autor utworu popularnego musi mieć na względzie przede wszystkim potrzeby potencjalnych odbiorców, jeśli chce odnieść sukces, również finansowy, ponieważ:
(…) odbiór literatury popularnej dokonuje się na zasadach pełnej dobrowolności (…) nie wiąże się z potrzebami zawodowymi, nie przynosi prestiżu kulturowego i towarzyskiego (…) służy celom rozrywkowym: książka czytana jest „dla zabicia czasu” i „oderwania się od szarej rzeczywistości (…).[3]
Tutaj nie ma miejsca na innowacje zbytnio odbiegające od wyobrażeń czytelnika. Dlatego literatura popularna jest bardziej tradycjonalna, hołduje utartym rozwiązaniom literackim. Konwencja stosowana w utworach popularnych jest pewnego rodzaju umową między pisarzem a odbiorcą – autor czyni tekst jak najbardziej przyswajalnym, tak żeby czytelnik mógł czerpać przede wszystkim przyjemność z obcowania z utworem.
Normy określające literaturę popularną, zgodną z oczekiwaniami odbiorców, to dostarczenie im silnych przeżyć, a także:
(…) ekonomika narracji, duża ilość dialogów, zwartość kompozycyjna, konkretność zdarzeń i problematyki (brak symboliki, abstrakcji, itp.), jednoznaczność kwalifikacji moralnej i ideowej postaci, ostre jakości stylistyczne: patos, emfaza, hiperbolizacja, oraz takie konstruowanie fabuły, które implikuje napięcie, wzruszenie, strach, żądzę, tęsknotę, itd.[4]
Tak, najogólniej rzecz ujmując, kształtują się elementy konwencji literatury popularnej. Podobnym kategoryzacjom poddaje się również literatura fantasy.
Zdając sobie sprawę z obszerności zagadnienia, oraz by nie popaść w pułapkę „błędnego koła”, dokonam jedynie streszczenia najważniejszych problemów, jakie stoją przed próbującymi zamknąć fantasy w ramy definicji, nie wdając się szczegółowo w ich komentowanie.
Do utworów fantastycznych i fantastycznonaukowych odnoszą się wszystkie ustalenia literaturoznawczej teorii poznania i interpretacji. Jednak w odróżnieniu od realistycznych (w szerokim rozumieniu tego pojęcia) dla zachowania prawomocności i poprawności postępowania badawczego, utwory utrzymane w tej konwencji (…) wymagają indywidualnego wstępnego zabiegu, który polega na rozstrzygnięciu statusu wykorzystanej w nim „fantastyczności”.[5]
Dlatego tak ważne jest ustalenie, czym owa „fantastyczność” jest i w jaki sposób jest wykorzystywana. Podstawowa trudność przy omawianiu fantasy związana jest właśnie z tym pojęciem i zbliżoną do niego kategorią „fantastyki. Słowo „fantastyka” opatruję tutaj cudzysłowem, by zaznaczyć, że traktowane jest ono jako pojęcie dużo szersze niż zwykliśmy o nim współcześnie mówić, przede wszystkim nie tylko jako nazwa gatunku literackiego.

Polscy badacze literatury zajmowali się „fantastyką”, błędnie stosując dla niej także wymienne określenia „fantastyczności” czy „cudowności”. Mieściła dla nich w sobie wszystko to, co jest wytworem fantazji, a więc wszelkie zjawiska niezwykłe, często nadprzyrodzone, nadzwyczajne, nie spotykane nigdy w otaczającym świecie.[6]

Dotyczy to przede wszystkim naukowców, którzy jako pierwsi mieli okazję obserwować występowanie zjawiska w literaturze. Karol Irzykowski na przykład, analizując opowiadania Stefana Grabińskiego, zwracał uwagę, że fantastyczność wynika z występowania zjawiska cudownego, które nie jest możliwe w rzeczywistości.[7] Zwróćmy uwagę na przedmiot omawiany w artykule – twórczość Stefana Grabińskiego, doskonałego twórcy fantastyki grozy z lat dwudziestych XX wieku, który rzeczywiście swoje opowiadania opierał na wprowadzeniu do realistycznego świata przedstawionego pierwiastka niesamowitości, zgodnie zresztą z panującą konwencją. Nie jest to zatem omówienie całego zjawiska, a jedynie jego niewielkiej części. Ponadto, dużym błędem takiej teorii było porównywanie świata fikcyjnego do świata empirycznego, co prowadziło do zamydlenia istoty problemu.

