niedziela, 1 listopada 2009

Seks, wojna i Graal - "Córki Graala", Elizabeth Chadwick, tłumaczenie: Anna Łaskarzewska, Aurum 2009

Nie oczekiwałam po tej książce epickiej powieści historycznej, którą zapowiada opis z tylnej strony okładki. Po jej przodzie można już wywnioskować, że będzie to raczej romantyczna opowieść wpleciona w burzę wojny. I tak rzeczywiście jest – Córki Graala to całkiem niezły harlequin w szacie historyczno-fantastycznej, chociaż z korzyścią dla powieści więcej tutaj historii niż fantastyki. Przeważająca część książki bowiem to dobrze i wiernie (o czym świadczy wybrana bibliografia na końcu) oddane zmagania wojenne francuskich katarów z kościołem katolickim. Właściwie, to wydarzenia historyczne przytłoczyły pozostałe wątki na tyle, że czytelnik przestaje być ich ciekawy.

Chadwick pisze poprawnym stylem, który jednak jest naiwnie wzniosły i po pewnym czasie bolą oczy. W dodatku, przedstawia poszczególne wydarzenia, nie pozostawiając choćby rąbka tajemnicy. Opisy bitew są podane na sucho, bez większych emocji i w porównaniu z pokojowymi wątkami robią wrażenie pisanych nie przez autorkę, a przepisywanych z historycznych podręczników. Sam motyw Graala i jego strażniczek jest nieprzemyślany, chaotyczny i pozbawiony jakiegokolwiek realizmu, dużo lepiej i wiarygodniej wyszło to Danowi Brownowi w Kodzie Leonarda da Vinci.

Nie znajdziemy u Chadwick niejednoznacznych bohaterów, wszyscy są albo dobrzy, albo źli. Oczywiście dobrzy są katarzy i potomkinie rodu Magdaleny. Źli natomiast, a nawet bardzo źli, są wyznawcy fałszywego boga, czyli katolicy. Wątek Zła i Dobra jest bardzo wyjaskrawiony i oczywisty, przez co nie wzbudza jakichkolwiek emocji względem jednej czy drugiej strony, ani żadnych refleksji nad etyką i moralnością. Niezbyt wiarygodnie przedstawieni są również bohaterowie, których autorka starała się ukazać na wielu poziomach, jednak nie przyłożyła się do tego. Obok postaci fikcyjnych występują też historyczne, jak Simon de Montfort, który mógł być najlepiej zbudowaną figurą tej powieści, gdyby nie na siłę wtłoczone przez pisarkę wyrzuty sumienia. Jedyną prawdziwą postacią w tej książce jest Giles – oddany żołnierz i przyjaciel Raoula de Montvallant, który jest jednak osobą bardzo drugoplanową.

Chadwick usiłowała też stworzyć oryginalny wątek miłosny między uzdrowicielką Bridget i Raoulem, polegający na wiecznym przyciąganiu i niespełnieniu. Być może udałoby się to, gdyby pisarka naprawdę przyłożyła się do pokazania psychologii postaci, zamiast bawić się w patetyczne opisy ich nieszczęścia i szczegółowe omówienia ich żądzy. Ta ostatnia jest zresztą siłą napędową większości bohaterów, co, zamiast spodziewanego efektu wypieków na twarzy czytelnika, doprowadzić go może najwyżej do pobłażliwego uśmiechu.

Ponadto, książka nie sprawia wrażenia całości przez wprowadzenie na ostatnich 120 stronach wątku córki Bridget i Raoula, Magdy, który, w przeciwieństwie do losów rodziców, kończy się happy endem. Tę część czyta się w zasadzie z rozpędu i Chadwick mogła sobie ją spokojnie darować.

Od strony redakcyjnej Córki Graala pozostawiają wiele do życzenia. Nie trzeba się nawet specjalnie starać, żeby wyłapać rozsiane po tekście błędy interpunkcyjne, stylistyczne, logiczne, frazeologiczne, literówki. Dla wiadomości zespołu wydawnictwa Aurum, słowo „chrapliwie” ma kilka synonimów, jak choćby „gardłowo”, „ochryple”; można ich też używać w bardziej złożonych konstrukcjach: „gardłowym/chrapliwym/zachrypniętym/ochrypłym głosem/tonem”.

Podsumowując, książki na pewno nie polecam wielbicielom dobrej fantastyki historycznej – tej tutaj nie znajdziecie. Córki Graala da się przeczytać i to nawet w szybkim tempie, kiedy się wyłączy myślenie, czego ja niestety zrobić nie mogłam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza