Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Miszczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Miszczuk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 lipca 2017

Limit szans wyczerpany - "Noc Kupały", Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2017 r.

Jak to się dzieje, że cykle Katarzyny Bereniki Miszczuk bawią mnie jedynie przy pierwszym tomie? Mam wrażenie, że autorka wkłada najwięcej wysiłku i serca właśnie w pierwsze książki, po czym w trakcie pisania kolejnej jej impet, kreatywność spadają. Operowanie schematami, tym samym poziomem humoru w mniejszych ilościach staje się dla mnie zdecydowanie mniej atrakcyjne podczas lektury drugich tomów. Tak było z trylogią Wiktoria Biankowska, gdzie ledwo doczytałam drugi tom i nie miałam ochoty czytać ostatniego. Podobnie jest w przypadku cyklu Kwiat paproci. Noc Kupały jest moim pożegnaniem się z twórczością Katarzyny Bereniki Miszczuk. Nie mam już nadziei, że styl czy pomysłowość autorki wejdą na wyższy poziom literatury rozrywkowej.

O ile w pierwszym tomie sceny komiczne były naturalne i naprawdę zabawne, o tyle tutaj wiele z nich jest wymuszonych, niepotrzebnych i nielogicznych (jak scena dobijania się Mieszka do drzwi, mógł zwyczajnie krzyknąć). Dotyczy to również wielu innych fragmentów, które wydają się zupełnie niepotrzebne lub też wręcz nielogiczne. Jak nauka walki sztyletami, którą Mieszko wymusza na Gosi, czy motyw Gosia kontra wyznawcy Mokosz, który jest wyłącznie wypełniaczem, nie służy niczemu. Autorka bawi się historią, szkoda, że nie poświęca jej więcej uwagi. A wizja słowiańskiej, niechrześcijańskiej współczesnej Polski bardzo mi się podoba, Miszczuk mogłaby spokojnie eksplorować ten motyw i uczynić z niego tło dla powieści. Niestety czerpie z legend i mitów, nie dając wiele od siebie.

Niewiele da się także powiedzieć o bohaterach. Postacie nie rozwijają się, nie przyciągają swoimi historiami (dotyczy to również Jarogniewy, o której czytelnicy dowiadują się nieco więcej). Gosia jest całkowicie zdana na innych, nie potrafi sama się wyratować z opresji, a najbardziej żałosne jest to, że często nawet nie próbuje. Podoba mi się w niej, że jest niezdarna, nie zawsze wie, co powiedzieć i jak się zachować, ale stara się być w zgodzie ze sobą. Natomiast nie można powiedzieć o niej, że jest naiwna, w większości sytuacji wykazuje się już głupotą. Poza tym chore jest jej uczucie do Mieszka, zupełnie się w niego zapatrzyła, a przecież nie jest nastolatką. Byłoby o wiele zabawniej i realistycznie gdyby Gosia zachowywała się bardziej dojrzale, jak pewna siebie, niezależna kobieta, a nie podlotek. Mimo jej dwudziestu kilku lat, to wciąż jest dziewczynka, nie kobieta. Miszczuk ma szansę rysować swoim czytelniczkom dobry i godny naśladowania wzór kobiecy, niestety nie podejmuje się tego.

Naprawdę sądziłam, że Kwiat paproci będzie dobrym czytadłem, zabawnym i wciągającym, akurat na spokojne popołudnia lub wieczory przy winie. Powieść miała potencjał na ciekawą historię, która mogła być również edukująca. Niestety, drugi tom rozczarowuje i zniechęca skutecznie do lektury kolejnych części.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

czwartek, 10 marca 2016

Czytadło prawie idealne - "Szeptucha", Berenika Miszczuk, W.A.B. 2016 r.

Szeptucha ma wiele cech dobrego czytadła: jest zabawna, lekka, czyta się ją szybko, bez wysiłku. Główna bohaterka jest sympatyczną, młodą kobietą z marzeniami, trochę niezdarną i nie bardzo radzącą sobie w prywatnym życiu. Autorka dodatkowo zadbała o całkiem niezłą grę z konwencją fantastyczną i słowiańskimi wierzeniami. Nie jest to jednak czytadło idealne.

czwartek, 30 grudnia 2010

Piekło jest nowym rajem - "Ja, diablica", Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2010

Ja, diablica to trzecia książka w dorobku Katarzyny Miszczuk, która niewiele różni się od Wilka i Wilczycy stylem czy układem fabuły, chociaż widać pewien postęp w stosunku do książek o wilkołakach. Tę powieść można już jednak śmiało zaliczyć do komediowej odmiany paranormal romance, skierowanej przede wszystkim do młodych czytelniczek, o czym świadczy głównie tylna strona okładki (która swoją drogą zniechęca do zakupu książki) prezentująca… rzeczywistego chłopaka autorki w roli Piotrusia i w żaden sposób nie seksownego modela w roli Beletha.

