Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SuperNOWA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SuperNOWA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 września 2015

Średniowieczny flow - "Ślepy demon. Sieciech", Witold Jabłoński, SuperNOWA 2015 r.

Ślepy demon. Sieciech był dla mnie tegorocznym zaskoczeniem. Po lekturze Słowa i miecza sądziłam, że to jednorazowa przygoda Jabłońskiego z taką formą średniowiecznych opowieści. To zaskoczenie było oczywiście jak najbardziej pozytywne. Pierwsza część bardzo mi się podobała, przede wszystkim ze względu na świetnie oddane realia historyczne oraz słowiańskie mity. Z niecierpliwością sięgnęłam więc po drugi tom. Autor nie zawiódł i otrzymałam kolejną żywą wersję średniowiecznej historii kraju Polan, mocno osadzoną w słowiańskich wierzeniach.

Język powieści jest jak zawsze potoczysty, barwny, ozdobny w wiele metafor. Jabłoński zdecydowanie nie jest zwolennikiem prostej formy, ale w jego przypadku to sie akurat sprawdza. Swoisty patos nie pozostawia wiele miejsca na humor, ale zdarza się on we właściwych momentach. Podobnie jak w Słowie i mieczu mnóstwo tu złości i agresji, wszyscy myślą tylko o krzywdzie, jakiej doznali, i zemście, jakiej dokonają! Jednak o wiele szybciej się do tego przyzwyczaiłam niż poprzednim razem i po przebrnięciu kilkunastu stron nie zwracałam już większej uwagi na jad wypływający z ust i myśli każdego bohatera. Może tacy właśnie byli nasi przodkowie, a może też autor chciał pokazać, że nie wszystko można osiągnąć dobrem odpłacając za zło…

Podobnie jak w Słowie i mieczu autor nie pokazuje słowiańskiej wiary jako jedynej słusznej, a raczej wskazuje, że religia to jedno, a ludzie ją wyznający lub działający w jej imieniu to zupełnie co innego. Autor z bezwzględnością i bez ogródek, o wiele silniej niż w poprzednim tomie, pokazuje obłudę ludzi, ukrywających się za prawdami swych wierzeń, knujących niezliczone intrygi. W tle, a właściwie jako jeden z głównych wątków, jest historia rodzącej się Polski. Może nie do końca jest ona zgodna ze źródłami (chociaż kto dzisiaj może stwierdzić, co jest prawdą, a co nią nie jest, zwłaszcza w przypadku tak odległych czasów), a z historią szkolną w ogóle, to jednak kulisy powstania kraju są przedstawione wiarygodnie i zajmująco.

Chociaż książka jest wciąż fantasy historyczną, to jest w niej mniej fantasy niż w poprzednim tomie. Mniej jest opisów obrzędów i zwyczajów, więcej uwagi autor poświęca intrygom i polityce jako takiej. Mimo to (a może właśnie dlatego) książka podobała mi się znacznie bardziej, jest bardziej ludzka. To zwłaszcza zasługa postaci, zarówno kobiet i mężczyzn. Sieciech, Kościej, Luba, Krystyna są wiarygodni psychologicznie i nieszablonowi, w przeciwieństwie do drugoplanowych bohaterów. Powrócili też bohaterowie z poprzedniego tomu: Mara, Andaj, bliźniaki, skrzaty. Chociaż są z boku głównej akcji, to jednak ich wątki zdają się istotne dla dalszych wydarzeń. Bogowie tutaj są podobni do ludzi, mogą stać się zarozumiali, gniewni, nigdy jednak radośni. Wydają się bardziej artefaktami, narzędziami w osiąganiu celów ludzkich, niż władcami umysłów śmiertelników.

Świetnie oddani są zwłaszcza Sieciech i Krystyna, dwoje młodych, ale już bardzo świadomych siebie ludzi, próbujących wywalczyć dla siebie życie w tym, co otrzymali od Losu. Wydarzenia pokazują, że lepiej wychodzą w życiu ci, co akceptują to, co im ono przynosi, niż ci, którzy ze wszystkim wałczą i przeciw wszystkiemu się buntują bez większego pomyślunku. Mam wrażenie, że średniowieczni ludzie już dawno odkryli, czym jest „flow”, który jest tak modny teraz, i z czego on wynika. Żyli w zgodzie z naturą, więc nie musieli się tego uczyć, mieli to we krwi i przekazywali tę wiedzę intuicyjnie.

Prolog wydaje się raczej epilogiem (właściwy epilog jest kontynuacją prologu), co już jednoznacznie wskazuje, że powstaje kolejna cześć, udowadnia też, że autor ma przemyślaną koncepcję dla całej historii, nie tworzy jej z tomu na tom. Ślepy demon. Sieciech podsyca apetyt na więcej.

Recenzja pierwotnie ukazała się na portalu Katedra.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Kwietniowe nowości i zapowiedzi literackie

Tytuł: Polak, Rusek i Niemiec... czyli jak psuliśmy plany naszym sąsiadom
Autor: Jan Wróbel
Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 6 kwietnia 2015 r.

Będziesz płakać ze śmiechu. Będziesz pękać z dumy. Bo na Polaków nie ma mocnych!
Jakiego sąsiada Polacy lubią najbardziej? ŻADNEGO :)
Nam się trafili „troskliwi” sąsiedzi. Przez całe wieki dbali o to, żeby nam nie było za dobrze. Choć często mieliśmy pod górkę, zwykle i tak w końcu to my byliśmy górą! Zdarzyło nam się siedzieć na moskiewskim tronie. W chwilach próby popsuliśmy nawet zabory… Troszkę niemiecką okupację… A potem komunizm… uwalniając przy okazji pół Europy spod sowieckiej władzy.
Jan Wróbel popsuł nudę, pisząc o naszej historii w sposób arcyciekawy. Udowodnił, że można być dumnym z przodków i świetnie się bawić.
Oto niezwykły zestaw narodowych psujstw. Historia o tym, jak nasi rodacy dawali w kość sąsiadom. O Polakach tak lekko i mądrze, z przymrużeniem oka i wspaniałym humorem, nie pisał jeszcze nikt.
To książka inna niż wszystkie, które znasz. Przeczytasz ją z wypiekami na twarzy. I będziesz chcieć więcej!

Tytuł: Gilgamesz
Wydawnictwo: Vis-a-vis/Etiuda
Data premiery: 20 kwietnia 2015 r.

