Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bellona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bellona. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2012

One są wszędzie! - "Wampiry", Nigel Suckling, tłumaczenie: Paulina Głuchowska, Bellona 2012


Temat wampiryzmu i jego istnienia w kulturze oraz przerabiania przez konwencje literackie interesuje mnie od lat. Znam klasyków gatunku, czytałam wiele książek Anne Rice, mam za sobą kilka książek z cyklu Charlaine Harris, przeczytałam nawet Zmierzch. Od strony literackiej temat zaczął mnie już nużyć. Na świecie era wampirów pomału dobiega kresu, w Polsce jednak moda na krwiopijców trwa nadal. Wydawnictwa ciągle wznawiają powieści paranormalne, raz na jakiś czas postanawiają dać również czytelnikom pozycje mniej lub bardziej naukowe. Jedną z nich jest książka Nigela Sucklinga (zwróciliście uwagę na charakterystyczne nazwisko?). I chociaż Wampirom daleko do poważnej naukowej pracy (nie można ich nawet zaliczyć do popularnonaukowych książek), to jednak stanowi całkiem interesujący zbiór ciekawostek o wierzeniach w wampiry i inne demony mniej lub bardziej je przypominające.


Autor barwnie opowiada o istotach demonicznych z różnych stron świata. Mimo że od samego początku odwołuje się do Draculi Brama Stokera, z której cytaty stanowią motta kolejnych rozdziałów, o samych wampirach i ich historii dowiemy się niewiele. Bardziej Sucklinga interesują wampiropodobne stworzenia oraz istoty nie mające dużo wspólnego z krwiopijcami. Amerykanin ze swobodą skacze przez różne epoki i tematy, zarzuca czytelnika sporą ilością informacji, mniej lub bardziej rozbudowanych. Robi to przy tym w sposób bardzo chaotyczny, często zdawkowy, co przekłada się na słabe ich przyjmowanie. Książkę czyta się szybko i bez większych trudności, ale też niewiele pozostaje w pamięci. Po lekturze nasunął mi się szczególnie jeden wątek – każda społeczność ma jakiegoś wampira w kulturze. To zdumiewające, jak, odległe zdawałoby się, narodowości mają podobne wyobrażenia o demonach.

Sporym plusem, przynajmniej dla mnie, jest to, że autor nie zajmuje się literackimi wersjami mitu. Poza dość częstym odwoływaniem się do Stokera, wymienia tylko Wampira Polidoriego, Carmillę Le Fanu czy należącego do wielu autorów Wampira Varneya. Kilka zdań poświęca żyjącym pisarzom. I dobrze, przecież powstało tak wiele opracowań, że cóż jeszcze oryginalnego można napisać? Zamiast tego Suckling postanowił zebrać przeróżne historie o istotach nadnaturalnych i przekazać je czytelnikom. Niestety najwidoczniej bez większego planu. Jak już zwróciłam uwagę wcześniej, nie kieruje autorem żadna chronologia, trudno też mówić o uporządkowaniu tematycznym, wbrew tytułom rozdziałów. W dodatku wszystkie opowieści, sprawozdania policyjne, legendy, przerabia na swoją narrację, przez co tracą nieco na autentyczności. Być może gdyby poświęcił więcej uwagi kilkunastu tylko wątkom, zamiast upychać całą wiedzę na niecałych trzystu stronach, jego praca byłaby o wiele ciekawsza i miałaby większy wpływ na czytającego.

Dużym plusem Wampirów są piękne ilustracje Bruce’a Penningtona. Nadają słowotokowi Sucklinga swoisty klimat. Książka nie jest przełomowa, nie wnosi żadnych rewelacji ani odkryć, ale może być przyjemną rozrywką na kilka wieczorów.

Recenzja pierwotnie ukazała się na portalu Katedra.

sobota, 12 maja 2012

Ni pies, ni wydra - "Złodziej z szafotu", Bernard Cornwell, tłumaczenie: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik, Bellona 2012

Złodzieja z szafotu chciałam przeczytać z kilku powodów. Po pierwsze, autorem książki jest Bernard Cornwell, którego pisarstwo doceniłam dzięki Trylogii arturiańskiej. Po drugie, powieść zapowiadana była jako kryminał retro, którego akcja dzieje się w XIX wieku. Po trzecie, miejscem akcji jest Londyn, który miał być nie tylko tłem historii, lecz także jej żywym bohaterem, przedstawiającym ówczesne życie społeczne. I niby wszystko się zgadza, a jednak… Złodziej z szafotu okazał się dla mnie nieporozumieniem literackim, niespełniającym żadnego z moich oczekiwań.

