Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl wiedźmiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl wiedźmiński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2016

Wiedźmin 2: Zabójcy królów, CD Project RED, 2011 r.

Druga część Wiedźmina to bardzo dobra kontynuacja fabularna, ale przede wszystkim techniczna w stosunku do części pierwszej. To, co najbardziej przeszkadzało mi w Wiedźminie, zostało zminimalizowane w Zabójcach królów.

sobota, 10 stycznia 2015

Wymarzona kontynuacja – „Wiedźmin”, CD Projekt RED, 2007

Gatunek: Action-RPG
Producent: CD Projekt RED
Wydawca: Atari
Platforma: PC
Premiera: 26 października 2007

Za każdym razem, kiedy kończę czytać cykl wiedźmiński, trudno mi przychodzi pogodzenie się, że to już naprawdę koniec. Zawsze jednak uważałam, że Andrzej Sapkowski powinien był trzymać się swojego zdania i nie pisać więcej żadnych opowiadań czy kolejnych powieści opartych na wiedźmińskim świecie (po wydaniu Sezonu burz tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu). Jednak zawsze zastanawiałam się, co byłoby, gdyby się przełamał. Teraz już wiem, Sezon burz. Moje wszystkie obawy, które żywiłam co do ewentualnego powrotu przez pisarza do świata wiedźmińskiego, potwierdziły się. Podobne obawy miałam w związku z wiadomościami dotyczącymi pracy nad grą bazującą na opowiadaniach i powieściach. Dlatego długo zwlekałam z kupnem Wiedźmina, niespecjalnie podobały mi się szkice koncepcyjne, nie byłam również przekonana do postaci głównego bohatera. Bałam się po prostu, że gra nie spełni moich oczekiwań i będzie to kolejna siekanka spod znaku RPG. Dzisiaj z pełną świadomością muszę powiedzieć, że zespół CD Projekt RED dokonał tego, co nie udało się Sapkowskiemu – przedstawił wiarygodną, najlepszą z możliwych, oddającą klimat cyklu kontynuację losów Geralta w klimacie właściwego cyklu (jak się już domyślacie, Sezonu burz do tegoż nie zaliczam), zapewniając mi godziny doskonałej rozgrywki.

Przede wszystkim oklaski należą się za fabułę. Cała intryga jest bardzo wciągająca, trzyma w napięciu, z każdą godziną, nowym wątkiem byłam coraz bardziej ciekawa, co się wydarzy, dlaczego losy bohaterów układają się tak a nie inaczej. Do tego twórcy zapełnili świat postaciami z książek i nawiązaniami do wydarzeń z cyklu, dzięki czemu czułam się zupełnie tak, jakbym się przeniosła do Wyzimy. Geralt w wyniku niewyjaśnionych wydarzeń stracił pamięć i próby jej odzyskania są jednym z głównych wątków całej opowieści. Tak, opowieści, ponieważ dzieła CD Projekt RED nie można nazwać zwykłą grą, dla mnie jest to bowiem najlepsza kontynuacja ukochanych książek. Drugi motyw to polityczna międzynarodowa przepychanka, którą bohaterowie raczyli nas już w cyklu książkowym. Ponownie wiedźmin został wciągnięty w machinacje i intrygi najmożniejszych jego świata. Usiłując rozwikłać zagadkę skradzionych wiedźmińskich tajemnic, wplątuje się między królów i czarodziejki. I chociaż czasami historia zgrzyta (nie do końca jest dla mnie jasne, w jaki sposób Geralt mógł zostać zagarnięty przez Dziki Gon, ale być może dowiem się tego w kolejnej części), to w większości tworzy spójną układankę, do której kolejne elementy gracz dopasowuje bez końca. Ciekawe są również istotne misje poboczne, które nie tylko prowadzą do zdobycia doświadczenia (są też i takie, oczywiście – to są zwykłe misje poboczne), lecz także wyjaśniają wspomnienia, układają pewne informacje w logiczniejszą całość, pomagają w innych epizodach. Cała historia jest nieliniowa i często nie sposób przewidzieć rezultatów naszych decyzji, co więcej wszystko ma wpływ na zakończenie, chociaż wątki główne pozostają niezmienne, co czyni grę o wiele atrakcyjniejszą.

Kolejną mocną stroną Wiedźmina są bohaterowie. W samym Geralcie po prostu się zakochałam, swym charakterem przypomina mi upartego, samotnego, prawdziwego wojownika, kierującego się swoim poczuciem sprawiedliwości, jakiego poznałam w opowiadaniach. Sądziłam też, że nikt nie zastąpi mi filmowego obrazu Geralta i tak pasującego do niego głosu Michała Żebrowskiego (wiem, wiem, film tragedia i Geralt też nie do końca taki, jaki powinien być, ale nie było i nadal nie ma aktora, który lepiej wcieliłby się w postać wiedźmina). Bohaterowi gry udało się wręcz filmową postać przyćmić fizycznie (chociaż uważam, że Geralt jest zbyt przystojny), a głos Jacka Rozenka jest wręcz idealny. W ogóle dubbing gry jest oddzielnym arcydziełem. Bogactwo dialogów, humor charakterystyczny dla cyklu, zróżnicowanie zachowań postaci pierwszo, drugo, nawet trzecioplanowych robi wrażenie. Z przyjemnością mogłabym siedzieć tylko i oglądać, jak ktoś inny gra, traktując Wiedźmina jak dobry film fabularny.

Dopełnieniem fabuły są gry, które pomagają zdobyć doświadczenie, pieniądze i dodatkowe nagrody, ale też po prostu sprawiają przyjemność. Jedyną grą, jaka mnie niespecjalnie bawiła, to zdobywanie kart erotycznych za uwodzenie kobiet – widzę w tym nawet zabawną ironię; jednak za bardzo kłóci mi się to z osobowością wiedźmina, bardziej pasuje do Jaskra. Należy jeszcze wspomnieć o cudownych animacjach Tomka Bagińskiego i muzyce Adama Skorupy i Pawła Błaszczaka, które ogląda się i słucha z prawdziwym zachwytem.

Sterowanie postacią jest bardzo proste, właściwie wystarczy trzymać lewy przycisk myszy lub wciskać go w odpowiednim momencie trakcie walki. Twórcy umożliwili również dopasowanie układu kamery, która jednak wariuje totalnie w trakcie większych i bardziej złożonych bitew. Przydatnym elementem w trakcie walk jest stosowanie pauzy, zwłaszcza w kontekście ostatniej uwagi. Proste menu bohatera pozwala na szybkie zaznajomienie się z najważniejszymi elementami ekwipunku, łatwe rozbudowywanie postaci. Dziennik, w którym zawarte są opisy monstrów, bohaterów, mikstur, roślin, jest niejednokrotnie bardzo przydatny i pozwala na jeszcze lepsze wczucie się w rozgrywkę.