I choć w późniejszych latach z literatury fantastycznej zaczęły wyłaniać się też inne odmiany – u nas przeważnie jako towar importowy – to podobne podejście do zagadnienia przejawiano nawet w latach 80. XX w.[8] Niektórzy teoretycy wprowadzili jednak pewne propozycje, liczące się dla dalszych rozważań.
Witold Ostrowski w swojej pracy The Fantastic and the Realistic in Literature uważa, że analizę dzieł fantastycznych należy rozpocząć od porównania dwóch technik tworzenia rzeczywistości fikcyjnej w utworach. Badacz więc nie skupia się już na zestawieniu fikcji literackiej z empirią, co jest ważne dla odpowiedniego określenia jakości dzieła. Dodajmy też, że ogranicza on pojęcie „fantastyki” do kategorii występującej w literaturze.[9] Jakkolwiek podejście Ostrowskiego do tematu jest innowacją w polskim literaturoznawstwie, to pociąga za sobą dość poważny błąd – mianowicie omawia fantastykę w przeciwstawieniu jej do realizmu, który przecież ze swego założenia dąży do odwzorowywania realiów świata rzeczywistego. W gruncie rzeczy jest to więc powielenie sądu Irzykowskiego.
Wiele w omówienie zjawiska wniosła też książka Andrzeja Zgorzelskiego, zdającego sobie sprawę z problemu definiowania fantastyki, który według niego wynikał z wielopostaciowości gatunku danego utworu, bowiem:
Ilość zagadnień związanych z techniką i funkcją elementów fantastycznych rośnie w miarę rozwoju gatunków literackich, a warsztat badacza literatury wciąż jeszcze pozostaje w dużym stopniu bezradny przy próbach dostosowywania go do tych zjawisk.[10]
Zgorzelski krytykuje takie podejście badaczy do „fantastyki”, które opiera się na jej konfrontacji z realizmem. Twierdzi, że nie tylko prowadzi to do niebezpieczeństw metodologicznych, ale też ma zły wpływ na wartościowanie dzieła. Zgadza się natomiast ze stanowiskiem Ostrowskiego, że świat przedstawiony a ludzka rzeczywistość to dwie różne kwestie. Idzie jednak o krok dalej – żadna literatura, nie tylko fantastyczna, nie może być badana w odniesieniu do świata rzeczywistego, ponieważ świat przedstawiony mieści się wyłącznie na kartach powieści/opowiadania i tylko na tym poziomie powinien być analizowany.[11]
Autor Utopii. Fantastyki. Science fiction jako pierwszy dokonuje bardzo ważnego rozróżnienia – pojęcia „fantastyki” od „fantastyczności”:
(…) fantastyką nazywać się odtąd będzie tylko takie zjawiska, które są efektem wewnętrznych relacji tekstu, zachowując termin fantastyczność dla wszelkich subiektywnych i intersubiektywnych skutków procesu semiotyzacji (…).[12]
Dla Zgorzelskiego „fantastyka” istnieje w momencie przełamania praw obowiązujących w świecie przedstawionym. Twierdzenie to ma swoje źródło w tezie Roberta Caillois[13], który użył jej w rozumieniu fantastyki grozy. Polski teoretyk rozszerza to pojęcie na inne gatunki literackie. Należy tu też zaznaczyć, że nazywa on „fantastykę” czynnikiem paragenologicznym, przejawiającym się w różnych gatunkach, a nie jest ona dla niego autonomicznym gatunkiem literackim. Dla mojej pracy koncepcja ta nie jest istotna, toteż poprzestanę jedynie na jej zaznaczeniu.

Powyższe uwagi dotyczące terminu „fantastyki” doskonale odzwierciedlają trudności nasuwające się przy analizie literatury fantasy, ba, nawet zanim taką analizę będzie można rozpocząć.
Również niemałe znaczenie w tej kwestii ma ocena tego gatunku przez krytykę literacką. Jej przedstawiciele bowiem wciąż jeszcze ferują swoje wyroki na jej temat posługując się kryteriami właściwymi dla literatury wysokiej. Jak słusznie zauważył Zbigniew Jarosiński, literatura popularna jest na tyle wyjątkową dziedziną twórczości, że należą jej się specyficzne metody badawcze, a lekceważenie tych prawd uniemożliwia należytą interpretację literatury popularnej i prowadzi do prześlepienia jej istotnych zasad. Zmusza do traktowania jej jako kalekiej i niewydarzonej siostry literatury wysokiej.[14]

Co prawda, obok negatywnych opinii, przeważających w światku krytycznoliterackim, zdarzają się też przypadki, kiedy to badacz „na siłę” próbuje w fantasy odczytywać duchowo wyższe, wręcz religijne przesłanki:
Fantasy może stanowić źródło cennych wskazówek odpowiadających na pytanie „jak żyć?”. Chociaż sami autorzy uciekają od jawnego moralizatorstwa na stronach swoich książek, to nietrudno odczytać przesłanie moralne z nich płynące.[15]
Trudno stwierdzić, co jest gorsze. W obu przypadkach krytycy zdają się zapominać, że fantasy należy do literatury popularnej, której zadaniem jest dostarczanie rozrywki, nie zaś odpowiedzi na dręczące ludzkość pytania. Nie twierdzę tutaj, że utwory z tej dziedziny zawierają treści jedynie łatwe, lekkie i przyjemne. To, czy odbiorca odnajdzie w nich „coś więcej” ponad zabawę zależy zarówno od jego czytelniczych kompetencji, jak również od ambicji autorów. Doszukiwanie się jednak owego „czegoś” nie jest wyznacznikiem tej literatury, nie leży w jej założeniach.

Być może na takie zróżnicowanie sądów wpływ ma powiązanie fantasy z kategoriami baśni i mitu. Analizujący literaturę badacze w swych rozważaniach zbytnio wkraczają w tematykę tych ostatnich, mieszając ze sobą wszystkie pojęcia, z czego wychodzi niewiele mówiący „miszmasz”. Na podstawie moich poszukiwań w tej materii, doszłam do wniosku, że pozytywne opinie skłaniają się ku rozpatrywaniu fantasy jako wypełnienia luki pozostałej po micie.[16] Te mało przychylne zaś, wyrażające rozczarowanie kolejnymi utworami, tworzą się w wyniku założenia, że fantasy to „baśń nowoczesna”.[17]

