Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień V: Książka, która sprawia Ci radość

I dzisiaj przyszła kolej na Anię Kańtoch i jej opowiadania o Domenicu Jordanie. Wyłamię się ze schematu jednej książki, ponieważ nie umiem stwierdzić, który tom opowiadań podoba mi się bardziej - uwielbiam czytać zarówno Zabawki diabła, jak i Diabeł na wieży.

Domenic Jordan to dla mnie jedna z ciekawszych postaci literackich. Tajemniczy, inny niż cała reszta młodzieniec o nienagannych manierach i właściwie całkowitym braku emocji. Podążający własną ścieżką szlachcic, którego losy poznajemy dopiero po jakimś czasie, zdaje się interesować wyłącznie ciekawymi zagadkami i rozwiązuje je z prawdziwym zacięciem detektywa. Jego szczerość i bezpośredniość, a często również nieczułość na ludzkie słabości, nie zjednuje mu przyjaciół, budzi natomiast fascynację.

Fabuły każdego z opowiadań są wciągające i intrygujące od początku do końca. Autorka doskonale stopniuje napięcie i wie, jak zarzucać wskazówki, by czytelnik złapał się na haczyk. Robi to tak umiejętnie, że zastanawiasz się, kto, jak i dlaczego, a i tak nie jesteś w stanie zgadnąć. Historie te mają też jedną niezwykłą właściwość - po jakimś czasie od ich przeczytania zapominam, co stanowiło rozwiązanie tajemnicy i jak główny bohater do niego doszedł. Dzięki temu za każdym razem mogę się cieszyć lekturą, jakbym sięgała po zbiory opowiadań po raz pierwszy.

Bardzo lubię też wykreowany przez Anię Kańtoch świat. Zachowania, wydarzenia, opisy strojów i miejsc sugerują, że akcja mogłaby się dziać w XVIII- lub XIX-wiecznych Włoszech, może we Florencji albo Wenecji, ale jest to oczywiście zupełnie fikcyjna rzeczywistość. Doskonałym pomysłem jest również wątek świętych, którzy mogą karać, błogosławić, chronić, ale także zabijać, nie będąc w pełni materialnym istotami.



Diabeł na wieży, Zabawki diabła

Anna Kańtoch
Fabryka Słów
2005-2006

niedziela, 2 grudnia 2012

I objawił się Pan Lodowego Ogrodu - "Pan Lodowego Ogrodu", tom IV, Jarosław Grzędowicz, Fabryka Słów 2012


Pierwszy tom Pana Lodowego Ogrodu był odkryciem, świeżym spojrzeniem na zastałą konwencję i zawierał wszystko, co najlepsze w prozie Jarosława Grzędowicza. Drugiej części już tak dobrze nie odebrałam. Chociaż nadal trzymała w miarę równy poziom, to przestała zaskakiwać. Trzeci tom rozczarował mnie na całej linii, nudą i bezcelowym przedłużaniem fabuły, ledwo dałam radę go przeczytać. Kiedy otrzymałam czwarty tom, pomyślałam, że będzie mi jeszcze trudniej. Obawiałam się, że przede mną ponad osiemset stron powtórki z poprzedniej części. Bezpodstawnie. Mimo że ten tom nie olśniewa, a jego zakończenie nie należy według mnie do najbardziej udanych, to po pierwszej powieści jest najlepszym z całego cyklu.

Czwarta odsłona Pana Lodowego Ogrodu zaczyna się dokładnie w tym miejscu, w którym kończy się trzecia, czyli kompletnie nie pamiętam gdzie, ponieważ przedostatnia część niemal całkowicie wyparowała z mojej pamięci. Po kilku stronach konsternacji wciągnęłam się jednak w lekturę i nawet wracały mgliste wspomnienia, dzięki czemu łatwiej było mi oswoić się z kontynuacją akcji. A dzieje się tutaj nieporównanie więcej, mimo że tak naprawdę dzieje się niewiele. Praktycznie cała fabuła opiera się na przygotowaniach do epickiej bitwy między Złem a Nie-złem świata Midgaardu II. Vuko we współpracy z Fjolsfinnem i swoimi przyjaciółmi szykują się do wojny, jakiej ta planeta nigdy nie widziała. Autorowi udało się rewelacyjnie odzwierciedlić te wszystkie działania w opisach intryg, zmyślnych akcji zwiadowczo-podjazdowych, szpiegostwa. Tym razem, w przeciwieństwie do poprzedniego tomu, zawarte tu dygresje i retrospekcje są naprawdę ciekawe, i mimo że każda ze wspominanych krain kojarzy się z co najmniej jednym rzeczywistym krajem, wydają się one autonomiczne, tak szczegółowo oddane zostały obyczaje mieszkających w nich ludzi, otaczających ich miejsc i przedmiotów. Umiejętnie wplecione elementy mitologii nordyckiej ucieszą miłośników tej kultury. Mnie bardzo podobało się wykorzystanie motywu Jormunganda.

Grzędowicz nie zapomniał w tym wszystkim o bohaterach. Poświęca ich rozmyślaniom i rozterkom sporo miejsca, czasami zbyt często się powtarzając, co sprawia, że zamiast fascynować czy budzić współczucie czytelnika – nudzą. Ciekawie przedstawiony jest Vuko, którego zmienia pobyt na Migdaardzie, a mimo wszystko wciąż pamięta o swoim zadaniu. Realne są jego odczucia, rozdarcie między chęciami pozostania i życia wśród nowych przyjaciół, a obowiązkiem, niepewność związana z wagą misji mu powierzonej, która chwilami go przytłacza. Interesująco i plastycznie wypadł efekt odwróconego wpływu na zachowania i postępowania bohaterów – w poprzednich częściach świat widziany był przede wszystkim oczami Drakkainena, on najczęściej komentował wydarzenia, zwyczaje. Tym razem większy nacisk Grzędowicz położył na oddziaływanie Vuka na jego towarzyszy, opisując, w jaki sposób uczy ich on technik walki, działania w grupie, zespołowo, co było zawsze dla nich obce, ale też jak szpiegować i knuć, z czym nie do końca się zgadzają. Czytelnik ma szansę poznać to wszystko głównie dzięki relacjom Filara, który również przeszedł przemianę. Dotąd przeze mnie niezbyt doceniany, w czwartym tomie stał się jednym z ulubieńców. Ten niedojrzały, wiecznie narzekający na los chłopiec przeobraża się w mężczyznę, wojownika godnego bronić życia członków swego klanu, staje się prawdziwym Nosicielem Losu. Szkoda, że pozostałym postaciom autor nie poświęcił więcej miejsca, jednak z krótkich fragmentów przebija się obraz mężnych wojów, honorowych, których łączą więzy prawdziwej, trwałej męskiej przyjaźni. W tych opisach uczuć, wątpliwości brakowało mi jedynie relacji Vuka i Sylfany. Pogodziłam się, że wątek miłosny nie został tu rozwinięty i nawet uznałam, że słusznie, ale ciężko mi przeboleć, że tych dwoje nie odbyło ze sobą dłuższej rozmowy, albo że Vuko nie poświęcił Sylfanie myśli w swoich rozterkach.

Najbardziej jednak zawiodłam się zakończeniem. Cała powieść, od początku, zmierza do ogromnej kulminacji, czytelnik spodziewa się Armagedonu, napięcie szybuje do góry niczym wypełniony helem balon, tymczasem jednak autor przekłuwa go cieniutką igiełką, co sprawia, że zamiast „boom” można usłyszeć tylko „puf”. Zupełnie jakby nie czuł już się na siłach dobrnąć do ostatnich stron. Mimo wszystko czwarty tom Pana Lodowego Ogrodu wpisuje się w całość dobrego cyklu, zapewniając udaną przygodę dla miłośników wypraw w pseudośredniowieczne czasy nordyckich bogów.

Recenzja z portalu Katedra.

piątek, 25 marca 2011

Monolog na dwa głosy - "Pan Lodowego Ogrodu", tom III, Jarosław Grzędowicz, Fabryka Słów 2010


Bardzo lubię fantastykę w wykonaniu Jarosława Grzędowicza. Barwny styl, cięty, sarkastyczny humor, wartka akcja, a przy tym ciekawe podejście do konwencji, swobodna z nią zabawa, niezwykła celność oryginalnych metafor, czasem nawet refleksja nad dniem codziennym. To wszystko znalazłam zarówno w pierwszej, jak i drugiej części Pana Lodowego Ogrodu. Nic dziwnego więc, że oczekiwałam tego samego po kolejnym tomie, niestety rozczarowałam się. Trzecia część nie ma bowiem w sobie wiele z tego.

Przede wszystkim akcja zwalnia w niej do tempa żółwiego, co wcale nie byłoby złe, a nawet dałoby pretekst do rozwinięcia kilku pobocznych wątków, skoro główny opiera się na przekonywaniu tytułowego Pana Lodowego Ogrodu do walki z Aakenem po stronie Vuko i na wędrówce Filara z niewoli do niewoli. Autor jednak nie poszedł tą drogą, wręcz przeciwnie, z pobocznych wątków zrezygnował właściwie całkowicie. Nie dowiemy się na przykład, co dzieje się między Drakkainenem a Sylfaną, chociaż druga część cyklu zapowiadała burzliwy związek, który w tomie trzecim Grzędowicz ograniczył do okazjonalnych „numerków”, ponieważ bohater nie może się rozpraszać. Przez to też jedyna postać kobieca, która miała szansę zaistnieć jako pełnoprawna bohaterka opowieści, została zdegradowana do roli dodatku. Co więcej, autor porzucił kwestię psychologii bohaterów drugoplanowych, nie żeby dotąd jakoś specjalnie się nimi przejmował, ale w trzecim tomie postacie poza Drakkainenem i Filarem stanowią wyłącznie tło. Utrudnieniem tutaj może być narracja książki (chociaż nie jest ona dla mnie usprawiedliwiająca, we wcześniejszych tomach udawało się Grzędowiczowi zachować równowagę), w większości będąca pierwszoosobowym raportem, zwłaszcza w wykonaniu tohimona, którego obojętność w opowiadaniu swoich losów jest całkiem zrozumiała, ale i nie pozwala utożsamić się z bohaterem.

Zaskoczona byłam też radykalną zmianą stylu i nie wiem, czy to akurat wyszło książce na dobre. Od początku opisywany świat był mroczny i niepokojący, czemu nie można się dziwić ze względu na wybór tematu, ale we wcześniejszych częściach równoważył to wisielczy humor, który mimo że wiele optymizmu nie dodawał, przynajmniej ubarwiał akcję. Z niego również niewiele zostało, co sprawia, że przez niektóre fragmenty przebrnąć jest wyjątkowo ciężko. W Grzędowiczu najbardziej ceniłam umiejętność zawarcia poważnej refleksji w ironicznym, kpiarskim komentarzu, którą czytelnik może odczytać, ale nie musi, jego sprawa. Tutaj zdarza się to rzadko (świetnie na przykład pokazał absurd bezstresowego wychowywania dzieci), przeważa jawne „wskazywanie palcem” tego, co złe, niewłaściwe i niemoralne.