W całej grze sześć kwestii przeszkadzało mi najbardziej: brak możliwości szybkich podróży do najważniejszych miejsc; potwory-bumerangi, o wiele niższe doświadczeniem, a nie dające za wygraną mimo noszonych przez bohatera amuletów; przestoje fabularne, podczas których trzeba było się zajmować nudnymi i podobnymi do siebie zwykłymi zadaniami pobocznymi; wyznaczniki czasowe – jeśli coś miało zostać wykonane o północy, to trzeba było wcelować w tę cholerną północ, nie ma tu bowiem akademickiego kwadransa, a trzydzieści minut przed lub po północy nie dawało rezultatów; brak możliwości pełniejszego eksplorowania świata gry, Geralt nie może przeskoczyć przez opłotki, musi poruszać się wyznaczoną drogą;  chyba najbardziej denerwowało mnie zapętlenie zadaniowe między Bagnami a Wyzimą, sprawiające, że dostawałam szału, kiedy do wypełnienia jednej misji musiałam mojego bohatera przemieszczać z jednego miejsca w drugie po kilka razy i ostatecznie doprowadziło mnie do porzucenia gry na ponad pół roku…

Mimo wszystko Wiedźmin stał się jedną z moich ulubionych serii gier. Teraz część druga w oczekiwaniu na część trzecią.

poniedziałek, 24 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień XXII: Książka, przy której płaczesz

Nie płaczę przy lekturze książek. Wzruszam się, owszem, czasami łezka mi się w oku zakręci, ale częściej usłyszycie mój śmiech znad czytanej książki, niż płacz. Może dlatego, że ciężko mi do końca się wczuć w losy bohaterów, że nie posiadam w sobie na tyle empatii, żeby się postawić w sytuacji któregoś z nich (chociaż mam jej wysoki poziom, sprawdzałam ostatnio, ale dotyczy on moich bliskich - to tak, żebyście sobie nie myśleli, że dla mnie empatia to zupa z Azji). Była jednak jedna książka, przy której ryczałam, zalewałam się łzami. To Pani Jeziora, ostatnia część cyklu wiedźmińskiego. Sposób, w jaki Sapkowski zabił moje ukochane postaci, sposób, w jaki to opisał, sprawił, że nie mogłam się powstrzymać i płakałam, czytając, jak kolejno giną Milva, Regis, Cahir, wreszcie Geralt (no dobra, nie wiadomo do końca, czy on naprawdę ginie, ale i tak ryczałam jak bóbr). Taka byłam zła na autora, że zakończył opowieść w ten sposób, tak klasycznie. Dzisiaj myślę już o tym bez wielkich emocji i uważam, że zakończenie było najlepsze z możliwych. A jak pokazuje przykład CD Projekt RED, znaleźli się ludzie, którzy potrafili wiarygodnie dopowiedzieć kontynuację.

Pani Jeziora
Andrzej Sapkowski
SuperNOWA
1999 r.

środa, 19 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień XVIII: Książka, która Cię rozczarowała

Ojej, było takich całkiem sporo, chociaż obecnie doświadczam coraz rzadziej literackich rozczarowań. Myślę, że receptą na to jest oczekiwać jak najmniej, wtedy rozczarowanie jest też mniejsze, a można być przyjemnie zaskoczonym. Nie zawsze to się niestety udaje. Są autorzy, którzy przyzwyczaili mnie do pewnego poziomu literatury i od nich rzeczywiście oczekuję, że przynajmniej taki poziom utrzymają. I tutaj czasami doznaję zawodu.

Jedną z takich powieści, które mnie mocno rozczarowały ostatnio, jest Sezon burz Andrzeja Sapkowskiego. Wspominałam o tym przy okazji notki oulubionej serii, ale wtedy jeszcze nie byłam pewna, czy książka jest tak słaba, czy może to coś ze mną. Teraz, po odświeżeniu sobie cyklu wiedźmińskiego, mam tę pewność - to książka jest tak słaba.

Sezonowi burz brakuje tej lekkości stylu, jaką mają pozostałe książki cyklu. Tutaj wszystko to, co jest dobrem w innych powieściach, jest po prostu złe. Dialogi i opisy sprawiają wrażenie wymuszonych, fabuła to zbiór kilku opowiadań, nawet niespecjalnie składająca się w całość. Nie bawi, nie wzrusza, nie budzi refleksji, nie ma tu prawie gry z konwencją, w dodatku może skutecznie zniechęcić do innych części cyklu, ponieważ jest przedstawiana jako swego rodzaju prequel. Sporo w niej też błędów, no i ta koszmarna okładka... Wprawdzie jeszcze do podsumowania Najlepsze/Najgorsze brakuje ośmiu miesięcy, ale coś czuję, że właśnie Sezon burz zdobędzie to niepochlebne pierwsze miejsce wśród najgorszych. 

Sezon burz
Andrzej Sapkowski
SuperNOWA
2013 r.

niedziela, 16 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień XV: Ulubiony bohater literacki

Nigdy nie podchodziłam w ten sposób do żadnej postaci literackiej, męskiej czy żeńskiej. Zwracam uwagę na wiarygodność psychologiczną jakiegoś bohatera, czy mnie intryguje, ciekawi, w jaki sposób i o czym mówi, czy jest w nim coś, co mnie przyciąga. Pewnie będę monotematyczna (jeszcze niejednokrotnie do końca tego wyzwania), ale znowu powołam się na cykl wiedźmiński. I nie chcę tu pisać o Regisie, który co prawda jest świetną postacią i jedną z moich ukochanych, ale nie ma w sobie większej głębi, nic go nie nurtuje, jest w pełni ukształtowany (w końcu to stary wampir, którego nic już nie zaskoczy). Tak, chcę napisać o Geralcie z Rivii.

Były chwile, kiedy wiedźmin mnie irytował swoją nieporadnością, bezsilnością, malkontenctwem. Wiele osób narzeka, że taki właśnie jest w powieściach, że wtedy przestał być dobrym bohaterem. Nie zgodzę się. W opowiadaniach zobaczymy tylko wiedźmina - mutanta, owszem, elokwentnego i honorowego, ale jednak mutanta, który co prawda potrafi silnie odczuwać, kochać, ale który przede wszystkim jest samotnikiem i nie chce mieć nic wiele wspólnego z innymi. Wszystko się w nim zmienia z chwilą, kiedy poznaje Ciri, swoje Dziecko-Niespodziankę. Dzięki tej dziewczynce, dzięki miłości do niej, Geralt stał się człowiekiem. Ktoś może powiedzieć, że zmienił się w płaczliwego cierpiętnika, ale ja uważam, że stał się kimś prawdziwym. Miłość Geralta do Ciri jest jednym z najpiękniejszych wątków emocjonalnych, z jakimi się spotkałam w literaturze.

Geralt jest jedną z niewielu postaci w cyklu, które się zmieniają, kształtują na oczach czytelnika, zaskakując i jego, i samego siebie. Jego podróż na ratunek córce jest przede wszystkim podróżą w głąb jego samego, dzięki niej zaczyna dostrzegać swoją przemianę, zaczyna też doceniać swoich towarzyszy. I to jego obserwacje w tej właśnie kwestii, kiedy widzi i porównuje, kim był, a kim jest, są dla mnie jednymi z ciekawszych elementów cyklu.


sobota, 15 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień XIV: Książka zbezczeszczona ekranizacją