Najstarsze w świecie literackie dzieło wielkiej miary jest zarazem jednym z najdoskonalszych. Szukając jego początków cofamy się o pięć tysięcy lat, w czasy, od których dawniejsze są już tylko pozostałości kultury materialnej znajdowane przez nas w prymitywnych osadach i jaskiniach – pisze w posłowiu do tego arcydzieła tłumacz i edytor tego wydania Robert Stiller. Poemat został odczytany z nielicznych zachowanych kamiennych tablic.
Niniejszy przekład jest opracowaniem poetyckim i przekładem z rosyjskiego, angielskiego, niemieckiego, czeskiego, francuskiego i holenderskiego opracowania dokonanego w każdym z przypadków przez najwybitniejszych asyriologów.
Nasze wydanie uzupełniają dodatkowo objaśnienia oraz obszerne posłowie Roberta Stillera. Gilgamesz to w gruncie rzeczy lektura podstawowa, obowiązkowa równie jeśli nie ważniejsza niż „Iliada” czy „Odyseja” Homera, co „Mahabharatha” czy Nowy Testament.

Tytuł: Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne
Autor: Neil Gaiman
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 22 kwietnia 2015 r.

Nowy zbiór opowiadań autora „Amerykańskich bogów” i „Nigdziebądź”. Gaiman, autor wszechstronny, wyrafinowany i niezrównanie twórczy, czaruje nas swoją literacką alchemią i przenosi daleko w nieznaną krainę, gdzie fantazja staje się rzeczywistością, a codzienność płonie własnym blaskiem. „Drażliwe tematy”, pełne grozy, niespodzianek i dobrej zabawy, to skarbnica literackich perełek, które zajmują umysł, poruszają serce i wstrząsają duszą.

Tytuł: Historia Polski
Autor: Jerzy Topolski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Data premiery: 22 kwietnia 2015 r.

„Historia Polski” Jerzego Topolskiego to doskonale napisane kompendium wiedzy dotyczące dziejów naszego państwa od czasów najdawniejszych po wiek XXI. Jest to pierwsza publikacja, która w tak zwięzły a zarazem wyczerpujący sposób przekazuje czytelnikowi wiedzę o przeszłości naszego kraju, narodu, społeczeństwa i kultury. Napisana przez wybitnego historyka książka przeznaczona jest dla szerokiego spectrum czytelników. Uczniowie i studenci znajdą w niej najważniejsze fakty z dziejów Polski, natomiast pasjonaci historii – przyjemną lekturę.

Tytuł: Stary wspaniały świat
Autor: Tom Hodgkinson
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 22 kwietnia 2015 r.

Carpe diem!
Tom Hodgkinson, autor popularnych poradników o przyjemności niespiesznego życia, zabiera czytelników w pasjonującą podróż po starodawnej sztuce celebrowania codzienności. Opierając się na mądrości myślicieli i pisarzy wielu epok oraz na własnym doświadczeniu, Hodgkinson proponuje wolny od pośpiechu i stresu styl życia. Odkryj na nowo stary wspaniały świat i pozwól, by od stycznia do grudnia ten nowoczesny almanach stał się twoim przewodnikiem na drodze do samowystarczalności.

Tytuł: Ślepy demon. Sieciech
Autor: Witold Jabłoński
Wydawnictwo: SuperNOWA
Data premiery: 22 kwietnia 2015 r.

Następny rozdział piastowskiej sagi i zarazem nowa opowieść. Jej bohaterem jest Sieciech, „mąż wprawdzie rozumny, szlachetnego rodu i piękny, lecz zaślepiony chciwością, przez którą wiele popełniał czynów okrutnych i nie do zniesienia” (Gall Anonim). Obaleni bogowie upatrzyli w nim sobie szermierza walki o panowanie nad utraconym światem. Z grobu powstaje czarodziej Kościej, mający poprowadzić wojownika Ścieżką Zakazanych Prawd. Pod wpływem nauk przewrotnego maga Sieciech zapragnie uderzyć w samo serce dynastii piastowskiej, zdruzgotać jej panowanie, by samemu sięgnąć po władzę, wspierany demoniczną potęgą. Chce też zdobyć miłość pięknej Krystyny, którą nieodgadnione fatum uczyniło kochanką dwóch Piastów i matką mrocznego dziedzica, Zbigniewa. Książęta wojują o władzę, biskupi o rząd dusz, bogowie o pamięć ludu. Wojna trwa… i nie kończy się nigdy.
„Ślepy demon” kontynuuje historię opowiedzianą przez Witolda Jabłońskiego w „Słowie i mieczu”, tomie pierwszym jego słowiańskiej gry o tron. Kazimierz Odnowiciel, pogromca pogan i uzurpatora Miecława, powoli umiera od rany zadanej mu Włócznią Peruna, a jego następca, Bolesław Śmiały, musi się zmierzyć z demonami, które wypełzły z kuźni Rogatego Pana. Rupezal, Rzepiór, Kościej – Zło niejedno ma imię.

Tytuł: Inna dusza
Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Od Deski Do Deski
Data premiery: 24 kwietnia 2015 r.

Ale chyba są inne duchy, wiesz, takie, co żyją w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych. I czegoś tam sobie chcą. Niektóre są ciche, inne głośne. Wrzeszczą, hałasują. To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty.
Miasto. Zniszczone, obdrapane i brudne kamienice. Zmęczeni ludzie w ubłoconych, wiecznie spóźnionych i zatłoczonych autobusach. Przygnębienie i pustka. I nagle w jednej głowie kiełkuje ta dziwna myśl, nieodparte pragnienie. Bez motywu, bez powodu, jak głód. Tak jakby ciało przejmowała inna dusza, która nakazuje to zrobić, i nie można od niej uciec.
Pewnego dnia miasto zatrzyma się przerażone zbrodnią.

Tytuł: Kapitał w XXI wieku
Autor: Thomas Piketty
Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Data premiery: 24 kwietnia 2015 r.

Najważniejsza i najbardziej poczytna książka ekonomiczna dekady, światowy bestseller, który zmienił sposób, w jaki patrzymy na społeczeństwo, na gospodarkę i na obecne w nich nierówności. Napisany ze swadą, ale i ugruntowany w nowatorskiej analizie danych empirycznych, błyskotliwy i rzetelny zarazem „Kapitał w XXI wieku” na długie lata wyznaczył nowe szlaki w ekonomii.

Tytuł: Oko na niebie
Autor: Philip K. Dick
Wydawnictwo: Rebis
Data premiery: 31 marca 2015 r.