Nie tego spodziewałam się po dwóch latach. Mimo wszystko czekam cierpliwie na tom czwarty, mając nadzieję, że powróci w nim stary, dobry Grzędowicz, jakiego lubię. Mam również nadzieję, że będzie to część ostatnia, chociaż mam pewne obawy, by sądzić, że na niej się nie skończy, a jeszcze większe rozwlekanie fabuły nie przyniesie książce niczego dobrego.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

wtorek, 8 marca 2011

Najważniejsze to zachować równowagę - "Pan Lodowego Ogrodu", tom II, Jarosław Grzędowicz, Fabryka Słów 2007

Świetnie zakończona część pierwsza powieści Jarosława Grzędowicza pozostawiła w niepewności i niedosycie na dwa lata, podczas których autor pracował nad kontynuacją przygód Vuko Drakkainena. O drugim tomie ciężko jest pisać, nie zdradzając pewnych zaskakujących zwrotów akcji, ale postaram się tego nie robić, gdyż to one właśnie stanowią najciekawsze elementy książki.

Autor idzie wyznaczoną ścieżką, a raczej prowadzi nią swoich bohaterów – nadal równomiernie toczą się dwa wątki, które przy okazji recenzji pierwszej części nazwałam „wikińskim” i „azjatyckim”. Tak jak i poprzednio, bardziej interesujący jest ten pierwszy – głównie dlatego, że sytuacja Vuka odwróciła się diametralnie. Zamieniony w drzewo Drakkainen usiłuje się wydostać spod czaru rzuconego przez jednego z zaginionych naukowców, który na Midgaardzie II stał się swego rodzaju bogiem. Magia, która w pierwszej części była jedynie tłem i której zasady działania już wyjaśniono, tutaj okazuje się być integralną częścią świata, Vuko, a przy okazji czytelnik, dowiaduje się, w jaki sposób z niej korzystać. I chociaż Grzędowicz podaje znaną już receptę, efekt jest bardzo naturalny i logicznie wytłumaczalny – autor umiejętnie bowiem łączy informacje o wizualizacji z zasadami nauki.

Vuko, kiedy w końcu udaje mu się wrócić do ludzkiej postaci, musi zmierzyć się z kolejną trudnością – stracił „oprogramowanie”. W wyniku starcia z Van Dykenem bohater został pozbawiony całej wiedzy, jaką miał na temat planety poza tym, czego sam się dowiedział, został bez wspomagania, miecza i konia, otrzymał natomiast niezwykłe towarzystwo… pseudowróżki Cyfral. To jedna z ciekawszych i śmieszniejszych zabaw z konwencją, na jaką miałam okazję trafić, a jednocześnie jedna z nielicznych w drugim tomie Pana Lodowego Ogrodu. Drakkainen właśnie z pomocą Cyfral uczy się wszystkiego od nowa i nie jest tym zachwycony.

Czytelnik śledzi także losy młodego tohimona, który wraz ze swym nauczycielem i obrońcą musiał uciekać z pałacu. Tutaj autor się nie wysila – to klasyczny, wręcz przerysowany, wątek przemiany psychologicznej, w dodatku wielopoziomowej. Młodzieniec, jeszcze chwilę temu będący synem władcy, przez mgnienie oka był cesarzem, by zaraz potem stać się sługą kapłana, później jeńcem, szpiegiem, dowódcą, wreszcie tropicielem i wojownikiem. Jego opiekun dzielnie trwa u boku ucznia i swego pana, służąc mu radą i chroniąc dzięki umiejętnościom przetrwania. Chłopak (którego imienia wciąż nie pamiętam) nazywany jest Nosicielem Losu, zapowiadanym przepowiedniami, jednak wcale się nim nie czuje, ma natomiast mnóstwo wątpliwości i lęku, dopiero w trakcie tułaczki zdaje sobie sprawę, jak mało wie o życiu i zewnętrznym świecie i że żadne treningi z bystretkami nie przygotują go na to, co ten świat ze sobą niesie. Niestety motyw ten jest do bólu schematyczny i nie wnosi do fabuły niczego poza dłużyznami i napuszonym stylem.

Dowiadujemy się również, dlaczego na Midgaardzie II nie rozwija się technika. Otóż ten świat kontrolowany jest przez bogów, którzy są swoistymi strażnikami równowagi, ale ich działania tubylcom wydają się zupełnie nie przeszkadzać, wręcz przeciwnie – strachem napawają ich nowi „bogowie”, którzy tę równowagę zakłócają, co z kolei doprowadza do rozpadu ich świata. Myśl autora zawarta w powieści, zarysowana w pierwszym tomie, w kolejnym już całkowicie wyraźna, chociaż naiwna i całkowicie nierealna, pobudza do refleksji. Otóż postęp przeciwstawiany jest życiu zgodnie z naturą, Grzędowicz zdaje się mówić o istotnej dla ludzi kwestii – w pogoni za cywilizacją i coraz większymi udogodnieniami zapomnieli oni o człowieczeństwie, moralności, honorze, odwadze, wspólnocie. Midgaardczycy to ludzie szanujący bogów i granice, jakie zostały na nich nałożone, a rozwój techniczny nie liczy się dla nich, dopóki mają dach nad głową, jedzenie na stole i bliskich wokół. Przyznam szczerze, że i ja zatęskniłam za takim Midgaardem II, wprawdzie jedynie na czas lektury, gdyż nie wyobrażam sobie życia bez komputera, elektryczności i innych współczesnych udogodnień. Być może właśnie dlatego tak lubię fantasy – by móc zanurzyć się na chwilę w zupełnie innym świecie. Jarosławowi Grzędowiczowi udało się mnie tam wciągnąć i w tym tomie, chociaż nie jest już to tak cudowne przeżycie, jak za pierwszym razem.

Podsumowując, druga część nie jest już tak odświeżająca i porywająca jak poprzedniczka, chociaż nadal intryguje losami Vuka i jego nowych przyjaciół, chwilami nawet zaskakuje nawiązaniami i biegiem wydarzeń. Nie poprawiła się niestety strona redakcyjna, nadal książka okraszona jest też obrazkami-koszmarkami, ale przestałam zwracać na to uwagę.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Premierowo-zapowiedziowo na sierpień

Wracam powoli do blogobiegu i zaczynam od zapowiedzi na sierpień (wprawdzie za chwilę połowa miesiąca, ale lepiej późno niż wcale, prawda?). W kinach z fantastyki nic nie zwróciło mojej uwagi, więc pozostanę przy książkach.

Tytuł: Igły i grzechy
Autor: John Everson
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 5 sierpień 2010

Zbiór opowiadań z gatunku horroru, którym w ostatnim czasie coraz bardziej się interesuję. Zaciekawiła mnie okładka i wzmianka o książce zrobiona przez Cedro.
Zdobywca Bram Stoker Award powraca rozkosznie przerażającym zbiorem opowiadań.
„Igły i grzechy” Johna Eversona to proza niezwykła – pulsująca namiętnościami i cierpieniem. Pisarz tworzy spójny i wstrząsający obraz współczesnego świata, który przypomina piekielne wizje Dantego i Boscha. Dosłownie i w przenośni odziera człowieka ze skóry, kaleczy igłami i szkłem, by dotrzeć do zła wypełniającego jego serce. Everson pokazuje, że jesteśmy skazani na ból, bo tylko ono może nas uwolnić od winy i grzechu. Przemoc, seks, wojna i wynaturzenie to literackie narzędzia, przy pomocy których mówi: Oto człowiek.
Tytuł: Siedemdziesiąt dwie litery
Autor: Ted Chiang
Wydawnictwo: Solaris
Data wydania: 5 sierpień 2010

Książka przykuła moją uwagę w związku z ostatnimi zainteresowaniami - science fiction. Nie pamiętam, czy już kiedyś czytałam coś tego autora, ale wydawnictwo kusi opisem...
Takiej książki Teda Chianga jeszcze nie było. To światowa prapremiera.
Drugie wydanie zbioru opowiadań Teda Chianga, najwybitniejszego autora opowiadań w amerykańskiej SF ostatnich lat.
Praktycznie każde jego opowiadanie – a publikuje ich niewiele, czasem tylko jedno rocznie – jest wydarzeniem literackim. Jego teksty zdobywają też liczne nagrody.
Zbiór „Siedemdziesiąt dwie litery” jest zawiera wszystkie opowiadania Chianga, jakie opublikował od początku swojej kariery. Zbiór oparto na wydaniu „Historii twojego życia”, znakomicie przyjętej w Polsce książki, zawiera jednak dwa dodatkowe opowiadania (oba nagrodzone) – a jedno z nich nigdy nie zostało w Polsce opublikowane.
Zawartość zbioru:
  • „Wieża Babilonu”
  • „Zrozum”
  • „Dzielenie przez zero”
  • „Historia twojego życia”
  • „72 litery”
  • „Ewolucja ludzkiej nauki”
  • „Piekło to nieobecność Boga”
  • „Co ma cieszyć oczy”
  • „Co z nami będzie”
  • „Kupiec i wrota alchemika”
  • „Wydech”
Tytuł: Wielka księga potworów, tom 2
Autor: Wielu
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 13 sierpień 2010

Fabryka kontynuuje publikowanie antologii z cyklu The Mammoth Book... Wydanie pierwszego tomu przegapiłam (w sprzedaży od 9 lipca). Warto będzie przyjrzeć się całości.
Każdy pamięta z dzieciństwa te noce nieprzespane z powodu podsłuchanych historii o potworach, czy horrorów oglądanych ukradkiem.
Każdy pamięta jak w mrocznym pokoju dobrze znana szafa stawała się bramą do koszmaru.
W szczelinie jej uchylonych drzwi majaczyły pełne kłów szczęki, szpony. Oczy o czerwonych źrenicach błyszczały złośliwą inteligencją upadłych aniołów.
Wiecie… One naprawdę tam były…
Potwory. Okryte tajemnicą czyhają na ofiary.
Autorzy: Karl Edward Wagner, Basil Copper, Robert Holdstock, Michael Marshall Smith, Clive Barker.
Tytuł: Mgły Avalonu
Autor: Marion Zimmer Bradley
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 24 sierpień 2010

Kanon literatury fantasy. Poluję na tę książkę od kilku lat, cieszę się więc, że zostanie wznowiona, nawet jeśli okładka nie jest porywająca.
Jedna z najbardziej znanych opowieści fantasy, oparta na legendach arturiańskich, ale opowiedziana z punktu widzenia kobiet w nich występujacych.
Absolutny klasyk gatunku.
Był taki czas, kiedy wędrowiec, jeśli miał ochotę i znał choćby kilka tajemnic, mógł wypłynąć łodzią na Morze Lata i dotrzeć nie do Glastonbury pełnego mnichów, lecz do Świętej Wyspy Avalon. W tamtych czasach wrota łączące światy unosiły się we mgle i otwierały się wedle woli i myśli wędrowca…
Morgiana, obdarzona darem Wzroku i związana z losem Artura, brata-kochanka, opowiada historię krótkiej świetności Kamelotu. Nie jest to opowieść o rycerskich czynach, lecz widziana kobiecym okiem wizja społeczeństwa u progu dziejowych zmian.
Tytuł: Relacja z pierwszej ręki
Autor: Janusz A. Zajdel
Wydawnictwo: SuperNOWA
Data wydania: 28 sierpień 2010

Zbiór opowiadań klasyka polskiej science fiction. Gratka dla fanów, ale i dla tych, którzy z panem Zajdlem jeszcze nie mieli okazji się zapoznać, a kojarzą go tylko z nagrodą fandomu polskiego rozdawaną w trakcie Polconu. Może trochę obawiam się jakości zbioru po przeczytaniu informacji, że wyboru dokonała żona autora...
Trzydzieści trzy z ponad osiemdziesięciu.
Najbardziej klasyczne z klasycznych.
Dowcipne, rzetelne i prorocze.
Czy najlepsze? Przekonaj się sam!