Wbrew zapowiedziom nie znajdziemy tutaj gry z konwencją, autorka porusza się utartymi ścieżkami, czytelnik bez trudu rozpozna kolejne aluzje, co młode odbiorczynie mogą uznać za atut, o ile w ogóle je zauważą. Główna bohaterka Ja, diablicy ma na imię Weronika, niewiele ponad dwadzieścia lat i… została zamordowana nocą w miejskim parku. W tym momencie zaczyna się jej nowe życie, okazuje się bowiem, że trafia do Piekła jako adeptka sztuk diabelskich i zostaje diablicą właśnie. Jej zadaniem odtąd będzie targowanie się o ludzkie dusze. Jej nowym światem staje się hiszpańsko brzmiące Los Diablos, które w żaden sposób nie przypomina obrazów otchłani z katolickich wyobrażeń. Wręcz przeciwnie, Piekło to raj w podziemiach (nie od parady nazwane Niższą Arkadią), zupełne przeciwieństwo nudnego, cichego Nieba. Weronika zostaje zakwaterowana w luksusowym mieszkaniu, całymi dniami może robić, co jej się żywnie podoba, nosić ekskluzywne ubrania, używać drogich kosmetyków, popijać drinki z palemką, rozkoszować się nie-życiem po prostu. Piekło to kraina szczęśliwości, wiecznych imprez, gdzie każdy może poświęcić się swoim ludzkim marzeniom. Jego obywatelami są zwykli ludzie i wielcy świata, ale nie degeneraci, mordercy czy psychopaci. Poza nielicznymi chwilami bohaterka nie odczuwa braku właściwego życia, tym bardziej, że dowiaduje się o możliwości „udawania” żywej – może przenikać do świata śmiertelników, którzy widzą ją jako zwyczajną osobę, mogą z nią rozmawiać, dotykać jej.
Miszczuk usiłowała oddać rozterki swojej postaci, która nagle traci wszystko. Weronika ma momenty paniki, zastanawia się, co będzie z jej bratem, przyjaciółmi, jednak najbardziej brakuje jej Piotrusia, kolegi ze studiów, w którym jest skrycie zakochana. Dziewczyna uświadamia sobie, że to bez niego będzie jej najgorzej nie-żyć. Te obawy znikają, gdy tylko nowa znajoma, diablica Kleopatra, opowiada o możliwości przemieszczania się między światami – Weronika bez zastanowienia nad konsekwencjami postanawia prowadzić podwójne życie. Tutaj autorka zaprzepaściła szansę na dobrze wykreowaną psychologicznie postać, dziewczyna jest egoistką, nie myśli ani przez chwilę o konsekwencjach swojego postępowania, o tym, jak zareagują najbliżsi, gdy dowiedzą się, że właściwie to ona nie żyje (a jeśli już reagują, to całkowitą akceptacją tego stanu rzeczy).
Ja, diablica to przede wszystkim romans i tutaj autorka nie odbiega od najpopularniejszego schematu – trójkąta miłosnego. Weronika z jednej strony zakochana jest w Piotrusiu, z drugiej strony fascynuje ją przystojny diabeł Beleth, jej przewodnik po piekielnym świecie. Dziewczyna ma jednak na tyle zdrowego rozsądku, by nie zapominać, że prawdziwe diabły nie są istotami ludzkimi, a ich emocje nie równają się tym, które odczuwają śmiertelnicy. W tym względzie jednak autorka również się nie wysiliła i jej demony jakoś szczególnie nie odbiegają charakterologicznie od ludzi, wbrew kilkukrotnym zapewnieniom z jej strony. W ogóle kreacje bohaterów są kliszami postaci z poprzednich książek Miszczuk – Weronika to spokojniejsza wersja Margo, Piotruś do złudzenia przypomina cichego, zamkniętego w sobie Maxa, Kleopatra to władcza i bardziej wyuzdana kopia Ivette, Azazel w swoim zachowaniu upodabnia się do Akiego, chociaż diabeł jest zwyczajnym socjopatą. O samym „gatunku” diabła nie dowiadujemy się niczego szczególnego, podobnie zresztą o aniołach, wyniosłych, zarozumiałych sługach Boga. Rozczarowała mnie także postać Śmierci – Pratchettowi jednak nikt nie dorówna…
Widać natomiast niewielki progres względem stylu autorki – barwniejszy język z wyrazistym humorem (mocną stroną są słowne przepychanki Weroniki i Beletha oraz wszędzie obecna w Piekle liczba 6) pozwala brnąć przez lekturę w tempie ekspresowym. Nadal drażni ubogość słownictwa, wszyscy się drapieżnie uśmiechają, wszystko trafia szlag… Sama fabuła nie jest w żaden sposób skomplikowana, chociaż pewnym urozmaiceniem wydaje się być wątek Iskry Bożej i osnuta wokół niego iście diabelska (dosłownie) intryga. Mimo wszystko akcja przewidywalna jest od początku do końca, najgorsze problemy znajdują cudowne rozwiązania w ostatniej chwili. To nie powinno jednak przeszkodzić tym czytelniczkom, które szukają łatwej literatury w sam raz na podróż pociągiem bądź zatłoczonym warszawskim metrem.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

