Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erica. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 września 2014

Za dużo, za mało - "Skald. Karmiciel Kruków", Łukasz Malinowski, Erica 2013 r.

Przymierzałam się do tej książki niejednokrotnie i zawsze po kilku, kilkunastu stronach dawałam za wygraną, zbyt poirytowana stylem autora i osobą głównego bohatera. Jakiś czas temu zawzięłam się i postanowiłam dać Łukaszowi Malinowskiemu ostatnią szansę. Miałam ochotę na wikińskie klimaty, średniowieczną epokę, sądziłam, że się przyzwyczaję do tego bezczelnego, aroganckiego, głupiego Ainara i przełknę liczne definicje odnoszące z historii, mitologii, obyczajów...

Nie w przypadku tej książki. Czytałam i zgrzytałam zębami niemal przy każdej stronie. I tak jestem z siebie dumna, dotrwałam do jakiejś dwusetnej strony, ale ostatecznie uznałam, że nie warto tak się męczyć. Dwa opowiadania i mikropowieść, tak można określić zawartość Skalda. Jest to jedna z niewielu książek, która wzbudziła we mnie tak wielką niechęć (inne znajdziecie na stronie Najgorsze książki). Historie są tu zwyczajne, niczym nie zaskakują, a nudzą przeraźliwie. Główny bohater to postać dla mnie całkowicie nie do zaakceptowania. Ainar wydaje się być kreowany na boskiego Lokiego, przebiegłego, egoistycznego, ale piekielnie inteligentnego aroganta. Dla mnie to jednak człowiek bez żadnego celu, bezczelny, złośliwy. Niegłupi, ale też i nie najmądrzejszy, niczym nie imponujący. Nie muszę lubić literackiego bohatera, ale jeśli jest to protagonista, oczekuję, że przynajmniej będzie miał w sobie coś takiego, co utrzyma mnie w lekturze, zaintryguje. Idealnym przykładem jest tu Locke Lamora z powieści Scotta Lyncha – nienawidziłam drania, ale od lektury Kłamstw Locke’a Lamory nie mogłam się oderwać przede wszystkim dlatego, że ten drań był piekielnie inteligentny i przebiegły. Ainarowi daleko, oj jak daleko…

W równym stopniu denerwowały mnie te encyklopedyczne wstawki. Na każdej stronie, często nawet po kilka razy czytelnik jest bombardowany definicjami z zakresu mitologii, obyczajowości, historii epoki. Pół biedy kiedy trafiało się to w opisach (aczkolwiek dygresje na temat mitologii mógł sobie autor darować w trakcie relacjonowania bitwy…), ale Malinowski wkładał też tłumaczenia w usta swoich bohaterów! Jakby tego było mało (a nie było), to jeszcze książka pstrzy się od przypisów. Nie wiem, jak innych, ale mnie coś takiego całkowicie wybija z lektury, nie daje mi żadnej przyjemności, odstręcza od zdobywania wiedzy, psuje ciekawość. Uwielbiam powieści historyczne, historyczne fantasy również, i dobre przygotowanie merytoryczne pisarza, ale nie wtedy, kiedy przytłacza to fabułę i bohaterów. Tutaj miałam wrażenie, że czytam encyklopedię do historii skandynawskiej. Wiedzę Łukasz Malinowski ma doprawdy ogromną i być może sięgnę po jego prace naukowe, ale od powieści będę się trzymać z daleka.

czwartek, 4 października 2012

Czarny Rogan! Nadchodzi Czarny Rogan! - "Władca wilków", Juraj Červenàk, tłumaczenie: Agata Janiszewska, Erica 2012


(Tytuł recenzji jest aluzją do jednej z postaci-legend Warszawy. Niestety nie mogłam się pozbyć tego skojarzenia…)

Wierzeniami słowiańskimi interesuję się od dzieciństwa. Moja ciekawość przeszła w fascynację, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z cyklem wiedźmińskim Andrzeja Sapkowskiego. Przygody Geralta z Rivii zainspirowały również Juraja Červenàka do napisania trylogii Czarnoksiężnik, który jednak postanowił umieścić swoją historię w realiach historycznych wczesnego średniowiecza. O tym wszystkim oraz o kilku innych rzeczach autor informuje czytelnika w przedmowie do poprawionego wydania Władcy wilków. Złamałam swoją zasadę i przeczytałam ją, zanim zagłębiłam się w powieść. Gdyby nie to, być może książka podobałaby mi się bardziej. Przez autora nie mogłam się jednak powstrzymać przed porównywaniem powieści do cyklu o wiedźminie. Červenàkowi bardzo, ale to bardzo daleko do stylu i jakości, jaką dał czytelnikom polski pisarz.

Bohaterem trylogii jest Czarny Rogan, weteran wielu wojen, pogromca plemienia Awarów. Jego celem tym razem jest nie służba w obronie królów, ale zemsta na awarskich wojownikach, którzy wymordowali jego rodzinę. W czasie swojej wędrówki Rogan dowiaduje się, że bogowie wyznaczyli mu jednak inne zadanie. Tak krótko zarysowuje się fabuła historii, dla której tłem ma być przeplatanka historycznych wydarzeń, słowiańskich wierzeń i magii. I chociaż zapowiadało się całkiem ciekawie, to im bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym mniej byłam zainteresowana. Winę za to ponosi przede wszystkim słaby styl słowackiego autora. Prostacko-poetycki język to kiepskie połączenie, brakuje tu stylizacji, wszyscy bohaterowie, bez względu na pozycję społeczną, posługują się tym samym, uczonym językiem rodem z popularnonaukowych książek. We wstępie autor napisał, że w poprawionym wydaniu unikał rozwlekłych opisów i nadętych porównań – boję się pomyśleć, jak wyglądała pierwsza wersja, ponieważ w tym wydaniu od porównań, powtórzeń, tautologii aż się roi. Razi strona redakcyjna, niepotrzebne przypisy, literówki, zbyt dosłowne tłumaczenie, którego nikt zdaje się nie poprawił.

Nie przekonują mnie pojawiające się tu postaci. Począwszy od Rogana, doskonałego łucznika, zbolałego ojca i męża, zatwardziałego w swej zemście, postępującego jednak lekkomyślnie i zupełnie nie jak na doświadczonego wojownika przystało. Jego towarzyszka z przypadku, Mirena zwana Osą, irytuje bezczelnością, zarozumiałością, hipokryzją wobec wiary (wierzy w swoją Chors, nie w pozostałych bogów), stereotypową postawą wojującej feministki, która nie ma za sobą głębszej historii; autor nie daje żadnej wskazówki, co mogłoby być przyczyną jej chłodu, bo przecież każdy człowiek się zmienia; ona wydaje się taka sama od zawsze. Także Wielimir, pochodzący z Borynia wojak, który po latach powraca do rodzinnej osady, to tylko prosty chłop, na którym, co dziwne, okrucieństwa wojny nie wycisnęły żadnego piętna. Jego nagła miłość do pięknej i młodej starościny Krasy jest przewidywalna i zupełnie nie ma znaczenia dla opowiadanej historii. Stojący po drugiej stronie awarscy wojownicy, Krwawe Psy, są wyraziście źli, każdy jeden i wszyscy razem, to maszyny do zabijania, wykonujący rozkazy swego władcy, kapłana ciemności Jugurrusa. Ich okrucieństwo nie zna granic, ale ono po prostu jest, nie wzbudza przerażenia czy niepokoju, chwilami tylko obrzydzenie.

O Władcy wilków nie mogłabym też powiedzieć, że ma dobre tło historyczne. Są Słowianie, są Awarowie, wiadomo, że akcja powieści dzieje się ok. IX wieku na terenach dzisiejszej Słowacji, że w osadach władzę sprawują starostowie. I to wszystko. Autor nie pokazuje życia normalnych ludzi, ich myślenia, skupia się jedynie na spustoszeniu, jakiego dokonali Awarowie, ale nie podaje szerszego kontekstu, nie wiadomo, co się dzieje gdzie indziej, jak z klęską radzą sobie mieszkańcy. Więcej o tym jest w nocie historycznej zamieszczonej na końcu książki, szkoda, że autor nie zadał sobie trudu, aby wpleść te informacje w tekst.

Jedynym plusem powieści są fragmenty opisujące bóstwa słowiańskie i elementy wierzeń. Autor całkiem zmyślnie wprowadził poszczególnych bogów, subtelnie pokazując ich obecność w świecie śmiertelników, zarysował ich intrygi i tajemnice, niejednoznaczność. Także Gorywałd, wilk, który stanie się towarzyszem Rogana, zapowiada się na ciekawą osobowość. I dlatego dam szansę i przeczytam kolejny tom.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

niedziela, 6 maja 2012

Skromna majówka

Jakoś ubogo ostatnio, i w książkach, i w kinie. Albo wydawcy nie mają nic do zaoferowania, albo to ja się stałam bardziej wybredna... Nie wspominając już o świecie filmu. Maj był zawsze początkiem sezonu kinowego, wtedy premiery miały najbardziej wybuchowe produkcje, a teraz?... Plastikowe Avengers po moich ostatnich doświadczeniach z Thorem i Iron Manem 2 jakoś mnie nie przekonują...

KSIĄŻKI

Tytuł: Władca wilków
Autor: Juraj Červenàk
Wydawnictwo: Erica
Data premiery: 10 maja 2012 r.

Słowiańskie legendy, bogowie, wilki... W dodatku to trylogia, więc jeśli mi się spodoba, nie przerwę po dwóch częściach, jak to bywa ze mną w wypadku wielotomowych cykli.