Ooooo na ten dzień czekałam długo! Wiedźmin Marka Brodzkiego, tfu, niech zginie i przepadnie! To jeden z najgorszych, jeśli nie najgorszy film polski w historii, a z pewnością najgorsza ekranizacja książki w historii filmografii światowej. Poszatkowana, nieskładna fabuła, tragiczne wręcz efekty specjalne, niedobrana obsada dla elfów, ale przede wszystkim chełpienie się przez reżysera, że nie czytał ani jednego opowiadania! O zgrozo! Jak już wcześniej wspomniałam, obejrzałam film zanim przeczytałam cykl, i wtedy nawet mi się podobał. Nadal uważam, że Michał Żebrowski bardzo dobrze wywiązał się z roli Geralta, podobnie jak Anna Dymna jako Nenneke, rewelacyjnie zagrał też Andrzej Chyra jako Borch Trzy Kawki. Zbigniew Zamachowski może nie pasował do Jaskra fizycznie, za to charakterem oddał go idealnie. W filmie wyróżniał się jeszcze Maciej Kozłowski jako Falvick. Natomiast pozostali to kompletna porażka - Daniel Olbrychski pluł wręcz pompą jako elfi książę, Grażyna Wolszczak zupełnie nie poradziła sobie jako Yennefer, nawet ta filmowa płakliwa dziunia, tuż za nią jest Dorota Kamińska i jej Eithne. Bardzo lubię aktorstwo Agaty Buzek, ale do roli pięknej księżniczki Pavetty nie nadawała się zupełnie, podobnie jak Dariusz Jakubowski nie pasował do roli Jeża. Najbardziej irytującą postacią była dla mnie Ciri, czyli Marta Bitner, w ogóle aktorstwo dziecięce w Polsce kuleje okropnie, ze świecą szukać młodziutkich z prawdziwym talentem. Filmowa Ciri to uosobienie sztuczności i braku jakiegokolwiek talentu aktorskiego. Mogłabym tak jeszcze wymieniać...

Za katastrofalny i chaotyczny scenariusz odpowiedzialny jest Michał Szczerbic, nie mający wielkiego doświadczenia w tej roli (ale Prawo ojca i Róża są świetne). Chociaż opowiadania z Ostatniego życzenia i Miecza przeznaczenia nie są w jednym ciągu przyczynowo-skutkowym, to jednak układają się w pewną całość. A tej całości nie widać w filmie ani serialu. Jest kilka dobrych dialogów, natomiast większość to teksty bez żadnej lekkości, często pełne teatralności i pompatyczności.
Najgorsze były tu efekty specjalne. Pamiętam jeszcze dzisiaj echo złośliwego rechotu widzów, w tym mój własny śmiech, z obrazu Villentretenmertha czy wyglądu kikimory, czyli wielkiej kukły z papier mache.

Gdyby nie to, że spodobał mi się Michał Żebrowski i Andrzej Chyra, nie sięgnęłabym po cykl i jestem pewna, że wiele osób właśnie ta ekranizacja odrzuciła od książek. Wszyscy przecież wiedzieli, że film jest ekranizacją dwóch tomów opowiadań, ci, którzy ich nie czytali, a obejrzeli Wiedźmina, musieli myśleć o tym, jak słaba musi być twórczość Sapkowskiego, skoro powstał z tego taki koszmarek.
Jedyna naprawdę dobra rzecz tego filmu, to muzyka Grzegorza Ciechowskiego, absolutne mistrzostwo kompozycji, oddające klimat całego cyklu. Nie dotyczy to oczywiście piosenki przewodniej w wykonaniu Roberta Gawlińskiego. Brrrr...

środa, 5 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień IV: ulubiona książka ulubionej serii

Tutaj też się nie wahałam - Chrzest ognia.
Powieść ma najładniejszą okładkę z całego cyklu. Poza tym i przede wszystkim to najlżejsza, najbardziej zabawna i najbardziej przygodowa książka serii. To tutaj pojawiają się moi ulubieni bohaterowie - Milva i Regis. Tu pojawiają się krasnoludy i gnom. Tutaj autor przybliżył też postaci Dijkstry i Cahira, których również bardzo polubiłam, zwłaszcza Cahira. To wreszcie tutaj Ciri zaczyna być jedną z najbardziej interesujących postaci kobiecych cyklu.

Absolutnym mistrzostwem są przekomarzanki Milvy i Jaskra, a także niemal filozoficzne wywody Regisa, jako żywo nasuwające manierę wypowiedzi samego autora. Być może jedną z najbardziej pamiętnych scen cyklu jest seks w bibliotece, ale scena gotowania zupy przez kompanię Geralta w opozycji do jego obrażonej postawy jest niemniej obrazowy, a przy tym chyba najzabawniejszy w całej opowieści.

Chrzest ognia to chyba największy zbiór różnorodnych przygód Geralta i jego kompanii w całej historii. Jest świetnym przerywnikiem w trwającej wojnie, chociaż nie daje o niej zapomnieć, i pozwala nabrać oddechu i przygotować się do dwóch najcięższych i najmniej przyjemnych tomów, Wieży Jaskółki i Pani Jeziora. Jest to również najważniejsza książka cyklu - w niej dowiadujemy się, na czym polega niezwykłość Ciri, tutaj zawiązuje się Loża czarodziejek. No i pojawia się przerażający Bonhart. Co ciekawe, to również najbardziej niezależny tom cyklu, chociaż tym, którzy nie znają poprzednich, może być chwilami ciężko (ale nie za ciężko, gdyż bohaterowie lub narrator streszczają wydarzenia z poprzednich dwóch tomów), to mimo wszystko bez większych zgrzytów można Chrzest ognia czytać jak oddzielną powieść.

A teraz kończę wpis i wracam do lektury...

Chrzest ognia
Andrzej Sapkowski
SuperNOWA
1996 r.

wtorek, 4 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień III: Twoja ulubiona seria

Nie lubię serii. Już niejednokrotnie o tym pisałam - jeśli to nie jest trylogia albo kwadrologia, często nawet się nie zainteresuję. Bardzo niewielu autorów potrafi utrzymać moją uwagę - Charlaine Harris znudziłam się po piątej powieści, Adrian Tchaikovsky nie przekonał mnie drugim tomem Imperium Czerni i Złota, Tad Williams zdenerwował mnie, kiedy oznajmił, że Marchia Cienia będzie kwadrologią - ostatniego tomu nie tknęłam. Poza tym uważam, że cykl powinno się czytać ciurkiem, od pierwszego do ostatniego tomu. Dlatego czekam, aż George R.R. Martin skończy Grę o tron (albo umrze - co zważywszy na tempo jego pisania i stan zdrowia jest przez niektórych uważane za bardziej prawdopodobne). Ostatnio dowiedziałam się, że Scott Lynch z trylogii o Locke'u Lamorze postanowił zrobić siedem (poprawka - niedawno okazało się, że będzie co najmniej osiem) powieści i stwierdziłam, że w takim razie poczekam i być może, kiedy już się pojawią wszystkie, powrócę do tego bohatera.

Być może dlatego (ale nie głównie dlatego) w tej kategorii nie miałam żadnych wątpliwości - cykl wiedźmiński Andrzeja Sapkowskiego.