Jadwiga Zajdel, żona zmarłego w 1985 roku Janusza, podjęła się sporządzić własną, w pełni autorską antologię Jego opowiadań. Znalazły się w niej teksty już publikowane i utwory odnalezione w papierach pośmiertnych. Opowiadania znane doskonale każdemu miłośnikowi twórczości Janusza A. Zajdla i rzeczy już nieco zapomniane. Razem tworzą one barwny konglomerat: od klasycznej SF po fantastykę socjologiczno-polityczną, tę wywodzącą się tradycji Orwellowskiej, której był On na rynku polskim absolutnym prekursorem i która przyniosła mu największe uznanie. Autorski wybór Jadwigi Zajdel pokazuje przebieg drogi twórczej późniejszego autora "Limes inferior", "Całej prawdy o planecie Ksi" i "Paradyzji" i udowadnia, że zawsze stąpał on twardo po ziemi i trafnie przewidywał zbliżające się zagrożenia. Jako fizyk rozumował z żelazną precyzją, jako socjolog potrafił bezbłędnie zdefiniować społeczne i polityczne mechanizmy, a jako człowiek z natury pogodny i obdarzony poczuciem humoru – pisał dowcipnie i przystępnie.
Janusz A. Zajdel ma w swym dorobku łącznie osiem zbiorów opowiadań, trzy z nich zostały jednak wydane po Jego śmierci i już nigdy się nie dowiemy, czy Autor zaakceptowałby taki właśnie układ antologii i taki czy inny dobór tekstów. Jadwiga Zajdel była pierwszym czytelnikiem opowiadań Janusza, jej pierwszej zwierzał się ze swych pomysłów i jej rad wysłuchiwał. Mamy więc do czynienia z niekwestionowaną Relacją z pierwszej ręki.
Tytuł: Naznaczeni błękitem, cz. 2
Autor: Ewa Białołęcka
Wydawnictwo: RUNA
Data wydania: sierpień 2010

Jedna z najlepszych serii dla młodzieży, jakie zdarzyło mi się czytać. Nowe, poprawione wydanie wizualnie bardziej dostosowane do młodszego czytelnika, 10-, 11-latka.
Mówca Słony jest dobrym magiem i niezłym naukowcem, za to problemy rodzinne przerastają go, delikatnie mówiąc. Jeszcze przed momentem miał tylko jedno dziecko, teraz jest ich jakoś więcej, na dodatek to najstarsze dorasta i... „Tato, ty nic nie rozumiesz!” A kiedy półdzika panna ze Smoczego Archipelagu zetknie się z charakternym przybyszem z kontynentu, nad głowę biednego ojca nadpływają czarne chmury. Para dorastających nastolatków pod jednym dachem? Brrr...

A jeśli nastolatków jest więcej? Na przykład dwudziestu siedmiu? Wtedy należy współczuć spokojnym, kochającym rutynę magom z Zamku Dłoni, gdzie ów straszliwy gang, znany pod nazwą Drugiego Kręgu, terroryzuje okolicę, wymuszając haracze w postaci kandyzowanych fig. O każdej porze dnia możesz podczas spaceru w ogrodzie dostać w głowę piłką lub poślizgnąć się na kulkach do gry. Walka będzie ciężka i bezpardonowa, zwłaszcza gdy po stronie Chaosu opowiada się znany w przestępczych kręgach Nocny Śpiewak, Kamyk — pseudonim Smoczy Jeździec, a także tajemniczy Zwycięski Promień Świtu Brin-ta-ena — pseudonim Książę. Nadciąga magiczny tajfun i nie pomoże ci nawet błękitna linia... ehm, to znaczy szarfa.

poniedziałek, 22 marca 2010

Midgaard survival - "Pan Lodowego Ogrodu", tom I, Jarosław Grzędowicz, Fabryka Słów 2005

W listopadzie zeszłego roku ukazała się trzecia część powieści Jarosława Grzędowicza. To była jedna z najbardziej oczekiwanych premier roku, czekałam również i ja, ponieważ dwie poprzednie części podobały mi się i byłam ciekawa, co czeka Vuka Drakkainena. Szczerze przyznam jednak, że nie pamiętałam z obu części niemal nic poza tym, że mi się podobały. Postanowiłam więc sobie odświeżyć cykl i podzielić się wrażeniami. Dzisiaj tom pierwszy. 

Nie wiem, jaka będzie czwarta część powieści, ale z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że pierwsza jest najlepsza z tych trzech, które się ukazały.

Pan Lodowego Ogrodu dzieli się na dwa wyraźne wątki, każdy inspirowany przeciwstawnymi kulturami: „wikiński”, którego bohaterem jest Vuko Drakkainen, oraz „azjatycki”, w którym główną rolę gra tohimon klanu Żurawia (imienia nigdy nie pamiętam...). Pierwszy jest o wiele ciekawszy od drugiego, sprawiającego wrażenie dodatku, przedłużenia fabuły, aby można było książkę podzielić na cztery (miejmy nadzieję, że tylko tyle) części.

Vuko Drakkainen zostaje wysłany na planetę zwaną Midgaardem II w celu odnalezienia garstki naukowców, która nie dawała znaku życia od dwóch lat. Jego zadaniem jest przywiezienie ich z powrotem na Ziemię lub, jeśli zajdzie taka konieczność, wyeliminowanie ich. Intensywne szkolenia paramilitarne i „historyczno-kulturowe”, wszczepienie organicznego komputera i wyposażenie w trwałą broń miało pomóc Vukowi przetrwać w obcym środowisku. Przede wszystkim jednak miał nie dopuszczać do siebie refleksji o tym świecie, nie porównywać jego mieszkańców ze sobą, pozostać biernym obserwatorem, który ma zrobić swoje i wracać. Okazuje się, jak zawsze zresztą, że nie jest to wcale takie łatwe, jak bohater był pewien, że będzie.

Grzędowicz bazuje na sprawdzonym wątku przeniesienia z jednego świata do drugiego – w tym wypadku z przyszłości do pseudośredniowiecza, robi to jednak w sposób wyjątkowy. Zwykle bowiem bohater, który przenosi się w przeszłość, nie ma problemów z zaanektowaniem się w nowej dla siebie rzeczywistości, nieważne czy jest to starożytność, średniowiecze czy wiek XVII… Autor PLO pokazuje, że przystosowanie się, nie dość, że nie jest łatwe, jest wręcz niemożliwe bez odpowiedniego przygotowania. Dzisiejszy człowiek nie przeżyłby w surowym, wczesnośredniowiecznym świecie ze względu na szok kulturowy i fizyczne ograniczenia.

Wątek „azjatycki” jest najzwyczajniej w świecie nudny, na co wpływ ma silne naznaczenie ideologią polityczną, ale też naiwny do bólu tohimon, który nie posiada w sobie siły i mądrości cesarskiego syna. Powstanie przeciwko monarchii, spowodowane przez Ogień Pustyni, zmusza chłopaka do ucieczki i sprawia, że musi on odnaleźć własną twarz wśród wielu masek, które będzie musiał nosić. Jego pierwszoosobowa opowieść o tej drodze jest jednak tak mdła i schematyczna, że bez żadnej szkody dla całości powieści można ją sobie darować.

Książka wydaje się być inspirowana nie tylko kulturą Wikingów czy Azjatów, ale także grami komputerowymi. Przygoda Drakkainena to trochę takie RPG – bohater otrzymuje imię (Nocny Wędrowiec), odpowiedni ekwipunek i rzucony zostaje w inny świat, w którym ten kto ma miecz, jest prawem i gdzie musi wykonać różne zadania, aby dotrzeć do celu. Nawiązania do gier przygodowych widać w opisach walk Vuka, przypominających slow motionowe sekwencje z Księcia Persji, strategiczne, np. Settlersów, obrazują chociażby ćwiczenia synów cesarza na bystretkach.

W zależności od tego, w jakim obecnie wątku jesteśmy, zmienia się styl autora. W przypadku Vuka narracja podzielona jest na trzecio- i pierwszoosobową, obie są naładowane ironią, zwłaszcza ta druga – bohater czyni złośliwe uwagi względem swojej bytności w świecie Midgaardu, usiłuje sobie tłumaczyć wydarzenia tego świata przez książki i filmy fantastyczne, co jest częścią ogromnej intertekstualności książki. Te aluzje przewijają się także w drugim, już wyłącznie pierwszoosobowym i o wiele bardziej monotonnym motywie, ale jest ich mniej. Grzędowicz zamieszcza mnóstwo nawiązań do samej konwencji fantasy (choćby świadomość Vuka, że znalazł się w świecie żywcem wyjętym z wikińskich opowieści), ale też do literatury fantastycznej (początek przypomina opowiadanie Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego) czy konwencji baśni (Kruk połykający ziarno Drakkainena, Grajek fletem wabiący dzieci) i jeszcze wiele innych (Ogień Pustyni żywo przypomina historię Jezusa z tym wyjątkiem, że kobieta nie niesie ze sobą miłości i pokoju, no i nie zostaje ukrzyżowana, wręcz odwrotnie). Odniesienia te oraz wątek „wikiński”, inspiracje tamtejszym światem, mentalnością, religią, kulturą – to największe plusy Pana Lodowego Ogrodu. Do tego dochodzą trafne i jak zwykle barwne metafory dotyczące naszej rzeczywistości, a także dopracowane szczegóły fabuły i techniczne podejście autora do świata Midgaardu – tutaj nawet magia i istnienie bogów mają racjonalne wytłumaczenie, które nie kłóci się jednak z filozofią fantastyki.