Nie oznacza to oczywiście, że fantasy żadnych związków z mitem czy baśnią nie posiada. Nie można jednak traktować jej jako następczyni bądź kontynuatorki mitu lub baśni. Takie podejście spowodowane jest jednak łączeniem kategorii fantasy, baśni, mitu z fantastycznością, fantastyką, fantazją na zasadzie wspólnych zależności. Zauważyła to Ewa Szczęsna w Słowniku pojęć i tekstów kultury. Według niej, polska tradycja krytycznoliteracka nie oddziela tych pojęć od siebie, w przeciwieństwie do zachodnich koncepcji, które wyraźnie różnicują mit od baśni poprzez przypisywanie temu pierwszemu przynależności do sfery sacrum.[18]

Można by, owszem, debatować nad tym, jakimi detalami różni się fantasy od baśni albo mitu. Uważam jednak, że poświęcono temu już wiele prac[19], a wniosek pozostał ten sam – fantasy ma swoje źródło w mitach, legendach i ludowych baśniach, ale charakteryzują ją indywidualne cechy, dlatego należy traktować ją jako odrębną kategorię.
Ponieważ określenie definicji fantasy wiąże się ściśle z wyznaczeniem składników jej konwencji, zajmę się najpierw przedstawieniem, co powinna posiadać powieść, żeby można ją było zaliczyć do tego gatunku. Według Tadeusza Olszańskiego istnieją trzy takie główne składniki:

1.                Świat
2.                Bohater
3.                Cel.[20]

Trudno się z nim nie zgodzić, bo też rzeczywiście bez tych wyznaczników dobrej, ciekawej fantasy nie ma. Każdy dodatkowy element, czy jest nim zagadnienie magii, czy też motyw wędrówki, można bez problemu wpasować w którąś z powyżej wymienionych trzech stałych.

Jednakże najważniejszym elementem układanki zwanej fantasy jest jej odbiorca, co zresztą doskonale wpisuje się w przytoczone wcześniej założenia literatury popularnej. To przecież z myślą o nim i jego potrzebach autor tworzy literaturę, a stosowany w niej wzorzec pozwala czytelnikowi umiejscowić ją w swojej kulturze i zrozumieć opisywane w niej zjawiska. Dlatego zwykle już pierwsze zdania powieści sygnalizują konwencję, na której oparta jest jej budowa.

Autor fantasy kieruje więc swoją twórczość tak, by zdobyć zainteresowanie odbiorcy. Stawia mu jednak pewne wymagania. Mianowicie, czytelnik musi uwierzyć w istnienie świata przedstawionego, w obowiązujące w nim prawa, w żyjących w nim bohaterów. Nie chodzi tu oczywiście o autentyczną „deklarację wiary”, a jedynie o przyjęcie jej na czas lektury. Bez tego fantasy zostanie potraktowana jak „bajka dla dorosłych” i nie dostarczy pozytywnych emocji, a rozczaruje.
Osoba czytelnika jest więc jakby „zaprogramowana” przez twórcę fantasy, jednak aby mógł on w pełni uczestniczyć w przygodzie czytania, musi przekroczyć granicę racjonalności i zawiesić swoją niewiarę.

ŚWIAT

Świat przedstawiony w fantasy jest w pełni fikcyjny, nazywany często alternatywnym, ponieważ nie przystaje do rzeczywistości powszechnie rozumianej. Stąd też wynika cała jego specyficzność: osadzenie akcji w „pseudo-średniowieczu”, obecność magii, niezwykłe postaci, własna geografia, często też język w tłumaczeniu na „ludzki” i polityka. Aby jednak czytelnikowi łatwiej było oswoić się z „rewelacjami” takiego świata, pisarz buduje go na podstawie technik tworzenia świata realnego.

I tak, bardzo szczegółowo opracowana jest przestrzeń takiego świata. Ma on swoją geografię, autorzy bardzo starają się, by położone w niej krainy „nie zachodziły na siebie” – północ nie miesza się z południem, granice są ściśle wytyczone, opisane są warunki klimatyczne, a budowa geologiczna zróżnicowana. Wielu pisarzy dołącza do książek mapki, które pozwalają czytelnikowi rozeznać się w świecie bohaterów i śledzić ich wędrówkę. Nazwy krain, państw, miast są wytworem wyobraźni ich autora, ale dzięki ich topograficznemu umiejscowieniu nie wydają się obce.

Rzeczywistość dzieła osadzona jest też w określonym czasie. Zazwyczaj możemy zorientować się, jaka pora roku panuje podczas akcji, często też mamy podany rok lub miesiąc. Zdarza się nawet, że fabuła opatrzona jest pełną datą. Oczywiście czas mierzony jest według norm dla danego świata ustanowionych, nie umniejsza to jednak jego prawdziwości.

W tę czasoprzestrzeń wpisuje się organizacja świata przedstawionego. Chodzi tu o wspomniane wcześniej „pseudo-średniowiecze”. Używam takiego właśnie terminu, ponieważ twórcy fantasy nie przywiązują wagi do prawdy historycznej i choć sięgają po elementy właściwe dla epoki średniowiecznej, czynią to według własnego uznania. Znajdziemy więc zamki, broń wszelakiego rodzaju, zbroje, odzież, które to rekwizyty, a raczej ich poszczególne części, nie zawsze występowały w tym samym przedziale historycznym. Czytelnik jednak nie zwraca uwagi na tego typu niuanse, gdyż jego wyobrażenia dotyczące epoki ukształtowane są stereotypowo. Tak naprawdę żaden z niego mediewista i dużo wygodniej przyjmować mu za źródło wiedzy podstawowe wyznaczniki średniowiecza. Pisarze korzystają z takiego podejścia „na potęgę”, luźno wiążąc ze sobą wybrane składniki.