„Władca wilków” to pierwszy tom opowieści o zemście potomka bogów, wojownika Rogana, wspieranego przez wilka z zaświatów, Gorywałda.
Prawie dziesięć lat walczył w wojnach, które doprowadziły do rozbicia imperium Awarów, rozciągającego się na równinach pomiędzy Dunajem a Cisą. Należał do drużyn słowiańskich książąt, był najemnikiem, walczącym po stronie Karola Wielkiego, służył w szeregach armii bułgarskiego chana Kruma. Czarny Rogan. Osławiony łucznik, bezlitosny pogromca Awarów. Każdy wódz pragnie mieć go po swojej stronie.
Działa teraz na własną rękę, zapuszcza się w ciemne, zamieszkane przez duchy i demony lasy za Hronem. Tropi ślady Krwawych Psów – najokrutniejszych awarskich oprawców. Dzięki spotkaniu z wiedźmą Mireną i władcą wilków, Czarnobogiem, szybko się dowie, że jego powołaniem jest nie tylko zemsta za dawno nieżyjących bliskich. Aby sprawdzić, jakie drzemią w nim siły i jakie posłannictwo przypadło mu w spadku po nieznanych dotąd przodkach, będzie musiał udać się do królestwa Moreny, bogini śmierci…
„Czarnoksiężnik” to znakomita seria, która błyskawicznie wciąga w świat słowiańskich herosów, książąt oraz magii, kapryśnych bogów i żądnych krwi biesów, a wszystko to na tle prawdziwych wydarzeń historycznych.
W przygotowaniu kolejne tomy przygód Rogana i jego wilczego towarzysza.


Tytuł: Smutna historia braci Grossbart
Autor: Jesse Bullington
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 18 maja 2012 r.

Książka jest całkiem wysoko ceniona za granicą, poza tym jej akcja dzieje się w średniowieczu, drugiej mojej ulubionej epoce historycznej. Świetna okładka.

Myśmy nie złodzieje ani mordercy. My są uczciwi ludzie, których pokrzywdzono.
Jest rok 1364. Wygłodniałe stwory grasują w ciemnych lasach średniowiecznej Europy i zarówno morze, jak i niebo są pełne niewypowiedzianej grozy. Jednakże żadna nikczemność, żadna czarownica czy demon nie dorównują okradającym groby braciom, Heglowi i Manfriedowi Grossbartom. Oto ich historia, smutna lecz prawdziwa.


FILM


Tytuł: Mroczne cienie
Scenariusz: Seth Grahame-Smith
Reżyseria: Tim Burton
Data premiery: 18 maja 2012 r.

Ostatnio mnie Tim Burton nie zachwycał. Sweeney Todd był całkiem niezły, Alicja w Krainie Czarów nie podobała mi się wcale, Charlie i fabryka czekolady wywoływała ciarki i zniesmaczenie. Obawiam się, że Mroczne cienie również nie będą tak rewelacyjne, jak Jeździec bez głowy czy Sok z żuka, ale dam jednemu z moich ulubionych reżyserów kolejną szansę.
W 1752 roku rodzina Collinsonów wraz z synkiem Barnabasem wsiada na pokład statku, który płynie do Ameryki. Mają nadzieję, że tam rozpoczną życie na nowo i fatum, które krąży nad nimi po prostu zniknie. Mija 20 lat. Dorosły już Barnabas (Johnny Depp) ma wszystko, czego mógłby zapragnąć. Jest bogaty i potężny. Jedyną jego wadą jest słabość do kobiet. Wszystko jednak zmienia się, kiedy bohater łamie serce pięknej Angelique Brouchard (Eva Green), która z nienawiści zamienia go w wampira, a potem zabija. Mijają lata. Po niespełna dwóch stuleciach Barnabas znów powraca na ziemię i wtedy dopiero zaczyna na nowo poznawać świat, który wygląda zupełnie inaczej niż za czasów jego młodości.


czwartek, 5 kwietnia 2012

Kwietniowo

KSIĄŻKI

W porównaniu z marcem było w czym przebierać. Oto moje oczekiwane zapowiedzi na kwiecień.

Tytuł: Procedura
Autor: Harry Mulisch
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 4 kwietnia 2012 r.

Trudno mi snuć jakieś przewidywania co do tej książki, bowiem nie słyszałam o autorze, opis również niewiele mówi. Przyciągnęło mnie to wspomnienie o Golemie i słowo „na nowo”, w którym węszę jakąś grę z konwencją. Jak będzie? Zobaczymy.
Tytułową procedurą jest tworzenie – autor snuje rozważania o mistycznych wizjach stworzenia świata, o profesji pisarza powołującego do życia nową rzeczywistość, a także opowiada na nowo legendę o praskim Golemie. Głównym jednak wątkiem są losy biologa, który wyhodował życie w próbówce, lecz nie uporał się z dramatem własnego życia. Po tym jak rozpadło się jego małżeństwo, Wiktor Werker dziwnym zbiegiem okoliczności stał się bohaterem sensacyjnej historii o niezrozumiałym zakończeniu. Brawurowo napisana powieść Mulischa w niepokojący sposób stawia na nowo podstawowe dla ludzkości pytania.

Tytuł: Kleopatra. Biografia
Autor: Stacy Schiff
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 11 kwietnia 2012 r.

Uwielbiam starożytny Egipt. Uwielbiam postać Kleopatry, chociaż bardziej znam ją z filmów i powieści mniej historycznych. A na W.A.B. zawsze mogłam polegać w kwestii doboru ciekawych opracowań. Pozycja do nabycia.
Bogini. Najbardziej wpływowa i najbardziej pociągająca kobieta swoich czasów. Kochanka Juliusza Cezara i Marka Antoniusza. Żona – kolejno – swoich dwóch braci i morderczyni jednego z nich. Matka. Samobójczyni.

Życie Kleopatry VII, ostatniej królowej hellenistycznego Egiptu, obfitowało w wydarzenia, które na zawsze uczyniły ją inspiracją dla twórców. Dzięki temu pamięć o niej pozostała wiecznie żywa, ale też uległa zniekształceniu – prawdziwa Kleopatra zniknęła gdzieś pod warstwami farby, inkaustu, taśmy filmowej.

Stacy Schiff w swojej książce odczarowuje Kleopatrę, zdejmując z niej, warstwa po warstwie, ów szlachetny kulturowy osad, oddzielając fakty od fikcji. Buduje przy tym obraz antycznego świata, bo osadza swoją bohaterkę pośród ludzi z krwi i kości, na tle ówczesnych realiów. Przy okazji portretuje również jej dwóch sławnych kochanków, a wraz z nimi przybliża polityczną zawieruchę w ówczesnym imperium rzymskim.
Jednak to nie polityka i nie wodzowie są głównymi bohaterami, ale ona – kobieta, o której Blaise Pascal powiedział, że nawet kształtem nosa wpłynęła na kształt świata.
Tytuł: 451° Fahrenheita
Autor: Ray Bradbury
Wydawnictwo: Solaris
Data premiery: 17 kwietnia 2012 r.

Klasyka SF. Tym razem zamierzam się zmierzyć z tym wydaniem.
Po niebie latają odrzutowce z głowicami atomowymi, ludzie spędzają czas przed telewizyjnymi ścianami, a strażacy – zamiast gasić – wzniecają pożary. Najchętniej palą książki…do tego są zostali powołani.
451 stopni Fahrenheita to temperatura, w której zaczyna palić się papier.
Najsłynniejsza powieść Raya Bradbury’ego, pięćdziesiąt pięć lat od pierwszego wydania, wciąż szokuje i wzbudza pozytywne emocje. Kiedyś odbierana jako głos przeciwko totalitaryzmowi, teraz ukazuje drugie dno i zmusza do namysłu nad losem cywilizacji.
Świat wyzbyty „wysokiej kultury”, zdominowany przez opery mydlane, historyjki obrazkowe, tanią rozrywkę dla mas. Nie ma w nim miejsca na rozmowę, miłość, szczęście. Zastępują ją dragi, ogłupiająca telewizja, przemoc, samotność w tłumie.
Wizja Bradbury’ego, szokująca przed półwieczem, dzisiaj także budzi dreszcz realnego przerażenia – oto na własne oczy widzimy, jak futurystyczne i groźne założenia autora stają się rzeczywistością. Dobrowolne odrzucenie dorobku kultury, schedy po pokoleniach przodków szokuje, ale przykład strażaka Guya Montaga pokazuje, że nie jest łatwo zabić człowieczeństwo, a to co dobre, zawsze w człowieku na wierzch wypłynie.
Tytuł: Noc żywych Żydów
Autor: Igor Ostachowicz
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 18 kwietnia 2012 r.

To na pewno nie będzie łatwa lektura, ale intryguje mnie ta książka, która począwszy od tytułu budzi prowokacje. Czy przeczytam, nie wiem, ale zapisuję do notatnika.
Współczesna Warszawa. Zblazowany trzydziestoparolatek, typowy przedstawiciel nowej klasy średniej, dryfuje od kobiety do kobiety, od baru do baru, od przelewu do przelewu. Ale wszystko do czasu. Pewnego dnia, po serii niefortunnych zdarzeń i tajemniczych znaków, nasz bohater znajduje przejście do innego świata. Tego świata, w którym kilkadziesiąt lat temu rozegrał się dramat warszawskich Żydów. Jak poradzić sobie z przeszłością, która nie chce odejść w zapomnienie?
Znakomity styl, żywa akcja i widmo historii. „Noc żywych Żydów” to książka śmiała i prowokacyjna.
Tytuł: Baśnie japońskie
Autor: Royall Tyler
Wydawnictwo: G+J
Data premiery: 18 kwietnia 2012 r.

Kolejna z serii książka baśni od wydawnictwa G+J. Poprzednie mało mnie interesowały, jednak o mitach i opowieściach Japonii wiem tak mało, że z chęcią sprawdzę tę pozycję.
Oto dwieście dwadzieścia oszałamiających opowieści wywodzących się ze średniowiecznej Japonii, wprowadzających czytelnika w bajeczny, odległy świat pełen świętych i złoczyńców, cudownych uzdrowicieli i duchów oraz najróżniejszych bóstw i demonów. Opowieści o cudach, rozmaite wizje piekieł, żarty, baśnie i legendy odzwierciedlają sposób pojmowania świata przez Japończyków w klasycznym okresie rozwoju ich cywilizacji. Znakomicie opracowane opowieści utrzymują równowagę między liryzmem a dramatyzmem, między sprośnością a głębią, pozwalając odkryć kulturę, która – choć dawno przestała istnieć – wciąż fascynuje.
Tytuł: Żona tygrysa
Autor: Téa Obreht
Wydawnictwo: Drzewo Babel
Data premiery: 18 kwietnia 2012 r.