Mam pierwotne wydania z cudownymi okładkami Bogusława Polcha, po które sięgam co jakiś czas, chociaż już od kilku lat nie odświeżyłam sobie całej historii. Obiecałam sobie to zrobić po nieszczęsnym i rozczarowującym Sezonie burz, któremu odmawiam miejsca w cyklu, ponieważ nie tylko jest to najsłabsza książka Sapkowskiego, ale też niczego nie wnosi w cykl. O wiele lepszą robotę w przywróceniu mi świata wiedźmina i wyjaśnieniu jego dalszych losów wykonali twórcy trylogii komputerowej, ale o tym być może innym razem.
Opowiadania i pięcioksiąg opowieści o Geralcie i Ciri to według mnie najlepsza historia polskiej fantasy i jedna z najlepszych na świecie. Książki czytałam wielokrotnie, były przedmiotem moich dwóch prac naukowych i myślę, że pozostaną na pierwszym miejscu do końca mojego życia.
Jest to dla mnie seria szczególna z tak wielu względów, że nie jestem w stanie ich wymienić. Z każdą lekturą daje mi coś innego, niezmiennie bawiąc mnie grą z konwencją, barwnym stylem, ciętymi dialogami i komentarzami, krwistymi i kompleksowymi postaciami. Cykl, jak żaden inny, potrafi we mnie wzbudzić radość, czysty śmiech, żal, smutek i rozpacz, nasuwa mnóstwo przemyśleń o rzeczywistości.
Zawsze z chęcią przenoszę się do świata słowiańskich potworów, śmieję się z rozmów bohaterów i złośliwości narratora, nienawidzę i kocham bohaterów, za każdą lekturą trochę inaczej i innych.
A wiecie, co skłoniło mnie do sięgnięcia po książki? Nie był to nikt ze znajomych, nie było ich w mojej bibliotece. Zaczęłam się interesować cyklem po obejrzeniu filmu Wiedźmin i po tym, jak zakochałam się w Geralcie Michała Żebrowskiego. Film to największy chyba koszmar kina polskiego i o nim będzie osobny wpis w tym wyzwaniu, ale w chwili, kiedy go oglądałam w sali kinowej, nie znając fabuły opowiadań, nawet mi się podobał. No dobra, spodobał mi się Michał Żebrowski. I mówcie, co chcecie, ale gdybym miała wybierać obsadę do cyklu, to nadal pozostałby on idealnym kandydatem. Tak więc zakochana po uszy w filmowym Geralcie, poruszyłam grono znajomych i udało mi się pożyczyć wszystkie książki. Przeczytałam je w ekspresowym tempie, zarywając noce i naukę. W zupełnie inny sposób zaczęłam je czytać na studiach i wówczas podobały mi się jeszcze bardziej. Przyznam, że trochę się boję powracać do świata wiedźmina po lekturze Sezonu burz, bo zaczęłam się zastanawiać, czy ostatnia książka Sapkowskiego jest tak słaba, czy może to moje podejście się zmieniło i cykl już mi się tak nie będzie podobał. Może się przekonam o tym w tym roku.

Miecz Przeznaczenia, Ostatnie Życzenie, Krew elfów, Czas pogardy, Chrzest ognia, Wieża Jaskółki, Pani Jeziora
Andrzej Sapkowski
SuperNOWA
1994-1999

niedziela, 17 listopada 2013

O dobrych ludziach

Powiedzieć ci, wiedźminie, kim są ludzie dobrzy? To tacy, którym los poskąpił szansy skorzystania z dobrodziejstw bycia złymi.
Andrzej Sapkowski, Sezon burz, SuperNOWA 2013 r.

środa, 30 października 2013

Książki i filmy na listopadowe wieczory

KSIĄŻKI
Tytuł: Ziemiomorze
Autor: Ursula Le Guin
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 4 listopada 2013 r.

Kiedyś próbowałam przeczytać Czarnoksiężnika z Archipelagu, jednak wydał mi się straszliwie nudny. Oglądałam miniserial i ten też nie wzbudził we mnie większych emocji. Ale to było lata temu, a że ostatnio przekonuję się, że są książki, które mogą nie być dla mnie odpowiednie w danym momencie, aby za jakiś czas mi się spodobać, to sięgnę po cykl Ursuli Le Guin, tym bardziej, że jej inne powieści wspominam bardzo dobrze.
Po raz pierwszy w jednym tomie!

„Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin to jeden z najznakomitszych cykli literatury fantasy, porównywany z dziełami J.R.R. Tolkiena czy C.S. Lewisa. Opisuje malowniczy świat pełen wysp, smoków i tajemnic, w którym najważniejsza jest równowaga między tworzącymi go siłami. Głównym bohaterem serii jest czarnoksiężnik Ged; poszczególne części opowiadają jego losy – od najmłodszych lat i pierwszych kroków stawianych w świecie magii, aż po czasy gdy zaczęła się ona stawać niebezpiecznym narzędziem w rękach zła.
Ged, którego Ziemiomorze na zawsze zapamięta jako Krogulca, zostaje wysłany na wyspę Roke, aby tam zgłębiać czarnoksięską sztukę. Jest obdarzony niezwykłymi magicznymi zdolnościami, więc po latach nauki zostaje Arcymagiem, który będzie musiał pomóc Najwyższej Kapłance Archipelagu – Tenar – uciec z labiryntu ciemności.
Niestety, wraz z upływem lat równowaga Ziemiomorza zacznie się chwiać coraz bardziej, a prawdziwa magia i pradawne zwyczaje coraz częściej wykorzystywane będą przez mroczne siły zła i śmierci…
Saga o Ziemiomorzu to opowieść o dojrzewaniu, o wyzbywaniu się młodzieńczej pychy i ducha rywalizacji, dorastaniu do wewnętrznej harmonii i mądrości, ale też zrozumienia ograniczoności ludzkich działań. Im większa moc i im większa władza, tym większa odpowiedzialność – przestrzega Le Guin.
— „Wysokie obcasy”
Potrzebowałam sześciu książek i trzydziestu lat życia, by opowiedzieć historię Geda i Tenar. W tym czasie nieustannie dowiadywałam się czegoś nowego o krainach i ludach Ziemiomorza – bo wszystkie przygody i odkrycia bohaterów były też moimi przygodami i odkryciami. (…) I oto wreszcie macie przed sobą ukończoną historię. Oby lektura sprawiła wam równie wielką przyjemność, jak mnie jej pisanie!
— Ursula K. Le Guin
Tytuł: Tajemnica diabelskiego kręgu
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Uroboros
Data premiery: 6 listopada 2013 r.

Ania Kańtoch wraca do korzeni kryminalnych, tym razem w powieści dla młodzieży. To jest to, czego potrzebuję na jesienne dni. Ciekawa jestem, na ile pisarka jest inna w podejściu do młodych odbiorców, czy jej bohaterowie i fabuła również będą się różnić od opowiadań i powieści dorosłych.
Nie każdy zostaje wybrany przez anioły i zaproszony przez nie na tajemnicze wakacje w klasztorze znajdującym się w niewielkiej miejscowości Markoty. Tak się składa, że przydarzyło się to trzynastoletniej Ninie. Nie bardzo wie jednak, dlaczego – jest przecież bardzo zwyczajną dziewczyną. Czy aby na pewno?
Tytuł: Wiedźmin. Sezon burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: SuperNOWA
Data premiery: 6 listopada 2013 r.

Kiedy kilka dni temu gruchnęła wieść, że pojawi się kolejna książka ze świata o Wiedźminie, podchodziłam do niej z zadziwiającym spokojem i może lekkim rozczarowaniem brakiem konsekwencji autora. Ale teraz... Przecież to Geralt, Jaskier, Yennefer! Cieszę się, niezmiernie się cieszę, że jednak pisarz się złamał i będę miała szansę powrócić do wiedźmińskiego świata.
Oto nowy Sapkowski i nowy wiedźmin. Mistrz polskiej fantastyki znowu zaskakuje. „Sezon burz” nie opowiada bowiem o młodzieńczych latach białowłosego zabójcy potworów ani o jego losach po śmierci/nieśmierci kończącej ostatni tom sagi.