Minusem i to dużym jest oprawa książki i jej strona redakcyjna. Okładki nie będę się czepiała, bo mi się podoba, ale już ilustracje w środku przypominają bazgroły niedouczonego pseudoartysty i drażnią oko. Podobnie jak duża ilość błędów, a przecież nad korektą książki siedziały dwie osoby...

piątek, 8 stycznia 2010

4 pory nudy - "4 pory mroku", Paweł Paliński, Fabryka Słów 2009

Nie jestem specjalistką w dziedzinie horroru, do tej pory nie interesowałam się specjalnie tym gatunkiem. Czytałam jedynie Grabińskiego, który horrorem w czystej postaci nie jest, prozę Anne Rice, którą do horroru zaliczyłabym jedynie symbolicznie (The Mummy to raczej paranormal romance, Godzina czarownic czy Servant of the Bones to pozycje też bardziej fantasy niż horror, z książek z cyklu o wampirach przeczytanych przeze mnie jedynie Wywiad z wampirem mógłby do horroru jako takiego pretendować) oraz Księgę jesiennych demonów i Wypychacza zwierząt Jarosława Grzędowicza, przy czym ten ostatni z grozą sensu stricte ma niewiele wspólnego). Ostatnio jednak uznałam, że czas najwyższy na bliższe rozpoznanie. Do przeczytania zbioru opowiadań Pawła Palińskiego skusiły mnie, jakżeby inaczej, okładka oraz opis na jej czwartej stronie. Wnioskowałam z niej, że czeka mnie droga przez grozę dnia codziennego w kingowskim stylu, która „przeraża nieludzką zwyczajnością”. Przyznaję, żadnej książki Stepehena Kinga nie czytałam, więc obędzie się bez jakichkolwiek porównań. Jeśli jednak w określeniu „kingowski po obłęd” i „king po polsku” jest trochę prawdy, to nie mam ochoty czytać powieści amerykańskiego pisarza, bowiem dla mnie 4 pory mroku to zbiór przeciętny. 

Oczekiwałam emocji, strachu, może nawet nocnych koszmarów, a dostałam w większości nudne i niedopracowane historie z fantastycznymi wątkami w tle. Palińskiemu nie można zarzucić braku ciekawych pomysłów, dużo gorzej idzie mu z ich realizacją. W większości opowiadań znaleźć można niepotrzebne dłużyzny (Fair play, Gniazdo os, Zapłacz, a ja cię ukoję, rzekła Śmierć), nie mówiąc już o tym, że naprawdę dobre historie autor potrafi zepsuć przeciąganiem wątku (Wiele lat, wiele przyszłości temu) czy przeładowaniem ich metaforami (Trikkety-traketty-trak, albo ze szczęściem nie ma żartów). Dobry technicznie styl pozbawiony jest lekkości (chociaż nie brakuje tu wisielczego humoru, zabawnego przyznać trzeba), drętwy język zniechęca i odbiera chęć czytania, wywołuje skutek odwrotny do zamierzonego – to treść ma przygnębiać, nie forma.

Niektóre z opowiadań, mimo intrygującego konceptu, rażą brakiem logiki i niedopracowaniem (To dla Lucy Lee, choć Lucy Lee już tu z nami nie ma) lub nagle wprowadzonym i całkowicie zbędnym wątkiem fantastycznym (4 pory mroku). Dwa opowiadania – Krótka ballada o przemienieniu i Judasz z krwi i kości – są całkiem niezłe, głównie ze względu na konsekwentnie i wiarygodnie poprowadzone wątki. Tylko jedno opowiadanie (!) zawładnęło moją uwagą kompletnie i nie mam mu nic do zarzucenia, chodzi mianowicie o Pięć minut przed końcem lata – tutaj Paliński pokazał, że potrafi grać emocjami, powoli i subtelnie budować napięcie opowiadanej historii, by zakończyć nagle i wstrząsająco.

Bohaterami wszystkich opowiadań są mężczyźni, nie zawsze ludzcy, ale wszyscy zmęczeni życiem (czy też nieżyciem), przygnieceni szarą codziennością (czasem dosłownie), nie potrafiący sobie z nią poradzić. Duży udział w tym stanie rzeczy mają, oczywiście, kobiety, przedstawione jako oziębłe, wyrachowane, złośliwe i głupie suki bez względu na wygląd, płeć czy przynależność gatunkową (w tekstach wyraźnie przebija się szowinizm). Takie przedstawienie postaci, wyraziste i schematyczne ich skontrastowanie skutecznie przeszkadzało mi w uwierzeniu w ich problemy. Wspomniana „nieludzka zwyczajność” jest jak najbardziej obecna, przeważnie w ludzkim wydaniu właśnie i to w najgorszym wymiarze. W malowanym ciemnymi kredkami świecie Palińskiego żyją, oprócz nieudaczników i złych kobiet, psychopaci, wampiry, wilkołaki, demony. W uwiarygodnieniu opisów przeszkadza jednak sposób ich przekazywania, który nie pozostawia czytelnikowi możliwości własnej refleksji, narzucając mu metodycznie odautorskie przemyślenia.

4 pory mroku odbierałam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony dobre pomysły i niezły warsztat pisarski, z drugiej niedopracowanie, przerost formy nad treścią i techniki nad emocjami. Paweł Paliński nie powalił mnie na kolana, ani nie olśnił i dużo mu do tego brakuje (wystarczyło za to Łukaszowi Cyganowi, który nazywa autora "perełką polskiej literatury fantasy" i rozpływa się nad nim w orgastycznych niemal pochwałach), chociaż na gruncie polskim stanowi pewne novum i mam na myśli fantastykę ogólnie. Oby dalej było już tylko lepiej.

sobota, 2 stycznia 2010

Od czego zacząć nowy rok?

Jak grudzień był ubogi w propozycje książkowe i kinowe, tak styczeń obrodził w obu dziedzinach. Tradycyjnie najpierw przegląd zapowiedzi książkowych.

Wydawnictwo: W.A.B.
Autor: Tomasz Konatkowski
Tytuł: Nie ma takiego miasta
Data wydania: 6 stycznia 2010
W samym sercu Wielkiej Brytanii zostaje brutalnie zamordowany młody mężczyzna. Podejrzenia padają na grasujące ostatnio w tym kraju gangi rozwydrzonych, pijanych nastolatków. Wkrótce wychodzi na jaw, że denat był Polakiem. Do akcji wkracza komisarz Adam Nowak, przebywający służbowo w Londynie. Ślady zbrodni raz wiodą ku grupie przestępców przemycających narkotyki, innym razem do pewnego starszego Anglika. Mimo wsparcia inspektora Huddlestone'a śledztwo stoi w miejscu. Tymczasem w Polsce, w małym spokojnym barze, niczym niewyróżniający się obywatel Zjednoczonego Królestwa pada ofiarą niezidentyfikowanych morderców. Czy obu zamordowanych za życia mogło coś łączyć? Dlaczego komuś zależało na ich śmierci? Przeszłość nie śpi...
Od czasu do czasu lubię przeczytać jakiś kryminał, a ten zapowiada się tajemniczo.

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Autor: Wielu
Tytuł: Wielka księga horroru, t. 1 i 2
Data wydania: 8 stycznia 2010 (tom 1), 22 stycznia 2010 (tom 2)
Nie zamykaj oczu, strach nie zniknie. Czytaj z szeroko otwartymi…
Ostatni pociąg metra odjeżdża poza rozkładem. Podobno do opuszczonych, zamkniętych stacji, przy wtórze niedokończonych opowieści jego pasażerów. Poznaj cenę, jaką płacimy, by się nie bać. Sprawdź, czego nienawidzi natura i kto pracuje na nocne zmiany w muzeach. Zajrzyj na cmentarz, gdzie grabarze znajdują trumny otwarte od spodu. Poczuj, co znaczy być amerykańskim zmarłym w świecie rządzonym przez księży z miasta. Leć między zimnym księżycem a ziemią. Jak ćma... Prosto w płomień...

Autorzy: Peter Atkins, Michael Bishop, Ramsey Campbell, Mark Chadbourn, Christopher Folwer, John Gordon, Elizabeth Hand, Glen Hirshberg, Caitlín R. Kiernan, Jay Lake, Joel Lane, F. Gwynplaine MacIntyre, Richard Christian Matheson, David Morrell, Mark Morris, Kim Newman, Nicholas Royle, Lynda E. Rucker, Geoff Ryman, Mark Samuels, Al Sarrantonio, David J. Schow, Don Tumasonis, Gene Wolfe.
Nazwiska nic mi nie mówią, poza Genem Wolfem, ale horrorem do tej pory się nie interesowałam. Najwyższy czas zacząć, a myślę, że taka pigułka to dobre rozwiązanie dla początkującej.

Wydawnictwo: MAG
Autor: Ian McDonald
Tytuł: Rzeka bogów
Data wydania: 15 stycznia 2010
Głośna powieść science fiction rozgrywająca się w scenerii futurystycznych Indii, wypełniona nowatorskimi pomysłami. Indyjska kultura i religia skonfrontowane z autorską wizją nieodległej przyszłości, w której wiodącą rolę odgrywa zagrażająca ludzkości Sztuczna Inteligencja. Świeże spojrzenie na fantastykę, wielokrotnie nagradzany autor, a poza wszystkim – kolejna pozycja w znakomitej serii Uczty Wyobraźni, która rzadko zawodzi.
Jeszcze nic, co prawda, z Uczty Wyobraźni nie czytałam, ale cały czas obserwuję i robię listę.

Wydawnictwo: W.A.B.
Autor: Nick Rennison
Tytuł: Sherlock Holmes. Nieautoryzowana biografia
Data wydania: 13 stycznia 2010
Podejrzenia czytelników, którzy latami wysyłali listy na londyński adres Sherlocka Holmesa – Baker Street 221B – wreszcie się potwierdziły. Słynny detektyw okazał się postacią realną. „Studium w szkarłacie” napisał doktor Watson, a demoniczny profesor Moriarty miał powiązania z irlandzkimi nacjonalistami…
W tej fikcyjnej biografii prawda, zmyślenie i prawdopodobieństwo łączą się wprost bezszwowo. Nick Rennison opisuje dom rodzinny Sherlocka Holmesa, zagubiony wśród ponurych wrzosowisk północnego Yorkshire, wyjaśnia co łączyło detektywa z piękną Irene Adler, zdradza, ile jest prawdy w pogłoskach o jego homoseksualizmie, i rozstrzyga, czy był on uzależniony od narkotyków. A to wszystko na tle panoramy wiktoriańskiej Anglii – jej obyczajów, mody, polityki, nauki i kultury. Na kartach książki Rennisona pojawiają się również ikony tamtej epoki: królowa Wiktoria, Oscar Wilde, Zygmunt Freud i Kuba Rozpruwacz, a także Arthur Conan Doyle, który był – naturalnie! – agentem literackim doktora Watsona…
Z racji zbliżającej się premiery filmu Guy'a Ritchiego, poza tym książka może być zabawna.

Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Autor: Wielu
Tytuł: Nowa Księga Fantasy
Data wydania: 20 stycznia 2010
„Nowa Księga Fantasy” to antologia opowiadań, ukazująca zarówno uznanych pisarzy fantasy, jak i autorów początkujących w ramach gatunku. Zbiór zawiera opowieści zróżnicowane pod kątem formy, od klasycznej fantasy po współczesną mroczną baśń. Znajdziecie tu nowe utwory takich autorów jak, m.in. Janny Wurts, Hal Duncan, Juliet E. McKenna, Steven Erikson, Lucius Shepard, Mike Resnick, Mark Chadbourn.
No ciekawa jestem, co też tam nowego (chociaż pewnie opowiadania ukazały się sporo wcześniej za granicą) w fantasy się dzieje.

Wydawnictwo: W.A.B.
Autor: Daniel Odija
Tytuł: Kronika umarłych
Data wydania: 20 stycznia 2010
Kostyń, nadmorska miejscowość, „gdzie z nudów można oszaleć”. Czterech mężczyzn, noszących imiona ewangelistów, złamało zasady zapisane w Piśmie. Każdy z nich naznaczony jest jakimś piętnem: zwątpienia, zdrady, samotności, szaleństwa. Mateusz, pasjonat muzyki, która daje mu poczucie wolności, wyjechał do stolicy w poszukiwaniu lepszego życia. Jednak pewnego dnia postanawia zatrzymać czas – rzuca studia i rozstaje się z dziewczyną, wraca do Kostynia, zrywa kolejne więzy łączące go z rzeczywistością. Małżeństwo Marka i Ireny przeżywa kryzys z powodu śmiertelnej choroby syna oraz licznych zdrad Marka. Łukasz opiekuje się Mateuszem, swoim kuzynem, oraz żoną, która żyje na granicy obłędu. W pewnej chwili czuje już tylko wyczerpanie i wypalenie. Jan, ksiądz bez wiary, pragnie ziemskiej miłości i coraz częściej ma wizje rodem z obrazów Bruegla.
Dobre recenzje poprzednich książek i fabuła zapowiada się intrygująco, a czy się sprawdzi?

Wydawnictwo: W.A.B.
Autor: Eoin Colfer
Tytuł: Lotnik
Data wydania: 20 stycznia 2010
Jest rok 1878. Podczas wystawy światowej w Paryżu rodzi się chłopiec. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przyszedł na świat w przestrzelonym balonie, który o mały włos nie rozbił się o ziemię. Nie ma wątpliwości – takie dziecko musi być wyjątkowe. I rzeczywiście: dziewięcioletni Conor Broekhart cudem ratuje niewiele starszą księżniczkę Izabelę przed niechybną śmiercią. Jest jednak ktoś, kto najchętniej pozbyłby się go raz na zawsze. To bezwzględny marszałek Bonvilan, który morduje króla Mikołaja, władcę Wysp Saltee. Chłopiec przypadkiem staje się jedynym świadkiem zbrodni, a co gorsza – głównym podejrzanym. Zostaje oskarżony o morderstwo i wtrącony do więzienia w kopalni diamentów znajdującej się na Małej Saltee. Stamtąd nikt jeszcze nie wrócił żywy. By przetrwać, młody Broekhart będzie musiał zapomnieć o swojej tożsamości, o przeszłości, o pięknej Izabeli. Stanie się Conorem Finnem, który zyska szacunek wśród współwięźniów i przechytrzy okrutnych strażników. Zaplanuje też ucieczkę. Czy uda mu się dokonać czegoś, czego do tej pory nikt nie dokonał?
Z opisu wnioskuję, że książka raczej skierowana do młodzieży, ale to mi nigdy nie przeszkadzało, a może być bardzo przyjemne w lekturze.

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Autor: Mike Resnick
Tytuł: Starship: Pirat
Data wydania: 22 stycznia 2010
Trwa wojna pomiędzy Republiką i Federacją Teroni. Kapitan Wilson Cole ma na swoim koncie miliony ocalonych istnień i dziesiątki trafnych decyzji, które jednak ośmieszyły dowództwo Floty. Staje się kozłem ofiarnym i obiektem medialnej nagonki. Wraz z wierną załogą jako buntownik, ucieka na pokładzie „Teodora Roosevelta” poza granice Republiki. Tam, dokąd trafia toczy się bezpardonowa gra o przetrwanie. Wybiera bezprawie, ale z jego kodeksem honorowym niełatwo być piratem. Po jego stronie stają: piękna i zabójczo niebezpieczna Walkiria oraz „obcy” mianujący się Dawidem Copperfieldem. Przeciwko niemu – pirat, postrach galaktycznych rubieży, zwany Rekinem Młotem.
Kultowy cykl Resnicka i niech to wystarczy za rekomendację.

Wydawnictwo: Znak
Autor: Mary Roach
Tytuł: Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego
Data wydania: 25 stycznia 2010
Czy istnieje życie po śmierci? A jeśli tak, to czy ze zmarłymi można się porozumieć? Mary Roach postanowiła w tej sprawie zasięgnąć opinii naukowców i poszukać jasnych odpowiedzi oraz twardych dowodów, jeśli takowe istnieją. „Wiem już, co na ten temat mówi religia – wyjaśnia autorka – i wprawia mnie to w konsternację. Nie proponuje ona bowiem żadnego prawdopodobnego, spójnego oraz naukowo sensownego scenariusza. Religia mówi, że twoja dusza idzie do nieba, ewentualnie do rajskich ogrodów, albo reinkarnuje się w nowym ciele, albo też, że leżysz sobie w swoim trumiennym wdzianku, czekając na powtórne przyjście Mesjasza. I rzecz jasna tylko jedna z tych opcji może być prawdziwa. A to z kolei oznacza, że dla milionów ludzi religia okaże się kiepską gwarancją na życie wieczne. Wygląda na to, że lepiej postawić na naukę. (…)"
Może być interesujące, a fragment ze wstępu autorki zapowiada przyjemny styl.

Wydawnictwo: Znak
Autor: Mary Roach
Tytuł: Sztywniak osobliwe życie nieboszczyków.
Data wydania: 25 stycznia 2010
„Ta książka opowiada o wielkich sukcesach umarłych – pisze o Sztywniaku jego autorka Mary Roach. – To książka o czasami dziwacznych, często szokujących, ale niezmiennie fascynujących wyczynach zwłok”.
Amerykańska reporterka zdecydowała się – nie przekraczając granic dobrego smaku i nie epatując makabrą – opisać pośmiertne przygody naszych ciał, które są wykorzystywane do różnych eksperymentów i badań.
Książka zainteresowała mnie z tych samych powodów, co poprzedniczka.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Autor: Cormac McCarthy
Tytuł: Droga
Data wydania: 27 stycznia 2010
Ostatnie chwile naszej planety. Ostatni ludzie – krwiożercze bestie. Ostatnie ślady naszej cywilizacji – puszka coca-coli i strzępy starych gazet. Piekło apokalipsy spełnionej w uhonorowanej Nagrodą Pulitzera powieści Cormaca McCarthy’ego. Tę książkę czyta się ze ściśniętym gardłem i pełnym przerażenia zachwytem…
W przyszłości, która może zdarzyć się jutro lub za tysiąc lat, nastąpił straszliwy kataklizm, który zniszczył naszą cywilizację i większość życia na Ziemi. Wszędzie zgliszcza i ciemność. Kamienie pękają od mrozu. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko bandy zdziczałych kanibali. Na tle martwego pejzażu dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Przed nimi pełna niebezpieczeństw droga w nieznane, wokół nich – świat umarłej nadziei, rozpaczy, strachu, a w nich – wciąż tląca się miłość…
Chciałam przeczytać już od dawna, ale... No właśnie, teraz jest motywacja - film w kinach w lutym.

Wydawnictwo: Sonia Draga
Autor: Dan Brown
Tytuł: Zaginiony symbol
Data wydania: 27 stycznia 2010
Co zaginęło, zostanie odnalezione…
Waszyngton. Harvardzki specjalista od symboliki, Robert Langdon na prośbę swego przyjaciela i mentora, Petera Solomona, ma wygłosić wykład na Kapitolu. Kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że... na wieczór nie zaplanowano żadnego odczytu, a po chwili na środku rotundy odkryte zostaje makabryczne znalezisko, niepokojąco naznaczone pięcioma tajemniczymi symbolami. Jego przesłanie jest dla Langdona oczywiste – to zaproszenie do dawno zaginionego świata skrywającego ezoteryczną mądrość. Kiedy okazuje się, że Peter Solomon, filantrop i prominentny członek loży masońskiej, został porwany, Langdon wie, że istnieje tylko jeden sposób, by ocalić przyjaciela: przyjąć tajemnicze zaproszenie i udać się tam, gdzie zaprowadzą go zaszyfrowane wskazówki.
Jedna z najbardziej oczekiwanych książek tego roku. Tak dużo się o niej naczytałam, że sama zerknę do środka, chociaż podejrzewam co tam znajdę i że nie będzie to nic fascynującego. Ale, jak to w pewnym kawale, jakiś głosik podpowiada mi: "Daj mu szansę! Daj mu szansę!".

Wydawnictwo: MAG
Autor: Feliks W. Kres
Tytuł: Pani Dobrego Znaku, t. 1 i 2
Data wydania: 29 stycznia 2010
I tak do końca nie wiadomo, czy było to tylko marzeniem księcia Lewina, który poślubił praczkę dostrzegłszy w niej Szerń, czy może rzeczywiście to prawda. Nie ta zagadka trzyma jednak czytelnika w napięciu. Wraz z krainą Szereru wyłaniającą się na kolejnych stronach powieści czytelnik wchodzi pomału w świat pałacowych intryg, politycznych układów i spisków, pięknych kobiet, wyszukanych strojów, mężczyzn Czystej Krwi, szlacheckiej zawiści i knowań ale i w świat wojny, okrucieństw pola bitwy, bólu, krwi, żołnierzy i żołnierek.
Szerń obdarzyła rozumem ludzi, koty i sępy. W Pani Dobrego Znaku Szerń obdarzyła mocą magiczną niewolnicę prowincji Dartan - Ezenę. Jest ona uosobieniem legendarnej wojowniczki, posiadającą cechy, jakie według wyobrażenia jej współczesnych, miała legendarna królowa. Jej niezwykłe podobieństwo do tej kobiety sprawia, że staje na czele walki wyzwoleńczej Dartanu z okupantem - cesarstwem armektańskim. Powieść opowiada o roli Ezeny w walce wyzwoleńczej Dartanu.
No bo to Kres, w dodatku ładnie wydany, szkoda tylko, że dzielony.