O tej powieści wiele dobrego naczytałam się w zachodniej prasie (Obreht otrzymała za tę powieść Orange Prize w 2011 r. i jak dotąd jest najmłodszą laureatką w historii tego wyróżnienia). Wreszcie będzie można się przekonać, czy to tylko przereklamowane opinie, czy jednak jest w tej książce „coś” poza rewelacyjną okładką.
Obdarzona wyjątkowo bujną wyobraźnią i darem epickim, Téa Obreht odwiedza Bałkany swojego dzieciństwa. Mając w pamięci pełne niesamowitych postaci i wydarzeń bałkańskie opowieści ludowe, intuicyjnie wyczuwa, jak poprzez mit dotknąć najciemniejszych zakamarków ludzkiej duszy i jej lęków, i jak z całą mocą pisać o życiu i śmierci. Sposób, w jaki prowadzi narrację, przywołuje na myśl Gabriela Garcię Marqueza. „Żona tygrysa” jest cudowną, oryginalną powieścią. Piękny debiut, zapowiadający wielką karierę literacką.
Tytuł: Więzień nieba
Autor: Carloz Ruiz Zafón
Wydawnictwo: MUZA
Data premiery: 19 kwietnia 2012 r.

Trzecia powieść z cyklu Cmentarz Zaginionych Książek. Mam nadzieję, że będzie tak porywająca jak Cień wiatru i zatrze we mnie nieprzyjemne wrażenia po Grze Anioła.
Rok 1957. Interesy rodzinnej księgarni Sempere i Synowie idą tak marnie jak nigdy dotąd. Daniel Sempere, bohater Cienia wiatru, wiedzie stateczny żywot jako mąż pięknej Bei i ojciec małego Juliana. Następny w kolejce do porzucenia stanu kawalerskiego jest przyjaciel Daniela, Fermín Romero de Torres, osobnik tyleż barwny, co zagadkowy: jego dawne losy wciąż pozostają owiane mgłą tajemnicy. Ni stąd, ni zowąd przeszłość Fermina puka do drzwi księgarni pod postacią pewnego odrażającego starucha. Daniel od dawna podejrzewał, że skoro przyjaciel nie chce mu opowiedzieć swej historii, to musi mieć ważny powód. Ale gdy Fermín wreszcie zdecyduje się wyjawić mroczne fakty, Daniel dowie się „rzeczy, o których Barcelona wolałaby zapomnieć”.
Jednak niepogrzebane upiory przeszłości nie dadzą się tak łatwo wymazać z pamięci. Daniel coraz lepiej rozumie, że będzie musiał się z nimi zmierzyć. I choć zakończenie powieści wydaje się ze wszech miar pomyślne, to Ruiz Zafón mówi nam wprost, że „prawdziwa Historia jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła”.
Tytuł: Panowie Północy
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Erica
Data premiery: 24 kwietnia 2012 r.

Na razie nie zamierzam czytać (zaczęłam Złodzieja z szafotu tego autora), więc tylko dla odnotowania.
Jest rok 878. Anglosasi króla Alfreda wyparli wikingów z Wessexu. Uhtred – bohater zwycięskiej bitwy, decydującej o losach królestwa Zachodnich Sasów – wyrusza na północ Brytanii. Chce pomścić przybranego ojca, przed laty zdradziecko zamordowanego przez zaprzysięgłego wroga, hardego duńskiego jarla Kjartana Okrutnego.
Krainy Północy pogrążają się w chaosie wojny domowej. Uhtred, zebrawszy nieliczną drużynę, sposobi się do starcia z nieprzyjacielem kryjącym się za murami niezdobytej twierdzy Dunholm. Jednak los szykuje dla niego wiele niespodzianek – minie dużo czasu, nim zemsta zostanie dopełniona, a walka o rządy nad ziemiami Północy wygrane.
„Panowie Północy” to pasjonująca historia osadzona w realiach wczesnośredniowiecznej Anglii, kraju podzielonego na wiele państewek, rozdzieranego wojnami, gnębionego najazdami wikingów i Szkotów.
Tytuł: Wyznania łgarza
Autor: Philip K. Dick
Wydawnictwo: Rebis
Data premiery: 24 kwietnia 2012 r.

Absolutne must have tego miesiąca. Czy ktoś jeszcze nie wie dlaczego?;-)
Jack Isidore kolekcjonuje nikomu niepotrzebne przedmioty, wierzy, że Ziemia jest pusta w środku. Jest tak nieprzystosowany do normalnego życia, że jego siostra wraz z mężem zabierają go do domu na wsi. Jednak świat kalifornijskiej prowincji okazuje się równie odcięty od rzeczywistości jak tytułowy łgarz.
Tytuł: Szachownica flamandzka
Autor: Arturo Pérez-Reverte
Wydawnictwo: MUZA
Data premiery: 25 kwietnia 2012 r.

Kolejna książka Reverte, którego polubiłam przy okazji Ostatniej bitwy templariusza. Tym razem też wątek kryminalny, ale z kobiecą bohaterką w roli głównej. Warto sprawdzić.
Ktoś popełnił morderstwo w 1472 roku. Klucz do zagadki tkwi wśród figur przedstawionych na flamandzkim obrazie „Partia szachów” mistrza Pietera van Huys. Ktoś popełnił morderstwo w 1991 roku. Kluczem do zagadki jest ta sama partia szachów, którą tajemniczy zabójca rozgrywa dalej pięćset lat później. Obydwie zagadki chce rozwiązać Julia, młoda konserwatorka sztuki – tym bardziej że giną osoby w jej otoczeniu. Musi je rozwiązać, jeśli sama chce przeżyć.
„Szachownica flamandzka” to wspaniała przygoda z pogranicza sztuki, szachów i mrocznej opowieści detektywistycznej.
Tytuł: Władca much
Autor: William Golding
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 26 kwietnia 2012 r.

Jeszcze jedna klasyczna pozycja w zestawieniu, chociaż już nie SF. Dawno temu oglądałam film i do tej pory pamiętam niektóre przerażające sceny, może uda mi się przeczytać książkę w tym roku.
Nagrodzona Noblem klasyka światowej literatury w nowym wydaniu – ze wstępem Stephena Kinga!
Książka opisuje grupę chłopców, ocalałych z katastrofy samolotu, którzy znaleźli się na bezludnej wyspie. Rozbitkowie podejmują próbę zorganizowania własnych rządów i społeczności z dala od cywilizacji. Nieoczekiwanie próba ta kończy się tragicznie. Dzieci z dobrych domów, pozostawione sobie, zamieniają rajski krajobraz w prawdziwe piekło.
Golding w mistrzowski, niemal bolesny dla czytelników sposób rozwiewa złudzenia o dobrej naturze człowieka.
KINO

Tytuł: Dom w głębi lasu
Scenariusz: Joss Whedon & Drew Goddard
Reżyseria: Drew Goddard
Data premiery: 27 kwietnia 2012 r.

W tym miesiącu tylko jedna premiera przykuła moją uwagę (właściwie to dwie, ale oprócz Alexandera Skarsgårda w Battleship: Bitwa o Ziemię nic mnie nie interesuje, więc bez sensu umieszczać ten film w zapowiedziach). Po pierwsze Dom w głębi lasu ma rewelacyjny plakat. Po drugie zaciekawił mnie trailer, który bardziej mnie rozbawił niż przestraszył, więc w filmie liczę na tę przewrotność, którą zobaczyłam w zwiastunie.

Ponieważ na Filmwebie nie ma opisu filmu, to moja zajawka fabuły na podstawie trailera:
Piątka przyjaciół wyrusza do opuszczonej chaty z dala od cywilizacji. Zamierzają szaleć, pić, bawić się niczym nieskrępowani, ale okazuje się, że muszą się zmierzyć z tkwiącą w drewnianych ścianach tajemnicą.

czwartek, 13 października 2011

Nienawidził i kochał, cierpiał - "Excalibur", Bernard Cornwell, tłumaczenie: Paweł Korombel, Erica 2011


Ostrzeżenie: jeśli nie czytaliście poprzednich części, nie czytajcie tej recenzji.

Ostatnia część trylogii o Arturze już za mną i jeszcze brzmią we mnie ostatnie słowa Derfla, które ponownie pozostawiły mnie w lekkim szoku. Excalibur to niewątpliwie najlepszy z tomów i mimo że wiadomo, jak to się wszystko skończyło, Bernard Cornwell zaskoczył mnie raz jeszcze, oddając hołd mitowi, jakby w ten sposób chciał przypomnieć czytelnikowi, że cała opowieść nim jest.

Chociaż początkowo nie zgadzałam się z wizją legendarnego wodza narysowaną przez Cornwella, a później tak bardzo w nią uwierzyłam, że zwątpiłam w Artura, to jest to z pewnością jedna z nielicznych postaci literackich, która wzbudziła we mnie tak sprzeczne uczucia. Z jednej strony nie mogłam znieść jego naiwności i ufności w zwycięstwo dobra nad złem, z drugiej strony zaś podziwiałam niezłomną wiarę w samego siebie i siłę walki. Co więcej, mam wrażenie, że sam bohater miotał się między podobnymi uczuciami – nie pragnął władzy, traktował ją jako uciążliwy obowiązek, wciąż powtarzając, że jego największym marzeniem jest spokojnie żyć na niewielkim spłachetku ziemi. Jednak szał bitwy, starcia z wrogiem w najmniej dogodnych warunkach i, jak dzisiaj byśmy to określili, konieczność działania pod presją, sprawiały, że był w swoim żywiole, niewątpliwą przyjemność czerpał także z szacunku swoich wojowników i lęku swych wrogów. I chociaż nie cierpiałam go za wierność przysięgom bez znaczenia, za naiwność i okazywanie łaski tym, którzy na nią nie zasługiwali, a karanie tych, którzy nie zawinili (przynajmniej nie bardziej niż on), ostatnie strony powieści czytałam prawdziwie poruszona odejściem człowieka-legendy, symbolu pewnej epoki, która chociaż odeszła wraz z nim, nigdy nie została zapomniana. Rację miała Ginewra, gdy parafrazowała Catullusa, opisując Artura: Odi et amo, excrucior.

