środa, 10 października 2012

Jestem numerem cztery

Nie, nie chodzi o to, że się utożsamiam z bohaterem tego kiepskiego filmu dla nastolatków. Już (a może dopiero?) po raz czwarty obchodzę swoją małą rocznicę. Ten rok nie był specjalnie owocny pod względem wpisów, a wpłynęło na to wiele czynników, o których nie będę pisać, a napiszę jedynie, że nie chciałabym, aby ta tendencja się utrzymywała i mam nadzieję, że się zmieni na lepsze.

Opublikowałam zaledwie dwadzieścia dwie recenzje książek (to o dziesięć mniej w porównaniu z rokiem ubiegłym). Dwanaście z nich można śmiało zaliczyć do fantastyki, przy czym tylko cztery z nich należą do fantasy, a więc mogę napisać, że jestem z siebie dumna, że wreszcie udało mi się uwolnić od tego gatunku. Z innych książek: jedna to powieść bardziej historyczna niż fantasy, cztery to kryminały, pozostałe nie należą do fikcyjnych. Postanowiłam sobie, że w nadchodzącym roku będę czytała więcej książek naukowych w związku z moją drugą inicjatywą, która, z braku czasu i "przymusowe" recenzje, jest w zawieszeniu, a bardzo mi zależy, aby ją jednak doprowadzić do końca. Być może będę musiała z czegoś zrezygnować, aby to osiągnąć, na razie staram się ograniczać manię książkofila i nie kupować nowych ani nie brać zbyt wiele książek do recenzji.

Dużo większa różnica dotyczy wpisów z filmów i seriali. W ciągu ostatniego roku napisałam jedynie o dziewięciu produkcjach (w zeszłym roku było dwadzieścia dwa wpisy). Oczywiście obejrzałam ich o wiele, wiele więcej, ale jakoś nie znalazłam energii do pisania o nich, być może uda mi się to w kolejnym roku funkcjonowania. Możliwe, że o kilku napiszę za jednym zamachem, ponieważ wiele z tych tytułów nie wywarło na mnie takiego wrażenia, abym potrafiła wykrzesać o nich więcej niż kilka zdań. Filmowo rok 2011/2012 zdominował Sherlock Holmes, chociaż to bardziej wynika z tego, że nie miałam żadnych trudności w pisaniu o nim, niż z tego, że nie miał konkurencji.

Tradycyjnie najlepsze książki i filmy liczone są od najsłabszych (6. miejsce) do najlepszych (1. miejsce), najgorsze natomiast odwrotnie - najlepsze z najgorszych zajmuje szóstą pozycję, najbardziej irytujące pierwszą.