„Nigdy nie mów nigdy!” W powieści pojawiają się osoby doskonale czytelnikom znane, jak wierny druh Geralta – bard i poeta Jaskier – oraz jego ukochana, zwodnicza czarodziejka Yennefer, ale na scenę wkraczają też dosłownie i w przenośni postaci z zupełnie innych bajek. Ludzie, nieludzie i magiczną sztuką wyhodowane bestie. Opowieść zaczyna się wedle reguł gatunku: od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie. Wiedźmin stacza morderczą walkę z drapieżnikiem, który żyje tylko po to, żeby zabijać, wdaje się w bójkę z rosłymi, niezbyt sympatycznymi strażniczkami miejskimi, staje przed sądem, traci swe słynne miecze i przeżywa burzliwy romans z rudowłosą pięknością, zwaną Koral. A w tle toczą się królewskie i czarodziejskie intrygi. Pobrzmiewają pioruny i szaleją burze. I tak przez 404 strony porywającej lektury.
„Wiedźmin. Sezon burz” to w wiedźmińskiej historii rzecz osobna, nie prapoczątek i nie kontynuacja. Jak pisze Autor: Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy…
Tytuł: Przedksiężycowi, tom III
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Powergraph
Data premiery:  29 listopada 2013 r.

Ostatnia część trylogii ma się ukazać z końcem listopada, mam nadzieję, że termin się nie przedłuży i będę mogła w końcu uzyskać odpowiedzi na dręczące mnie pytania z tomu pierwszego i drugiego.

FILM

Tytuł: Thor. Mroczny świat
Scenariusz: Christopher Yost, Christopher Markus, Stephen McFeely
Reżyseria: Alan Taylor
Data premiery: 8 listopada 2013 r.

Kontynuacja plastikowej produkcji, którą nie byłam zachwycona. Czy pójdę do kina, nie wiem, bilety drogie teraz, sam film to czysta, bezmyślna rozrywka (przynajmniej tak odebrałam pierwszą część), a ja obiecałam sobie nie wydawać pieniędzy na głupoty. No ale może się skuszę w jakiejś promocji.
Thor próbuje zaprowadzić porządek w kosmosie, ale starożytna rasa, dowodzona przez mściwego Malekitha powraca, by zepchnąć wszechświat w ciemność.
Tytuł: Adwokat
Scenariusz: Cormac McCarthy
Reżyseria: Ridley Scott
Data premiery: 16 listopada 2013 r.

To może być jeden z lepszych filmów roku... Dobra, nie nastawiam się, bo najlepiej to nie mieć żadnych oczekiwań. No ale Michael Fassbender w roli głównej... Nie, nie, bez oczekiwań...
Cieszący się powszechnym szacunkiem prawnik ze wszystkich sił stara się wyplątać z narkotykowego biznesu, który miał być dla niego krótką przygodą. 
Tytuł: Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia
Scenariusz: Simon Beaufoy & Michael Arndt
Reżyseria: Francis Lawrence
Data premiery: 22 listopada 2013 r.

Jakiś czas temu obejrzałam pierwszą część i film mi się podobał, zwłaszcza to, jak grała w nim Jennifer Lawrence. Z pewnością obejrzę również kontynuację.
Katniss i Peeta odbywają obowiązkowe Tournee Zwycięzców, kiedy dowiadują się o fali zamieszek, do których przyczynił się ich zuchwały czyn.

poniedziałek, 14 maja 2012

Nigdy nie mów nigdy

W ubiegły weekend odbyły się Warszawskie Targi Książki, podczas których odbyło się spotkanie z Andrzejem Sapkowskim, który potwierdził już wcześniej zapowiadaną rewelację - autor wraca do świata wiedźmina Geralta. Na razie nie zdradzono żadnych szczegółów, czy będą to opowiadania, czy kolejne powieści, i przede wszystkim jaki będzie ich temat.

Kilka lat temu taką wiadomość przyjęłabym entuzjastycznie. Dzisiaj... Zastanawiam się, co jeszcze można do tego cyklu dodać? Wartościowego, zaznaczam. Dla mnie mimo wszystko cykl wiedźmiński jest zamknięty. I zaliczam do niego nie tylko opowiadania, powieści, komiksy, ale również obie gry, które stanowią moim zdaniem doskonałą i wymarzoną wręcz kontynuację losów Geralta, nie do końca jeszcze całkowicie odsłoniętych. Czy to, w jaki sposób postać wiedźmina i rozwój akcji poprowadzili specjaliści z CD Projekt RED, skłoniło Sapkowskiego do powrotu do świata cyklu? Nie wiem, nie byłam na spotkaniu, a może wyjaśnił swoje powody? Z pewnością to będzie jedno z podstawowych pytań w trakcie spotkań z autorem na tegorocznym Polconie, więc być może wtedy się dowiem (skłaniam się raczej ku o wiele bardziej przyziemnej motywacji - pieniądze). Wiem jedno, dla wydawnictwa SuperNOWA, z którym autor jest związany, to rewelacyjna wiadomość, ponieważ w ostatnich latach wydawało bardzo mało, głównie wznowień.

Na razie do samej koncepcji podchodzę bardzo ostrożnie, bo nie ma dla mnie lepszych książek niż te z cyklu wiedźmińskiego i rozmydlanie akcji, bohaterów, motywów będzie według mnie świętokradztwem. Ale oczywiście ustawię się pierwsza w kolejce, kiedy cokolwiek (antologia czy powieść) ukaże się w księgarniach.

[źródło: Kawerna]

środa, 7 września 2011

W krainie mitu - "Mitologie Andrzeja Sapkowskiego", Elżbieta Żukowska, Gdański Klub Fantastyki 2011

Nie ulega wątpliwości i nikt nie zaprzeczy, że Geralt z Rivii, Cirilla cintryjska, Yennefer z Vengerbergu, a także inne postaci z cyklu wiedźmińskiego Andrzeja Sapkowskiego na trwałe wpisały się w kanon polskiej fantastyki. Od momentu wydania opowiadań i powieści związanych z wiedźminem powstało wiele prac naukowych w odniesieniu do różnych aspektów poruszanych w tej prozie, dwie takie w formie prac licencjackiej i magisterskiej popełniłam i ja. W świadomości fanów fantastyki wciąż żywy, kilka lat temu Geralt pojawił się na ekranach monitorów komputerowych i jego postać na nowo zawitała w polskiej (i nie tylko) popkulturze. Sam Andrzej Sapkowski zastanawia się, czy nie wrócić do wykreowanego na przełomie lat 80. i 90. uniwersum. Dlatego też nie dziwi mnie chęć Gdańskiego Klubu Fantastyki przypomnienia korzeni cyklu wiedźmińskiego wydaniem pracy Elżbiety Żukowskiej.

Mitologie Andrzeja Sapkowskiego nie jest pracą odkrywczą, nie stawia hipotezy, której broni czy z którą polemizuje. Stanowi swoiste kompendium przedstawiające przeplatanie się trzech najważniejszych mitologii – słowiańskiej, celtyckiej oraz germańskiej – w świecie wiedźmińskim. Dociera do źródeł, z jakich mógł korzystać Andrzej Sapkowski podczas kreacji cyklu. „Mógł” to słowo w tym wypadku kluczowe, ponieważ autorka pracy często snuje domysły, nie zakłada za pewnik, że AS wykorzystał daną część mitu celowo, czasem sugeruje, że zrobił to kompletnie nieświadomie, a zdarza się nawet, że uznaje zastosowanie jakiegoś tropu za „wspomagacz” jego „potencji” twórczej:
Sposób, w jaki autor wykorzystał mitologię celtycką do stworzenia wizerunku rasy elfów, znamionuje oczywiście wysoki stopień znajomości kultury celtyckiej, choć poddaje w wątpliwość potencję jego wyobraźni twórczej. (s. 62)
Autorka zdaje się w ten sposób studzić fascynację tych czytelników, którzy uznają Sapkowskiego za absolutne guru w dziedzinie fantasy. Twierdzi wręcz, że fenomen popularności cykl zawdzięcza oparciu go o wykorzystanie mitów. Czego zdaje się nie przyznawać, to faktu, że jak mało któremu twórcy, Sapkowskiemu udało się nadać mitom nową wartość dzięki niezwykłej umiejętności połączenia różnych wierzeń w całość i, co tu kryć, niezaprzeczalnemu talentowi pisarskiemu.