Excalibur jest powieścią-bitwą, jedna walka następuje po innej, Brytowie stają przeciwko Saksonom, walczą sami ze sobą. Niezwykle plastyczne opisy tych potyczek sprawiają, że czytelnik jest pośrodku krwawego chaosu, słyszy szczęk oręża i zbroi, krzyki wojowników, czuje zapach posoki unoszącej się nad każdym miejscem bitwy, widzi odwagę, strach, ból i chociaż każda kolejna bitwa jest okropniejsza od poprzedniej, nie może oderwać wzroku. Autor, pokazując bestialstwo wojny, nie moralizuje, jak czyni to wielu twórców, że walka jest złem, można raczej odnieść odwrotne wrażenie – to pragnienie wiecznego pokoju sprowadza wojnę, a Artur jest symbolem takiego pragnienia, to ono doprowadziło wielkiego wodza do klęski, to ono podzieliło Brytanię i wystawiło ją na pastwę barbarzyńskich hord. Co mnie natomiast nieco irytowało, to ciągłe ukazywanie chrześcijaństwa w złym świetle. Nie żeby autor zbytnio oddalił się od historycznej prawdy o poczynaniach chrześcijan we wczesnym średniowieczu, nie żeby narrator nie miał prawa pogardzać kościołem za bezczeszczenie jego własnych wierzeń, ale przedstawianie wszystkich chrześcijan, bez wyjątku, jako złych, zawistnych, nietolerancyjnych wydaje mi się lekką przesadą.

W książce najmniej jest jednak bzdurzenia Derfla (co przeszkadzało nie tylko Merlinowi, mnie także) o swojej marności i kajającego się przed chrześcijańskim bogiem, którego wszak nigdy nie uznawał. Teraz poznałam odpowiedź na najbardziej dręczące mnie pytanie, wiem, dlaczego Derfel zamienił swych bogów na jednego i nie umiem mu odmówić słuszności, rozumiem też, skąd się to kajanie wzięło i, tak jak przewidział to Maeg, który trylogię przeczytał, zmieniłam zdanie o tym bohaterze. Cornwell jest jednym z niewielu autorów, którzy choć budują dość stereotypowe postaci, prowadzą je w taki sposób, że nie tylko ożywają na kartach powieści, wzbudzając emocje, lecz także zaczynają się tym schematom wymykać. Taki jest właśnie Derfel, Artur, Merlin, taka jest Ceinwyn, Ginewra i Nimue. Taki jest też Aelle, który jest według mnie najlepszą postacią męską tej trylogii. Barbarzyński wódz ma więcej honoru niż królowie Brytanii razem wzięci, bije od niego prawdziwy majestat, jest nieugięty w walce, z uniesioną głową dźwiga brzemię władzy i nie uchyla się przed odpowiedzialnością, jednocześnie okazuje się ojcem, lojalnym wobec syna, który przecież wychowywał się nie w jego plemieniu i niejednokrotnie stawał przeciwko niemu w bitwach. Wątek Derfla Cadarna i Aelle’a, wodza Saksonów, jest najlepszym w cyklu, opisanym absolutnie po mistrzowsku, to jednocześnie skomplikowany (przecież należeli do wrogich obozów) i rozbrajająco prosty związek ojca z synem, który, co znamienne, jest silniejszy niż związek syna z matką.

Chociaż Excalibur, podobnie jak Zimowy monarcha i Nieprzyjaciel Boga, to powieść historyczna starająca się przybliżyć na ile to możliwe wczesne dzieje Brytanii, autor nie daje zapomnieć, że jest to także podwójna historia miłosna. Z jednej strony jest burzliwa namiętność łącząca Artura z Ginewrą, z drugiej strony łagodna, ciepła przyjacielska miłość Derfla i Ceinwyn. Nie będę ukrywać, że dużo ciekawszą jest ta pierwsza, chociaż na przysłowiowy koniec dnia zapewne wszyscy marzymy o takim bezpieczeństwie i miłości, jaką dawali sobie wojownik i jego księżniczka. Na scenę powraca Ginewra i to ona, zaraz obok Aelle’a, ponownie zawładnęła moim czytelniczym sercem. Naprawdę uwielbiam tę postać, podziwiam ją i całkowicie rozumiem, ani przez jedną chwilę nie potępiałam, aczkolwiek nie zawsze zgadzałam się z jej wyborami. Cornwellowi udało się stworzyć nieprzeciętną kobietę, która potrafi przyznawać się do błędów, ale nigdy nie ukorzy się, nie będzie błagać o wybaczenie. Ginewra, jak żadna inna poznana przeze mnie bohaterka powieści o średniowieczu, uświadamia, jak ciężkie życie musiała mieć ambitna, inteligentna kobieta tamtych czasów uwięziona wśród mężczyzn niejednokrotnie nie dorównujących jej mądrością. Czas może najwyższy na alternatywną historię mitu, w której władzę objęłaby Ginewra. Jestem przekonana, że byłaby najlepszą królową, swoim niezłomnym charakterem przypomina mi filmową Elżbietę I albo literacką Boudicę.

Po prawdzie nie ma w powieści Cornwella postaci, które nie budziłyby jakichś emocji. Przedstawiani co prawda z jednej tylko perspektywy, wojownicy, księża, władcy, księżniczki, zakonnice, istnieją w świadomości czytelnika od pierwszej do ostatniej kartki, a nawet po odłożeniu książek na półkę. Autor porywa swoim równym, barwnym stylem i nawet liczne literówki nie są w stanie powstrzymać przed pochłonięciem każdego słowa, nie przeszkadza też chwilowy patos albo melodramatyzm, którego i tutaj nie braknie. Trylogia arturiańska zachwyca swoją epickością, zaskakuje grą mitu ze skąpymi historycznymi faktami, a kończy się tak, jak się zaczęła – zdaniem rodem z baśni. Piękna to była opowieść.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Wiecznie dobra pragnąc, wiecznie chaos czyni - "Nieprzyjaciel Boga", Bernard Cornwell, tłumaczenie: Jerzy Żebrowski, Erica 2010


Chociaż pierwszy tom trylogii Bernarda Cornwella wprawił mnie w szok i osłupienie i całkowicie zmienił moje postrzeganie arturiańskiej legendy, to autor wystarczająco mnie zaintrygował, żebym sięgnęła po Nieprzyjaciela Boga. I mimo że byłam przygotowana na zderzenie obowiązującego mitu z wersją Cornwella, to udało mu się jeszcze niejednokrotnie mnie zaskoczyć.
Autor sprawnie kontynuuje podjęte wątki, a poprzednie wydarzenia przypomina zarówno w przedmowie, jak i w toku akcji. Tym razem opowieść wciąga od pierwszych słów, mniej tutaj rozważań Derfla o własnej marności, nawet przestoje akcji są interesujące, bowiem stanowią część historii. W Nieprzyjacielu Boga wyodrębnić można trzy główne wątki. Jednym jest poszukiwanie artefaktu, największego skarbu Brytanii, magicznego Kotła, z którego pomocą Merlin pragnie przywrócić władzę dawnym bogom. Drugim życie samego Derfla. Narrator daje się poznać z romantycznej strony, czytelnik więcej dowiaduje się o jego prywatnym życiu i powiązaniach z ówczesnymi wydarzeniami. Trzecim i najważniejszym motywem są dążenia Artura do jedności brytyjskich plemion i wypędzenia Saksonów z wysp. Autor przedstawił już w Zimowym monarsze Artura jako świetnego stratega, tym razem czytelnik może obserwować również jego mroczniejszą stronę. I tak jak na początku podziwiałam tego bohatera, tak tutaj uznałam go za największego hipokrytę, naiwnego i słabego człowieka, którego największym marzeniem jest wieczny pokój i miłość nawet między wrogami. Rozumiem, w czym tkwiła jego wielkość, ale i jego największa porażka.
W drugim wątku zawiera się również motyw ścierania się religii. O ile pierwszy tom pokazuje obecność czarów w ludzkim świecie jako nieodłączną jego część, w którą jednak nie bardzo wierzą sami druidzi, o tyle tutaj magia traktowana jest z największym respektem. Wyrazem tego może być chociażby poszukiwanie wspomnianego Kotła. Nawet królowa Igraine, praktykująca chrześcijanka, za wszelką cenę pragnie czarów:
– Opowiadają jednak, że wszyscy zniknęliście – upiera się moja królowa. – Ludzie Diwrnacha utrzymywali, że odlecieliście z wyspy. To znana historia! Moja matka mi ją opowiadała. Nie możesz po prostu powiedzieć, że odeszliście! (s. 157-158)
Zgodnie ze świadectwami historii Cornwell przedstawia starą wiarę jako lokalną. Bóstwa tracą moce na terenach nie swojego panowania. Autor rewelacyjnie ilustruje słowami Derfla, poganina, walkę chrześcijan z innowiercami, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie dochodzi do szerzenia nienawiści i prób zwalczenia drugiej religii. Czytelnik coraz mocniej zdaje sobie sprawę, że stary świat odchodzi nieubłaganie, a wierzenia zachowają się w sercach jego wyznawców tylko do czasu ich śmierci. Co więcej, świat religii pokazany jest w silnej opozycji do rzeczywistości Artura. Sam tytuł powieści może być rozumiany dwuznacznie. Chociaż według narratora Nieprzyjacielem Boga wódz został nazwany przez chrześcijan, to nie wierzył on także w bogów Dumnonii. Pragnął za wszelką cenę przywrócić porządek rodzinnym ziemiom, co, jak powiedział Merlin, a potwierdził Derfel, jest niemożliwe:
Kiedy jednak panuje porządek, nie potrzebujemy już bogów. […] Jeżeli wszystko rozumiesz – mówiłem z namysłem – to nie ma już miejsca na czary. Wzywasz bogów tylko wtedy, kiedy jesteś zagubiony i wylękniony. Oni jednak lubią być wzywani, czują się bowiem wtedy potężni, i dlatego właśnie chcą, aby panował chaos. (s. 76)
Tak, w świecie, w którym człowiek wszystko pojmuje, nie ma miejsca na cuda ani na wiarę, bo po co wierzyć, skoro wszystko daje się wyjaśnić naukowym językiem? Czyż nie do tego dąży człowiek? Jakkolwiek Nieprzyjaciel Boga to powieść historyczna, nie sposób nie zauważyć, że doskonale wpisuje się w czasy współczesne.
Podobnie jak pierwsza część, tak Nieprzyjaciel Boga zachwyca historycznymi realiami i świetnie zobrazowanymi bohaterami, aczkolwiek subiektywizm w przedstawianiu niektórych osób i wydarzeń chwilami męczy. Żadna z postaci nie stoi w miejscu, każda w jakiś sposób ewoluuje, każdą czytelnik poznaje głębiej. Zgodnie z moim życzeniem w drugim tomie częściej pojawia się Ginewra, która dopiero tutaj ujawnia swe prawdziwe oblicze, a jednak nadal fascynuje i wydaje mi się jedną z najlepiej dopracowanych postaci w trylogii. Prym wiedzie natomiast Merlin, który swoim charakterem przypomina mi czarownika z filmu Excalibur (nakręconego na podstawie poematu Malory’ego) – jego potęga nie tkwi w znajomości zaklęć, ale w nieprzeciętnej inteligencji, przebiegłości, wyrachowaniu i stanowczości w dążeniu do celów, bezczelności i bucie, które budzą szacunek i lęk, sprawiają, że chociaż jest strażnikiem dawnej wiary, jego zdanie nadal liczy się wśród królów Brytanii. Autorowi udaje się uniknąć jednoznaczności w odebraniu Saksonów, różniących się kulturą, ale posiadających wśród swoich mądrych oraz marnych wodzów. Aelle czy Cedrik mogą się równać z niejednym władcą Brytów pod względem wielkości w walce, jednak żaden nie dorasta Arturowi do pięt.