Powieści daleko do Trylogii arturiańskiej, tak daleko, że trudno uwierzyć, że i cykl, i Złodziej szafotu zostały napisane przez tego samego autora. Nazwisko się zgadza, ale styl zupełnie nie ten. W tym pseudo kryminale brak polotu, język jest prosty, nie wciąga, nie przykuwa uwagi. Chwilami nawet razi topornością, w czym dużą zasługę ma również niedbałe tłumaczenie. Jednak nie wszystko jest winą tłumacza – miałam wrażenie, że sam autor nie wczuwa się w opowiadaną przez siebie historię, przez co i mnie nią kompletnie nie zainteresował. Więcej, znudził.

Kolejne rozczarowanie to zapowiadane przez wydawcę pokazanie realiów ówczesnego Londynu. Rzekome tło społeczne i obyczajowe ograniczyło się do kwestii egzekucji przez powieszenie oraz do nikomu nie potrzebnego słownika terminologii złodziejskiej z tamtego okresu, wtykanego przy każdej okazji. Trzeba oddać autorowi, że starał się wiarygodnie przedstawić ówczesne działanie prawa, ale nie zaskoczył mnie tym, że nie równało się ono ze sprawiedliwością, że szlachta była uprzywilejowana, że skazywano na śmierć ludzi dla kaprysu. Co jakiś czas autor przetyka historię obrazkami z życia zarówno biednych, jak i bogatych, ale robi to mało przekonująco, stosując schematy i utarte literackie chwyty.

Powieść obfituje w różne postaci. Różnią się one imionami, czasem pozycją społeczną. I wszystko. Nie zapadają w pamięć, nie wyróżniają się niczym szczególnym. Mamy tu zakłamanych szlachciców i dobrodusznych szlachciców, znajdą się też porywczy oraz wyrachowani ludzie wysokiego urodzenia. Niby dla kontrastu otrzymujemy obraz obrotnego wojaka, balansującego na granicy prawa, ale w głębi serca dobrego człowieka. Jest też uboga, ale inteligentna i nieustraszona dziewczyna, zarabiająca pozowaniem nago, bo to praca lepsza niż służenie w czyimś domu. W tle majaczy tajemnicza postać złoczyńcy, który okrada bogatych a pomaga biednym (nie, nie pomyliłam epok, Hood też tam jest)…  No i wisienka na tym przesączonym przewidywalnością i schematami torcie – główny bohater. Rider Sandman, upadły żołnierz, który musiał sprzedaż swoje honory, aby zapewnić matce i siostrze jako taki byt po haniebnej śmierci ojca. Ten człowiek nie ma w sobie żadnej charyzmy, chociaż autor z uporem maniaka podkreśla to przy każdej okazji. Poza tym nie należy do najmądrzejszych i trudno nazwać, że prowadzi jakiekolwiek śledztwo w powierzonej mu sprawie. Raczej to śledztwo prowadzi jego. Kolejne pomysły i rozważania Sandmana, jego brak logiki w budowaniu wniosków razi i denerwuje.

Jakby mało było tego, że Złodzieja z szafotu nie można nazwać kryminałem (bo jaki to kryminał, kiedy rzekomy detektyw daje się prowadzić sprawie, zamiast ją rozwiązywać?) ani powieścią obyczajową (wyjaśnianie języka złodziei i wszystkim wiadomej niesprawiedliwości ówczesnego prawa to stanowczo za mało), nie można z całą pewnością nazwać go romansem. A tak, wątek miłosny też postanowił tu autor wcisnąć. Nawet dwa. W chwili gdy Sandman okazał się bankrutem, stracił również narzeczoną, piękną, łagodną… i bezbarwną, głupiutką Eleanor, córkę sir Henry’ego Forresta. Dziewczyna jest typową panną z dobrego domu, żywym obrazem tamtejszych kobiet, z tą tylko różnicą, że jest gotowa sprzeciwić się rodzinie w imię miłości. Drugi wątek skupia się na urodziwej i ubogiej Sally Hood i pewnym żołnierzu, który przechodzi na dobrą stronę mocy i staje się pomocnikiem Sandmana w rozwikłaniu jakże zagmatwanej zagadki śmierci hrabiny. Obie relacje są opisywane powierzchownie i, tak, ponownie użyję tego słowa, „schematycznie”, dzieją się zupełnie obok i nagle kończą, w jaki sposób łatwo można się domyślić.

Co do samej intrygi, to żadnej intrygi nie ma, drodzy Państwo. Bernard Cornwell postarał się, aby pojawił się wątek nie tylko morderstwa, ale zdrady, zazdrości, grzesznej miłości… oraz tajemniczego bractwa, którego cel istnienia nie jest znany nawet jego członkom. Ta wybuchowa mieszanka okazała się jednak kompletnym niewypałem. Zwroty akcji, jakie prowadziły bohaterów ku nowym tropom, nie mogły być bardziej pozbawione logiki, a już postać służącej hrabiny, będącej kluczem do całej zagadki, która pała niezwykłą miłością do kurczaków, woła o pomstę do nieba. Podobnie jak rozwiązanie tajemnicy, tak sztampowe, jak to tylko możliwe.

