środa, 30 grudnia 2009

Uważaj co hodujesz w domu - "Dworzec Perdido", China Mieville, tłumaczenie: Maciej Szymański, Zysk i S-ka 2003

Dworzec Perdido Chiny Mieville'a to pierwsza książka w Fantastycznym Wyzwaniu Czytelniczym i pierwsze moje zetknięcie ze steampunkiem. A raczej zderzenie, bowiem powieść czytało mi się wyjątkowo ciężko. Pierwsze, co mnie przytłoczyło w zyskowym wydaniu książki, to mały i ciasny druk, przez który szłam dość opornie (przez tyle lat człowiek zdołał się rozleniwić dużą i strzelistą czcionką, którą raczą nas wydawnictwa). Poza tym to, co uznawane jest za atuty książki, dla mnie było jej wadami.

Mieville'owi z pewnością nie można odmówić wyobraźni, którą widać przede wszystkim w przedstawieniu miejsca akcji powieści. Autor wprowadza czytelnika w świat potężnie rozbudowanego miasta, Nowego Crobuzon, które już po dołączonej mapce skojarzyć można z Londynem, gdzie Mieville się wychowywał. Nowe Crobuzon nie stanowi jednak wyłącznie tła dla opowieści, ono żyje razem z nim, rozwija się wraz z tokiem akcji. Mieszkają w nim różne istoty, nie tylko ludzie, ale też khepri (ludzie-owady), garudowie (ludzie-ptaki), vodyanoi (związani z wodą) czy bardziej tajemniczy ludzie-kaktusy albo Tkacze. Każdej z ras Mieville starał się nadać charakterystyczne cechy, różniące jednych od drugich, nie udało mu się to specjalnie, ponieważ poza cechami fizycznymi byli bardzo podobni mentalnie. Łączyła ich zwłaszcza jedna rzecz - wzajemna nienawiść, tutaj nie ma sprzymierzeńców (poza nielicznymi wyjątkami), wzajemna pogarda i nieufność odczuwalna jest w zachowaniu każdej jednostki. Podobał mi się również wątek prze-tworzenia jako kary za popełnione zbrodnie. Stąd może Anna Kańtoch brała swoje pomysły do Przedksiężycowych.

Tak jak Mieville pomieszał gatunkowo postaci, tak zrobił też z konwencją powieści fantastycznej. Książki nie można zaliczyć jednoznacznie do jakiegoś konkretnego nurtu. Znajdziemy tutaj i science fiction i fantasy, odrobinę grozy i groteski, romansu, dramatu... Magia miesza się z techniką. Ogólnie nie przeszkadzają mi takie połączenia, jednak w wydaniu mievillowskim nie są dla mnie do strawienia. Autor potraktował książkę jak wielki kocioł, do którego wrzucił różne pomysły i gatunki, wymieszał to wszystko bez większego pomyślunku tak, że powstała bezkształtna masa.

Słabym, chyba nawet najsłabszym ogniwem Dworca Perdido jest budowa fabuły. Akcja powieści toczy się wokół trzech głównych postaci: nieco szalonego naukowca-amatora Isaaca, jego ukochanej artystki khepri Lin oraz tajemniczego garudy Yagharka, który przybył do Issaca po pomoc, chciał bowiem znowu latać (został pozbawiony skrzydeł w ramach kary za równie tajemniczą zbrodnię). Lin otrzymuje ważne zlecenie na rzeźbę z khepri-śliny naturalnych rozmiarów od prze-tworzonego człowieka, pana Motley'a, jednego z magnatów półświatka, paranoika i psychopaty. Isaac, pomagając Yagharkowi, zgłębia Teorię Jednorodnego Pola (cokolwiek to znaczy, ścisłość opisów fizycznych i matematycznych przygnębiała mnie bardzo i zniechęcała do dalszego czytania), w międzyczasie zupełnie beztrosko dokarmiając najnowszym narkotykiem o malowniczej nazwie dreamshit kolorową gąsienicę-empatkę, z której wyrasta niebezpieczne monstrum grożące całemu miastu. To właśnie ona i jej towarzyszki spychają na trzeci plan pracę nad TJP oraz pozostałe wątki (w tym sytuację polityczną miasta) i stają się motorem działań wszystkich bohaterów. Działań niezmordowanych, ale i nieskutecznych, co z czasem wzbudzało irytację nie tylko postaci. Autor przeciągał strunę dotąd, aż pękła moja cierpliwość i ostatnie dwieście stron przekartkowałam, bezczelnie omijając wiele opisów. A już kompletnie wybił mnie z równowagi zakończeniem, zupełnie jakby sam zdał sobie sprawę, że przesadził i na szybko postanowił znaleźć rozwiązanie.