Wydawnictwo: Rebis
Autor: Adrian Tchaikovsky
Tytuł: Klęska ważki
Data wydania: styczeń 2010

I na koniec rodzyneczek, przynajmniej dla mnie. Drugi tom cyklu Cienie Pojętnych (recenzja Imperium Czerni i Złota). Czekam z niecierpliwością i jak tylko dostanę w swoje ręce, zabieram się za niego choćby się waliło i paliło...

czwartek, 26 listopada 2009

Detektyw po drugiej stronie Manhattanu - "Na tropie jednorożca", Mike Resnick, tłumaczenie: Robert J. Szmidt, Fabryka Słów 2009

Na tropie jednorożca to pierwsza część parodystycznego cyklu fantastyczno-kryminalnego Resnicka Fable of Tonight, przez Fabrykę Słów wydawana w serii Obca Krew. Książka zaciekawi z pewnością nie tylko wielbicieli autora i fantastyki w ogóle, ale też fanów zabawy z konwencją literacką, pod znakiem której pisana jest ta powieść.

Poznajemy tutaj prywatnego detektywa, Johna Justina Mallory’ego (jedno z nazwisk, jakie nosić miał słynny Philip Marlowe), jakby żywcem wyjętego z kryminałów z lat 40.: życiowego nieudacznika, niezbyt dobrze radzącego sobie również w zawodzie (pozwolił się wykiwać wspólnikowi i własnej żonie), ze skłonnością do alkoholu i namiętnie palącego papierosy. To do niego zgłasza się niezwykły klient, elf, z prośbą o pomoc w odnalezieniu tytułowego jednorożca. Mürgenstürm, bo tak nazywa się elf, w niczym nie przypomina jednak swoich tolkienowskich odpowiedników, do których zdążyliśmy przywyknąć. Bliżej mu za to do psotnych skrzatów Szekspira: jest mały, brzydki, zielony, ma długie spiczaste uszy i kłamie na potęgę, podobnie jak spokrewnione z elfami krasnoludy. Inaczej natomiast od wszystkich źródeł pisanych Resnick pojmuje legendarną skłonność tego gatunku do zabaw – to zwyczajni nimfomani. Lekko wstawiony detektyw, bez większych oporów i zwabiony sporą sumą pieniędzy, zgadza się poprowadzić śledztwo, w którym stawką jest życie Mürgenstürma. Tym sposobem trafia na alternatywny Manhattan, pełny przeróżnych baśniowych istot (uważanych za takie po jego stronie), rządzącego się zupełnie innymi zasadami niż normalny świat, gdzie wszyscy zarzekają się, że żadna magia nie istnieje, nawet jeśli puknie ich w czoło. O samym jednorożcu, którego jedyny okaz znajduje się w tamtejszym Muzeum Historii Naturalnej (tym miejscem musieli inspirować się twórcy filmu Noc w Muzeum), dowiadujemy się z informacji skrupulatnie zdobywanych przez Mallory’ego. Zwierzęta te nie odbiegają znacznie od ich wizerunku mitycznego, tylko niektóre jednak posiadają możliwość przenoszenia w czasie i tylko w przypadku polowania na nieliczne gatunki pomaga dziewictwo niezależnie od płci.

Alternatywny Manhattan udało się Resnikowi przedstawić realistycznie – to przepastny labirynt ciemnych, wąskich uliczek i głównych arterii, w których nie działa powszechnie rozumiana logika komunikacyjna. Mieszkańcy przemieszczają się pieszo lub za pomocą dorożek, tych tradycyjnych i tych zupełnie niezwyczajnych (na słoniach na przykład, na których można przewieźć… boisko do piłki nożnej). Co mnie bardzo pozytywnie ujęło to fakt, że akcja powieści prowadzona jest w czasie rzeczywistym. Każdy rozdział opatrzony jest odpowiednią miarą czasu, która mniej więcej pokrywa się z czasem potrzebnym do jego przeczytania. Fabuła, mimo całego zagmatwania, jest dosyć łatwo przewidywalna, chociaż zakończenie książki zaskakuje. Wspomniana przeze mnie zabawa z konwencją nie leży być może na najwyższym poziomie (chociaż niektóre pomysły naprawdę warte uwagi), podobnie jak parodystyczna wymowa powieści (więcej typowych amerykańskich gagów niż wyrafinowanego humoru), ale rozszyfrowywanie poszczególnych aluzji zapewnia przyjemną rozrywkę na kilka wieczorów, przy czym większość z nich jest powszechnie znana i nie sprawi problemów nawet tym, którzy głębszej wiedzy o gatunku fantastycznym czy kryminalnym nie mają. O stylu wiele powiedzieć się nie da poza tym, że nie wspina się na wyżyny literackie i nie powala elokwencją, dlatego lepiej, moim zdaniem, autorowi wychodzą książki science fiction i wolę go w tej formie. Co nie znaczy oczywiście, że kolejnych tomów cyklu o detektywie Mallorym nie przeczytam.

Warto też pochwalić książkę od strony redakcyjnej – doskonała okładka (podobna zresztą do oryginalnego wydania), sprawne tłumaczenie i zaskakująco, jak na to wydawnictwo, mało błędów. Za chwilę do sprzedaży trafi drugi tom, Na tropie wampira, którego z racji moich zainteresowań jestem jeszcze bardziej ciekawa niż tomu pierwszego.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Co listopad przywiał do księgarń

Tytuł: Kobiety w Biblii. Dziewice, małżonki, buntowniczki, uwodzicielki, prorokinie, nierządnice...
Autor: Jacqueline Kelen
Wydawnictwo: Klub dla Ciebie
Data wydania: 2 listopada 2009

Dwie kwestie zaintrygowały mnie w tej książce. Pierwsza związana jest oczywiście z tytułem, druga dotyczy nazwiska autorki i język oryginalny - francuscy badacze znani są z interesującego podejścia do wielu tematów i nie boją się wzbudzać kontrowersji, nie są przy tym tak nadęci, jak wielu innych Europejczyków. Trochę niepokoi mnie natomiast wydawnictwo, które słynie z wydawania bzdurnych poradników i wszelkich 100 powodów czegoś tam.
Gdy mówimy o Biblii, najczęściej wymieniamy imiona mężczyzn: Abraham, Mojżesz, Dawid, Izajasz... Tymczasem kobiety są nie mniej obecne i nie mniej istotne. Obok patriarchów, królów, prawodawców - to one przypominają, dobitnie lub dyskretnie, jak ważne jest serce, ciało, pieśń i duch nomady. Niniejsza książka zawiera czterdzieści pełnokrwistych portretów młodych, rozmarzonych dziewcząt, czułych lub zaborczych matek, wojowniczek, uwodzicielek, zaniedbywanych lub bezpłodnych żon, roztańczonych prorokiń... Te kobiety przewijające się przez Biblię - Batszeba, Hagar, Debora, Tamar, Rachela, Judyta - nie przynależą do jednej konkretnej religii, ukształtowały bowiem kulturę i uczuciowość całego świata zachodniego.
Tytuł: Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów
Autor: Antoni Ferdynand Ossendowski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 3 listopada 2009

Przepięknie wydana książka z cyklu Podróże Retro, zresztą jak inne pozycje, w twardej oprawie, na doskonałym papierze i z przepięknymi zdjęciami.
Antoni Ferdynand Ossendowski - podróżnik, szpieg, awanturnik, wojownik, uczony, dyplomata, poliglota, dziennikarz i wielki erudyta. Podobne określenia można by przytaczać bez końca. Jest drugim po Henryku Sienkiewiczu najbardziej znanym polskim pisarzem na świecie, czego dowodem są 142 przekłady jego książek na języki obce. Najgłośniejsze dzieło Ossendowskiego Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów to zapis przeżyć, jakie były jego udziałem, gdy w czasie wojny domowej uciekał przed bolszewikami przez Syberię, Mongolię i Chiny. Autor zyskał zaufanie mongolskich lamów i w niezwykłych okolicznościach zawarł znajomość ze słynnym "krwawym baronem" von Ungern-Sternbergiem, bałtyckim Niemcem w służbie carskiej, który zamierzał zrealizować idee stworzenia  na terytorium syberyjskiej kolonii carskiej Rosji Imperium Panmongolskiego. Przedzierając się przez tajgę, góry i pustynię, Ossendowski dotarł w miejsca, gdzie nie stanęła jeszcze noga białego człowieka i doświadczył życia ludzi od stuleci bytujących w pełnej symbiozie z naturą i jej wielkimi mocami. Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów, świadectwo autentycznych przygód i doznań autora, napisane jest z taką pasją, że trudno nie poddać się magii wyprawy "do głębi rozgorzałego namiętnościami politycznymi azjatyckiego kotła". Wydanie wzbogacone o zdjęcia współczesne autorstwa podróżnika i fotografa Piotra Malczewskiego, który przebył fragment szlaku Ossendowskiego.
Tytuł: Starship: Bunt
Autor: Mike Resnick
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 6 listopada 2009

Nie wiem, czy rzeczywiście przeczytam, bo jakby nie było to ciężka science fiction, ale może, może... W końcu to Resnick.
Jest rok 1966 Ery Galaktycznej, trzy tysiąclecia od dnia dzisiejszego. Stworzona przez ludzi Republika musi stawić czoła zagrożeniu ze strony Federacji Teroni, związku obcych ras, które uważają dominację militarną i ekonomiczną człowieka w Galaktyce, za największe z zagrożeń.
Działania bojowe trwają w pobliżu jądra galaktyki i w jednym z jej ramion spiralnych. W tym samym czasie „Teodor Roosevelt” i dwie inne jednostki otrzymują rozkaz transferu do Gromady Feniksa i znajdujących się tam 73. zamieszkanych planet, które mają patrolować i chronić. „Teddy R” to przestarzały okręt wojenny, który powinien był zostać pocięty na żyletki zanim wybuchła ta wojna. Z załogą też nie lepiej. Na jego pokład zsyłani są nieudacznicy, osoby mające problemy z dyscypliną i tym podobne indywidua. Ale pewnego dnia przybywa nowy oficer. Nazywa się Wilson Cole. Poprzedza go sława wielkiego ale niezdyscyplinowanego bohatera. Dwukrotnie już ignorował rozkazy dowództwa i przekraczał swoje kompetencje. W obu przypadkach jego niesubordynacja przyniosła Republice wielkie korzyści militarne. W obu przypadkach tracił też stanowisko dowódcy okrętu. Za trzecim, wylądował na pokładzie „Teddy’ego R.”, gdzie ma pełnić funkcję drugiego oficera, służąc pod rozkazami kapitana Makeo Fujiamy i komandor Podok, nieustraszonej wojowniczki z rasy Polonoi.