Złodziej z szafotu to powieść bez wyrazu, bez sensu, nie najlepszej jakości czytadło i nawet nie mogę napisać, że miała jakikolwiek potencjał, który mogła zmarnować.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

poniedziałek, 5 marca 2012

Marcowe zapowiedzi

KSIĄŻKI

Tytuł: Nieśmiertelny
Autor: Catherynne M. Valente
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 2 marca 2012 r.

Valente zdobyła uznanie polskich czytelników Opowieściami sieroty, które mnie niezbyt zainteresowały. Natomiast najnowsza powieść autorki już tak. Wiadomo dlaczego – odwołania do folkloru rosyjskiego i gra z konwencją.
Kościej Nieśmiertelny odgrywa w rosyjskim folklorze tę samą rolę, co diabły i wiedźmy w zachodnioeuropejskiej kulturze: groźnej i złej postaci, negatywnego bohatera niezliczonych opowieści przekazywanych ustnie i pisemnie przez pokolenia. Ale jeszcze nigdy nie oglądaliśmy Kościeja oczami Catherynne Valente, która unowocześnia i przemienia dawną legendę, przenosząc akcję do współczesnych czasów i umieszczając ją na tle najistotniejszych wydarzeń w dwudziestowiecznej historii Rosji.

Mimo to, „Nieśmiertelny” nie jest nudną książką historyczną; płonie żywym ogniem, zapoznając nas z losami młodej Marii Moriewny, która ze sprytnego dziecka rewolucji zmienia się w piękną oblubienicę Kościeja, by w końcu doprowadzić go do zguby. Po drodze spotykamy stalinowskie domowe elfy, uczestniczymy w czarodziejskich wyprawach, poznajemy liczne tajemnice oraz kulisy biurokracji, pożądania i władzy. „Nieśmiertelny” to zderzenie historii magicznej z prawdziwą, rewolucji z mitologią i miłości ze śmiercią, które w oszałamiający sposób tchnie nowe życie w rosyjskie mity.
Tytuł: Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Autor: Robert M. Wegner
Wydawnictwo: Powergraph
Data premiery: 7 marca 2012 r.

Najwyższy czas sięgnąć po dwa poprzednie tomy i nadrobić zaległości. Tym bardziej, że już dawno nie czytałam tego rodzaju fantasy.
Wozy wygnanych niegdyś koczowników stanęły u stóp gór, które oddzielają ich od upragnionej wolności. Losy Szóstej Kompanii Górskiej Straży, dziewczyn z wolnego czaardanu i małej dziewczynki z rodu Verdanno zaczynają się splatać… Zanim na niebie o barwie stali wzejdzie słońce, wyżyna spłynie krwią.

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza to pełna rozmachu epicka powieść ze świata wielu narodów, języków, wierzeń i egzotycznych kultur. Losy bohaterów potrafią wycisnąć łzę z oka największych twardzieli, a pióro Roberta M. Wegnera sprawia, że czytelnik kocha i nienawidzi wraz z nimi. I wraz z nimi staje naprzeciw przeznaczenia.
Dwa poprzednie tomy („Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ–Południe” i „Opowieści z meekhańskiego pogranicza Wschód–Zachód”) otrzymały liczne wyróżnienia i nagrody – m.in. Nagrodę im. Janusza A. Zajdla, Sfinksa oraz tytuły Książek Roku portalu Katedra.
Tytuł: Alkaloid
Autor: Aleksander Głowacki
Wydawnictwo: Powergraph
Data premiery: 16 marca 2012 r.

No, to jest najbardziej intrygująca zapowiedź w tym miesiącu. Autor przyjął na pseudonim prawdziwe nazwisko Bolesława Prusa, w dodatku bohaterem powieści jest Stanisław Wokulski. Jakby tego było mało, akcja miesza różne gatunki na polskim gruncie. Muszę przeczytać.
A gdyby tak Aleksander hrabia Głowacki nie przyjął pseudonimu Bolesław Prus, a zamiast pisać przyszłe lektury szkolne, popuścił wodze fantazji? Gdyby jego Stanisław Wokulski zachował się jak kupiec, a nie jak romantyk i, zamiast wzdychać do Izabeli Łęckiej, zajął się wielkimi interesami i eksperymentami naukowymi?