„To pierwsza powieść Dicka, która z powodzeniem stawia będące jego obsesją pytanie: »Co jest rzeczywiste?«. W »Oku na niebie« rzeczywistość przełamuje się, i to od razu na osiem części… Światy te tworzą jakby amfiladę, przez którą grupka złączonych wspólnym losem nieboraków przechodzi jak przez wagony pociągu… Dick po raz pierwszy użył tu pomysłu, który wykorzystał później w »Ubiku«: leżący obok siebie nieprzytomni ludzie tworzą każdy swoją wizję, a wskutek niepojętej z fizycznego punktu widzenia anomalii projekcja, która akurat dominuje, ogarnia wszystkich naraz i więzi ich w sobie… Bohaterowie »Oka na niebie« nie mają jednak na podorędziu nic, co zaradziłoby ich kłopotom, w szczególności zaś uniwersalnego preparatu Ubik…”
— z przedmowy Marka Oramusa

poniedziałek, 24 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień XXII: Książka, przy której płaczesz

Nie płaczę przy lekturze książek. Wzruszam się, owszem, czasami łezka mi się w oku zakręci, ale częściej usłyszycie mój śmiech znad czytanej książki, niż płacz. Może dlatego, że ciężko mi do końca się wczuć w losy bohaterów, że nie posiadam w sobie na tyle empatii, żeby się postawić w sytuacji któregoś z nich (chociaż mam jej wysoki poziom, sprawdzałam ostatnio, ale dotyczy on moich bliskich - to tak, żebyście sobie nie myśleli, że dla mnie empatia to zupa z Azji). Była jednak jedna książka, przy której ryczałam, zalewałam się łzami. To Pani Jeziora, ostatnia część cyklu wiedźmińskiego. Sposób, w jaki Sapkowski zabił moje ukochane postaci, sposób, w jaki to opisał, sprawił, że nie mogłam się powstrzymać i płakałam, czytając, jak kolejno giną Milva, Regis, Cahir, wreszcie Geralt (no dobra, nie wiadomo do końca, czy on naprawdę ginie, ale i tak ryczałam jak bóbr). Taka byłam zła na autora, że zakończył opowieść w ten sposób, tak klasycznie. Dzisiaj myślę już o tym bez wielkich emocji i uważam, że zakończenie było najlepsze z możliwych. A jak pokazuje przykład CD Projekt RED, znaleźli się ludzie, którzy potrafili wiarygodnie dopowiedzieć kontynuację.

Pani Jeziora
Andrzej Sapkowski
SuperNOWA
1999 r.

niedziela, 16 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień XV: Ulubiony bohater literacki

Nigdy nie podchodziłam w ten sposób do żadnej postaci literackiej, męskiej czy żeńskiej. Zwracam uwagę na wiarygodność psychologiczną jakiegoś bohatera, czy mnie intryguje, ciekawi, w jaki sposób i o czym mówi, czy jest w nim coś, co mnie przyciąga. Pewnie będę monotematyczna (jeszcze niejednokrotnie do końca tego wyzwania), ale znowu powołam się na cykl wiedźmiński. I nie chcę tu pisać o Regisie, który co prawda jest świetną postacią i jedną z moich ukochanych, ale nie ma w sobie większej głębi, nic go nie nurtuje, jest w pełni ukształtowany (w końcu to stary wampir, którego nic już nie zaskoczy). Tak, chcę napisać o Geralcie z Rivii.

Były chwile, kiedy wiedźmin mnie irytował swoją nieporadnością, bezsilnością, malkontenctwem. Wiele osób narzeka, że taki właśnie jest w powieściach, że wtedy przestał być dobrym bohaterem. Nie zgodzę się. W opowiadaniach zobaczymy tylko wiedźmina - mutanta, owszem, elokwentnego i honorowego, ale jednak mutanta, który co prawda potrafi silnie odczuwać, kochać, ale który przede wszystkim jest samotnikiem i nie chce mieć nic wiele wspólnego z innymi. Wszystko się w nim zmienia z chwilą, kiedy poznaje Ciri, swoje Dziecko-Niespodziankę. Dzięki tej dziewczynce, dzięki miłości do niej, Geralt stał się człowiekiem. Ktoś może powiedzieć, że zmienił się w płaczliwego cierpiętnika, ale ja uważam, że stał się kimś prawdziwym. Miłość Geralta do Ciri jest jednym z najpiękniejszych wątków emocjonalnych, z jakimi się spotkałam w literaturze.

Geralt jest jedną z niewielu postaci w cyklu, które się zmieniają, kształtują na oczach czytelnika, zaskakując i jego, i samego siebie. Jego podróż na ratunek córce jest przede wszystkim podróżą w głąb jego samego, dzięki niej zaczyna dostrzegać swoją przemianę, zaczyna też doceniać swoich towarzyszy. I to jego obserwacje w tej właśnie kwestii, kiedy widzi i porównuje, kim był, a kim jest, są dla mnie jednymi z ciekawszych elementów cyklu.


czwartek, 13 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień XII: Książka, którą kochasz i nienawidzisz jednocześnie

To było trudne zadanie. Mam wiele książek, które kocham albo bardzo lubię, mało jest takich, które budzą we mnie silną niechęć. Sądziłam, że nie znajdę takiej, która łączyłaby w sobie te dwie cechy. I właściwie nie znalazłam, ponieważ książka, o której dzisiaj napiszę, nie budzi we mnie tak skrajnych emocji - ale przyznam, że lubię ją i denerwuje mnie mniej więcej w takim samym stopniu.

To Narrenturm Andrzeja Sapkowskiego. Pierwszy tom Trylogii husyckiej zachwycił mnie bogactwem przedstawionego świata i klimatem średniowiecza, polubiłam Szarleja, który charakterem przypomina mi trochę Regisa z cyklu wiedźmińskiego. Zaintrygowana byłam też postacią Pomurnika, który wydawał mi się wówczas jednym z lepiej przedstawionych złych bohaterów. Autor poświęcił też wiele uwagi aktualnym wtedy wydarzeniom, komentując je ze swoistą sobie ironią i złośliwością.

I powieść byłaby naprawdę świetna, gdyby nie główny bohater. Reynevan to najbardziej irytująca i działająca mi na nerwy postać literacka. Ten bawidamek i nicpoń podnosił mi ciśnienie od pierwszych stron. To durny, nieodpowiedzialny i egoistyczny gnojek z niecierpliwym penisem, który jest przyczyną wszelkich nieszczęść w swoim otoczeniu, gorszą niż wszystkie plagi egipskie razem wzięte. Jego kolejne eskapady i niedorzeczne pomysły sprawiały, że niejednokrotnie odkładałam Narrenturm z postanowieniem, że nie sięgnę więcej po książkę. Po czym wracałam do niej i katowałam się dalej.

Narrenturm
Andrzej Sapkowski
SuperNOWA
2002 r.