Taki układ sprzyja wplataniu w strukturę fantasy zagadnienia magii. Jest ona jakby naturalną konsekwencją istnienia powyżej podanych zagadnień. W fantastycznym świecie bowiem, magia przenika do życia jego mieszkańców. Zjawiska nadprzyrodzone, fantastyczne istoty, niezwykłe umiejętności posiadane również przez śmiertelników – wszystko to współgra z naturą świata. Autor nie ma obowiązku wyjaśniać tych „fenomenów”, ponieważ to zadaniem czytelnika jest przyjąć je za zgodne z panującym porządkiem.
Podsumowując, można powiedzieć, że świat przedstawiony fantasy – choć budowany w oparciu o struktury rządzące rzeczywistością – jest autonomicznym tworem. Wynika to z bardzo prostej przyczyny:
Świat przedstawiony jest i tu [tzn. w utworze fantasy], podobnie jak w literaturze w ogóle, wyimkiem czegoś odeń nieporównanie obszerniejszego, natomiast rzeczywistość jest całością, którą świat ów w swej cząstkowości reprezentuje. Szczegółowe rozwiązania w obrębie świata przedstawionego, dotyczące postaci, zdarzeń motywowane są przez system założeń myślowych stanowiących rzeczywistość utworu. Konwencja przedmiotowa świata przedstawionego w danym utworze jest weryfikowalna jedynie w odniesieniu do tej rzeczywistości, a nie wprost do świata realnego (…) to, co przedstawione, jest tylko naoczną metaforą pewnego teoretycznego modelu rzeczywistości. A model ten (…) stanowi myślową hipotezę jego możliwej odmienności. Kształt świata przedstawionego (…) jest konsekwencją zasad rzeczywistości myślowej, jaką wytworzył sobie autor, zarówno starając się zrozumieć świat realny, jak i świadomościowo zmienić go bądź dopełnić względem tego, co uznaje za niezaspokojone potrzeby i niespełnione wartości.[21]
Innymi słowy, żaden pisarz literatury fantastycznej nie może przekroczyć granic znanej sobie rzeczywistości, ponieważ to z jej elementów kształtuje swoją wizję takowej, tylko mniej lub bardziej zmodyfikowanej.[22]

BOHATER

Kreacja świata przedstawionego ma duży wpływ na stworzenie dobrego tekstu. Równie ważny jest styl, charakter opisu, odpowiednie konstruowanie akcji. Jednak najważniejszy w dziele jest bohater, ponieważ to on łączy wszystkie elementy w spójną całość.

Dla historyka literatury, Henryka Markiewicza, termin bohatera literackiego wiąże się ściśle z określeniem go jako „heroicznego” lub „pierwszoplanowego”, które to określenia ograniczają używalność pojęcia „bohater”.[23]
Mówiąc o postaci literackiej mamy na myśli (…) indywidualny antropomimetyczny układ cech jakościowych i relacyjnych, nazywanych bezpośrednio lub wskazanych pośrednio – implikowanych bądź sugerowanych przez inne cechy, czynności i stany zewnętrzne, treści psychiczne, stosunki z innymi przedmiotami przedstawionymi. Układ ten jest tylko częściowo dany przy wprowadzeniu postaci; w miarę narastania tekstu stopniowo się wytwarza, wzbogaca, utrwala i uwyraźnia, czasem modyfikuje.[24]
W dorobku literackim istnieje wiele archetypów, które stanowią wzorzec postaci dla kolejnych pokoleń twórców. W fantasy również tych modeli nie brakuje – dobra fantasy opowiada albo o bohaterach, którzy Mocy nie mają i chcą ją zdobyć, albo o takich, którzy Moc utracili i pragną ją odzyskać. Zła fantasy natomiast to ta, w której bohaterowie mają Moc, ale wyłącznie nią wymachują.[25] Według tego można wyróżnić trzy modele bohaterów:

1. howardowski Conan – to ten, który ma Moc i nią wymachuje;
2. arturiański Perceval – Mocy nie ma, ale chce ją zdobyć, a nawet powinien, bo to jest jego Przeznaczeniem;
3. król Artur – czyli ten, który Moc posiadał, jednak utracił ją i pragnie odzyskać.[26]

Inaczej nieco twierdzi Olszański, który rozróżnia tylko dwa typy bohatera: heroicznego i nieheroicznego. Typem herosa jest barbarzyńca lub rycerz, zazwyczaj amoralny, działający poza dobrem i złem, ponieważ w jego świecie tak naprawdę nie ma ani Dobra ani Zła. Jako nieheroicznego podaje się tolkienowskiego Froda – będącego prostolinijnym i z założenia nie bohaterskim.[27] Częściej pisarze wybierają model nieheroiczny, ponieważ jest on bardziej podatny na „formowanie”.

Istnieje jeszcze jedna możliwość podziału, analogiczna do występującej w literaturze science-fiction, która dzieli bohaterów na ziemskich i kosmicznych. Bohaterowie w fantasy reprezentują również na dwie grupy: ludzi i nieludzi. Do tych drugich wliczać się będą wszelkie istoty magiczne, jak elfy, krasnoludy, wampiry, czy inne potwory z legend i folkloru. Oprócz atrybutów tylko im przynależnym – np. nieśmiertelność i niezwykła uroda elfów, czy niski wzrost i obfita broda krasnoludów – wszystkie te postaci kreowane są na wzór człowieka, posiadają jego cechy charakteru, motywacje, uczucia.