Historia snuta przez Derfla wydaje się bardzo prawdziwa, aczkolwiek osoba jego samego nie daje zapomnieć, że to zaledwie jedna z wersji i trzeba się liczyć z tym, że nie jest obiektywna. Cierpiętnicza postawa narratora nadal mnie denerwuje, coraz częściej jednak zastanawiam się, dlaczego wybrał on życie zakonnika i służy znienawidzonemu przez siebie Sansumowi, skoro ten przedstawiany jest jako najczarniejszy z charakterów (zaraz po Lancelocie). Oprócz głównych wątków autor wplata w Nieprzyjaciela Boga opowieści związane z mitem arturiańskim, jak choćby historię miłości Tristana i Izoldy, nie mającą nic wspólnego z tą, którą znamy z liceum. Potężną dawkę romantyzmu, melodramatu nawet dostajemy w wydarzeniach z życia samego Derfla. W powieści zdarzają się też zwroty akcji, jakich nie powstydziliby się twórcy telenowel. Mimo wszystko lektura nie ciąży i nawet spora ilość błędów nie razi tak bardzo, jak by mogła przy nudniejszej i mniej wprawnie napisanej książce.


Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

piątek, 8 lipca 2011

Odarty z legendy - "Zimowy monarcha", Bernard Cornwell, tłumaczenie: Jerzy Żebrowski, Erica 2010


Zimowy monarcha Bernarda Cornwella jest pierwszą częścią trylogii arturiańskiej uznawaną przez wielu za jedne z najlepszych i najwierniejszych historii książek o czasach mitycznego Artura. Historycy wciąż się spierają, czy taka postać w ogóle istniała, ale badania wskazują, że w średniowieczu rzeczywiście mógł żyć wódz o tym rzymskim imieniu, ale czy zjednoczył Brytanię w walce z Sasami bądź innymi najeźdźcami? Na to pytanie, jak i na wiele innych nikt nie jest w stanie odpowiedzieć.

Od tego mamy legendy, tajemnicze i pełne magii opowieści stawiające Artura na równi z bogami Brytanii, wysławiające jego odwagę, roztropność, męstwo, mądrość i silną wiarę w chrześcijańskiego boga. Motyw arturiański jest nadal jednym z najpopularniejszych w popkulturze, mierzyło się z nim zarówno wielu pisarzy, jak i twórców filmowych. Większość jednak pozostawała wierna legendzie w najważniejszych szczegółach: Artur był mądrym i sprawiedliwym królem, z wianuszkiem wiernie oddanych rycerzy, z piękną i łagodną, aczkolwiek niezależną żoną Ginewrą, która płomienną miłością obdarzyła najlepszego wojownika w całej Brytanii, Lancelota z Jeziora, oczywiście z wzajemnością. W każdym wypadku mamy do czynienia z trójkątem miłosnym, przeważnie miłość między dwojgiem młodych jest czysta i prawdziwa, a starzec (jako taki jest przedstawiany w wielu powieściach, o filmach nie wspominając, mi już zawsze będzie się z nim kojarzył Sean Connery) mimo poczucia zdrady rozumie ich uczucie. Przeważnie obecny jest też Merlin i/lub Morgana, ten pierwszy jako niezwykle mądry i potężny, jego uczennica przedstawiana jest zazwyczaj w mrocznym świetle. Jest Excalibur, Avalon, czasem Pani Jeziora. I chociaż czytane przeze mnie jakiś czas temu Mgły Avalonu częściowo pokazały inną, bardziej wiarygodną i mniej magiczną wizję tamtej Brytanii i tego wielkiego króla, to Bernard Cornwell pozbawił legendę wszelkiego czaru.

Zdarzyło się to w krainie zwanej Brytanią (s. 15) – takie jest pierwsze zdanie powieści, brzmi jak początek baśni. I na tym kończy się baśniowość książki. Zimowy monarcha jest bowiem powieścią historyczną, w której autor odarł wszystkich bohaterów legendy arturiańskiej z mitycznego nimbu i chwały, pozostawiając zwyczajnych ludzi targanych wątpliwościami, słabych wobec własnych emocji i pragnień, wyrachowanych w dążeniu do władzy, czasami nieporadnych, chwilami cierpiących. Wciąż nie jestem w stanie otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała we mnie lektura Zimowego monarchy, chociaż minęło już sporo czasu. Nie jestem też pewna, czy taka wizja historii, nie legendy, nie mitu, nie baśni, ale historii właśnie, mi pasuje. Nie wiem, czy nie wolałam Artura jako pół herosa, Lancelota jako pełnego namiętności, ale honorowego wojownika, Ginewry jako mądrej i łagodnej damy miotającej się w uczuciach i poczuciu winy. Najpierw Marion Zimmer Bradley, a potem Bernard Cornwell, zwłaszcza on, odmienili ich wizerunki tak bardzo, że nigdy już nie będę o tych bohaterach myślała tak samo.

Ba, przez dwieście stron zastanawiałam się, czy nie dać sobie jednak spokoju, bowiem opowieść Cornwella nudzi i męczy rozwlekłym tempem, irytuje osobą narratora, byłego barbarzyńcy, w chwili spisującego historię będącego już zestarzałym mnichem, wciąż przepraszającym swojego chrześcijańskiego boga. W wytrwałości trzymała mnie jedynie dbałość autora o zgodność ze źródłami historycznymi i świetnie odwzorowana obyczajowość tamtejszych ludzi. Potem dałam się całkowicie wciągnąć i prowadzić prostemu, aczkolwiek barwnemu stylowi autora, chociaż cały czas denerwował mnie narrator. Cornwellowi udało się coś, co rzadko wychodzi pisarzom – sprawił, że czytając książkę, czułam się tak, jakbym obserwowała ich życie i wybory, stojąc wśród nich. Rewelacyjnie odmalowana została ówczesna mentalność, zwłaszcza obecność wiary i mitów w życiu, proces przemian religijnych, które stają się wątkiem przewodnim powieści.

Sposób ukazania charakterów przypominał mi postaci z Mgieł Avalonu. Podobnie przedstawiony jest Artur, którego wielkość nie tkwi w posturze czy szlachetności, ale w inteligencji, umiejętności postępowania z ludźmi, nawet przebiegłości i wyrachowaniu. Wielbicielki Lancelota będą rozczarowane portretem, jaki mu namalował Cornwell, natomiast mi osobiście taki obraz odpowiadał, ten z legend wydawał się mdły. Bardzo podobne podejście autor ma również do druidów, których przedstawia jako potężną kastę polityków, mających świadomość, w czym tkwi ich władza:
Druidom nie wolno niczego zapisywać, to wbrew zasadom […] Słowo pisane staje się dogmatem. Ludzie zaczynają dyskutować, wyrażają własne zdanie, nawiązują do tekstu, tworzą kolejne manuskrypty, wdają się w polemiki i wkrótce zaczynają się zabijać. Gdy niczego nie zapisujemy, nikt nie wie, co dokładnie powiedzieliśmy, i zawsze można wszystko zmienić. (s. 330)
Cornwell uczciwie przedstawia również kobiety. Nie są one tłem ani bezwolnymi nagrodami mężczyzn, mają własne zdanie i dużą samoświadomość. Podobnie jak Bradley autor Zimowego monarchy stawia w opozycji kobietę chrześcijańską i barbarzyńską. Jedyną chrześcijanką jest tutaj królowa Igraine, która namawia Derfla do spisania historii o Arturze, typowa średniowieczna dama łaknąca romantycznych opowieści, pragnąca magii i tajemnicy, obwiniająca siebie za niemożność wydania na świat dziecka swemu mężowi. Pozostałe bohaterki, zarówno Morgana i Nimue, jak i Ginewra nie mają w sobie nic z uległych panien trzepoczących rzęsami i w pokorze słuchających mężów i księży. Obie druidki rywalizują ze sobą wprawdzie o względy Merlina, jest to jednak bardziej walka o władzę, o pozycję w Avalonie niż kwestia zdobycia mężczyzny czy przypodobania się jemu. Ginewra natomiast jest tu postacią niejednoznaczną. Nie wiem, czy naprawdę kochała kiedykolwiek Artura, czy omotała go po to tylko, aby zdobyć władzę, a o jej związku z Lancelotem czytelnik dowiaduje się z niepewnych plotek. Na pewno jednak ta rudowłosa piękność nie jest chrześcijańską fanatyczką, doskonale zna swoją wartość, jest niezwykle inteligentna i silna, bardzo mi zaimponowała i muszę przyznać, że chciałabym, aby była bardziej obecna w kolejnych częściach.