Akcja „Alkaloidu” z rozmachem przetacza się przez Azję Wschodnią, Rosję ogarniętą religijną rewolucją, Polskę i Skandynawię przyszłości. Razem z bohaterami: Wokulskim, hrabią Ochockim, Witkacym, Nikolą Teslą i Albertem Einsteinem dajemy się porwać przez alkaloidowe szaleństwo, owocujące nowymi technologiami, przemianami społecznymi i politycznymi. Czytelnik poznając losy Imć Hermenegauty Stanisława Wokulskiego, nadczłowieka, jednego z wielkich tego świata, prowadzącego grę z brytyjskim wywiadem, zuluskim imperium i Związkiem Duchowych Sowietów, musi zadecydować, czy przyjęcie alkaloidowego błogosławieństwa miało sens.
Debiutujący Alkaloidem pisarz, ukrywający się pod pseudonimem Aleksander Głowacki, swoje dzieło określa mianem chempunku. To nie tylko powieść akcji, walk rodem z Matrixa w scenerii znanej z komiksu i filmu „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”, lecz przede wszystkim literacka gra z klasyczną powieścią polską oraz historią alternatywną. Na jej podstawie powstaje powieść graficzna, która ma się ukazać w 2013 roku w Japonii.
Tytuł: Złodziej z szafotu
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Bellona
Data premiery: 22 marca 2012 r.

Londyn w XIX wieku spod pióra autora trylogii arturiańskiej (Zimowy monarcha, Nieprzyjaciel Boga, Excalibur), które bardzo miło wspominam. Oby ta powieść była tak samo dobra. Kolejna pozycja, którą muszę mieć w swojej bibliotece.
Powieść jest osadzona w realiach Londynu 1817 roku. Od konfliktu z Napoleonem minęły dwa lata. W społeczeństwie nadal obecny jest podział na tych, którzy aktywnie uczestniczyli w walce i tych, którzy zostali. Jedni czują się nieco zagubieni w czasie pokoju, drudzy podkreślają swoje zasługi dla kraju, o który dbali pod nieobecność walczących, co może być odebrane, jako próba zagłuszenia kompleksów i zazdrości, że nie przyczynili się aktywnie do zwycięstwa nad Francuzami.

Cornwell z dużą dozą uszczypliwości ukazuje tło społeczne ówczesnej Anglii, z podziałami na mającą poczucie wyższości arystokracji i resztę społeczeństwa, w którego skład wchodzą zamożne mieszczaństwo i plebs.
Bohaterem „Złodzieja z szafotu” jest kapitan Rider Sandman, weteran wojen napoleońskich i syn Lodovicka Sandmana, człowieka, który dopuścił się licznych nadużyć finansowych i który, by uniknąć procesu i kary, popełnił samobójstwo, czym skazał żonę, syna i córkę na życie w ubóstwie i hańbie. Sandman, jako młodzieniec ambitny i honorowy, bierze na siebie spłatę pomniejszych długów ojca i utrzymanie matki i siostry, aczkolwiek ma ogromne problemy ze znalezieniem pracy, bo, wywodząc się z zamożnej rodziny, nigdy wcześniej nie pracował. Jest świetnym graczem krykieta, co wykorzystuje i gra za pieniądze, aczkolwiek unosi się honorem, gdy odkrywa, że jego ukochana dyscyplina jest skorumpowana. W takich okolicznościach Sandman nie może odmówić wykonania zlecenia powierzonego mu przez Ministra Spraw Wewnętrznych. Ma zbadać sprawę Charlesa Cordaya, malarza-portrecisty oskarżonego o zamordowanie hrabiny Avebury i skazanego na karę śmierci przez powieszenie. Matka Cordaya wystosowała petycję o uniewinnienie syna, popartą przez królową Charlottę, dlatego też ktoś musi udowodnić, że Corday jest winien, zanim trafi na szafot.
Sprawa wydaje się prosta i Sandman cieszy się, że za dzień pracy otrzyma miesięczne wynagrodzenie. Jednak dość szybko orientuje się, że będzie się musiał sporo natrudzić, bowiem skazany z wszelkim prawdopodobieństwem jest niewinny.
Dochodzenie doprowadza go do skorumpowanych dekadenckich członków londyńskiego Klubu Serafina, zepsutego do szpiku kości męża hrabiny i jego bogobojnego syna. Reputacja dzielnego żołnierza i doskonałego batsmana pomaga mu w kilku przypadkach zyskać pomoc ze strony osób, które w innym razie mogłyby zdecydowanie mu przeszkodzić. Jego najbliższym współpracownikiem zostaje sierżant Berrigan, który podobnie jak nasz bohater brał udział w bitwie pod Waterloo i który jest zatrudniony przez Klub Serafina…
Tytuł: Widma
Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 22 marca 2012 r.

W zapowiedziach ponownie książka opisująca historię alternatywną, tym razem odwołująca się do powstania warszawskiego i pokolenia Kolumbów. Zbankrutuję…
Alternatywna historia pokolenia Kolumbów z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim w roli głównej.