Na uwagę zasługuje też kobieta jako bohaterka literatury fantasy. Jest ona w tym gatunku przede wszystkim odtwórczynią roli drugoplanowej, tłem dla głównego bohatera, często też stanowi motywację jego działań, czekając na jego ratunek. Może także być jego wrogiem, femme fatale próbującą doprowadzić bohatera do zguby (oczywiście nigdy jej się to nie udaje i zostaje surowo ukarana). Taka jest przeważnie kobieta w tzw. „męskiej fantasy”. Role odwracają się, kiedy za piórem kryje się autorka. Wówczas to kobieta staje na pierwszym planie, jest protagonistką, przestaje być jedynie cieniem mężczyzny. I tutaj mamy całą plejadę postaci: od królowych, księżniczek, przez kapłanki, czarodziejki, służące, po złodziejki czy wojowniczki. To właśnie dzięki piszącym kobietom zmienia się stereotyp „słodkiej, bezbronnej księżniczki” i „fatalnej demonicy”. Nabierają one prawdziwych rysów, dostają własne życie, często niezależne od mężczyzny i stają się pełnoprawnymi bohaterkami.

Ogólnie rzecz biorąc postaci występujące w fantasy są zawsze obdarzone współczesną mentalnością. Ich działania i myśli zmotywowane są tak samo, jak byłyby ewentualne działania czytelnika. Takich bohaterów nie można uznać za dokończonych – oni wciąż ewoluują, zmieniają się, czasem dokonuje się w nich zupełne przewartościowanie zasad. Bohater fantasy, niekoniecznie należący do ludzkiej rasy, nie jest jednak wszechmocny i nieomylny. Kierują nim emocje i uczucia, popełnia błędy, za które przychodzi mu słono płacić. Nie jest ani krystalicznie dobry ani do szczętu zły. Jego psychika jest równie złożona, jak duchowość żywego człowieka. Dzięki tym cechom jest bliższy odbiorcy, gdyż zmaga się z podobnymi jak on problemami.

CEL

Cel zdaniem Olszańskiego to element niekonieczny, choć będący odbiciem i pochodną Sensu istnienia(…) jest zawsze czymś postawionym przed bohaterem, a nie samowolnie przezeń wybranym i musi wiązać się z losem świata, z pozaświatową walką Dobra ze Złem.[28] Często bohater jest jedynym, który może podjąć się wypełnienia zadania, ponieważ jego pojawienie się zapisane jest w przepowiedniach.

Z takim to celem ściśle wiąże się podróż, którą bohater podejmuje, by wypełnić swoją misję. Motyw wędrówki pozwala autorowi na wprowadzenie urozmaiceń w świecie przedstawionym. Przemierzając niezwykłe krainy bohater doznaje wielu przygód, poznaje istoty różnych ras, przyjazne bądź nie, zdobywa potrzebne mu artefakty. Czytelnik uczestniczy w tym przedsięwzięciu, często z zapartym tchem śledząc kolejne wydarzenia.

Wędrówka ma także aspekt duchowy. Bohater dzięki licznym próbom, którym zostaje celowo lub w toku zdarzeń poddany, przechodzi wewnętrzną przemianę. To swoista pielgrzymka, która staje się poszukiwaniem tożsamości własnej (…) gdyż wiedza o czasie minionym jest niezbędna nie tylko do samopoznania (…) czy ukazania świadomości istnienia i odnalezienia jego sensu wśród wielości bytów i zdarzeń, ale też stanowi źródło siły i rezerwuar wartości potrzebny do zasiedlenia i oswojenia swojego miejsca w cyklu stworzenia[29].

Bohater nie podróżuje sam. Autor tworzy dla niego drużynę, która pomaga mu zrealizować obrany cel. Nie jest istotne, czy kompania zostaje wybrana zaraz na początku przygody, czy też poszczególni jej członkowie dołączają do niej w toku powieści. Ważne jest natomiast, by różnili się od siebie zarówno charakterami, jak zdolnościami i cechami fizycznymi. Muszą być przy tym wybrani przez los, tzn. każdy z towarzyszy posiada takie umiejętności, które są charakterystyczne tylko dla niego i przybliżą bohatera do wypełnienia zadania. Często też na grupę taką składają się przedstawiciele różnych ras.

Mamy więc zupełnie fikcyjny świat o realistycznych podstawach, w którym żyje bohater o współczesnej czytelnikowi mentalności, mający do spełnienia misję lub podążający od przygody do przygody. Pytanie tylko, czy to wyczerpuje konwencję fantasy? Odpowiedź bez wątpienia będzie negatywna, a wynika ze zmieniających się oczekiwań i predyspozycji czytelnika. Wobec faktu, że twórcy fantasy wykorzystują dość konserwatywne źródła gatunkowe, narażona jest ona na postępującą schematyczność, a to z kolei powoduje „zmęczenie materiału” – odbiorca odrzuca książkę, w której wprowadzone rozwiązania były wielokrotnie wykorzystywane, przez co wydarzenia dają się łatwo przewidzieć i zwyczajnie nudzą.