wtorek, 28 grudnia 2010

Wywiad z Kasią Miszczuk

Na stronie Katedry przeczytać możecie mój wywiad z Kasią Miszczuk. Nie wyszedł tak dobrze jakbym tego chciała, ale niestety odciągnęły mnie ważniejsze obowiązki. Mimo wszystko zapraszam do lektury:-)

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Amerykańskie wilkołaki po polsku - "Wilk", "Wilczyca", Katarzyna Berenika Miszczuk, MUZA 2006, Egmont 2009

Katarzyna Berenika Miszczuk napisała Wilka w wieku lat piętnastu, czyli w 2003 roku, wydała w 2006 roku nakładem wydawnictwa MUZA, Stephenie Meyer pierwszą część cyklu Zmierzch opublikowała w Stanach Zjednoczonych w 2005 roku. W 2009 roku w wydawnictwie Egmont pojawiła się kontynuacja Wilka zatytułowana po prostu Wilczyca, kiedy to już od dwóch lat w sercach polskich nastolatek panowała niepodzielnie wampirza saga Amerykanki. Promocja Wilczycy odbyła się pod znakiem Zmierzchu właśnie, porównaniom nie było końca. Jednak na tle powieści Stephenie Meyer twórczość młodziutkiej wówczas Kasi Miszczuk wypada o wiele lepiej, jest bardziej naturalna i chociaż naiwna, to nie infantylna.

Rzeczywiście i mnie pierwsza część dylogii (na razie, gdyż nie wiadomo, czy autorka nie popełni części trzeciej) już w początkowych zdaniach skojarzyła się z pierwszym tomem powieści Stephenie Meyer – obie książki rozpoczynają się ucieczką bohaterek przed niebezpieczeństwem z tą różnicą, że jedna śni, druga ucieka naprawdę. Nie można też zaprzeczyć, że mają podobny układ – pisane w pierwszej osobie, bohaterki są niemal rówieśniczkami, mieszkają w niewielkich prowincjonalnych miasteczkach, ich obiekty zainteresowania to przystojni (w pojęciu bohaterek), tajemniczy młodzieńcy, którzy początkowo je od siebie odpychają, ale nie mogą się im oprzeć. Obie autorki łączy również mentalność, co w przypadku Meyer żadnym pochlebstwem nie jest, natomiast dla Miszczuk jak najbardziej – w jej książkach odbija się realna, współczesna polska nastolatka (chociaż ma na imię Margo i jest Amerykanką), jej marzenia, światopogląd, uczucia.

Miszczuk nie tylko ukazała wewnętrzny świat nastolatki, udało się jej też całkiem zmyślnie wykpić psychologiczne stereotypy. Margo doskonale zdaje sobie sprawę z własnych zachowań, które są tak charakterystyczne dla dorastających dziewczyn. Nie sprawia to, że bohaterka zachowuje się odmiennie od swoich rówieśniczek, ma jednak do siebie dużo dystansu i nie boi się przyznać sama przed sobą, że zachowuje się co najmniej nierozsądnie. A już całkowitej litości autorka nie ma dla przyjaciółki bohaterki, Ivette, uwielbiającej różowy kolor żywej lalki Barbie, która wbrew wszelkim oczekiwaniom (ale jak najbardziej zgodnie ze schematem konwencji, o czym wie Katarzyna Miszczuk) staje się dla Margo niczym siostra, gotowa pomóc nawet jeśli nie do końca orientuje się w sytuacji. Ivette posiada wszystkie cechy, jakie zapewne drażniły samą autorkę w jej koleżankach i które postanowiła bezceremonialnie wyśmiać: nadmierną beztroskę, którą często można nazwać bezmyślnością, brak zainteresowań poza chłopcami i ciuchami, egzaltację najdrobniejszymi sprawami, uwielbienie dla różowego. Jednak Francuzka o sarnich oczach jest także bezpośrednia, zawsze uśmiechnięta, współczująca, ona jedyna wspiera Margo, dzieli jej radości i smutki. W Wilczycy pojawia się kolejny typ dziewczyny – szkolna intrygantka, piękna i powabna Caroline, która wykazuje nadmierne zainteresowanie chłopakiem Margo, przez co oczywiście dziewczyny się nie zaprzyjaźniają. Ta postać nie jest już przedstawiona w krzywym zwierciadle, to standardowy przypadek młodej niesympatycznej femme fatale.