środa, 5 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień IV: ulubiona książka ulubionej serii

Tutaj też się nie wahałam - Chrzest ognia.
Powieść ma najładniejszą okładkę z całego cyklu. Poza tym i przede wszystkim to najlżejsza, najbardziej zabawna i najbardziej przygodowa książka serii. To tutaj pojawiają się moi ulubieni bohaterowie - Milva i Regis. Tu pojawiają się krasnoludy i gnom. Tutaj autor przybliżył też postaci Dijkstry i Cahira, których również bardzo polubiłam, zwłaszcza Cahira. To wreszcie tutaj Ciri zaczyna być jedną z najbardziej interesujących postaci kobiecych cyklu.

Absolutnym mistrzostwem są przekomarzanki Milvy i Jaskra, a także niemal filozoficzne wywody Regisa, jako żywo nasuwające manierę wypowiedzi samego autora. Być może jedną z najbardziej pamiętnych scen cyklu jest seks w bibliotece, ale scena gotowania zupy przez kompanię Geralta w opozycji do jego obrażonej postawy jest niemniej obrazowy, a przy tym chyba najzabawniejszy w całej opowieści.

Chrzest ognia to chyba największy zbiór różnorodnych przygód Geralta i jego kompanii w całej historii. Jest świetnym przerywnikiem w trwającej wojnie, chociaż nie daje o niej zapomnieć, i pozwala nabrać oddechu i przygotować się do dwóch najcięższych i najmniej przyjemnych tomów, Wieży Jaskółki i Pani Jeziora. Jest to również najważniejsza książka cyklu - w niej dowiadujemy się, na czym polega niezwykłość Ciri, tutaj zawiązuje się Loża czarodziejek. No i pojawia się przerażający Bonhart. Co ciekawe, to również najbardziej niezależny tom cyklu, chociaż tym, którzy nie znają poprzednich, może być chwilami ciężko (ale nie za ciężko, gdyż bohaterowie lub narrator streszczają wydarzenia z poprzednich dwóch tomów), to mimo wszystko bez większych zgrzytów można Chrzest ognia czytać jak oddzielną powieść.

A teraz kończę wpis i wracam do lektury...

Chrzest ognia
Andrzej Sapkowski
SuperNOWA
1996 r.

wtorek, 4 lutego 2014

30 dni z książkami - Dzień III: Twoja ulubiona seria

Nie lubię serii. Już niejednokrotnie o tym pisałam - jeśli to nie jest trylogia albo kwadrologia, często nawet się nie zainteresuję. Bardzo niewielu autorów potrafi utrzymać moją uwagę - Charlaine Harris znudziłam się po piątej powieści, Adrian Tchaikovsky nie przekonał mnie drugim tomem Imperium Czerni i Złota, Tad Williams zdenerwował mnie, kiedy oznajmił, że Marchia Cienia będzie kwadrologią - ostatniego tomu nie tknęłam. Poza tym uważam, że cykl powinno się czytać ciurkiem, od pierwszego do ostatniego tomu. Dlatego czekam, aż George R.R. Martin skończy Grę o tron (albo umrze - co zważywszy na tempo jego pisania i stan zdrowia jest przez niektórych uważane za bardziej prawdopodobne). Ostatnio dowiedziałam się, że Scott Lynch z trylogii o Locke'u Lamorze postanowił zrobić siedem (poprawka - niedawno okazało się, że będzie co najmniej osiem) powieści i stwierdziłam, że w takim razie poczekam i być może, kiedy już się pojawią wszystkie, powrócę do tego bohatera.

Być może dlatego (ale nie głównie dlatego) w tej kategorii nie miałam żadnych wątpliwości - cykl wiedźmiński Andrzeja Sapkowskiego.

Mam pierwotne wydania z cudownymi okładkami Bogusława Polcha, po które sięgam co jakiś czas, chociaż już od kilku lat nie odświeżyłam sobie całej historii. Obiecałam sobie to zrobić po nieszczęsnym i rozczarowującym Sezonie burz, któremu odmawiam miejsca w cyklu, ponieważ nie tylko jest to najsłabsza książka Sapkowskiego, ale też niczego nie wnosi w cykl. O wiele lepszą robotę w przywróceniu mi świata wiedźmina i wyjaśnieniu jego dalszych losów wykonali twórcy trylogii komputerowej, ale o tym być może innym razem.
Opowiadania i pięcioksiąg opowieści o Geralcie i Ciri to według mnie najlepsza historia polskiej fantasy i jedna z najlepszych na świecie. Książki czytałam wielokrotnie, były przedmiotem moich dwóch prac naukowych i myślę, że pozostaną na pierwszym miejscu do końca mojego życia.
Jest to dla mnie seria szczególna z tak wielu względów, że nie jestem w stanie ich wymienić. Z każdą lekturą daje mi coś innego, niezmiennie bawiąc mnie grą z konwencją, barwnym stylem, ciętymi dialogami i komentarzami, krwistymi i kompleksowymi postaciami. Cykl, jak żaden inny, potrafi we mnie wzbudzić radość, czysty śmiech, żal, smutek i rozpacz, nasuwa mnóstwo przemyśleń o rzeczywistości.
Zawsze z chęcią przenoszę się do świata słowiańskich potworów, śmieję się z rozmów bohaterów i złośliwości narratora, nienawidzę i kocham bohaterów, za każdą lekturą trochę inaczej i innych.
A wiecie, co skłoniło mnie do sięgnięcia po książki? Nie był to nikt ze znajomych, nie było ich w mojej bibliotece. Zaczęłam się interesować cyklem po obejrzeniu filmu Wiedźmin i po tym, jak zakochałam się w Geralcie Michała Żebrowskiego. Film to największy chyba koszmar kina polskiego i o nim będzie osobny wpis w tym wyzwaniu, ale w chwili, kiedy go oglądałam w sali kinowej, nie znając fabuły opowiadań, nawet mi się podobał. No dobra, spodobał mi się Michał Żebrowski. I mówcie, co chcecie, ale gdybym miała wybierać obsadę do cyklu, to nadal pozostałby on idealnym kandydatem. Tak więc zakochana po uszy w filmowym Geralcie, poruszyłam grono znajomych i udało mi się pożyczyć wszystkie książki. Przeczytałam je w ekspresowym tempie, zarywając noce i naukę. W zupełnie inny sposób zaczęłam je czytać na studiach i wówczas podobały mi się jeszcze bardziej. Przyznam, że trochę się boję powracać do świata wiedźmina po lekturze Sezonu burz, bo zaczęłam się zastanawiać, czy ostatnia książka Sapkowskiego jest tak słaba, czy może to moje podejście się zmieniło i cykl już mi się tak nie będzie podobał. Może się przekonam o tym w tym roku.