Powstanie warszawskie nie dochodzi do skutku. W zagadkowych okolicznościach broń nie wypala.
Kolumbowie przeżywają wojnę. Krzysztof Kamil Baczyński i jego żona Basia zmagają się z PRL-owską rzeczywistością. Poeta, męczony przez majaki i senne koszmary, zaczyna pisać książkę w socrealistycznym duchu.
Równolegle śledzimy losy dwóch przyjaciół: gorliwego milicjanta Wiktora, który bada sprawę Cudu Dnia Pierwszego – jak nazywane jest zdarzenie z 1 sierpnia 1944 roku – oraz politycznego więźnia Janka.
Kto spośród niedoszłych powstańców zostanie katem, a kto ofiarą? Czy uda się przeprowadzić zamach na Bolesława Bieruta? Jak uratować Polskę? Los kraju może odmienić tylko tajemnicze pudełko, które już raz przyczyniło się do odwrócenia biegu historii.
FILM

Tytuł: Królewna Śnieżka (Mirror, Mirror)
Scenariusz: Melissa Wallack & Jason Keller
Reżyseria: Tarsem Singh
Data premiery: 15 marca 2012 r.

O filmie pisałam jeszcze wtedy, kiedy nie było wiadomo, jaką wersję baśni będzie opowiadał. Chociaż spodziewałam się poważniejszego filmu i bardziej cieszyłaby mnie Julia Roberts w roli prawdziwego zła wcielonego, to jednak trailer komedii zapowiada dobrą zabawę. I nie ma się co łudzić, to film Julii, nie Lily Collins.
Komedia jak z bajki z baśniową obsadą - Julia Roberts jako Zła Królowa oraz Lily Collins – córka muzyka Phila Collinsa - w roli ślicznej królewny Śnieżki! Dawno, dawno temu w zaczarowanym królestwie żyła sobie piękna królewna. Na imię miała Śnieżka. Jej skóra była czysta jak śnieg, a włosy czarne jak noc. Pewnego dnia władzę nad krainą przejęła podstępem zła królowa (Julia Roberts). Zazdrosna o urodę i wdzięk dziewczyny rozkazała wygnać ją z królestwa. Teraz jej celem będzie wyjść bogato za mąż i pozbyć się problemów finansowych. Idealnym kandydatem będzie bardzo przystojny i niezwykle majętny książę. Niestety sprawy się nieco skomplikują, kiedy Śnieżka powróci, aby walczyć o swoje racje na czele bandy siedmiu krasnali-rabusiów. Zła królowa popadnie w nie lada tarapaty. Dzielna Śnieżka zamierza jej odebrać nie tylko władzę, ale także kandydata na męża, bo przystojny książę już dawno wpadł jej w oko. Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie…

niedziela, 3 kwietnia 2011

Kwietniowe zapowiedzi

Co tam w księgarniach i kinach na wiosnę? Kilka ciekawych pozycji się znajdzie. W zapowiedziach nie znalazł się jednak Thor 3D, bo, pomijając już, że nie znoszę filmów 3D, doszłam do wniosku, że to właściwie bzdurny film będzie i spokojnie mogę poczekać, aż trafi do prywatnej telewizji.
KSIĄŻKI
Tytuł: The Czart Show
Autor: Jakub Góralczyk
Wydawnictwo: Verbum Nobile
Data wydania: 5 kwietnia 2011

Kolejna wersja piekła na wesoło w stylu pratchettowskim, tyle że po polsku. Jak wyjdzie? Może się przekonamy.
„The Czart Show” to opowieść o „Piekiełku” – klubie dla dusz dotkniętych traumatycznym doświadczeniem śmierci , prowadzonym przez przeżywającego kryzys wieku średniego Lucyfera i rzesze innych diabłów. Kiedy surfując po stronach internetowych Lucyfer natrafia na stronę swej konkurencji – „Siódmego nieba” – porażony bogatą ofertą konkurencji postanawia wybudować w „Piekiełku” basen. Od tego zaczyna się seria niecodziennych zdarzeń, które w efekcie doprowadzą do Armagedonu: w „Piekiełku” ma miejsce zamach stanu, Lucyfer przenosi się na ziemię i zostaje wzięty przez miejscowych ludzi za psa łańcuchowego, archanioł Gabriel zostaje aresztowany za posiadanie broni białej, wreszcie odbywa się wielka bitwa między przedstawicielami „Piekiełka” i „Siódmego nieba”. Wszystko to podszyte satyrą na polską skostniałą administrację i płytką mentalność, a także na bieżące wydarzenia polityczne na Bliskim Wschodzie.