Także konstrukcja postaci nie wypadła najlepiej. Miałam wrażenie, że poza Lin, Yagharkiem i Isaakiem, bohaterowie są przezroczyści. Owszem, autor oddał ich psychologię dość szczegółowo, bazował jednak na znanych chwytach (miejski cwaniaczek, boss paranoik, wyrachowany polityk itp.), przez co nie zwracałam na nich większej uwagi. Sprawiały wrażenie wyłącznie urozmaicenia fabuły, nie pozostawały w pamięci na dłużej.
Obawiałam się wątku politycznego, który podobno miał być wyczuwalny na każdym kroku. I był, jednak bardziej jako tło niż wątek. Sytuacja w Nowym Crobuzon przypomina Polskę czasów PRL-u albo każde inne współczesne państwo z układem totalitarnym, gdzie każdy może okazać się agentem, gdzie trzeba uważać na wypowiadane słowa i ich adresatów. Nie przeszkadza to jednak mieszkańcom w prowadzeniu w miarę spokojnego życia, są oczywiście podzieleni na tych nieświadomych i tych bardziej świadomych. Autor nie narzucał żadnej filozofii, żadnej doktryny, umiejętnie pokazując plusy i minusy każdej z nich, o każdej wypowiadając się z pewną kpiną.

Od strony językowej Mieville jest natomiast świetny. Doskonały warsztatowo, plastyczny język opisu sprawiał, że książkę mimo innych trudności czytało się całkiem szybko. Duża w tym zasługa również tłumacza. Autorowi ukłon należy się za realne opisy, nieuładzone i nie pozbawione "brudnych" przymiotników. To jednak za mało, żebym sięgnęła po kolejną książkę Mieville'a, przynajmniej nie zamierzam tego robić przez dłuższy czas.

wtorek, 29 grudnia 2009

Ursula Le Guin odeszła z Authors Guild

A wszystko przez ugodę między organizacją a Google Book. Ursula Le Guin, która była członkinią Author's Guild od 1972 roku, nazwała stowarzyszenie umową z diabłem i stwierdziła, że nie może zaakceptować jego postępowania.

[źródło: PW]

niedziela, 27 grudnia 2009

Spielberg o koniu wojennym

Steven Spielberg wraz z DreamWorks wykupił prawa do ekranizacji książki dla dzieci brytyjskiego pisarza Michaela Morpurga zatytułowanej War Horse. Powieść, wydaną w 1982 roku, z wielkim sukcesem zaadaptowano na sztukę teatralną, której premiera odbyła się w październiku 2007 roku w National Theatre, a od marca 2009 pokazywana jest na londyńskim West Endzie.

Powieść Morpurga opowiada historię konia Joey'a i jego właściciela i przyjaciela, młodego farmera Alberta. Tuż po wybuchu I wojny światowej Joey zostaje sprzedany kawalerii i przetransportowany do Francji, a chłopak idzie do wojska. Autor przedstawia fabułę z perspektywy zwierzęcia, podczas gdy sztuka skupia się na postaci chłopca i jego poszukiwaniach ukochanego konia. Adaptacja teatralna intryguje widzów nie tylko ze względu na wruszający wątek, ale także z powodu wykorzystania innowacyjnej marionetek koni w wymiarach rzeczywistych. Więcej o sztuce przeczytać można na oficjalnej stronie.

Scenariusz do wersji filmowej napisze Lee Hall (nominowana do Oscara za Billy'ego Elliota). Nie wiadomo jeszcze, czy Spielberg sam podejmie się reżyserii, czy może pozostanie producentem obrazu.

[źródło: Guardian]

sobota, 26 grudnia 2009

"Zaginiony symbol" gwiazdkowym numerem jeden

Kilka dni temu Śmietanka opublikowała notkę z listą najchętniej kupowanych książek w Polsce na święta wg niektórych polskich gazet. W Wielkiej Brytanii natomiast najlepiej sprzedającą się książką na gwiazdkowy prezent był Zaginiony Symbol Dana Browna, tuż za nim uplasowała się Księga Rekordów Guinnessa 2010, na 3. i 4. miejscu znalazła się Stephenie Meyer z Zaćmieniem i Zmierzchem (trzecia i pierwsza część cyklu). 5. numerek należy do Stiega Larssona i jego Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet. Listę Christmas top 10 opublikował Telegraph. Kontrast wydaje się oczywisty i z porównania można by wywnioskować, że Polacy są bardziej wybredni. Wątpię jednak, czy nasze czasopisma zaglądały do Merlina czy Empiku, tam królowały raczej inne książki (bardziej w typie zestawienia brytyjskiego) i w ich popularność jestem w stanie bardziej uwierzyć...

Sędziowie WFA wybrani

W jury World Fantasy Award za 2010 rok zasiądą: Greg Ketter, Kelly Link, James Minz, Jürgen Snoeren oraz Gray K. Wolfe. Jak co roku rozdanie WFA odbędzie się podczas Worlds Fantasy Convention, tym razem w Columbus w stanie Ohio. Początek konwentu 28 października 2010 roku.