Miecz Przeznaczenia, Ostatnie Życzenie, Krew elfów, Czas pogardy, Chrzest ognia, Wieża Jaskółki, Pani Jeziora
Andrzej Sapkowski
SuperNOWA
1994-1999

niedziela, 17 listopada 2013

O dobrych ludziach

Powiedzieć ci, wiedźminie, kim są ludzie dobrzy? To tacy, którym los poskąpił szansy skorzystania z dobrodziejstw bycia złymi.
Andrzej Sapkowski, Sezon burz, SuperNOWA 2013 r.

środa, 30 października 2013

Książki i filmy na listopadowe wieczory

KSIĄŻKI
Tytuł: Ziemiomorze
Autor: Ursula Le Guin
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 4 listopada 2013 r.

Kiedyś próbowałam przeczytać Czarnoksiężnika z Archipelagu, jednak wydał mi się straszliwie nudny. Oglądałam miniserial i ten też nie wzbudził we mnie większych emocji. Ale to było lata temu, a że ostatnio przekonuję się, że są książki, które mogą nie być dla mnie odpowiednie w danym momencie, aby za jakiś czas mi się spodobać, to sięgnę po cykl Ursuli Le Guin, tym bardziej, że jej inne powieści wspominam bardzo dobrze.
Po raz pierwszy w jednym tomie!

„Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin to jeden z najznakomitszych cykli literatury fantasy, porównywany z dziełami J.R.R. Tolkiena czy C.S. Lewisa. Opisuje malowniczy świat pełen wysp, smoków i tajemnic, w którym najważniejsza jest równowaga między tworzącymi go siłami. Głównym bohaterem serii jest czarnoksiężnik Ged; poszczególne części opowiadają jego losy – od najmłodszych lat i pierwszych kroków stawianych w świecie magii, aż po czasy gdy zaczęła się ona stawać niebezpiecznym narzędziem w rękach zła.
Ged, którego Ziemiomorze na zawsze zapamięta jako Krogulca, zostaje wysłany na wyspę Roke, aby tam zgłębiać czarnoksięską sztukę. Jest obdarzony niezwykłymi magicznymi zdolnościami, więc po latach nauki zostaje Arcymagiem, który będzie musiał pomóc Najwyższej Kapłance Archipelagu – Tenar – uciec z labiryntu ciemności.
Niestety, wraz z upływem lat równowaga Ziemiomorza zacznie się chwiać coraz bardziej, a prawdziwa magia i pradawne zwyczaje coraz częściej wykorzystywane będą przez mroczne siły zła i śmierci…
Saga o Ziemiomorzu to opowieść o dojrzewaniu, o wyzbywaniu się młodzieńczej pychy i ducha rywalizacji, dorastaniu do wewnętrznej harmonii i mądrości, ale też zrozumienia ograniczoności ludzkich działań. Im większa moc i im większa władza, tym większa odpowiedzialność – przestrzega Le Guin.
— „Wysokie obcasy”
Potrzebowałam sześciu książek i trzydziestu lat życia, by opowiedzieć historię Geda i Tenar. W tym czasie nieustannie dowiadywałam się czegoś nowego o krainach i ludach Ziemiomorza – bo wszystkie przygody i odkrycia bohaterów były też moimi przygodami i odkryciami. (…) I oto wreszcie macie przed sobą ukończoną historię. Oby lektura sprawiła wam równie wielką przyjemność, jak mnie jej pisanie!
— Ursula K. Le Guin
Tytuł: Tajemnica diabelskiego kręgu
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Uroboros
Data premiery: 6 listopada 2013 r.

Ania Kańtoch wraca do korzeni kryminalnych, tym razem w powieści dla młodzieży. To jest to, czego potrzebuję na jesienne dni. Ciekawa jestem, na ile pisarka jest inna w podejściu do młodych odbiorców, czy jej bohaterowie i fabuła również będą się różnić od opowiadań i powieści dorosłych.
Nie każdy zostaje wybrany przez anioły i zaproszony przez nie na tajemnicze wakacje w klasztorze znajdującym się w niewielkiej miejscowości Markoty. Tak się składa, że przydarzyło się to trzynastoletniej Ninie. Nie bardzo wie jednak, dlaczego – jest przecież bardzo zwyczajną dziewczyną. Czy aby na pewno?
Tytuł: Wiedźmin. Sezon burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: SuperNOWA
Data premiery: 6 listopada 2013 r.

Kiedy kilka dni temu gruchnęła wieść, że pojawi się kolejna książka ze świata o Wiedźminie, podchodziłam do niej z zadziwiającym spokojem i może lekkim rozczarowaniem brakiem konsekwencji autora. Ale teraz... Przecież to Geralt, Jaskier, Yennefer! Cieszę się, niezmiernie się cieszę, że jednak pisarz się złamał i będę miała szansę powrócić do wiedźmińskiego świata.
Oto nowy Sapkowski i nowy wiedźmin. Mistrz polskiej fantastyki znowu zaskakuje. „Sezon burz” nie opowiada bowiem o młodzieńczych latach białowłosego zabójcy potworów ani o jego losach po śmierci/nieśmierci kończącej ostatni tom sagi.

„Nigdy nie mów nigdy!” W powieści pojawiają się osoby doskonale czytelnikom znane, jak wierny druh Geralta – bard i poeta Jaskier – oraz jego ukochana, zwodnicza czarodziejka Yennefer, ale na scenę wkraczają też dosłownie i w przenośni postaci z zupełnie innych bajek. Ludzie, nieludzie i magiczną sztuką wyhodowane bestie. Opowieść zaczyna się wedle reguł gatunku: od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie. Wiedźmin stacza morderczą walkę z drapieżnikiem, który żyje tylko po to, żeby zabijać, wdaje się w bójkę z rosłymi, niezbyt sympatycznymi strażniczkami miejskimi, staje przed sądem, traci swe słynne miecze i przeżywa burzliwy romans z rudowłosą pięknością, zwaną Koral. A w tle toczą się królewskie i czarodziejskie intrygi. Pobrzmiewają pioruny i szaleją burze. I tak przez 404 strony porywającej lektury.
„Wiedźmin. Sezon burz” to w wiedźmińskiej historii rzecz osobna, nie prapoczątek i nie kontynuacja. Jak pisze Autor: Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy…
Tytuł: Przedksiężycowi, tom III
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Powergraph
Data premiery:  29 listopada 2013 r.

Ostatnia część trylogii ma się ukazać z końcem listopada, mam nadzieję, że termin się nie przedłuży i będę mogła w końcu uzyskać odpowiedzi na dręczące mnie pytania z tomu pierwszego i drugiego.