Pomijając ten dysonans poznawczy, który w moim wypadku tkwi częściowo w podejściu emocjonalnym (wprawdzie nie uważam Sapkowskiego za absolutne guru, ale to właśnie cykl wiedźmiński pokazał mi, że fantastyka może być czymś więcej niż „bajką dla dorosłych”), praca Żukowskiej w sposób ciekawy przedstawia świat wiedźmiński w odniesieniu do mitów. Bardzo dobrym rozwiązaniem było podzielenie książki tematycznie, w każdej części autorka zderza ze sobą dwie rzeczywistości – mitu i podejścia do niego pisarza. Oprócz odniesień do trzech wspomnianych mitologii Elżbieta Żukowska wspomina także o wykorzystaniu w cyklu wątku arturiańskiego, zarówno w ujęciu mitu (Artur kultury celtyckiej), jak i legendy (Artur kultury chrześcijańskiej). Odrębny rozdział poświęca także dwojgu najważniejszym bohaterom cyklu, Geraltowi i Ciri, w kontekście trawestacji mitycznych bohaterów kulturowych.

Żukowska wprowadza czytelnika w każdą mitologię krótkim przedstawieniem historii poszczególnych plemion, wydobywa na światło dzienne ich wierzenia związane z cyklem, powołując się na najbardziej istotną bibliografię, która jest oddzielnym skarbem dla poszukującego szerszych informacji. Następnie rozkłada świat wiedźmina na kawałeczki – czasoprzestrzeń, postaci, demonologię, sferę sacrum i profanum -, stawiając je w opozycji do mitologii. Czytelnik otrzymuje więc kompletny obraz źródeł inspiracji twórczości Andrzeja Sapkowskiego, autorka staje się jego przewodnikiem po świecie starego i nowego mitu. Trzeba przyznać, że wychodzi jej to świetnie, zajmuje uwagę czytelnika w całości, stosując prosty język znamienny w literaturze popularnonaukowej, i udowadniając swoje doskonałe merytoryczne przygotowanie do tematu.

Mitologie Andrzeja Sapkowskiego nie powinny być traktowane jako wykładnia wiedzy jedynej, jak wcześniej wspomniałam, autorka w wielu wypadkach posługuje się własną interpretacją cyklu, doszukując się w nim wątków, których Sapkowski mógł nie wziąć pod uwagę, czego sama ma świadomość. Praca pozwala osadzić cykl wiedźmiński w kontekście mitu i dla mnie osobiście jest kolejnym dowodem na to, że fantasy łączy w sobie dziedzictwo mitu i baśni, ponieważ fantasy oscyluje wokół mitu niejako z racji swego charakteru. […] opowiada historie, które wydarzyły się w pewnym konkretnym miejscu i czasie. Posiada tak wiele pól wspólnych z mitem, że jej bezpośrednie odniesienia literackie wydają się zupełnie naturalne. (s. 135) Polecam wszystkim zainteresowanym tematyką mitu w fantasy, a fanom Sapkowskiego jako lekturę obowiązkową.

środa, 9 marca 2011

Wiedźmin nadal rządzi!

Mimo że Andrzej Sapkowski zakończył definitywnie cykl wiedźmiński, jego postać żyje już własnym życiem dzięki CD Project RED, którego ekipa stworzyła w pełni autonomiczny świat gry, chociaż ściśle nawiązujący do krajobrazu literackiego. W tym roku do sklepów trafi kontynuacja hitu, w moim mniemaniu już niestety nie taka hitowa (zmiana grafiki popsuła mi całą chęć do kupienia drugiej części), a w związku z nią ruszyła promocja.

Najpierw wydawnictwo SuperNOWA wydało cykl wiedźmiński w komputerowych okładkach (o tym, jakie to koszmarki, pisała nie będę), teraz wydawnictwo Egmont Polska pod koniec kwietnia (premiera gry to 17 maja 2011 r.) postanowiło wydać czasopismo do gry Komiksowe Hity - Wiedźmin z premierowym komiksem, Racja Stanu, nawiązującym stylistyką do gry Wiedźmin 2: Zabójcy królów.

Nie interesuje mnie komiks (jak już wspomniałam, "plastyczna konwencja gry" zupełnie mi nie odpowiada, chociaż załączone zdjęcie wygląda obiecująco), ile strony redakcyjne czasopisma, które mają dotyczyć "fenomenu Wiedźmina. Znajdą się na nich artykuły o Andrzeju Sapkowskim, materiały przybliżające kulisy powstawania samego komiksu, plakaty itp. Gracze będą mogli również zapoznać się z informacjami dotyczącymi gry „Wiedźmin 2: zabójcy królów”."

Czy można się spodziewać merytorycznie dobrze przygotowanego materiału? Poniżej pełny opis zapowiadanego czasopisma.
Nowa przygoda Białego Wilka, dotąd niepublikowana, stworzona przez polskich autorów ukaże się już w kwietniu.

W związku ze światową premierą gry „Wiedźmin 2: Zabójcy królów” wydawnictwo Egmont Polska wyda czasopismo do gry „Komiksowe Hity – Wiedźmin”, o objętości 52 strony. Na jego łamach premierę będzie miał komiks – Racja Stanu.

Premiera pisma zaplanowana jest na koniec kwietnia, blisko miesiąc przed światową premierą gry. Jego najważniejszą częścią będzie 23-stronicowy komiks, autorstwa Michała Gałka, Arkadiusza Klimka i Łukasza Pollera. Polscy autorzy przygotowali z tej okazji zupełnie nową wiedźmińską opowieść, utrzymaną w plastycznej konwencji gry. Druga część komiksu ukaże się w kolejnym zeszycie (czerwiec 2011).

Strony redakcyjne pisma będą dotyczyć fenomenu Wiedźmina. Znajdą się na nich artykuły o Andrzeju Sapkowskim, materiały przybliżające kulisy powstawania samego komiksu, plakaty itp. Gracze będą mogli również zapoznać się z informacjami dotyczącymi gry „Wiedźmin 2: zabójcy królów”.

niedziela, 21 czerwca 2009

Sapkowski zdobył topór!

Anglojęzyczne wydanie Krwi elfów, pierwszego tomu cyklu wiedźmińskiego, otrzymało nagrodę im. Davida Gemmella, czyli Snagę, Topór Drussa. Nagrodę przyznano 19 czerwca w Londynie. GRATULACJE!
Replika Snagi

piątek, 17 kwietnia 2009

Sapkowski ma szanse na topór Drussa

Angielskie wydanie Krwi elfów znalazło się w finałowej piątce książek nominowanych do David Gemmell Legend Award for Fantasy. Oprócz Sapka w ścisłej czołówce znaleźli się następujący autorzy: Joe Abercrombie - Last Argument of Kings, Juliet Marillier - Heir to Sevenwaters, Brandon Sanderson - Hero of Ages, a także Brent Weeks - The Way of Shadows.