Jak wcześniej wspomniałam, Cornwell doskonale operuje skąpymi, historycznymi faktami, w obrazowy sposób pokazuje tworzenie się narodowości Brytów, konflikty społeczne i wojenne. W opisach jest oszczędny, co nie przeszkadza w dokładnym wyobrażeniu sobie poszczególnych władców czy sytuacji, w jakich się znajdują. Zimowy monarcha to kawałek dobrej historycznej prozy, intrygujący wstęp do losów Brytanii, Artura i pozostałych bohaterów. Szkoda tylko, że polska redakcja nie postarała się tak jak autor, w książce w oczy rzuca się mnóstwo błędów interpunkcyjnych czy literówek, niektóre strony sprawiają wrażenie w ogóle nie sprawdzonych. Nie przeszkodzi mi to jednak w zapoznaniu się z dalszym ciągiem historii.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

wtorek, 1 lutego 2011

Książka w lutym

Tytuł: Vatran Auraio
Autor: Marek S. Huberath
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 3 luty 2011

Czytałam kiedyś Miasta pod skałą Huberatha i mimo że lektura nie należała do najłatwiejszych, bardzo mi się powieść podobała. Pomysł Vatran Auraio niebanalny, erudycji i pięknego stylu jestem pewna.
W nieokreślonej przyszłości, na niegościnnej planecie, w położonej miedzy górami Matcinu Dolanu, żyje niewielka wspólnota, na prymitywnym poziomie rozwoju według dzisiejszych standardów.
Mieszkańcy – potomkowie kolonistów, którzy na nią kiedyś trafili, walczą o przetrwanie ograniczeni małym skrawkiem terenu, który nadaje się do życia, ciężkimi warunkami bytowymi i koniecznością walki z niesprzyjającym klimatem, wyniszczającymi drobnoustrojami oraz groźnymi medvadami i porokami. Ludzie żyją tylko kilka sezonów, dopóki nie strawi ich krve znama lub nie poddadzą się vyleta – jedynemu sposobowi prokreacji, wymagającemu – ze względu na anatomię kobiet – śmiertelnej ofiary mężczyzny i kobiety.
Żeby ludzkość mogła przetrwać, specjalnie wybrani: kobieta i mężczyzna z doliny, czuwają nad przebiegiem obrzędów, gromadzą i przekazują następnym pokoleniom całą dostępną wiedzę o świecie. Są to auraio i aurica – nazwani tak z powodu nietypowych organizmów – karmiących piór, które sobie wszczepiają, by czerpać pożywienie z energii słonecznej. Dzięki temu, że mieszkają w oddalonych górach, tam gdzie nie panoszą się drobnoustroje, drapieżnik i dzięki piórom, mogą żyć dłużej niż przeciętny mieszkaniec wioski. W samej wiosce rządzi vedan podległy auraio; ważną funkcję pełni też wybierany co sezon nauczyciel.
W tej społeczności ostatnich ludzi obecny Vatran Auraio (Płomienisty Orzeł) dopilnowuje vyleta, żegna swoją byłą zbuntowaną kochankę; gdy nagle okazuje się, że jego misja auraio nie będzie łatwa. Wybrana aurica z zazdrości o inną kobietę popada w szaleństwo, nauczyciel miesza w głowie społeczności, vyleta okazuje się nieudane; do tego w górach zstępują Priljetatjela – osobnicy z innego świata. Najmądrzejszy z żyjących ludzi nie wie, dokąd zmierza świat, wątła wiedza już nie wystarcza, by sprostać sytuacji.
Tytuł: Efemeryda
Autor: Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz Jr
Wydawnictwo: Oficynka
Data wydania: 11 luty 2011

Kolejna powieść mrocznego duetu. Zbieram do informacji, gdyż jeszcze żadnej książki nie czytałam niestety.
Myślisz, że najgorsze już minęło? Twój koszmar dopiero się zaczyna! Zwłaszcza jeśli jesteś pasażerem pewnego samolotu…
Artur Gałecki, ceniony i doświadczony pilot, czuje narastający niepokój. Ktoś próbuje go zastraszyć, bywa w jego mieszkaniu, kiedy go nie ma, przestawia meble, zmienia ułożenie obrazów. Złe przeczucia Artura potęgują się, osiągając kulminacyjny punkt w czasie kolejnego rejsu, kiedy okazuje się, że są one jak najbardziej uzasadnione. Ogromnym wysiłkiem udaje mu się posadzić Boeinga 737 na nieczynnym lotnisku. Radość załogi i pasażerów okazuje się jednak przedwczesna…
Mroczne zdarzenia, narastająca groza i wszechogarniający lęk – wszystkie te elementy składają się na niepowtarzalną atmosferę „Efemerydy”. Ten horror naprawdę Cię zaskoczy. Całkiem możliwe, że po jego lekturze już nigdy nie zdecydujesz się na żaden lot…
Tytuł: Zbrodnia w błękicie
Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 15 luty 2011

Kryminał retro osadzony w XIX-wiecznej scenerii Tarnowic. Ta epoka niezmiennie mnie ciekawi i jak dotąd wszystkie powieści z gatunku bardzo mi się podobały, mam nadzieję, że książka Kwiatkowskiej będzie kolejną. Śliczna okładka.
Młody podróżnik i detektyw hobbysta, Jan Morawski, przybywa w śnieżną zadymkę do pałacu w Tarnowicach. Pierwszy wspólny posiłek z gospodarzami i ich gośćmi ujawnia niespodziewane urazy, konflikty i żale. Ta podminowana atmosfera ma tragiczny finał. Następnego ranka w błękitnej sypialni pokojówka znajduje zwłoki kobiety. Do akcji wkracza Morawski. Przytłacza go jednak ogrom wykluczających się dowodów i sprzecznych zeznań, skrywanych grzeszków, animozji i zdrad. Co gorsza niemal wszyscy mieli motyw i możliwość popełnienia zbrodni. Ale czy to koniec morderstw? Czy ktoś jeszcze zginie?
Schyłek XIX wieku. Wyraziście zarysowane postaci na tle wysmakowanych pałacowych wnętrz, pełnych barw, zapachów i dźwięków. Skuteczna walka z pruskim zaborcą, znakomicie wplecione wątki historyczne, literackie i obyczajowe. I intryga rodem z powieści Agathy Christie z morderstwem w tle, osadzona w mroźnej ziemiańskiej Wielkopolsce.
„Zbrodnia w błękicie”, udany debiut Katarzyny Kwiatkowskiej, to trzymający w napięciu aż do ostatniej strony polski kryminał retro.
Tytuł: Te ściany są zimne i inne opowiadania
Autor: Truman Capote
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 16 luty 2011

Nazwisko autora mówi samo za siebie, a lista planowanych w nieogarniętej przyszłości zakupów rośnie...
Skala talentu Trumana Capote (1924-84) najszerzej objawia się w jego opowiadaniach. W doskonale podpatrzonych realiach codzienności, przyglądamy się ludziom – ofiarom pychy, fobii czy kompleksów, którym przydarzają się niezwykłe sytuacje. Jak panią Manson oszukała przyjaciółka? Kim jest dziwna dziewczynka, wprowadzająca się do szacownej starej panny? Do czego doprowadzi Kay spotkanie z parą wróżbitów? Intrygujące obrazki psychologiczno-obyczajowe o gęstym nastroju z nieoczekiwaną puentą.
Tytuł: Finch
Autor: Jeff VanderMeer
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 18 luty 2011

Książki wydawane w Uczcie Wyobraźni warto mieć na półkach. Tylko mi już półek brak...
Wkrocz do świata, w którym zdrada to drugie imię uczciwości.
Prowadząc niemożliwe do rozwiązania śledztwo w sprawie podwójnego morderstwa, detektyw John Finch szuka prawdy wśród wojennych ruin niegdyś potężnego miasta Ambergris. Po sześciu latach rządów nieludzkich szarych kapeluszy Ambergris powoli popada w anarchię. Pozostałości armii buntowników są rozproszone, a ich przywódczyni, tajemnicza Błękitna Dama, zniknęła. Mieszkańców zamyka się w obozach. Kolaboranci wędrują ulicami, brutalnie zaprowadzając porządek. Finch musi sobie poradzić także z nowymi siłami, takimi jak zagadkowy as wywiadu Ethan Bliss, oraz z chorobą jego partnera, Wyte’a, który dosłownie rozpada się pod wpływem presji.
W tej przejmującej powieści spotykają się przeszłość z przyszłością oraz wydarzenia o kosmicznej skali z przyziemnymi sprawami. Co się stanie, jeśli Finch rozwikła śledztwo? Co się stanie, jeśli tego nie zrobi? Czy Ambergris pozostanie takie samo?
Tytuł: Excalibur
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Erica
Data wydania: 23 luty 2011

Wiadomość o wydaniu ostatniego tomu Trylogii arturiańskiej bardzo mnie ucieszyła - dwa pierwsze tomy czekają już, aż skończę czytać Mgły Avalonu, pozostanę więc w klimacie dość długo.
Rebelia Lancelota zostaje stłamszona, jednak małżeństwo Artura chyli się ku upadkowi. Kolejną plagą nękającą Brytów, zwłaszcza tych, którzy nie chcą rezygnować z dawnych wierzeń, jest szerzące się niczym zaraza chrześcijaństwo. Wydaje się, że przejście starzejącego się Artura na nową wiarę jest tylko kwestią czasu…
Merlin, Największy z Druidów, orzekł, że bogowie opuścili Królestwo, a Saksońscy władcy nie mogą zostać pokonani, bez ich pomocy.