Dlatego autorzy prześcigają się we wprowadzaniu oryginalnych elementów lub w taki sposób przerabiają zastane rozwiązania, aby ich twórczość, a zarazem gatunek pozostały dla czytelnika atrakcyjne. Konwencja powinna zatem w odpowiednich proporcjach współpracować z inwencją. Ta zasada nie ogranicza się tylko do fantasy, funkcjonuje w literaturze w ogóle.[30]

Czym zatem jest fantasy? Jaka definicja najpełniej ją określi? Badacz, chcąc wprowadzić jednoznaczny termin, napotka trudności, związane z wcześniej przywołanymi w tym rozdziale kategoriami. Słownik terminów literackich buduje definicję fantasy bazując na jej baśniowości. Podobnie umiejscawia ją Słownik literatury popularnej, nazywając ją nawet „fantastyką baśniową”.[31]
E. Rudolf opisuje fantasy jako gatunek literatury popularnej, czerpiący inspirację tematyczną i kompozycyjną z legend, sag, podań, mitów i eposów. Wypadki i zdarzenia fabularne są podporządkowane zasadom realności i prawdopodobieństwa, modyfikowanych jednak przez funkcjonujące na równi z nimi prawa magii.[32] Warto zauważyć, że badaczka nie wymienia baśni jako źródła. Jednak wprowadza uproszczenie względem kompozycji i współzależności zasad realnych z magicznymi. Można odnieść wrażenie, że nadal pokutuje tu wymienne stosowanie pojęć fantasy, mitu i baśni.
Violetta Wróblewska uważa natomiast, że mamy tu do czynienia ze swoistym collagem, wyrastającym z licznych zapożyczeń gatunkowych, decydujących o bycie tego wtórnego w swej naturze typu literatury (…)[33]. Uznać to raczej należy za pogląd na fantasy niż próbę jej definiowania. To tylko kilka możliwości, a już możemy stwierdzić, że nie sposób wybrać tej jednej, bowiem:
Definiowanie fantasy, jak dowodzi praktyka, jest niezwykle trudne. Definicji jest i owszem, wiele, imię ich, można powiedzieć, jest legion, a wszystkie mają ze sobą coś wspólnego. To zaś mianowicie, że każda przeczy następnej, każda zawiera w sobie te cechy gatunku, które następna wyklucza.[34]
Stąd właśnie wynika podział na różne subgatunki jak: heroic fantasy, sword and sorcery czy high fantasy i wiele innych, za pomocą których usiłuje się rozwiązać problem definicji. Taka klasyfikacja przypomina jednak „walkę z wiatrakami” – istnieje już tyle nazw, a ponadto twórcy z pełną dowolnością łączą elementy z kilku nawet podgatunków, że nie sposób ogarnąć wszystkiego. Obecnie zaś powstaje tak dużo książek fantasy, że przestudiowanie ich wszystkich zajęłoby badaczowi trzy długie życia. Co najmniej.
Popatrzmy jeszcze na fantasy od strony odbiorcy, tak ważnego przecież dla tej literatury. Dla niego będzie ona kategorią „intuicyjną”, nie mającą konkretnych granic, rozmytą. Świat nas otaczający jest realny, natomiast wyobraźnia ludzka należy do sfery intencjonalnej i wszelkie jej wytwory pozostają poza racjonalnym tłumaczeniem. Czytelnik ma więc pełne prawo odczytywać i interpretować wytwór wyobraźni, jakim jest fantasy, zdając się na własną intuicję.[35]

Przedstawiłam już jak może być pojmowana fantasy i jakimi wyznacznikami posługuje się jej konwencja. W kolejnych rozdziałach szczegółowo postaram się natomiast wykazać, czym na tym polu wyróżnia się cykl wiedźmiński Andrzeja Sapkowskiego. Nie chodzi mi oczywiście o to, by porównywać tą twórczość do wytworów pisarzy zachodnich i na tym tle ukazywać oryginalność Polaka, bowiem jeśli o nich chodzi, Sapkowski „nie odbiega od norm”. U nas jednak jest pionierem gatunku. I czy ktoś chce czy nie, jest fantasy przed Sapkowskim (właściwie nie ma fantasy przed Sapkowskim) i po Sapkowskim. Nie sugeruję tu bynajmniej, że wszyscy rodzimi pisarze próbują naśladować „ASa” lub też zupełnie się od niego odsunąć. Jednak faktem jest, że po sukcesie czytelniczym opowieści o wiedźminie, rynek wydawniczy otworzył się na innych twórców fantasy.

Czym wyróżnił się więc Sapkowski? Dlaczego wzbudza tyle kontrowersji? W mojej pracy postaram się dać wyjaśnienie, dlaczego uważam jego cykl za oryginalny i wyłamujący się ze schematu.
Jak już nadmieniłam, z konwencji w jakiejkolwiek dziedzinie literatury należy korzystać umiejętnie. Motywacja wykorzystania konwencji w jej określonej estetycznie odmianie i historycznej wersji (…) jest przesłanką istotności dzieła, poziomu ambicji intelektualnych i artystycznych autora. – Poucza A. Stoff[36]. Zgorzelski dodaje do tego jeszcze stawianie wymagań wobec odbiorcy poprzez przełamywanie konwencji. Dokonywana przez pisarza „redynamizacja” utworu powoduje zawiedzenie oczekiwań czytelnika, ale jednocześnie nakłania go do zmiany tychże oczekiwań i wzmaga zainteresowanie dziełem.[37]

Andrzejowi Sapkowskiemu zarzucano wielokrotnie, że wprowadza w swoje teksty zbyt wiele „udziwnień”, wychodzących za bardzo z ram konwencji fantasy, co powoduje, że jego cykl zawiera mnóstwo niedopowiedzeń i sporo niekonsekwencji. W jaki sposób zatem zdobył popularność wśród wybrednych czytelników? Skąd tak duży sukces?