To pierwsza edycja DGLA. Konkurs organizowany na cześć zmarłego pisarza ma wyłonić najlepszego autora gatunku heroic fantasy za 2008 rok. W pierwszej fazie książki zgłaszają wydawcy, potem głosują na nie czytelnicy, w wyniku czego zostaje wyłonionych 5 najlepszych tytułów. Zwycięzca otrzyma w nagrodę replikę słynnego topora Drussa, bohatera najlepiej znanej sagi autorstwa Gemmella. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi w 19 czerwca w Londynie.

Pozostaje trzymać kciuki!

David Gemmell (1948-2006) - brytyjski pisarz fantasy heroicznej i historycznej. Większość jego powieści ukazała się w Polsce. Czas chyba wybrać się do księgarni.

piątek, 12 grudnia 2008

Wilk w owczej skórze, czyli o tym, jak Andrzej Sapkowski (nie)wpisuje się w konwencję fantasy, cz. II

Obiecałam kolejną porcję ukrytych aluzji z cyklu wiedźmińskiego, oto kilka najciekawszych z tych, które znalazłam. A na co Wy wpadliście?

Dajmy na to Shakespeare. Pewnie domyśliliście się powiązań między Ludem Olch z cyklu a elfami ze sztuki poety (ze Snu nocy letniej oczywiście)? Z tą różnicą, że elfy Shakespeare'a to słodkie istotki, no czasem robiące komuś niewielkie świństewko, ale nie krzywdzące nikogo. Aen Elle Sapkowskiego to wyrachowane bestie, które nie mają skrupułów, by niszczyć kolejne światy, a Auberon to jedynie marionetka z impotencją.

Czy przypomniało wam coś państewko Toussaint? Bajkowe księstewko Toussaint, w którym ludzie spędzają życie na beztroskiej zabawie, istnieje poza całym światem. Jest ono jakby wersją homerowskiej Wyspy Ajaji, na której tajemnicza Kirke przetrzymuje Odyseusza. U Sapkowskiego córkę Heliosa zastępuje czarodziejka, Fringilla Vigo, która swoimi czarami powstrzymuje Geralta od wyjazdu z Toussaint. Nie mówiąc już o zachowaniu księżnej państewka wobec informacji o wojnie toczonej przez Nilfgaard z Królestwami Nordlingów – jej wysłanie noty nakazującej natychmiastowe zawarcie pokoju czegoś Wam nie przypomina? Nie? A pamiętacie, co zrobiły Anglia i Francja na wieść o ataku Niemców na Polskę?

Wrócę jeszcze do jednego z opowiadań, w którym pojawia się niejaki baron Freixenet. On mówi, że to wiedźmin odczarował go z uroku dzięki koszuli z pokrzyw i przez to z kormorana zamienił się z powrotem w człowieka. Jeśli ktoś z Was czytał kiedyś baśnie braci Grimm z pewnością natrafił na baśń o sześciu łabędziach...

A Żelazne trzewiczki czytaliście? Jeśli nie, to nic Wam nie powie motto do Chrztu ognia o wiedźminie, który idzie na ratunek księżniczce i nie chce kostura, żelaznych trzewików i dzbana na łzy, a jego jedynym uposażeniem jest miecz.

Samo Prawo Niespodzianki, które łączy Geralta i Ciri, jest zaczerpnięte z baśni. Mowa o nim u braci Grimm, choć samo w sobie jest na pewno starsze. Titelitury - baśń, w której pewien karzełek wypowiada magiczną formułę o dziecku niespodziance.

Kto pamięta pierwsze polskie zdanie, zapisane w Księdze Henrykowskiej? Brzmiało Daj, ać ja pobruszę, a ty skocz do piwnicy po piwo;)

A kojarzycie Człowiek nie tylko elfowi, ale i człowiekowi wilkiem? Kto czytał Medaliony Nałkowskiej?

Najwięcej oczywiście odniesień do mitu arturiańskiego, ale to już nieco inna historia.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że nie tylko my, czytelnicy, mamy świadomość zabawy z konwencją i odniesieniami. Mają ją sami bohaterowie. Regis świetnie wie, jaki wzorzec wampiryzmu tkwi w ludziach, co umie wykorzystywać, by przetrwać. Reynart de Bois-Fresnes, błędny Rycerz Szachownicy również doskonale zdaje sobie sprawę z roli, jaką odziedziczył rodząc się szlachcicem:
Rycerze zawsze mówią jak kretyni. To taki znak, jak ta tarcza tutaj. Po nim, jak po godle na tarczy, bractwo się rozpoznaje. I kwituje to równie znaczącym stwierdzeniem, że jeśli urodziłeś się synem herbowego pana, to będziesz herbowym panem i umrzesz herbowym panem, napłodziwszy, he, he, he, herbowych panów. Niczego nie zmienisz, choćbyś pękł.
Sam Geralt już w opowiadaniu Mniejsze zło sygnalizuje, że wie czym jest konwencja. Kiedy Stregobor zaznacza, że Aridea często zwracała się do wieszczego Zwierciadła Nehaleni, Geralt przerywa mu kpiącym: ze zwyczajowym pytaniem, jak sądzę, „kto jest najpiękniejszy na świecie?”.

czwartek, 16 października 2008

Wilk w owczej skórze, czyli o tym, jak Andrzej Sapkowski (nie)wpisuje się w konwencję fantasy, cz. I

Siłą Andrzeja Sapkowskiego stały się opowiadane na nowo bajki, zabawa z konwencją. Do tej gry wciąga on również czytelnika, skłaniając go do poszukiwań pochodzenia znajomych motywów. Oto co zebrałam, wiele też sama znalazłam. Opowiadania na początek. Jak według Was wypadło porównanie "oryginałów" z "prawdą"?

Do takich urealnionych „baśni” należą: Wiedźmin, Trochę poświęcenia, Ziarno prawdy, Mniejsze zło, Granica możliwości. W mniejszym stopniu do znanych motywów nawiązują pozostałe opowiadania.
Znany wszystkim Wiedźmin to historia o królewnie zaklętej w strzygę. Opowiadanie odwołuje się do adaptacji ludowej legendy Strzyga, Romana Zmorskiego. Według wersji z początku XX wieku (sama legenda w tradycji ustnej istniała zapewne już od średniowiecza) tytułowa strzyga była królewną poczętą z kazirodczego związku króla Goździka z siostrą. Dziecko umiera zaraz po narodzeniu i staje się potworem, co pełnię napadając na nieostrożnych ludzi. Król, który mimo wszystko kocha owoc swego grzechu, przyrzeka sowitą nagrodę w postaci połowy królestwa i ręki dziewczyny za jej odczarowanie. Udaje się to biednemu sierocie Marcinowi i poślubia piękną dziewczynę i oboje szczęśliwie władają połową królestwa.

Sapkowski w swoim pierwszym opowiadaniu „bierze na warsztat” tą legendę. I niby wszystko jak w podaniach: królewna zaklęta, król zrozpaczony rozgłasza orędzie wszem i wobec, że ten kto ją odczaruje zostanie sowicie wynagrodzony; krążą plotki, że w nagrodę „wliczona” ma być również ręka panny i pół królestwa. Jednak na to królewskie wezwanie przybywa nie piękny młodzieniec, tylko białowłosy wiedźmin ze szramą na policzku. Nie jestem zainteresowany królewną – prostuje, jednocześnie upewnia się profesjonalnie: Napisane jest: trzy tysiące. W tle mamy spisek urzędników przeciwko królowi, a sam król jest człowiekiem, któremu bardzo zależy na córce. Królewna szczęśliwie zostaje odczarowana, jednak nie okazuje się piękną i hożą dziewoją, a upośledzoną czternastolatką o psychice czteroletniego dziecka.