Tytuł: Folwark zwierzęcy
Autor: George Orwell
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 23 luty 2011

Następne wydanie kultowej powieści. Może wreszcie uda się przeczytać.
Orwell pisał: ,,Folwark zwierzęcy miał być przede wszystkim satyrą na rewolucję rosyjską. Jednak, jak podkreślam, przesłanie utworu jest szersze:chciałem wyrazić w nim myśl, iż ów szczególny rodzaj rewolucji (gwałtowna rewolucja oparta na konspiracji, z motorem napędowym w postaci nieświadomie żądnych władzy osób) może doprowadzić jedynie do zmiany władców. Mój morał brzmi tak oto: rewolucje mogą przynieść radykalna poprawę, gdy masy będą czujne i będą wiedzieć, jak pozbyć się swych przywódców, gdy tamci zrobią, co do nich należy. […] Nie można robić rewolucji, jeśli nie robi się jej dla siebie; nie ma czegoś takiego, jak dobrotliwa dyktatura”.
Tytuł: Abaddon - anioł zagłady
Autor: Ernesto Sábato
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 28 luty 2011

Proza egzystencjalna, zawiłości snu, dużo symboliki w cieniu końca świata - może nie odkrywcze, ale wydaje się intrygujące.
Arcydzieło literatury iberoamerykańskiej ubiegłego wieku.
„Abaddon” to wyprawa w sferę snu, zagmatwane symbole, tajemnicze sceny i wizje. Pisarz zaprasza w mroczną podróż w głąb własnej duszy. Bohaterem czyni samego siebie, również swoją żonę M. i wiele innych znanych i realnych postaci świata Buenos Aires. W książce odnajdziemy fragmenty wywiadów udzielanych przez pisarza, zapisy jego spotkań z czytelnikami, rozmowy lewicowych intelektualistów argentyńskich z lat 70. na temat zaangażowania w stylu Cortázara, Sartre’a czy Che Geuvary oraz orgii erotycznych i różnych sposobów wykorzystania wibratora.
Sábato tworzy portret ludzkości w przededniu Armageddonu. Wśród przewijających się u niego postaci są również bohaterowie jego książek: Aleksandra, Marcin i Bruno czy Vidal Olmos z „O bohaterach i grobach” oraz malarz Castel z „Tunelu”. Długą wędrówkę swego „ja” podziemnymi korytarzami apokaliptycznego Buenos Aires kończy we własnym domu, spotykając się z samym sobą, zagłębionym w fotelu.
„Abaddon – anioł zagłady” to zapis niepokojów dręczących pisarza, jego obsesji, rozważań nad kwestią odpowiedzialności za słowo i losem współczesnego człowieka. Jaka jest rola pisarza i literatury w czasach rewolucji? Czy artysta powinien walczyć z karabinem w ręku? Wedle Sábato, pozostaje mu rola „świadka, bezsilnego świadka”.
To nowa, uzupełniona i nieocenzurowana wersja tłumaczenia „Abaddona – anioła zagłady”.

czwartek, 30 września 2010

Książki jak liście - październikowe zapowiedzi

No! Wreszcie się coś dzieje! Dużo ciekawych nowości, sporo intrygujących filmów. Na początek zapowiedzi książkowe.

Tytuł: Od Draculi do Lestata. Portrety wampira
Autor: Katarzyna Kaczor
Wydawnictwo: Gdański Klub Fantastyki
Data wydania: wrzesień/październik 2010

I znowu wampiry... Ale to praca naukowa, w dodatku Katarzyny Kaczor, która całkiem nieźle poradziła sobie z opracowaniem cyklu wiedźmińskiego.
Ta krytycznoliteracka praca, powstała na bazie magisterki, poświęcona była jednemu z najmroczniejszych i wzbudzających skrajne emocje bohaterowi kultury popularnej – wampirowi. Autorka śledzi jego metamorfozy na przestrzeni wieków i odkrywa zależności jakie zachodzą między nim a kreującą go rzeczywistością. Autorka jest obecnie dr nauk humanistycznych i pracownikiem nauki na UG, a zajmuje się głównie nowymi mediami.
Tytuł: Instytut
Autor: Jakub Żulczyk
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 4 października 2010

Nie czytam takich książek, literki o wiele bardziej działają mi na wyobraźnię niż filmy, ale kusi obietnica przeżyć jak w filmie Cube, jednym z moich ulubionych obrazów grozy.
"Mam na imię Agnieszka. Moje mieszkanie ma na imię Instytut. Dwanaście godzin temu zostałam w nim uwięziona. Mój dom jest moim więzieniem. Nie mogę z niego wyjść. Nikt nie może do niego wejść."
Kamienica w centrum Krakowa. Siedem osób, które nie mogą się z niej wydostać. Krwawy napis: „To nasze mieszkanie”, jest jedyną wskazówką, jaką otrzymują. Wkrótce rusza lawina makabrycznych zdarzeń. Czy komukolwiek uda się uciec?
Przeraziły cię filmy „Cube” czy „The Ring”? Po lekturze „Instytutu” nie będziesz mógł zasnąć!
Tytuł: Ja, diablica
Autor: Katarzyna Bernika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 6 października 2010

Nie spodziewam się po tej książce rewelacji, ale... Może to być przyjemna odmiana od paranormali z wampirami, poza tym wydawnictwo obiecuje zabawę z konwencją... no i jest Śmierć, więc ciekawa jestem, w jakim świetle została przedstawiona, bo jak dotąd postać z kosą w fantasy kojarzy mi się ze znakomitą kreacją Terry'ego Pratchetta...
Śmierć to dopiero początek. Dziwna prawda wynikająca z najnowszej powieści niezwykle utalentowanej pisarki młodego pokolenia – Katarzyny Bereniki Miszczuk. Gdy dwudziestoletnia Wiktoria zostaje zamordowana, zaczyna nowe życie. Dosłownie. Trafia do piekielnego Los Diablos, gdzie dostaje intratną posadę diablicy. Jej zadaniem jest targowanie się o dusze zmarłych, czyli potencjalnych nowych obywateli Piekła. Jednak Wiktoria nie potrafi pogodzić się ze swoją przedwczesną śmiercią, dlatego ciągle wraca na ziemię. Postanawia też zawalczyć o miłość swojego życia i… wybrać między przystojnym diabłem Belethem a śmiertelnikiem Piotrem. Ja, diablica to wybuchowa mieszanka dwóch rzeczywistości – ziemskiej i piekielnej; to również korowód barwnych postaci, takich jak neurotyczna Śmierć, narcystyczna Kleopatra (tak, TA Kleopatra) czy diaboliczny Azazel, którego plan przewiduje zdobycie władzy nad całym światem piekielno-niebiańskim. Pisarka umiejętnie korzysta z dobrze znanych, popkulturowych tematów, odświeża je i bawi się nimi. Łącząc najlepsze cechy romansu, kryminału i powieści fantasy, stworzyła pełną humoru i – mimo kontrowersyjnego tematu śmierci – delikatnie zmysłową książkę.
Tytuł: Ostatnie królestwo
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Erica
Data wydania: 6 października 2010

Wielka Brytania w IX wieku, Wikingowie... Trzeba jeszcze komuś wyjaśniać, czemu zainteresowała mnie ta powieść?
Wyspy brytyjskie, dziewiąty wiek, czas wewnętrznych niepokojów, głodu i bezpardonowej walki o władzę. Czas największego najazdu Wikingów w historii.

Syn jednego z angielskich wielmożów, Uther, zostaje porwany w wieku 10 lat. Jako jedyny ocalały z pogromu całego rodu dorasta wśród szczęku mieczy, pod czułą opieką śmiertelnych wrogów. Choć nauczył się żyć w zgodzie z zasadami Wikingów, w głębi duszy pozostaje synem Brytanii.

Na jego oczach upadają kolejne królestwa, dokonują się zdrady, przewroty i krwawe rzezie… Pewnego dnia będzie musiał podjąć decyzję, kim jest i któremu panu będzie służył. Los zwiąże go z Alfredem, władcą ostatniego opierającego się Wikingom królestwa, i da sposobność, by stawił czoła legendarnym wikińskim wojom, przed którymi drży cała średniowieczna Europa. Spętany więzami honoru, lojalności i miłości, Uther stanie się tym, od którego zależeć będą losy całej Brytanii.
Tytuł: Obrzęd. Tajemnice współczesnych egzorcystów
Autor: Matt Baglio
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 18 października 2010

Tematyka może nie bardzo fantastyczna, ale skusił mnie podtytuł książki - od pewnego czasu interesują mnie praktyki egzorcystyczne, jednak niewiele można na ich temat znaleźć w ogólnodostępnej literaturze.
Jeśli myślisz, że szatan nie istnieje, piekielnie się mylisz!
Poznaj tajniki działania współczesnych egzorcystów.
Ksiądz Gary Thomas przez większość swojego życia nie myślał o szatanie. Kiedy na jednym z kazań zaczął opowiadać wiernym o opętaniu, parafianie prosili go, aby więcej tego nie robił, bo straszy dzieci. Dlatego był ogromnie zaskoczony, gdy biskup wyznaczył go do objęcia funkcji diecezjalnego egzorcysty. Przecież on nawet nie był pewien czy szatan w ogóle istnieje!
Zanim jednak kapłan mógł zacząć wyganiać złe duchy, musiał przejść kurs przygotowawczy w nowo powstałej Szkole Egzorcystów w Watykanie. Był świadkiem osiemdziesięciu przypadków opętań, spędził wiele godzin zajęć praktycznych w ekstremalnie trudnych warunkach. Ksiądz Gary dowiedział się, że opętani bardzo różnie reagują na egzorcyzm. Niektórzy krzyczą, inni płaczą, ziewają, dostają drgawek lub próbują zrobić krzywdę sobie
i modlącemu się księdzu. Nauczył się jak odróżniać opętanie od choroby psychicznej. Ale przede wszystkim poznał egzorcystów: szaleńców, fanatyków, a może duchowych lekarzy?
„Obrzęd” to niezwykłe śledztwo, w czasie którego Matt Baglio krok w krok towarzyszył księdzu Gary’emu. To historia, która wydarzyła się naprawdę. Wyjątkowa opowieść o opętaniu oraz potędze modlitwy, ale przede wszystkim o tajemnicach współczesnych egzorcystów.
Tytuł: Projekt Stalin
Autor: Adam Roberts
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 19 października 2010