[źródło: SF Site]

piątek, 25 grudnia 2009

Ze śmiercią mu do twarzy - "Nekrofikcje", Paweł Ciećwierz, SuperNOWA 2009

Nekrofikcje mają jedną z najładniejszych okładek, jakie widziałam (brawa dla Tomasza Marońskiego). Do sięgnięcia po książkę skusiła mnie też profesja głównego bohatera - niewiele jest dobrej literatury o nekromantach. Zbioru opowiadań Pawła Ciećwierza do książek o nekromantach jednak nie można zaliczyć, bowiem nekromancja jest tutaj jedynie pretekstem do wprowadzania wątków w kolejnych opowiadaniach, które czasem nie są nawet z nią związane. Mimo że to właśnie rozczarowało mnie najbardziej, opowiadania czytałam z przyjemnością i wróżę autorowi dobrą pisarską przyszłość. 

Przede wszystkim spodobał mi się wykreowany świat, jego złowrogi, mroczny klimat, który niepokoi od pierwszej do ostatniej strony. Mgława jest stolicą wszelkiego zepsucia. Nikt tutaj nie ma nadziei na godną przyszłość, ludzie walczą o przetrwanie w każdy możliwy sposób, bez zbędnych ich zdaniem skrupułów. Moralności strzeże najgorsza władza - kościelna, inkwizycyjna, posługująca się propagandą, przemocą i sianiem nietolerancji w utrzymywaniu porządku. Nie jest to żaden Neverland - dzięki licznym aluzjom łatwo można się zorientować, że autor opisuje polską rzeczywistość (choćby dobrze znany nam skrót MO, który w zbiorze tłumaczony jest jako... Moralna Opieka). Ciećwierz w kontrowersyjny sposób odwraca (czy na pewno?) wizerunek PRL-u, w Nekrofikcjach to kościół gra rolę komunistów.

Opowiadania nie są ułożone chronologicznie, wszystkie jednak układają się w spójny obraz, gdyż autor powiązał je nie tylko osobą Brighelli, ale też postaciami drugoplanowymi, wydarzeniami. Dużym plusem jest konsekwencja Ciećwierza w prowadzeniu akcji - każde opowiadanie zaskakuje rozwiązaniem akcji. Nie ma tu happy endów, śmierć przychodzi nagle i niespodziewanie, a igranie z nią nie jest zabawą i wszyscy zdają dobrze o tym wiedzą. Ciećwierz miesza sposoby narracji, płynnie przechodzi z trybu trzecioosobowego do relacji z pierwszej, brighellowej, ręki. Styl opowieści jest naprawdę dobry, wciąga w fabułę, czasem tylko autor ma tendencję do zapędzania się w filozoficzne i moralizatorskie refleksje, które mogą znużyć albo nawet zirytować.

Niezbyt wiarygodni są natomiast bohaterowie Nekrofikcji, brakuje im czegoś, co sprawiłoby, że czytający chociaż w części mogliby się z nimi utożsamić. Kuleje zwłaszcza wizerunek Brighelli, który nie jest takim draniem, na jakiego wygląda, ale bardzo się stara. To dziecko ulicy, na niej wychowany i na niej żyjący. Doskonale zdaje sobie sprawę, że aby przeżyć, bardzo często musi uciszyć swoją dumę i ludzkie odczucia, które czasem dochodzą w nim do głosu. Świadomość jego profesji i miejsca w hierarchii wydaje się go uwierać, nie jest jednak w stanie zmienić swojego życia, bo i nie ma to sensu. Jego postać nie budzi współczucia (czego zapewne by nie chciał), ale też żadnych innych emocji, które związałyby go choćby najcieńszą nicią porozumienia z czytelnikiem. To, co być może miało go pokazać jako rozdartego wewnętrznie, pokonanego przez wyższy los człowieka, buduje jego obraz jako faceta z kryzysem wieku średniego (sprawiają to głównie jego narzekania na własny wiek). Kobiety w opowiadaniach to cwane, silne psychicznie i wyrachowane bestie, które dobrze wiedzą, czego chcą i potrafią to zdobyć. Piękne i zgrabne wydają się kompletnie nierealne przez brak jakichkolwiek wad (w oczach głównego bohatera, oczywiście). Dobrze i wiarygodnie przedstawioną postacią jest natomiast przyjaciel Brighelli, Skud – weteran wojenny, któremu po powrocie do Mgławy lekko odbiło, zabijaka i socjopata, który jednak jako jedyny wydaje się mieć duszę.

Podsumowując, Nekrofikcje to kawałek niezłej fantastycznej prozy, która cieszy plastycznym opisem świata i ciekawymi pomysłami. Jeśli autor podąży tym tropem, zrezygnuje z narzucania ideologizmów, a do tego dopracuje psychologię postaci i rozbuduje motyw nekromancji, zaowocuje to naprawdę interesującą powieścią lub kolejnym zbiorem opowiadań.

środa, 23 grudnia 2009

Charlaine Harris odwiedzi Polskę

Jak podaje wydawnictwo MAG autorka cyklu Czysta Krew przyjedzie do naszego kraju (dokładnie do Warszawy) w ramach promocji kolejnej książki z cyklu (Klub Martwych) i wydania 1 sezonu serialu na DVD. Harris spędzi w Polsce dwa dni - 5 i 6 marca, nie znane są jednak jeszcze szczegóły wizyty.

[źródło: wirtualnywydawca.pl]