Tytuł: Dom w ciemności
Autor: Tarjei Vesaas
Wydawnictwo: PIW
Data wydania: 6 kwietnia 2011
Fabuła do oryginalnych nie należy, ale intryguje i ta niepokojąca okładka, nie wspominając już o autorze, który wywołał powieścią wiele kontrowersji.
„Dom w ciemności” to książka przez wielu krytyków uznana za jedną z najważniejszych powieści dwudziestego wieku, do tej pory nieprzełożona na polski przede wszystkim ze względów cenzuralnych.
W centrum narracji jest dom. Dom wypaczony, bo sprzeczny z ideą domu. Nie jest schronieniem, miejscem ciepłym, bezpiecznym. Przeciwnie, dom ów jest opresyjny.
Wielka budowla, pogrążona w mroku, wewnątrz podzielona na dwie strefy: my i oni.
Z ciemności wyszli ludzie, którzy mają władzę. Wewnątrz domu zbudowali mniejszy, który nazwali Centrum. Stamtąd nadzorują wszystko i wszystkich, tam mieszczą się lochy, w których znikają aresztowani ludzie. Centrum budzi grozę, ludzie starają się trzymać od niego z daleka. Zniewoleni zajmują małe mieszkanka przy bocznych korytarzach. Żyją w nędzy. Zmuszani do pracy, robią, co mogą, by jej uniknąć. Praca dla tamtych hańbi, ale żyć z czegoś trzeba, wielu z nich ma przecież rodziny. Wszystko jest zakazane, przede wszystkim rozmowy i wzajemne kontakty. A mimo to zaczyna narastać opór. Szeptem przekazywane są imiona przywódców, wiadomo, że trwają przygotowania do większej akcji, czasem dochodzi do sabotażu, coraz częściej znika ktoś ze zbuntowanych, zabrany nad ranem przez tamtych…
Tytuł: Twarz, co widziała wszystkie końce świata
Autor: Oscar Wilde
Wydawnictwo: PIW
Data wydania: 7 kwietnia 2011
Książkę zapowiadano na marzec, ale jak to zwykle z PIW bywa, ukaże się w kwietniu. Kusi nie tylko tym, co w środku, ale także ładną okładką.
Opowiadania. Bajki. Poematy prozą. Eseje.
„Oscar Wilde żył tak, jak gdyby życie było jeszcze jednym utworem do napisania. Budował je jak utwór, poddawał całe tej samej idei, która przenikała jego eseje, bajki czy komedie. Z całym swym estetyzmem i pozorną zabawą w paradoksy był Wilde w gruncie rzeczy nieustępliwym moralistą”, pisał Juliusz Żuławski.
Dostajemy tu Oscara Wilde’a jako autora dziwacznych opowiadań, ze „Zbrodnią Artura Saville’a”, „Upiorem z Canterville” przede wszystkim, wzruszających bajek, jak „Szczęśliwy książę”, „Słowik i róża” czy „Rybak i jego dusza”, zgrabnych poemacików prozą jak „Artysta”, „Ten, który czynił dobrze” czy „Dom Sądu”.
Jako autora esejów wreszcie, najmniej znanych, a stanowiących niewątpliwie najważniejszą, najdoskonalszą i najpełniejszą część jego twórczości. Eseje są kluczem do rozumienia pisarstwa Wilde’a, do wniknięcia w jego pogląd na świat. Oprócz znakomitego „Krytyka jako artysty”, stanowiącego manifest literacki i filozoficzne credo Wilde’a, tom zawiera nieznany dotąd w Polsce słynny szkic „Narodziny krytyki historycznej”.
Całość podana w pięknej szacie graficznej, ilustrowana przez Piotra Gidlewskiego.
Tytuł: Trojka
Autor: Stepan Chapman
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 8 kwietnia 2011
Przyznam, że skusiło mnie w blurbie przede wszystkim nazwisko Dicka i Vonneguta i chociaż wiem, jak to z porównaniami bywa, chętnie bym się przekonała, co wspólnego mają stara Meksykanka, zautomatyzowany samochód terenowy i... brontozaur?
W oślepiającym blasku trzech fioletowych słońc troje wędrowców – stara Meksykanka, zautomatyzowany samochód terenowy i brontozaur – od setek lat brną przez pustynię. Nie wiedzą, czy pustynia gdzieś się kończy, a jeśli nawet tak, to co znajdą na jej krańcu. Czasem napotykają idealnie zachowane, ale całkiem bezludne miasta. Nigdy nie spada ani kropla deszczu. Najgorsze jednak jest to, że nie pamiętają nic ze swojego życia przed pustynią – tylko nocą, w snach, przypominając sobie strzępy dawnych przeżyć.
Noc sprowadza jednak szaleństwo burz piaskowych, które zamieniają ich ciałami, w jakiejś metafizycznej odmianie zabawy w komórki do wynajęcia. Dysfunkcyjni i zdezorientowani, wielokrotnie zabijają się nawzajem, nigdy jednak nie udaje im się umrzeć. Gdzie są? I jak mogą stamtąd uciec?
„Trojkę” wychwalali za oryginalność i rozmach wizji tacy pisarze, jak John Shirley, Kathe Koja, Brian Stableford, Alan Brennert, Lance Olsen, Kathleen AnnGoonan, Brian Evenson, Paul Riddell, and Don Webb. Twórczość Stepena Chapmana wielokrotnie porównywano do dzieł Philipa K. Dicka, Terry’ego Southerna, Kurta Vonneguta, Mervyna Peake’a, Angeli Carter i innych znakomitości literackich. Chapman potwierdza swoją renomę „Trojką”, która jest pewnym kandydatem do miana kultowej powieści fantastycznej.
Tytuł: Historia czarów i czarownic
Autor: Jesus Callejo
Wydawnictwo: Bellona
Data wydania: 14 kwietnia 2011
Kolejny punkt moich zainteresowań, boję się tylko trochę tego zwrotu "sensacyjna", ale do środka na pewno zajrzę.
Sensacyjna monografia przedstawiająca dzieje czarów, czarownic, czarowników i czarnoksięstwa, a także legend związanych z czarami i walką z diabłem od czasów najdawniejszych, aż po współczesne.