Stalin rozkazujący pisarzom fantastyki naukowej opisanie realnego zagrożenia Rosjan przez UFO w celu powiększenia swoich wpływów? Fikcja, która staje się prawdą na oczach przerażonego pisarza? Może być ciekawie i śmiesznie.
Konstantyn Andriejowicz Skworecki był jednym z rosyjskich twórców literatury fantastycznonaukowej, których w 1946 roku wezwał do siebie Józef Stalin. Radziecki wódz, przekonany o zbliżającym się za kilka lat upadku Ameryki, potrzebował nowego wroga, przeciwko któremu będzie mógł zjednoczyć się komunizm. Skworecki i pozostali pisarze otrzymali zadanie napisania przekonującego dzieła mówiącego o zagrożeniu ze strony przybyszy z kosmosu, historii nieuchronnej zagłady, która zmobilizowałaby radziecki lud do walki.
Po wielu miesiącach pisarzom nakazuje się przerwać ciężką pracę i zapomnieć o całej sprawie pod groźbą śmierci. Niewiele wiadomo na temat dalszych ich losów, lecz w 1986 roku Skworecki pojawia się w Czarnobylu, twierdząc, że wszystko, co zostało wcześniej napisane, zaczyna się spełniać.
Gdy niespodziewanie z nieba spada amerykański wahadłowiec Challenger, Skworecki jest przekonany, że właśnie rozpoczęła się inwazja z kosmosu…
Tytuł: Miasto i Miasto
Autor: China Mieville
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 19 października 2010
 
Długo zapowiadana i bardzo za granicą oklaskiwana książka Chiny Mieville'a. Mam nadzieję, że okaże się o wiele lepsze niż Dworzec Perdido, tym bardziej, że w wielu recenzjach zwraca się uwagę na pogłębione studium psychologiczne bohaterów, czego w Dworcu najbardziej mi brakowało.
Gdy w ponurym, chylącym się ku upadkowi mieście Besźel położonym gdzieś na skraju Europy znaleziono ciało zamordowanej kobiety, wydawało się, że inspektora Tyadora Borlú z Brygady Najpoważniejszych Zbrodni czeka kolejna rutynowa sprawa. W miarę postępów śledztwa Borlú odkrywa jednak dowody wskazujące na spiski znacznie dziwniejsze i groźniejsze niż wszystko, co mógłby sobie wyobrazić. Wkrótce inspektorowi i bliskim mu ludziom zaczyna grozić niebezpieczeństwo. Borlú musi przekroczyć granicę niepodobną do żadnej innej i wyruszyć do jedynego miasta na Ziemi, które jest równie dziwne jak to, w którym mieszka.
Tytuł: Dzicy wojownicy
Autor: Viviane Moore
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 20 października 2010

Na tę powieść czekałam od dawna. Kolejna część przygód Tankreda i Hugona i mam nadzieję kolejny dobry kryminał. Przy okazji pochwalę się, że wydawnictwo W.A.B. wykorzystało fragment mojej recenzji Ludzi wiatru w blurbie.
Druga część cyklu powieści historycznych o zagadkach rozwiązywanych przez Tankreda i Hugona.
Jest kwiecień roku 1156. Nadmorskim miasteczkiem Barfleur wstrząsa seria morderstw, których ofiarami są dzieci. Oprawca za każdym razem zostawia po sobie ślad w postaci wyrytych na ich plecach tajemniczych liter „VRS”. W tym samym czasie z portu w Barfleur odpływają dwa statki. Na pokładzie jednego z nich znajduje się skarb ofiarowany przez Henryka II królowi Sycylii, chronią go więc najlepsi żołnierze straży przybocznej – słynni „dzicy wojownicy”. Statkiem tym płynie też pewna młoda kobieta, która ma zostać żoną ważnej sycylijskiej osobistości, oraz Tankred i Hugo, mistrz i uczeń. Czy załoga statku zdoła ustrzec się przed wszystkimi niebezpieczeństwami, jakie czekają ją w czasie podróży? I czy zagadka morderstw w Barfleur zostanie rozwiązana?

Ludzie wiatru to sprawnie napisany, wciągający i zdecydowanie za krótki (ledwo ponad trzysta stron, które połknęłam w dwa dni) kryminał historyczny, który zachęca do sięgnięcia po kolejne części, by znaleźć odpowiedzi na pytania, kim są Tankred i Hugo z Tarsu, jaka jest ich misja i jaką kolejną zagadkę przedstawi Viviane Moore.
zasadniczoofantastyce.blox.pl
Tytuł: Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni
Autor: Bruno Bettelheim
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 27 października 2010
Genialne opracowanie jednego z najważniejszych badaczy baśni. Pozycja obowiązkowa dla znawców i fanów fantastyki.
Dokonując psychologicznej interpretacji wielu baśni, Bruno Bettelheim dostarcza rodzicom i wychowawcom doskonałego narzędzia, które pomaga dziecku przejść od emocjonalnej niedojrzałości ku dorosłości. Autor dzieli baśnie na te, które zachowują cudowną moc oswajania dziecka ze światem dorosłych (jak na przykład baśnie braci Grimm), oraz te, które są tej mocy pozbawione. Baśń, zdaniem Bettelheima, jest podstawowym i pierwszym narzędziem na drodze do poznania samego siebie.
Tytuł: Maszyna Różnicowa
Autor: Bruce Sterling, William Gibson
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 29 października 2010
Ze sporym poślizgiem (książka miała się ukazać na wiosnę tego roku), ale wreszcie trafi do księgarń. Klasyka SF, będąca jednym z najważniejszych książek gatunku, kapitalna okładka... Trzeba mieć.
Gibson i Sterling pisali „Maszynę różnicową” na fali zainteresowania XIX wiekiem i Charlesem Babbage’em. Wszystko zaczęło się od postawienia prostego pytania: co by było, gdyby to właśnie Babbage dokonał rewolucji technologicznej w XIX wieku? Tytułowa Maszyna różnicowa to pierwsze urządzenie, które można nazwać komputerem we współczesnym znaczeniu tego słowa, zostało obmyślone w 1822 przez angielskiego matematyka i wynalazcę, Charlesa Babbage'a.
Z czasem Lord Babbage porzucił budowę maszyny różnicowej gdy tylko wpadł na pomysł innej, bardziej zaawansowanej,którą nazwał maszyną analityczną. Po ponad 150 latach od narodzin tej koncepcji zespół naukowców z Londyńskiego Muzeum Nauki w końcu zbudował według oryginalnych planów jedną z pierwszych maszyn różnicowych Babbage'a. Urządzenie to wykonało pierwszą serię obliczeń na początku lat 1990 i dało wyniki z dokładnością do 31 cyfr, co daleko wykracza poza dokładność zwykłego, kieszonkowego kalkulatora.
„Maszyna różnicowa” Gibsona i Sterlinga to klasyczny przykład nowego nurtu SF, któremu nadano termin steampunk. Nurtu, który wykorzystuje alternatywne scenariusze rozwoju historii, zabawa historią.i jej innym rozwojem.Jest to obecnie klasyka światowej SF i sztandarowy przykład literatury wykorzystującej różne epoki historyczne dla pokazania alternatywnych możliwości rozwoju cywilizacji.
Tytuł: Balladyny i romanse
Autor: Ignacy Karpowicz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: październik 2010
Kolejna interesująca pozycja - tym razem bohaterami są bogowie, którzy, widząc postępujący brak wiary u ludzi i obserwując rosnącą konkurencję telewizorów i komputerów, postanawiają... nawracać na wiarę w siebie.
Sprawy na Ziemi nie idą najlepiej.
Starych, potężnych bogów wyparli trywialni, ale i bezwzględni bożkowie popkultury. Świat globalnej wioski nie daje poczucia stabilności i bezpieczeństwa. Osamotnieni ludzie już dawno stracili nadzieję na odmianę losu, żyją z dnia na dzień, apatyczni i znudzeni… na domiar złego zaczyna brakować kawy. W niewyjaśnionych okolicznościach znikają też żelazka.
Pewnego dnia bogowie postanawiają działać. Dużą grupą zstępują wśród ludzi. Czy Nike, Afrodycie, Jezusowi, Ozyrysowi, Lucyferowi i innym uda się przywrócić właściwe hierarchie? Czy ludzkość jeszcze raz uwierzy? I dlaczego bogowie, mając tak wiele możliwości, na miejsce swego „zniebozstąpienia” wybrali akurat „kraj w promocji”, czyli Polskę?
Najnowsza powieść Ignacego Karpowicza, nominowanego do Nagrody Nike za „Gesty”, to świetnie skonstruowany, ironiczny traktat o współczesności. Zabawny i przerażający zarazem. Prowokacyjny i obrazoburczy. Jednym się spodoba. Drugim nie. I tak ma być.
Tytuł: Powrót Cienia
Autor: Tad Williams
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: październik 2010
Nareszcie! Po ponad roku od pierwotnych zapowiedzi ukaże się ostatnia część trylogii Williamsa. Ciekawa jestem, jak się to wszystko skończy, tylko muszę sobie odświeżyć tom drugi, bo już niestety niewiele pamiętam...
Toczy się walka o zamek Marchii Południowej pomiędzy nieśmiertelnymi Quarami a obłąkanym autarchą państwa Xis. W tym samym czasie dzieci uwięzionego króla Olina, bliźnięta Briony i Barrick, walczą o przeżycie. Barrick i Briony, razem z Quinnitanem – zbiegłym sługą autarchy – lojalnym żołnierzem Ferrasem Vansenem i maleńką grupką innych osób muszą znaleźć sposób na uratowanie ich świata.