Sapkowski nie stanął w szeregu twórców fantasy. Nie należy do „Mainstreamu”. To on jako pierwszy na polskim gruncie wykazał się wyczuciem panującej sytuacji kulturowej, doskonale rozpoznał stan świadomości odbiorców. Jednym słowem, idealnie „wstrzelił się” w odpowiedni moment. Nie stworzył opowieści tylko „łatwej i przyjemnej, zakończonej happy endem”. Postawił przed czytelnikiem wymagania – zamieszczając na kartach powieści setki odniesień do światowego kanonu fantasy, legend germańskich, arturiańskich, słowiańskich – wciąga go do poszukiwań. Czyni ze zwykłego czytelnika odkrywcę.
Na potwierdzenie mojej opinii, a także jako podsumowanie rozdziału niech służy cytat z T. Żabskiego o cyklu:
Profesja głównego bohatera włącza te utwory do gatunku magia i miecz, ale plastyczność, komplikacje i nadwiedza postaci oraz specyficzny klimat ironii i dystans powodują, że rozsadzają one granice tej odmiany gatunkowej. W swoich utworach Sapkowski zaskakuje czytelnika grą z konwencjami i tradycją literacką.[38]

[1] Definicje konwencji literackiej i stylistycznej zaczerpnięte ze Słownika terminów literackich pod redakcją J. Sławińskiego, Wrocław 2002r.
[2] Por. J. Culler, Konwencja i oswojenie [w:] tegoż, Znak, styl, konwencja, Warszawa 1977r, s. 154.
[3] T. Żabski, Słownik Literatury Popularnej, Wrocław 1997 s. 216.
[4] Tamże.
[5] A. Stoff, O interpretowaniu utworów fantastycznonaukowych [w:] Literatura fantastyczna. Interpretacje, Toruń 2005, s. 55.
[6] A. Niewiadomski, A. Smuszkiewicz, Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej, Poznań 1990, s. 269.
[7] Zob. K. Irzykowski, Fantastyka, „Maski” 1918, z. 32-33, s.558.
[8] Por. B. Okólska, Science fiction – fantastyka – baśń, „Fantastyka” 1983, s. 50-52.
[9] Zob. W. Ostrowski, The Fantastic and the Realistic in Literature [w:] Zagadnienia Rodzajów Literackich 1966, t. IX, z. 1, s. 72-74.
[10] A. Zgorzelski, Fantastyka. Utopia. Science fiction. Ze studiów nad rozwojem gatunków, Warszawa 1980, s.13.
[11] Zob. Tamże, s. 15-18.
[12] Tamże, s. 23.
[13] R. Caillois, Definicja fantastyki, „Twórczość” 1958, nr 10, s. 91-97.
[14] Z. Jarosiński, Literatura popularna a problemy historycznoliterackie [w:] Formy literatury popularnej, red. A. Okopień – Sławińska, Wrocław 1973, s.11.
[15] M. Mikołajczyk, P. Urbaniak, dz. cyt., Wałbrzych 2005, s. 8.
[16] Por. Tamże, s. 8; A. Gemra, Fantasy – mit na nowo opowiedziany?, „Literatura Ludowa” 1998, nr 2, s. 17.
[17] A. Niewiadomski, A. Smuszkiewicz, dz. cyt., s. 287.
[18] Zob. Słownik pojęć i tekstów kultury, red. E. Szczęsna, Warszawa 2002, s. 65.
[19] Zob. m.in. E. Rudolf, dz. cyt.; M. Mikołajczyk, P. Urbaniak, dz. cyt.; G. Lasoń, Baśń a fantasy – podobieństwa i różnice, „Fantastyka” 1984, nr 9, s. 51; tejże, Magiczne zwierciadła baśni i fantasy, „Fantastyka” 1990, nr 2, s. 56.
[20] T. Olszański, Trzy serca i trzy pióra. Trzy źródła literatury fantasy, „Nowa Fantastyka”, 1996, nr 2, s. 66-68.
[21] A. Stoff, dz. cyt., s. 59-60.
[22] Por. J. Z. Lichański, Opowiadania o… krawędzi epok i czasów Johna Ronalda Reula Tolkiena czyli Metafizyka, powieść, fantazja, Warszawa 2003, s. 94.
[23] Zob. H. Markiewicz, Wymiary dzieła literackiego (Prace wybrane, tom IV), Kraków 1996, s. 166.
[24] Tamże.
[25] A. Sapkowski, Rękopis znaleziony w smoczej jaskini. Kompendium wiedzy o literaturze fantasy, Warszawa 2001, s. 154-157.
[26] Zob. Tamże.
[27] Zob. T. Olszański, dz. cyt., s. 67.
[28] Tamże, s. 67.
[29] A. Szostak, Fantasy – mit współczesny [w:] P. Urbaniak, Fantasy jako dobra nowina, Wałbrzych 2005, s. 21.
[30] E. Rudolf, dz. cyt., s. 120.
[31] Por. Słownik terminów literackich, s. 149 i Słownik literatury popularnej, s. 103.
[32] E. Rudolf, dz. cyt., s. 58.
[33] V. Wróblewska, „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego, czyli fantastyka w stylu collage [w:] Polska literatura fantastyczna. Interpretacje, Toruń 2005, s. 402.
[34] A. Sapkowski, Rękopis znaleziony w smoczej jaskini, s. 9.
[35] Por. A. Stoff, dz. cyt., s. 56.
[36] Tamże, s. 58.
[37] Por. A. Zgorzelski, dz. cyt., s. 27.
[38] T. Żabski, dz. cyt.,, s. 386.