FILM

Tytuł: Thor. Mroczny świat
Scenariusz: Christopher Yost, Christopher Markus, Stephen McFeely
Reżyseria: Alan Taylor
Data premiery: 8 listopada 2013 r.

Kontynuacja plastikowej produkcji, którą nie byłam zachwycona. Czy pójdę do kina, nie wiem, bilety drogie teraz, sam film to czysta, bezmyślna rozrywka (przynajmniej tak odebrałam pierwszą część), a ja obiecałam sobie nie wydawać pieniędzy na głupoty. No ale może się skuszę w jakiejś promocji.
Thor próbuje zaprowadzić porządek w kosmosie, ale starożytna rasa, dowodzona przez mściwego Malekitha powraca, by zepchnąć wszechświat w ciemność.
Tytuł: Adwokat
Scenariusz: Cormac McCarthy
Reżyseria: Ridley Scott
Data premiery: 16 listopada 2013 r.

To może być jeden z lepszych filmów roku... Dobra, nie nastawiam się, bo najlepiej to nie mieć żadnych oczekiwań. No ale Michael Fassbender w roli głównej... Nie, nie, bez oczekiwań...
Cieszący się powszechnym szacunkiem prawnik ze wszystkich sił stara się wyplątać z narkotykowego biznesu, który miał być dla niego krótką przygodą. 
Tytuł: Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia
Scenariusz: Simon Beaufoy & Michael Arndt
Reżyseria: Francis Lawrence
Data premiery: 22 listopada 2013 r.

Jakiś czas temu obejrzałam pierwszą część i film mi się podobał, zwłaszcza to, jak grała w nim Jennifer Lawrence. Z pewnością obejrzę również kontynuację.
Katniss i Peeta odbywają obowiązkowe Tournee Zwycięzców, kiedy dowiadują się o fali zamieszek, do których przyczynił się ich zuchwały czyn.

sobota, 24 sierpnia 2013

Nowa wizja słowiańskiego mitu - "Słowo i miecz", Witold Jabłoński, SuperNOWA 2013

Wierzenia słowiańskie są fascynujące, na nasze nieszczęście zachowały się w szczątkowej ilości, a z licznych opracowań legend trudno odsiać oryginalne historie od zmyślonych. Nie mówiąc już o wydarzeniach historycznych z wczesnego średniowiecza, które były preparowane równie ochoczo, jak mitologia. Byli tacy, którzy podjęli się trudnego wyzwania stworzenia opowieści w słowiańskim klimacie. Po lekturze Władcy wilków Juraja Červenáka zaczęłam się obawiać, że rację miał Andrzej Sapkowski, kiedy w jednym z wywiadów powiedział, że stworzenie wiarygodnej fantasy słowiańskiej jest praktycznie niewykonalne. Mylił się jednak twórca cyklu wiedźmińskiego. Witoldowi Jabłońskiemu udało się nie tylko napisać rewelacyjną fantasy słowiańską, lecz także osadzić ją mocno w historycznym kontekście, jakiego nie da Wam żadna lekcja historii w szkole.

Na Słowo i miecz czekałam cztery lata, od czasu spotkania autorskiego podczas warszawskiej Avangardy, kiedy Witold Jabłoński zapowiedział, że pracuje nad fantasy słowiańską, której akcja będzie się rozgrywała w X wieku w Polsce. Byłam wówczas po lekturze znakomitej Fryne Hetery, więc zacierałam ręce z niecierpliwości. Premiera najnowszej powieści pisarza była kilkakrotnie przesuwana, ale kiedy tylko otrzymałam egzemplarz recenzencki, zabrałam się do czytania i… Odłożyłam książkę po kilkudziesięciu stronach, za bardzo mnie denerwowała maniera autora, który swymi jednoznacznymi określeniami narzucał mi odbiór przedstawianych wydarzeń i bohaterów. Musiało minąć kilka miesięcy i niezbyt ciekawych książek, abym wróciła do powieści. Tym razem zignorowałam ten charakterystyczny ton, który zresztą maleje w okolicy sto sześćdziesiątej strony, i pozwoliłam się zabrać w magiczną podróż do zamierzchłej przeszłości.

Jabłoński w doskonałym stylu udowadnia, że można napisać porywającą powieść historyczną z wątkiem fantastycznym. Zabiera czytelnika do krainy dawnych Polan, krainy bogów, władców i odważnych wodzów. Wielbiciele słowiańskich mitów będą zachwyceni, bowiem autor umiejętnie wplata wierzenia i obrzędy w opisywane wydarzenia. Po raz kolejny, w specyficzny dla siebie, lekko bezczelny i może czasami przejaskrawiony sposób, Jabłoński pokazuje podstępną grę kościoła katolickiego, który krok po kroku niszczył nasze wierzenia, jedne z nich wchłaniając i czyniąc swoimi, inne tępiąc wielce nie po chrześcijańsku. Jakkolwiek narracja jest wrogo nastawiona do katolicyzmu, to można wysnuć jasny wniosek, że każda religia służy do panowania nad ludźmi, bez wyjątku; autor umiejętnie pokazuje te mechanizmy po jednej i po drugiej stronie.

Oprócz głównego wątku, czyli walki jednej wiary z drugą, pisarz odzwierciedlił ówczesne obyczaje i polityczne tło, tak dalekie od tego, czego uczą nas w podręcznikach szkolnych. Na historii uczymy się bowiem o królach-symbolach, książka Jabłońskiego pozwala poznać ich wizerunki niewybielone. Może są czasami przesadzone, może czasami idą w zupełnie odwrotnym kierunku niż to, co zwykle o nich wiemy, ale są o wiele prawdziwsze niż to, co wynosimy ze szkół. Lektura powieści z pewnością skłoni niejednego czytelnika do sięgnięcia nie tylko po źródła przedstawione w bibliografii, lecz także po inne książki dotyczące naszych dziejów.

Barwny język opowieści współgra z pełnokrwistymi bohaterami. I chociaż sam autor mówił, że główną postacią jest Miecław, waleczny wódz Mazowszan, który powstał przeciwko polskim królom i chrześcijańskiej wierze, to najważniejszą osobą w całej historii jest Dziewanna. Niewinna dziewczyna, piękna Dziewanna staje się zakonnicą Donatą, przebiegłą i podstępną wichrzycielką, by wreszcie przeistoczyć się w mściwą czarownicę, wcielenie bogini Żywii. Matka Miecława, upodlona przez króla Bolesława, którego woje zamordowali jej rodzinę i ukochanego w imię katolickiej wiary, wychowuje syna na mściciela i samą siebie skazuje na niekończące się poświęcenie. Co więcej, Miecław zdaje sobie sprawę, że jest pionem w rękach potężnej wiedźmy, nie jest szczęśliwy z przeznaczenia, jakie mu wybrała i wolałby proste życie (niczym legendarny Artur z Trylogii arturiańskiej), przyjmuje rolę z godnością i pokorą prawdziwego wojownika. Skomplikowane są relacje tych dwojga, ale też pełne miłości i uwielbienia. Oprócz nich w powieści występuje jeszcze wiele ciekawych postaci – zakochany w Żywii Mścigniew, jego opiekun i mentor kobiety wróż Widun, tajemniczy przypominający elfa Andaj, brat Lucjusz, Bolesław i jego synowie, a także Kazimierz, polski-niepolski władca. Słowo i miecz nie jest jedynie opowieścią o walce, ale też historią poświęcenia, bólu, zdrady, podróżą ku wybawieniu, różnie rozumianym przez bohaterów.