Magia jest jedną z cech charakterystycznych homo sapiens i ukształtowała się już w czasach prehistorycznych. Odgrywała ogromną rolę w starożytności, jeszcze większą w świecie islamu. Średniowieczna Europa zapisała okrutną kartę w historii czarnoksięstwa poprzez stosy, na których nieszczęsne kobiety czarownice płonęły aż do XVIII stulecia. Nawet nasze zdawałoby się racjonalne czasy nie są wolne od przesądów i zabobonów związanych z czarami.
Tytuł: Encyklopedia duchów i demonów
Autor: Ernest Abel
Wydawnictwo: Bellona
Data wydania: 21 kwietnia 2011
Książka znalazła się w zapowiedziach z tych samych powodów, co poprzednia. Może być o tyle ciekawa, że ma ograniczony zakres, co pozwala mieć nadzieję, że okaże się dobra pod względem merytorycznym i przedstawi temat bardziej szczegółowo.
Wiara w życie po fizycznej śmierci towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Wszystkie cywilizacje i kultury światowe – od kiedy tylko zaczęto utrwalać idee i czynić z nich tradycję – miały przynajmniej pewne „oficjalne” wyobrażenie o tym, co dzieje się po zakończeniu ziemskiej wędrówki człowieka, a nierzadko wyobrażenia te rozrastały się w wizje obejmujące światy nawet rozleglejsze niż ziemski i zaludnione przez istoty na ogół znacznie potężniejsze od człowieka, przejmujące władanie nad nim „na drugim brzegu życia”.
Książka przedstawia zarówno główne kulturoznawcze motywy, jak i występujące we wszystkich kulturach świata popularne poglądy na temat wszystkiego tego, co związane z życiem po śmierci. Autor prezentuje wiele wątków tej tematyki – od prymitywnych przekazów plemiennych i mitów starożytnych ludów po bogactwo wciąż żywych religii. Znajdziemy w tej publikacji bliskie nam tematy powtarzające się we wszystkich trzech wielkich religiach świata – chrześcijaństwie, judaizmie i islamie, takie jak choćby „demony”.
Tytuł: Mordercy
Autor: Łukasz Śmigiel
Wydawnictwo: Oficynka
Data wydania: 29 kwietnia 2011
Kolejna moja próba zapoznania się z twórczością Łukasza, mam nadzieję, że tym razem się uda:-)
„Morderstwo? Powiem ci coś o morderstwie. Jest łatwe, jest przyjemne i za chwilę dowiesz się o nim wszystkiego…”
— The Crow
Kolektywny mord i postać rodem z Chandlera, łowcy duchów i pielęgniarz kanibal, Knecht Ruprecht i mali zabójcy, agent FBI i jego mroczne śledztwo, prawdziwa historia stracha na wróble, reinkarnacje morderców i XVI-wieczny doktor House – to wszystko znaleźć można w opowiadaniach z pogranicza grozy, kryminału, fantastyki i thrillera napisanych przez autora, którego pomysły docenili Graham Masterton, Łukasz Orbitowski i tysiące polskich czytelników. Każda z tych opowieści trzyma w napięciu od pierwszej strony i zadziwia fabularnym rozwiązaniem. I każda mówi coś o Tobie, Czytelniku…
Czytaj, nie morduj!
FILM
Tytuł: Erratum
Scenariusz: Marek Lechki
Reżyseria: Marek Lechki
Data premiery: 8 kwietnia 2011
Nie jest to fantastyka, ale ostatnio polubiłam polskie kino, cenię też Tomasza Kota i cieszę się, że wreszcie będę mogła zobaczyć go w poważnej, wymagającej roli.
Michał jedzie do miasta swojego urodzenia, aby załatwić sprawę o którą prosi go szef i od razu wracać. Sprawy przybierają jednak inny obrót. Michał musi pozostać tu parę dni dłużej. Chodząc po mieście spotyka bliskie mu niegdyś osoby, natrafia na znajome miejsca. Powoli odzywa się w nim coś, o czym dawno zapomniał.
Tytuł: Nieściszalni
Scenariusz: Ola Simonsson, Johannes Stjarne Nilsson
Reżyseria: Ola Simonsson, Johannes Stjarne Nilsson
Data premiery: 15 kwietnia 2011
A to już całkowicie z fantastyką nie ma nic wspólnego, ale szwedzkie filmy robią od kilku lat furorę na świecie, są świeże i nie przesiąknięte lukrem jak większość hollywoodzkich produkcji. A mi ostatnio dobrych komedii bardzo brakuje. Na wiosenną regenerację ta będzie w sam raz!
Oficer policji Amadeus Warnebring, urodzony w rodzinie z muzycznymi korzeniami, paradoksalnie nienawidzi muzyki. Pewnego dnia, jego przekonania staną pod znakiem zapytania, kiedy grupa zwariowanych muzyków, kierowana przez piękną i buntowniczą Sanne, zdecyduje się użyć miasta jako instrumentu muzycznego. Ich sztuka spowoduje chaos i i bałagan w mieście. Kiedy Warnebring dowie się, że kobieta którą kocha, należy do gangu muzyków których tropi, pozostanie mu tylko jedno do zrobienia: wejść do przerażającego świata rytmu i muzyki, przed którym całe życie uciekał.
Tytuł: Między światami
Scenariusz: David Lindsay-Abaire
Reżyseria: John Cameron Mitchell
Data premiery: 29 kwietnia 2011
Nie przepadam za aktorstwem Nicole Kidman, mam wrażenie, że wszędzie gra tak samo, ale może ta rola jest inna? Aarona Eckharta lubię natomiast bardzo. Nie wiem, czy wybiorę się na ten film do kina, ale na pewno obejrzę. Świetny plakat.
Nicole Kidman zachwyca w okrzykniętej przez krytyków najlepszą w jej dorobku aktorskim roli kobiety, która po dramatycznym przeżyciu próbuje odnaleźć się na krawędzi dwóch światów. Niezrozumiana przez twardo stąpającego po ziemi męża (Aaron Eckhart), znajduje pocieszenie w przyjaźni z tajemniczym młodzieńcem, który kiedyś przyczynił się do śmierci jej synka. Chłopak oczaruje ją niezwykłą wizją rzeczywistości, która pozwoli bohaterce pogodzić się z przewrotnym losem i odnaleźć upragnioną drogę do szczęścia.