Tytuł: Śmierć na Nilu
Autor: Connie Willis
Wydawnictwo: Solaris
Data wydania: 9 listopada 2009

Klasyka, trzeba dodawać coś więcej?
Pierwszy z dwóch tomów opowiadań i krótkich powieści Connie Willis, najczęściej honorowanej nagrodami pisarki SF wszech czasów.
Connie Willis ma na swoim koncie aż: 10 Nagród HUGO, 6 Nagród NEBULA, 11 Nagród LOCUSA, do tego mnóstwo nominacji. Wszystkie opowiadania tej niezwykłej autorki zbierzemy i przedstawimy w dwóch tomach.
Zawartość tomu:

* Śmierć na Nilu
* Nawet królowa
* Jak te, które pamiętamy
* Ostatni winnebago
* Pogrom komiczny
* Cud
* Krótka przerwa
*List od Clearysów 
Tytuł: Ludzie wiatru
Autor: Viviane Moore
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 10 listopada 2009

Tę książkę dostałam już w swoje łapki, recenzja za kilka dni;-)
Jest rok 1155. Normański zamek Pirou, wznoszący się nad niespokojnym morzem, zaczęły nawiedzać nieszczęścia. Przed kilkoma miesiącami w niewyjaśnionych okolicznościach zginął jedyny dziedzic. W męczarniach umarła też Muriel, siostra możnowładcy z Pirou, którą brat bez jej zgody wydał za mąż za władcę Epinu. Okrutny mąż co noc, nawet na łożu śmierci, egzekwował od niej małżeńską powinność. Hugo z Tarsu ze swym podopiecznym podejrzewają, że kobieta nie umarła śmiercią naturalną. Tym bardziej, że w przyzamkowej fosie znaleziono buteleczkę z bardzo silną trucizną. Mnożą się zagadki, a śmierć zaczyna zbierać obfite żniwo. Ktoś czyha na życie samego pana Pirou. Osiemnastoletni Tankred i Hugo postanawiają zbadać te sprawy. Jednak choć z każdym dniem przybywa pytań i odpowiedzi, najważniejsza dla Tankreda jest próba wyjaśnienia jego osobistej tajemnicy; chłopak nie wie bowiem, ani skąd pochodzi, ani kim byli jego rodzice, a opiekun – zobowiązany przysięgą - nie jest chętny do jakichkolwiek wyjaśnień. Kunsztownie poprowadzona intryga, mroczne podziemia, skrywane tajemnice, niebezpieczne namiętności, podstępne zbrodnie, niezaspokojona żądza władzy. A wszystko na tle wiernie oddanych realiów epoki.
Tytuł: Nikołaj i Bibigul
Autor: Dmitrij Strielnikof
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania:  10 listopada 2009

Bardziej znany jako stały gość programu Europa da się lubić napisał drugą książkę, a ponieważ tematyka przygodowa i może nawet fantastyczna (poszukiwanie skarbu), to trafił na moją listę do sprawdzenia.
Nikołaj Mienszykow, zamożny rosyjski biznesmen w wieku średnim, rozdarty między Moskwą i Paryżem, otrzymuje osobliwy prezent urodzinowy: list od dawno zmarłego przodka z informacją o czekającym na niego skarbie. Wyrusza do Ałmaty w Kazachstanie – miasta swojego dzieciństwa. Podróż okazuje się twardą konfrontacją z rzeczywistością: zmienili się ludzie, obce stały się miejsca, trudno odnaleźć nawet grób dziadków, a rodzinnej kamienicy broni przed rozbiórką wariatka. Duma dawnego kolonizatora miesza się w Nikołaju z rozgoryczeniem i poczuciem wszechogarniającej straty. A to dopiero początek wyprawy śladami przodków. W pechowych dla siebie okolicznościach spotyka Bibigul – młodą kobietę, która proponuje mu niebezpieczną grę...
Tytuł: Legenda o Sigurdzie i Gudrun
Autor: J.R.R. Tolkien
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 12 listopada 2009

Dla wielbicieli Tolkiena, do których się nie zaliczam, o książce jednak wspomnieć warto.
J.R.R. Tolkien, wielki miłośnik i znawca kultury Północy, zanim napisał „Hobbita” i „Władcę Pierścieni”, w latach dwudziestych XX w. ułożył własną wersję staroskandynawskiej legendy o upadku słynnych Niflungów (Nibelungów). Nadał jej formę dwóch związanych ze sobą poematów o niezwykle kunsztownej wersyfikacji, zatytułowanych „Nowa pieśń o Völsungach” oraz „Nowa pieśń o Gudrun”.
Pierwsza pieśń opowiada o losach legendarnego bohatera Sigurda Völsunga i dwóch zakochanych w nim kobiet – walkirii Brynhildy oraz pięknej Gudrun, księżniczki z rodu Niflungów, która dzięki magicznemu podstępowi została jego żoną.
Druga przedstawia wydarzenia po śmierci Sigurda – Gudrun wbrew swej woli zawiera małżeństwo z potężnym Atlim, władcą Hunów (historycznym Attylą), Atli morduje jej braci, wielkich bohaterów, Gudrun wywiera straszną zemstę, po czym odbiera sobie życie.
Tytuł: Pakameria
Autor: C.S. Lewis
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 12 listopada 2009

Dla wielbicieli Lewisa, do których się zaliczam.
Pół wieku przed wydaniem „Kronik narnijskich” C.S. Lewis stworzył inny wymyślony świat. Opowieści o Krainie Zwierząt, które ośmioletni Jack (bo tak nazywali go najbliżsi) pisał do spółki z Warniem, swoim starszym bratem, wkrótce przybrały postać dziejów królestwa nazwanego Pakamerią. W ciągu kolejnych kilku lat powstała seria opowiadań, w których młody Lewis szczegółowo przedstawił historię, geografię i barwne przygody obywateli tego państwa, aby ostatecznie zakończyć cały cykl w kwietniu 1928 r. dziełem zatytułowanym „Encyclopedia Pacameriana”.
W niniejszym, niepowtarzalnym wydaniu znajdziemy wszystkie opowiadania o Pakamerii, ozdobione wspaniałymi ilustracjami młodych autorów. To wyjątkowa okazja, aby zobaczyć, jak kształtowała się przebogata wyobraźnia jednego z najbardziej wyjątkowych twórców naszych czasów. Przed każdym czytelnikiem, który nie oparł się urokom Narnii, książka o Pakamerii otworzy okno na kolejny zaczarowany świat.
Tytuł: Trylogia kosmiczna
Autor: C.S. Lewis
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 12 listopada 2009

To jeszcze coś dla wielbicieli Lewisa i może dla tych, którzy kojarzą go jedynie z Opowieściami z Narni. Podobno trylogia SF w wykonaniu pisarza jest lepsza od jego fantasy.
Trylogia kosmiczna to dzieło niezwykłe. Wizja wszechświata, jaką kreśli C.S. Lewis, zdumiewa odmiennością od wszystkich tych obrazów, do których nas przyzwyczaiła science fiction. Czy rację bytu ma idea, że "ludzkość, zniszczywszy środowisko naturalne macierzystej planety, musi za wszelką cenę rozprzestrzenić się po wszechświecie"? A może jest tak, że ludzie w swych wyobrażeniach o własnej wielkości zabrnęli już tak daleko, że w zasadzie sami skazali się na kosmiczną samotność?
Wspólnym bohaterem wszystkich trzech części Trylogii kosmicznej jest dr Elwin Ransom, angielski lingwista, którego Maleldil wybrał na swoje narzędzie. W pierwszej części - Z milczącej planety - zostaje on uprowadzony na pokładzie statku kosmicznego na Malakandrę, czyli na Marsa, gdzie uczestniczy w walce jego mieszkańców z wysłannikami zła z Ziemi, pragnącymi podbić tę planetę, by korzystać z jej zasobów naturalnych. W drugiej części - Perelandra - podróżuje na Wenus, gdzie jest czynnym świadkiem kuszenia pierwszej pary jej rozumnych mieszkańców. W trzeciej - Ta straszna siła - dochodzi do decydującego starcia między siłami dobra i zła już na Ziemi, której grozi opanowanie przez grupę opętanych przez Szatana naukowców, zwolenników brutalnego totalitaryzmu. W tej walce sprzymierzeńcami Ransoma stają się opiekuńcze duchy innych planet, a nawet przebudzony po stuleciach wielki druid, Merlin...
Tytuł: Pies musi wystrzelić
Autor: Adam Hollanek
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 12 listopada 2009

Nieodżałowany redaktor "Fantastyki", teraz zwanej "Nową Fantastyką". Bardzo lubiłam czytać jego felietony, opowiadań nie miałam chyba okazji, będzie więc szansa nadrobić.
Zbiór opowiadań znanego pisarza (1922-98). Klasyk polskiej fantastyki był zarazem świetnym obserwatorem rzeczywistości i znawcą ludzkiego wnętrza. W różnej tonacji – ironicznej, humorystycznej, dramatycznej – opowiada o miłości, zdradzie, zazdrości, nostalgii za krajem i obronie własnych ideałów, wiodąc nas od przedwojennego Lwowa, po egzotyczną Malezję i pewną odległą planetę. Opowiadania (niektóre wydane po raz pierwszy) poprzedza piękne wspomnienie o pisarzu jego córki Anny. W tomie znalazły się m.in. opowiadania: „Tabu”, „Barbarzyńca”, „Nawet w Raju”.
Tytuł: Wroniec
Autor: Jacek Dukaj
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 12 listopada 2009

Najwyższa pora zapoznać się z panem Dukajem.
Będzie to książka opowiadająca o stanie wojennym, ale z perspektywy dziecka. W powieści nie zabraknie przygód, gier językowych i baśniowej fantasmagorii. A jeśli chodzi o warstwę fabularną, będzie to bajka o nocy grudniowej, gdy małemu Adasiowi Wroniec porwał z domu rodzinę.
Jak Alicja wędrowała przez Krainę Czarów, tak powędrujemy z Adasiem przez miasto czarnego snu PRL-u, między fantastycznymi figurami Szpiclów, Milicjantów, Opozycjonistów, Czołgów i ZOMO.