Przede wszystkim jednak Słowo i miecz to świetna, niezwykle spójna wizja mitu słowiańskiego. Przedstawieni tu bogowie to nie rzeźbione figurki, ale prawdziwe bóstwa, które przychodzą na wezwanie, jeśli im to odpowiada, potrafią być okrutne i bawią się swymi wyznawcami, lecz doceniają ich odwagę i pomagają w urzeczywistnieniu planów. Jakże są bliższe od nieobecnego chrześcijańskiego boga. Opisywane obrzędy są tak szczegółowe, że miałam wrażenie, iż w nich sama uczestniczę i łatwo sobie wyobrazić, że tak właśnie żyli ludzie wczesnego średniowiecza na polskich terenach. Proza przeplatana jest wersetami „prasłowiańskich” pieśni, które dodatkowo ubarwiają powieść. Jest to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Gorąco polecam!

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

niedziela, 6 stycznia 2013

Na początek roku

Zapomniałam jakoś o zapowiedziach na styczeń 2013 roku, może dlatego, że jeszcze się nie mogę przyzwyczaić, że się 2012 skończył... Spośród licznych propozycji wydawniczych wybrałam kilka pozycji, z czego dwie przeszło z zapowiedzi poprzednich. Kinowo żadna fantastyka mnie nie zainteresowała, za to z utęsknieniem czekam na 18 stycznia.

KSIĄŻKI

Tytuł: Słowo i miecz
Autor: Witold Jabłoński
Wydawnictwo: SuperNOWA
Data premiery: 19 stycznia 2013 r.

Jednak najnowsza powieść Jabłońskiego nie ukazała się w 2012 roku, a, tak jak podejrzewałam, zapowiedziana jest na ten miesiąc.
Słowiańska „Gra o tron”!
„Słowo i miecz” to powieść dziejąca się w XI wieku, w czasach pierwszych Piastów.
Wkraczające na nasze ziemie chrześcijaństwo zmaga się z wciąż jeszcze niepokonanym żywiołem pogańskim. Skrzywdzona przez Bolesława Chrobrego dziedziczka książąt mazowieckich rodzi bękarta Miecława i wychowuje go na mściciela. Za sprawą rodzimych bogów i demonów nadchodzą Czasy Zamętu: trzej synowie Chrobrego giną w niezwykłych okolicznościach, buntują się możni, a lud pali kościoły i morduje znienawidzonych misjonarzy.
Tytuł: Składany nóż
Autor: K.J. Parker
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 23 stycznia 2013 r.

Podoba mi się okładka, a i historia wydaje się być ciekawa i, tak mi się wydaje, podszyta ironicznym humorem. Czy rzeczywiście?
Pierwszy obywatel Republiki Wesańskiej to nadzwyczajny człowiek. Jest bezlitosny, sprytny i przede wszystkim ma szczęście. Dał swemu ludowi bogactwo, potęgę oraz prestiż. Ale potęga przyciąga niepożądaną uwagę i Basso musi bronić siebie oraz swój kraj przed groźbami zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi. Przez całe życie podejmował decyzje o kluczowynm znaczeniu i popełnił tylko jeden błąd. Ale jeden błąd niekiedy wystarcza…
Tytuł: Świat Czarownic
Autor: Andre Norton
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data premiery: 23 stycznia 2013 r.

Premierę tego cyklu przekłada się bodajże już dwa lata, niby teraz zostanie wydana (na stronie wydawnictwa podana została już data premiery, więc może to i prawda). Dawno temu czytałam ten pierwszy tom i bardzo mi się podobał. Chętnie odświeżę.
Alice Mary Norton (1912–2005), znana jako Andre Norton, to wybitna amerykańska pisarka, okrzyknięta Matką Fantastyki. Jej twórczość obejmuje ponad sto książek, a liczne z nich zostały wyróżnione wieloma prestiżowymi nagrodami. Dorobek pisarki, zaliczany do klasyki gatunku, uczynił ją najpopularniejszą na świecie autorką literatury fantasy i science fiction. „Świat Czarownic” to najbardziej znana seria Andre Norton. Opowiada o magicznym państwie Estcarp.
W pierwszej części Simon Tregarth, uciekając przed wrogami, przedostaje się do świata równoległego. Trafia do krainy, gdzie najwyższą władzę sprawują tytułowe czarownice, władające magią niedostępną dla mężczyzn. Świat Starej Rasy ogarnięty jest nieustającą wojną, a magia czarownic to bezcenna broń w walce z najeźdźcą.
KINO

Tytuł: Django
Scenariusz: Quentin Tarantino
Reżyseria: Quentin Tarantino
Data premiery: 18 stycznia 2013 r.

Oj tak, tak, tak! Wreszcie nowy film jednego z moich ulubieńców. Jak zwykle z doborową obsadą i chociaż nie przepadam za Jamiem Foxem, to do kina pójdę chociażby dla Leonarda DiCaprio czy Chrisopha Waltza.
Łowca nagród Schultz i czarnoskóry niewolnik Django wyruszają w podróż, aby odbić żonę tego drugiego z rąk bezlitosnego Calvina Candiego.

czwartek, 13 grudnia 2012

Jabłońskiego cichcem

Wczoraj podobno premierę wydawniczą miała najnowsza powieść Witolda Jabłońskiego Słowo i miecz (o książce autor wspominał już w 2009 roku). Podobno, ponieważ książka, wydana pod skrzydłami SuperNOWEJ, nie jest jeszcze dostępna w żadnej księgarni, na stronie wydawnictwa również nie ma słowa o premierze. Reklamowanie jej jako "Słowiańskiej Gry o tron" uważam wprawdzie za zbyteczny wysiłek "speców" od marketingu, wszak Jabłoński to klasa sama w sobie, ale cóż... Jak tylko książka pojawi się w księgarniach...
Słowiańska „Gra o tron”!„Słowo i miecz” to powieść dziejąca się w XI wieku, w czasach pierwszych Piastów.Wkraczające na nasze ziemie chrześcijaństwo zmaga się z wciąż jeszcze niepokonanym żywiołem pogańskim. Skrzywdzona przez Bolesława Chrobrego dziedziczka książąt mazowieckich rodzi bękarta Miecława i wychowuje go na mściciela. Za sprawą rodzimych bogów i demonów nadchodzą Czasy Zamętu: trzej synowie Chrobrego giną w niezwykłych okolicznościach, buntują się możni, a lud pali kościoły i morduje znienawidzonych misjonarzy.