środa, 8 października 2008

Fantasy nie tylko dla początkujących, "Rękopis znaleziony w smoczej jaskini", Andrzej Sapkowski, SuperNOWA 2001

O autorze rozpisywać się nie muszę, Sapkowskiego zna każdy porządny fan fantastyki. Tym, którzy nie znają, pokrótce: Andrzej Sapkowski, zwany "ASem" polskiej fantasy, z zawodu ekonomista, z pasji erudyta i humanista. Debiutował w 1986 roku w Fantastyce (Nowa Fantastyka to już niestety nie to samo pismo) opowiadaniem Wiedźmin. Geralt z Rivii był głównym bohaterem 2 tomów opowiadań (Miecz Przeznaczenia, Ostatnie Życzenie), na nieco dalszy plan zszedł w 5-tomowym cyklu (Krew elfów, Czas pogardy, Chrzest ognia, Wieża Jaskółki, Pani Jeziora). Wśród kręgów historyków Sapkowski znienawidzony został za trylogię fantastyczno-historyczną o niezbyt rozgarniętym, choć na to wyglądającym Reynevanie, sprytnym Szarleju i wcale mądrym, choć na to nie wyglądającym Samsonie.

A teraz do rzeczy.

W 2001 roku pan Sapkowski popełnił był kompedium wiedzy o literaturze fantasy, znane powszechnie jako Rękopis znaleziony w smoczej jaskini.

Autor ze znaną sobie swobodą wprowadza czytelnika pokrótce w historię gatunku, wyraża też swoje zdanie na temat definiowania fantasy, które należy do moich ulubionych:
Definicji jest i owszem, wiele, imię ich, można powiedzieć, jest legion, a wszystkie mają ze sobą coś wspólnego. To zaś mianowicie, że każda przeczy następnej, każda zawiera w sobie te cechy gatunku, które następna wyklucza.
W moich badaniach nad konwencją fantasy często wracałam do tego zdania, żeby nie zwariować.
Sapkowski w swojej pracy wymienia, jego zdaniem, najważniejszych pionierów gatunku i trudno się z nim nie zgodzić, gdy wymienia takie nazwiska jak William Morris (Las za światem), czy Henry Haggard (Kopalnie króla Salomona). Wśród nich pojawiają się także zaskakujące, jak Edgar Burroughs (to ten od Tarzana), lub mało znane jak Aleksander Grin (konia z rzędem temu kto znajdzie w antykwariacie Szkarłatne żagle!). Znajdziemy też całą listę nazwisk, które należałoby umieścić na równi z Tolkienem, Le Guin, czy Norton.

Część IV książki to terminy i pojęcia i tutaj Sapek popisuje się znajomością angielskiego;) W części V możemy poczytać o typach, jakie występują w konwencji (niektóre tak malowniczo przez autora nazwane jak "oj, Toto, to chyba już nie jest Kansas"). Dowiemy się także, że to co robił Sapkowski w opowiadaniach o wiedźminie nazywamy "retellingiem".

Sporą część Rękopisu... stanowią wyjaśnienia magicznych zwrotów, pojęć oraz istot. Znajdziemy tu opisane alfabetycznie wyjaśnienie takich wyrazów jak "Abraxas", "Avalon", czy "Poliformizm". Dowiemy się dokładnie kim byli rycerze Okrągłego Stołu, król Artur, Beowulf, kiedy należy obchodzić Beltane, a kiedy Samhain, poznamy imiona nie tylko celtyckich bogów, wojowników, a nawet kim był Dyl Sowizdrzał (przeczytać powinni ludzie o mocnych nerwach;). Nie wiecie co to amfisbena, mantykora albo kościej? Z jakiej mitologii się wywodzą? Wystarczy zajrzeć do Bestiariusza Sapkowskiego, a znajdzie się tam zadowalające, choć może nie zawsze pełne, wyjaśnienie tych i wielu innych stworzeń.

A wszystko to napisane zgodnie z historią, encyklopedią, mitologią, sprawnie, przystępnie i oczywiście z humorem, dzięki któremu podana wiedza gładko do główki wchodzi. W międzyczasie Sapkowski pokrótce opisuje typy bohaterów fantasy i walczy ze stereotypem kobiety w tym gatunku i chwała mu za to!
Na koniec Sapek raczy nas garścią informacji o najważniejszych wyróżnieniach w dziedzinie literatury fantasy oraz listą najważniejszych wydarzeń związanych z tym gatunkiem.

Choć we wstępie autor zaznacza, że jest to jego zupełnie osobisty i subiektywny przewodnik po fantasy, jego lektura tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto mieć go w domowej bibliotece. Książka, choć dość subiektywna i zupełnie nienaukowym językiem pisana, jest prawdziwą perełką wśród opracowań fantasy. To idealna wręcz lektura zarówno dla tych, co dopiero w kręgi tej literatury wkraczają, jak i dla tych, co chcą powiększyć zakres swojej wiedzy. To dobra pozycja również dla tych, którzy sypią gromami na twórczość imć Sapkowskiego - żeby przekonali się, że ten facet wie, o czym mówi, a co najważniejsze, wie o czym pisze. Wiele się z Rękopisu... dowiedziałam, wiele rzeczy sobie dzięki niemu utrwaliłam i poukładałam. Jeśli macie podobne problemy, jeśli zabłądziliście w tym labiryncie, jakim jest fantasy, chwyćcie nić rzuconą przez Sapkowskiego i dajcie się poprowadzić do światła.