niedziela, 26 października 2008

Wcale nie taka tajemnicza historia - "Tajemnicza historia wampirów", Calude Lecoutreux, tłumaczenie: Beata Spieralska, Bellona 2007

Miałam kupić tę książkę, na szczęście wyprzedziła mnie przyjaciółka, od której mogłam pożyczyć:)
Co by tu napisać...

W sumie żadnych rewelacji, jeśli ktoś spodziewa się odkrywczo potraktowanego tematu, ten w błędzie. Nawet ten cały aneks nieszczególny, ot zbiór bzdur, w dodatku niewielki. W zasadzie autor dobrze sklasyfikował rodzaje "wampirów". Niestety wyłącznie w oparciu o źródła europejskie, które się dość często powtarzają. A szkoda, bo ja bym chętnie przeczytała o krwiopijcach z innych kręgów kulturowych. Wraz z prezentowaniem kolejnych przykładów, które notabene pokrywają się ze sobą, czyta się to dziełko coraz ciężej i z coraz większym znudzeniem.

Literacko zdecydowanie ubogo - Lecouteux podaje zaledwie kilka tytułów powieści, ale tych najpopularniejszych, m.in. Stoker, Polidori. Co ciekawe, autor nawet się nie zająknął, pisząc o "fenomenie" wampira, o twórczości Anne Rice, która przecież pokazała ten gatunek (?) w zupełnie inny sposób. Czyżby na wierzch wychodził francuski snobizm? Bibliografia wprawdzie jest bogata w dzieła naukowe i liczne raporty, jednak w czasie lektury miałam wrażenie, że Francuz większość sobie wymyślił, bo powoływał się na te źródła dość niechętnie i zdawkowo. Chyba na zasadzie, im więcej tytułów przytoczę, tym bardziej będę wydawał się mądrzejszy. Nie wyjaśnia też fascynacji kultem krwi ani nie umiał dać odpowiedzi na pytanie, dlaczego wampiryzm jest od wieków tak popularny. Dużo lepszą pracą na temat napisał Jean Paul Reux - Krew: mity, symbole, rzeczywistość.

Podsumowując, zapowiadane nowe podejście do tematu i nowe fakty okazały się tylko chwytem reklamowym. A może ktoś z Was spotkał się z jakąś ciekawą pracą na temat wampiryzmu i wampirów?