Najlepsze książki roku czwartego:
  1. Blade Runner. Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?, Philip K. Dickpo trzech latach Philip K. Dick wraca na miejsce pierwsze z genialną powieścią, jedną z najlepszych, jakie zdarzyło mi się czytać; tym razem jedynka za rzeczywistą wizję (nie)dalekiej przyszłości, za to, że stawiane pytania przez autora stają się tymi, które dzięki tej książce zostają w czytelniku na długo po lekturze, za charakterystyczny dla pisarza ironiczny, bezpośredni styl.
  2. Ex libris. Wyznania czytelnika, Anne Fadiman – przede wszystkim za przywrócenie mi miłości do książek i chęci ich czytania, ale też za ciekawe, wciągające, zabawne opowieści pisane przepięknym stylem prawdziwej miłośniczki literatury.
  3. Zbrodnia w błękicie, Katarzyna Kwiatkowska – za najlepszą debiutancką powieść, jaką czytałam w tym roku, za dni pełne napięcia, ciekawości i tajemnicy, oraz za świetne przedstawienie tła obyczajowego Polski XIX wieku i przemycenie kilku faktów z historii tego okresu.
  4. Excalibur, Bernard Cornwell – dla najlepszej powieści z Trylogii arturiańskiej, za umiejętność pozytywnego zaskakiwania nawet w tym trzecim tomie i ponowne zabranie mnie do średniowiecznego świata.
  5. Celtowie. Od epoki brązu do New Age, John Haywood – za doskonale przygotowaną merytoryczną, pełną szczegółów wyprawę przez wieki po kulturze celtyckiej, bez przynudzania i pouczania.
  6. Warsztat pisarza. Jak pisać, żeby publikować, Dwight V. Swain – za przekazanie świetnych i praktycznych porad dotyczących pisania, kreowania wyobraźni bez owijania w bawełnę i mydlenia oczu marzącym o wielkiej pisarskiej karierze, za mądrość.
Najlepsze filmy/seriale roku czwartego:
  1. Sherlock, sezon I, Mark Gatiss & Steven Moffat – za udowodnienie, że Sherlock Holmes może żyć w każdych czasach, za oryginalność, rewelacyjne, cięte, pełne humoru dialogi, świetną obsadę i doskonały scenariusz, za Benedicta Cumberbatcha.
  2. Sherlock, sezon II, Mark Gatiss & Steven Moffat – za utrzymanie równego poziomu i kolejną dawkę ciekawych i wciągających przygód.
  3. Hydrozagadka, Andrzej Kondratiuk – za świetne, ironiczne pełne humoru i inteligentne dialogi oraz humor sytuacyjną, za jedną z najlepszych parodii filmowych, jakie miałam okazję oglądać.
  4. Jane Eyre, Cary Fukunaga – za najbliższą realiom i najbardziej wiarygodną wersję powieści Charlotte Brontë, za prawdziwą i „surową” grę aktorską młodziutkiej Mii Wasikowskiej i rewelacyjnego jak zwykle Michaela Fassbendera, za wspaniałe zdjęcia.
Najgorsze książki roku czwartego:
  1. Powrót cienia, Tad Williams – za absolutnie pod każdym krokiem rozczarowującą kontynuację trylogii, za nieskrócenie moich męczarni trzecim tomem, a dobicie mnie informacją o bezsensownym rozwleczeniu historii na tom czwarty, za koszmarki redaktorsko-korektorskie.
  2. Złodziej z szafotu, Bernard Cornwell – za podanie mi całkowitego przeciwieństwa tego, co autor przedstawił w Trylogii arturiańskiej, za brak stylu, pomysłu, przynudzanie i brak tła historycznego.
  3. Władca wilkówJuraj Červenàk – za niebycie Andrzejem Sapkowskim… a tak poważniej za brak oryginalności we wpleceniu wierzeń słowiańskich w fabułę, za toporny język, liczne błędy, nijakich bohaterów.
  4. Brak wiadomości od Gurba, Eduardo Mendoza – za krótką, mało sensowną historyjkę bez polotu i humoru.
  5. Świat wampirów. Od Draculi do Edwarda, Manuela Dunn-Mascetti – za niecne i bez pokrycia wykorzystanie motywu Zmierzchu do bajdurzenia o wampiryzmie tonem naukowca, za błędy merytoryczne.
  6. Alkaloid, Aleksander Głowacki – za przekombinowaną, niezbyt klejącą się w całość historię, przeładowaną udziwnionymi pojęciami bez wyjaśnienia, za nieprzekonujących bohaterów.
Najgorsze filmy/seriale roku czwartego:
  1. Sherlock Holmes: Gra cieni, Guy Ritchie – za świętokradcze wręcz zmarnowanie potencjału pierwszego filmu i spłycenie produkcji do granic możliwości sztampowością.
  2. Mroczne cienie, Tim Burton – za brak Burtona w Burtonie, to przede wszystkim, za schematyczność, plastikowatość fabuły, zdjęć i postaci.
  3. Thor, Kenneth Branagh & Joss Whedon – za ogromną dawkę patosu w lukrowanej otoczce i pójście na łatwiznę w stylu „fani komiksu i tak popędzą na to do kin, to po co się będziemy starać”.
  4. Księżniczka i Żaba, Ron Clements & John Musker – za to, że po raz kolejny Disney próbuje nakarmić dziewczynki, że nie poradzą sobie tak naprawdę bez mężczyzn, za zatrzymanie się w miejscu i brak elastyczności, za utrwalanie stereotypów.
  5. Beowulf, Robert Zemeckis – wbrew słabym efektom specjalnym i trochę pompatycznej fabule to całkiem niezły film, oryginalnie podchodzący do tematu potwora i bohatera, z piękną muzyką, za grę z konwencją mitu.

10 komentarzy:

  1. Poważna rocznica :). Życzę dużo energii i entuzjazmu w kolejnym roku blogowania!

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja również życzę wszystkiego dobrego: entuzjazmu, weny, i sprzyjających okoliczności zewnętrznych :) Bloguj nam, Eruano, jak najdłużej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Grendello, postaram się;-)

      Usuń
  3. Ja także dołączam się do życzeń :) Wszystkiego dobrego! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja z innej beczki. Widzę, że dynamiczne widoki nie utrzymały się długo, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, zbyt ubogie są te szablony jeszcze, aby można je było w pełni wykorzystywać i nie są podatne na przerabianie;-)

      Usuń
  5. Sto lat, solenizantko. Czytaj, oglądaj i pisz ile tylko ci się podoba.

    OdpowiedzUsuń