Trochę poświęcenia ukazuje w nowym świetle historię miłości ludzkiego księcia i morskiej piękności z Małej syrenki Hansa Chrystiana Andersena. W oryginalnej wersji syrenka z miłości do człowieka poświęca swój ogon i za cenę własnego głosu i nieśmiertelności, które ofiarowuje morskiej czarownicy, zyskuje nogi, dzięki czemu staje się ludzką kobietą. Uwielbiany książę jednak nie obdarowuje jej miłością, żeniąc się z kobietą, która w jego mniemaniu uratowała mu życie. Syrenka zdaje sobie sprawę z tego, że wraz z szansą na miłość mężczyzny utraciła nieśmiertelność. Nie zdecydowała się również na zabicie księcia, dzięki czemu mogłaby wrócić do swego królestwa. Zrozpaczona rzuciła się do morza i po śmierci zmieniła się w morską pianę (tylko w uładzonej wersji dla dzieci bajka kończy się szczęśliwie, tak przerobiono większość baśni Andersena).
Piękna Sh’eenaz ani myśli poświęcać swego wspaniałego ogona po to, żeby zostać żoną księcia, za to jemu proponuje zamianę zaklęciem morskiej czarownicy nóg na elegancki ogon, w dodatku bezboleśnie. Agloval na to zgodzić się nie chce. Mediatorem obojga zostaje nie kto inny jak Geralt, znający syrenią mowę. Nawiązaniem do andersenowskiej opowieści są słowa Jaskra:
Już mam pierwsze zwrotki. W mojej balladzie syrenka poświęci się dla księcia, zmieni rybi ogon w piękne nóżki, ale okupi to utratą głosu. Książę zdradzi ją, porzuci, a wówczas ona zginie z żalu, zamieni się w morską pianę (…) [Bard tłumaczy jednocześnie, że] ballad nie pisze się po to, by w nie wierzono. Pisze się je, aby się nimi wzruszano.
Pertraktacjom zakochanej pary towarzyszy inny, zgoła poważniejszy problem – Sapkowski sygnalizuje tutaj kwestię ludzkiej chciwości, nieopanowanej żądzy podboju. Wreszcie jednak syrenia księżniczka decyduje się dokonać bezbolesnego zabiegu zamiany ogona w nogi, ku nieopisanej radości ukochanego. Wypowiada kluczowe stwierdzenie: Kto kocha ten się poświęca, które można odczytywać dwuznacznie – Sh’eenaz wyrzekając się swej prawdziwej postaci nie wyrzeka się własnego ludu, wręcz przemienia się dla ich dobra. Prawdopodobnie dzięki jej wpływowi na księcia, rybacy zaprzestaną połowów w rejonach Ys, a tym samym nie doprowadzą do wojny z potężniejszymi od nich rybostworami.
Ziarno prawdy (moje ukochane) z kolei to trawestacja baśni Piękna i Bestia Jeanne-Marie Leprince de Beaumont. W przekładzie francuskiej pisarki w wyniku klątwy, która jest karą za egoizm, książę zostaje zamieniony w potwora. Z czaru uwalnia go uboga dziewczyna będąca uosobieniem dobroci, która swym zachowaniem wobec rzeczonej Bestii sprawia, że ten się w niej zakochuje. Sapkowski nie zgadza się z uproszczonym wizerunkiem baśni: to Piękna jest prawdziwym „potworem”, wyższym wampirem, a zakochanym w niej Bestią próbuje manipulować, by krył jej niecne postępki. Niemniej, jak pokazuje finał, tylko ona, w przeciwieństwie do czyhających na bogactwa ludzkich dziewcząt, okaże się zdolna do prawdziwego uczucia.

Bohaterką Mniejszego zła jest Renfri, której pierwowzorem była Królewna Śnieżka. To jedna z najsłynniejszych historii braci Grimm o księżniczce wygnanej przez złą macochę-czarownicę (w pierwszej wersji jej własną matkę), przygarniętej przez siedmiu krasnoludków, otrutej zaczarowanym jabłkiem powodującym wieczny sen, a wybudzonej przez zakochanego w niej księcia. „Królewna Śnieżka” Sapkowskiego padła ofiarą niegodziwego spisku czarodziejów. Nie była w tym osamotniona, bowiem magicy, wykorzystując przepowiednię o Przekleństwie Czarnego Słońca, doprowadzili do śmierci kilkanaście innych dziewcząt ze znacznych rodów. A wszystko po to, by rozbić sojusze, popsuć koligacje, zamieszać w dynastiach, słowem, mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach. Rolę złej czarownicy zagrała u Sapkowskiego macocha Renfri, księżna Aridea, posiadająca Zwierciadło Nehaleni, które przepowiedziało jej, że pasierbica doprowadzi do śmierci całej rodziny. To Geralt obnażył prawdziwy powód chęci zgładzenia dziewczynki – księżna chciała zapewnić tron swoim własnym dzieciom. Dziewczynka miała zostać zabita przez łowczego, który to jednak padł ofiarą własnej chuci – królewna zabija go ciosem ostrej szpilki w głowę. Ścigana Renfri schroniła się w Mahakamie, przyłączając się do bandy siedmiu gnomów, które zastąpiły poczciwe krasnoludki. Odtąd nazywana była Dzierzbą, bo nabijała żywcem ludzi na zaostrzone kołki.

W opowiadaniu krzyżuje się także wątek z innej baśni, o Roszpunce więzionej w wieży przez złą czarownicę i uratowanej przez królewicza. Otóż czarodzieje, widząc że na nic zdaje się zabijanie królewskich dzieci i dokonywanie sekcji, postanowili izolować je zamykając w wieżach. Pomysł okazał się nietrafiony, ponieważ wśród królewiczów, zwłaszcza tych młodszych, co to niewiele mieli do roboty, a jeszcze mniej do stracenia, zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek. Jest też tu „drugie dno”, niedostrzegalne jeśli nie przeczytało się całego cyklu. Mowa tu o Złu mniejszym lub większym, która to różnica dla Geralta nie ma znaczenia. Ponieważ woli on zachować neutralność niż wybierać tytułowe mniejsze zło. Kwestia ta zostanie jeszcze raz poruszona w pierwszym tomie powieści, Krew Elfów, kiedy to Geralt tłumaczy swojej podopiecznej różnicę między neutralnością a obojętnością. W kolejnych tomach wiedźmin zostaje zmuszony do dokonania wyboru, do rezygnacji z neutralności, która według jednego z bohaterów jest zwykłym egoizmem.

Granica możliwości to opowieść o Smoku i Szewczyku. Według rodzimej legendy z połowy XV wieku dzielny bohater pokonuje złego potwora dzięki swemu sprytnemu pomysłowi – smok zjadł podrzuconego przez Szewczyka barana wypchanego siarką, po czym tak zaczęło go palić w gardle, że wypił pół Wisły i pękł. Sapkowski również o tej historii ma własne zdanie. Przede wszystkim Geralt twierdzi, że złoty smok, którego jakoby widzieli ludzie, jest wytworem wyobraźni, zwyczajnie nie istnieje. Szybko jednak wiedźmin jest zmuszony zaktualizować informacje. Borch Trzy Kawki okazuje się bowiem tą żywą legendą, przybiera prawdziwą smoczą postać i zwie się Villentretenmerth. Role znowu się odwracają – smok jest pięknym i mądrym stworzeniem, natomiast Dratewka vel Kozojed głupim i chciwym chamem, potworem właśnie, którego spotyka zasłużona kara.