Natomiast mniej dopracowana i przez to niezbyt prawdziwa jest męska część obsady książek. Max to kliszowy bohater romansów, pociągający swoją odmiennością, tajemniczością, spokojem. W kontakcie z Margo staje się całkowicie bezbronny, oboje zresztą są swoją obecnością skrępowani i uczą się dopiero porozumiewać. Przyjaciel Maxa Aki, który zaczyna podobać się Ivette, to typowy buntownik bez powodu, którego roznosi nadmierna ilość testosteronu, gniewny i nieuprzejmy, ale lojalny i odważny. W drugiej części pojawia się inny adorator Margo, sportowiec Carlos, zupełnie inny od Maxa, ale przekonany o swojej wyższości i zachowujący się jak rycerz na białym rumaku, którego bohaterka nie potrzebuje. Pozostałe postaci, przyjaciele Maxa, nauczyciele, rodzice bohaterów, to jedynie mgliste tło fabuły.

Zarówno w Wilku, jak i Wilczycy prowadzone są dwa główne wątki – miłosny i sensacyjny. W pierwszej części czytelnik obserwuje rozwój uczucia między Margo a uznawanym za metalowca Maxem, który okazuje się tytułowym wilkiem, genetycznie zmodyfikowanym nastolatkiem, który jako dziecko został zainfekowany wirusem wilkołactwa przez naukowców z pobliskiego laboratorium. Druga część to opis już trwalszego uczucia, które przechodzi swój pierwszy kryzys związany nie tylko z pojawianiem się nowych bohaterów (wspomniani wcześniej Caroline, która interesuje się Maxem, i Carlos smalący cholewki do Margo, zbieżność imion nie jest z pewnością przypadkowa), ale także z dalszymi poczynaniami tajemniczego ośrodka medycznego. 

I tu dochodzimy do motywu sensacyjnego. Kasia Miszczuk postanowiła poruszyć kwestię wojskowych eksperymentów na cywilach, ich ofiarą stała się grupa dzieciaków, która od tej pory może przemieniać się w wilki, posiada także ich zmysły, jest zręczniejsza i szybsza. Młodzi ludzie nigdy nie usiłowali się dowiedzieć, dlaczego są inni, przyjęli swoją odmienność zupełnie naturalnie, ale odgrodzili się od pozostałych murem nieufności. W wyniku niebezpiecznych wypadków jedną z nich staje się również główna bohaterka, a o jej zmaganiach z nowym doświadczeniem opowiada Wilczyca. Kwestia medycznego eksperymentu umieszcza obie powieści Miszczuk raczej w kręgu powieści sensacyjnych, młodzieżowych thrillerów z elementem fantastycznym, niż fantasy, a tym bardziej horroru. Przemawia za tym również akcja książek, prowadzona bardzo szybko, przeplatana wieloma nieoczekiwanymi zwrotami wydarzeń, co wpływa na łatwy ich odbiór (obie powieści można przeczytać w jeden wieczór).

Ciężko jest krytykować styl pisania powieści – chociaż ubogie słownictwo, młodzieżowy język wykluczający dbałość o polszczyznę, niedopracowane wątki i ich zakończenia (rozwiązania są najmniej przewidywalne i logiczne) mnie irytowały, to jednak świadomość wieku autorki sprawiała, że nie mogłam oceniać jej tak surowo, jak zrobiłabym to z powieścią dorosłego twórcy, który pisałby w ten sam sposób (tak, mam na myśli Stephenie Meyer, ale nie tylko ją). Ani Wilk, ani Wilczyca nie są powieściami dobrymi pod wyżej wymienionymi względami, ale równoważyły to inne elementy – kpiarski humor, ukazanie schematyczności wątków w krzywym zwierciadle, próby zabawy z  konwencją i prawdziwość emocji bohaterów. Mimo że wolę książki dla młodzieży pisane przez doświadczonych, dojrzałych pisarzy, powieści Katarzyny Miszczuk będę wspominać jako całkiem przyjemny powrót do czasów, kiedy sama miałam piętnaście lat, ciesząc się jednocześnie, że one już nie wrócą.