Książka będzie barwnie ilustrowana przez Jakuba Jabłońskiego, autora opracowania graficznego "Kinematografu" i "Hardkoru 44" Tomka Bagińskiego.
Tytuł: Rok Potopu
Autor: Margaret Atwood
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 16 listopada 2009

Zapowiada się interesująco; ci Boży Ogrodnicy niezmiennie kojarzą mi się z Bożymi Bojownikami...;-)
Akcja najnowszej powieści Atwood zaczyna się wtedy, kiedy kończy się świat. Dwie kobiety, Toby i Ren, przez przypadek przetrwały zagładę ludzkości. Połączyło je jednak coś znacznie więcej niż tylko przypadek. Obie należały do organizacji Bożych Ogrodników, w której oddawano cześć Stwórcy i naturze, a takie uczucia jak zazdrość czy nienawiść były zakazane. I nikt prócz ich dwóch nie przeżył. Boży Ogrodnicy, zdeklarowani wegetarianie, odwrócili się od cywilizacji i tego, kto ją reprezentował - skorumpowanej tajnej policji, od świata skażonego przez modyfikacje genetyczne, środki chemiczne i niezdrową żywność. Wszystko jednak ma swoją cenę. Kiedy trzeba zacząć budować świat od nowa, okazuje się, że tylko siła miłości i przyjaźni warta jest tego, by przetrwać. Antyglobalistyczna, drapieżna, prorocza, obnażająca patologie systemów, wieszcząca wielką zagładę i wreszcie ochraniająca to, co najcenniejsze - oto nowa powieść jednej z największych współczesnych pisarek świata. I zaledwie początek niezwykłej podróży w przyszłość, na którą wciąż jeszcze mamy wpływ.
Tytuł: Czarnoksiężnicy
Autor: antologia
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 17 listopada 2009

Bo lubię Gaimana, Williamsa, Wolfe'a, Nixa, a czarnoksiężnicy to nadal ciekawy motyw do opowieści.
Prawdziwa uczta dla miłośników fantasy.
Każdy wiek i każda kultura ma swoich własnych magów, mistrzów i mistyków, którzy potrafi a korzystać z magii, zadają się z duchami, znają pradawne sekrety i umieją przywoływać ukryte moce…
W "Czarnoksiężnikach" współcześni mistrzowie fantasy (m.in. Neil Gaiman, Tad Williams, Andy Duncan, Peter S. Beagle, Gene Wolfe, Orson Scott Card) postanowili nam opowiedzieć w osiemnastu opowiadaniach o tych bohaterach – żyjących zarówno w pradawnych, jak i współczesnych czasach, w królestwach fantasy, które tak naprawdę nigdy nie istniały…
Tytuł: Ritus
Autor: Markus Heitz
Wydawnictwo: Red Horse
Data wydania: 20 listopada 2009

Ach ta XVIII-wieczna Francja... Mam słabość no;-)
Ritus to odwieczny rytuał walki z mrocznymi siłami. To zasadzka i pościg graniczący z obrzędem mającym zgładzić bestię. To zmaganie człowieczeństwa z wilkołaczym skowytem duszy.
Południowa Francja, rok 1764.
Ludzie żyją w wielkim strachu. W łapach przerażającej bestii, której nie może dopaść żaden myśliwy, giną dzieci i dziewice. Wśród wielu mężczyzn wyruszających na polowanie jest również Jean Chastel i jego dwaj synowie: Pierre i Antoine. Wszyscy trzej skrywają mroczną tajemnicę…
Tymczasem nikt nie domyśla się, że bezlitosna bestia jeszcze dwa wieki później będzie żądała ofiar…, a do walki z nią stanie Eryk von Kastell.
"Ritus" to bestsellerowa powieść autorstwa niemieckiego miłośnika wampirów.
Tym razem Markus Heitz staje oko w oko z wilkołaczą legendą o bestii z Gévaudan.
Tytuł: Lasher, t. II
Autor: Anne Rice
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 24 listopada 2009

Nie nowość, ale wznowienie cyklu Rice. Bardzo mi się nie podoba, że, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, Rebis podzieliło każdą część na dwie, ciekawa jestem czy z Taltosem będzie to samo.

Tytuł: Dzieci umarłych
Autor: Elfrede Jelinek
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 25 listopada 2009

Ciekawa jestem bardzo tej książki, chyba najbardziej ze wszystkich zapowiedzi.
Studentka filozofii, która popełniła samobójstwo ze strachu przed egzaminem; narciarz – śmiertelna ofiara wypadku samochodowego; sekretarka, która umierała… dwukrotnie. Ta trójka nieżyjących bohaterów dopuści się zbrodni, by kosztem żywych wydostać się z koszmaru nieżycia.
Historia duchów przeszłości opisana na tle sielskiego, alpejskiego krajobrazu to krytyka kraju, którego „tożsamość opiera się na śmierci”, austriackiego wyparcia tragedii Holocaustu, braku odpowiedzialności za zbrodnie faszystowskie, ale także współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego, mody na sporty wyczynowe, przemysłu turystycznego i kultu natury. "Dzieci umarłych" to wymagająca wycieczka przez dyskursy i liczne nawiązania do języka reklamy i popkultury, ale przede wszystkim do dzieł Heideggera, Celana, Hölderlina, Rilkego i Homera. Jelinek nazwała ją swoim opus magnum, najlepszą i najważniejszą książką, jaką udało jej się dotychczas napisać.
Tytuł: Pan Lodowego Ogrodu, t. III
Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 27 listopada 2009

Na tę książkę czekałam dwa lata (drugi tom ukazał się w 2007) i teraz niecierpliwie czekam do końca miesiąca. Muszę odświeżyć sobie dwa pierwsze tomy.
Dryfuję na krze.
Na kołyszącej się, śliskiej krze ciepłego lodu, obrośniętej dziwacznymi kształtami, które kiedyś stanowiły wręgi i burty dumnego, lodowego drakkara. Sterczą wokół mojego dygocącego, zlanego lodowatą, słoną wodą ciała, jak zakrzywione ostrza szabel, jak fragmenty szklanego szkieletu, całego w owalnych otworach, koronkowych ornamentach, które powiększają się w miarę jak okręt topnieje. Topnieje w morzu. Kilkaset kilometrów od najbliższego lądu, wśród ryczących wściekle czarnych fal jesiennego sztormu, istnych wałów wody sięgających kilkunastu metrów, zwieńczonych dymiącymi, białymi czapami piany.
Jestem sam.
Tytuł: Opowieści sieroty, t. II
Autor: Catherynne Valente
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 29 listopada 2009

Druga część świetnie ocenianego cyklu Valente. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać pierwszego, ale może to nawet lepiej - prawdopodobnie przeczytam wszystkie po kolei bez czekania na następne tomy;-)
Ukrywająca się w ogrodzie samotna dziewczynka opowiada historie zaciekawionemu księciu: nadzwyczajne wyczyny i niesłychane losy splatają się na gobelinie tkanym jej słowami. Każda z opowieści wytatuowanych na jej powiekach stanowi element układanki, którą są dzieje samej narratorki.
Dziewczynka opowiada o wiedźmach zmieniających kształty i dzikich kobietach stepów, o królach czapli i księżniczkach bestiach, o wężowych bogach, psich mnichach i żyjących gwiazdach -- każda historia jest dziwniejsza i bardziej fantastyczna niż poprzednia. Od humorzastej "syreny" do wrażliwej Bestii, nic nie jest zupełnie takie, jak się wydaje w tych bezustannie zmieniających się opowieściach -- nawet, a zwłaszcza, ich narratorka. Ta cudowna liryczna powieść fantasty jest zachwycającym zbiorem niesłychanych mitów i mrocznych opowieści fantasy, które kształtują nasze sny. I właśnie wtedy, gdy myślisz, że dotarłeś do końca, uświadamiasz sobie, że przygoda dopiero się zaczęła...
Tytuł: Na tropie wampira
Autor: Mike Resnick
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: listopad 2009

Drugi tom cyklu Resnicka, sięgający do ogranych toposów fantastyki. Jeszcze czekam z niecierpliwością na tom pierwszy, ale i tak jestem niemal w 100% przekonana, że będę się świetnie bawić.
Halloween. Winnifreda, partnerka detektywa Johna Justina Mallory’ego, zbladła, a nawet zasłabła . Tak bardzo przejęła się przygotowaniami do najważniejszego (w każdym razie na TYM Manhattanie) święta – pomyślałby detektyw, gdyby nie ślad po ukąszeniu widoczny na jej szyi. W noc, gdy świętują duchy i gobliny, Mallory podążyć musi tropem wampira – zabójcy. W towarzystwie Feliny, dziewczyny-kota, rusza na wyprawę po nocnych klubach i jaskiniach zła, otwierającyhc swoje podwoje tylko tej jednej, wyjątkowej nocy. Po drodze trafią do zakładu pogrzebowego Konrada Koszmarnego, na szczyt Vampire State Building, na doroczny bal zombie oraz do Delikatesów na Wzgórzach, gdzie wampiry sypiają po upojnych nocach. Natkną na kilku dawnych wrogów i przyjaciół oraz całą masę nowych jeszcze dziwaczniejszych mieszkańców TEGO Nowego Jorku. Oczywiście, aby ocalić swoją najlepszą przyjaciółkę przed straszliwym losem, Mallory musi odnaleźć i pokonać 1000-letniego wampira przed świtem.
Tytuł: 50 największych kłamstw i legend w historii świata
Autor: Bernd Ingmar Gutberlet
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: listopad 2009

Zapowiada się bardziej sensacyjnie niż wiarygodnie (podobne książki wydaje Amber czy Bellona), ale może będzie chociaż ciekawie i zabawnie.
Czy potop to tylko wymyślony przez kapłanów mit, by trzymać wiernych w strachu i móc nimi dowolnie manipulować, czy faktyczna katastrofa? Czy bieg maratoński miał rzeczywiście miejsce? Czy Kleopatra naprawdę była najpiękniejszą kobietą antycznego świata? Kiedy miało miejsce narodzenie Chrystusa i czy świętujemy Boże Narodzenie 25 grudnia we właściwym dniu? Czy Neron faktycznie podpalił Rzym? Czy istniał Robin Hood? Co tak naprawdę wydarzyło się na Psim Polu pod Legnicą? Kim był tajemniczy Dracula? Czy Marilyn Monroe popełniła samobójstwo? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziemy w znakomitej, z werwą napisanej książce niemieckiego historyka i znanego dziennikarza. Książka została sprzedana do kilkunastu krajów, gdzie cieszyła się dużą popularnością. Poznamy też na podstawie najnowszych badań i odkryć archeologicznych historię najsłynniejszych wydarzeń, jakże inną od tej, której uczyliśmy się w szkole.