piątek, 9 marca 2012

Co za dużo, to niezdrowo - "Relacja z pierwszej ręki", Janusz A. Zajdel, SuperNOWA 2010

Jeszcze kilka lat temu nazwisko Zajdel kojarzyło mi się tylko z nagrodą przyznawaną twórcom fantastyki. Po lekturze zbioru Relacja z pierwszej ręki Janusz A. Zajdel przestał być dla mnie panem od nagrody, a znalazł się w czołówce pisarzy, których twórczość zaczęłam doceniać. Nie mogę tego powiedzieć w kontekście wszystkich opowiadań tam zawartych, ale znalazło się kilka, które mnie naprawdę zachwyciły i rozbudziły moją ciekawość.

Zbiór sam w sobie jest… za duży. Trzydzieści trzy opowiadania, nawet tak krótkie (najdłuższe liczą sobie trzydzieści kilka stron), to stanowczo za wiele jak na jeden tom. Być może ktoś, kto czytać będzie kilka raz na jakiś czas, nie poczuje się zmęczony, ale mi czytanie się dłużyło. Tym bardziej, że spośród wszystkich historii tylko jedenaście mogę uznać za naprawdę dobrych, większość jest przeciętna, kilka w ogóle nie trafiło do mojej wyobraźni. Wszystkie opowiadania jednak cechuje równy styl, lekko staroświecki, bardziej przypominający mi książki z lat czterdziestych niż sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych. Tematyka fantastyczna jest jedynie „łatką” dla opowieści o człowieku, współczesnym świecie, nieustających zmianach. I chociaż staram się nie porównywać pisarzy, to nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że Janusz A. Zajdel w sposobie postrzegania rzeczywistości podobny jest Philipowi K. Dickowi.

Największą zaletą Zajdla jest umiejętność przekształcania prostych, właściwie niewiele znaczących elementów rzeczywistości w rewelacyjne historie z zaskakującą puentą. Jak sam napisał w Iluzycie, skądinąd jednym z najsłabszych opowiadań:
Coraz trudniej, niestety, zaskoczyć czytelników czymś naprawdę ciekawym. Rzeczywistość depcze fantastom po piętach. Klasyczne tematy zostały wyeksploatowane. A w tym gatunku literatury najważniejszy, niestety, jest pomysł. Tu nie można się wyłgać samą formą albo intelektualnym dziwaczeniem. (s. 275)
Takie właśnie, pomysłowe, zaskakujące, rewelacyjne w swej prostocie, są Studnia (pokazuje, że okrutna ironia losu dosięga człowieka w najmniej oczekiwanych chwilach), Uranografia (i kosmici, i ludzie mają podobne problemy), Egipski kot (lekko niepokojące połączenie konwencji egipskiej i teorii spiskowych), Ogon diabła (odwołuje się do starej prawdy, jak to diabeł potrafi ogonem nakryć) czy Skorpion (prześmiewcza wizja pogoni ludzi za najnowszymi zdobyczami techniki i władzach, które usiłują kontrolować postęp). O wiele większą finezją autor wykazał się w historiach Dokąd jedzie ten tramwaj (gorzka satyra na chęć posiadania wykształcenia na papierku z pominięciem prawdziwej wiedzy), Prognozja (rewelacyjne połączenie amnezji i jasnowidztwa), Ten piękny dzień (przewrotna historia biblijna o stworzeniu i wieczności), Wyższe racje (opowiadanie wyśmiewające cenzurę, propagandę i władze totalitarne, niestety aktualne i dzisiaj). Największe wrażenie wywarły na mnie jednak dwa – …et in pulverem revertis i Relacja z pierwszej ręki. Chociaż bardzo różne od siebie pod względem fabuły, to łączy je podobna przewrotność, ironia i genialna wręcz umiejętność gry z konwencją – w pierwszym wypadku ekologiczną, w drugim biblijną.

To, co mnie najbardziej ujęło w twórczości Zajdla, to fakt, że potrafi on jednym zdaniem podsumować całą opowieść, wywołując zaskoczenie, śmiech, żal. Tematyka jego opowiadań nie traci na aktualności, mówi nie tylko o ekspansji człowieka w kosmosie i tego, co może być po drugiej stronie, lecz także globalizacji internetu, relacji międzyludzkich. Sporo miejsca poświęca literaturze, wiedzy, sposobach jej zdobywania i wykorzystywania – jak w opowiadaniach Bunt, Dyżur, Wszystkowiedzący, Dowód czy Raport z piwnicy. Nie braknie tutaj również historii o obcych, ukazywanych w pozornej opozycji do ludzi, których obraz jest jednak skrzywionym odbiciem naszego gatunku.

Z reguły Zajdel nie popisuje się swoją wiedzą, nie „paćka” opowiadań technicznym słownictwem, wręcz przeciwnie. Doświadczenia zawodowe potrafi przekształcić w przyjemną podróż po zagadnieniach swego naukowego świata. Udało mu się to całkiem wdzięcznie w Ekstrapolowanym końcu świata, Towarzyszu podróży, Blisko słońca, w których porusza problematykę postępu technicznego, przestrzeni czasowych, równoległych światów, schizofrenii. Pozytywnie zaskoczyła mnie historia ze Chrztu bojowego – zwyczajną i schematyczną opowieść o treningu młodego żołnierza, mającego bronić Ziemi przed inwazją Obcych, uratowała puenta udowadniająca, że są różne prawdy. Podobnie Jad mantezji, początkowo nudne przekształciło się w złośliwą przestrogę dla tych, którzy pragną do władzy i sławy dojść na skróty. Również Metodę dr. Quinna można zaliczyć do udanych opowiadań, to taki minithriller w lekko psychodelicznym tonie, w którym głównym motywem jest obecność obcych wśród ludzi. Niezłe okazało się Poczucie winy, postapokaliptyczne opowiadanie, drwiące z prawa Darwina, oraz Gra w zielone, ośmieszające mit równości i sprawiedliwości na świecie. Przyjemną odskocznią była Felicitas, zabawna historyjka miłosna o grze w przeznaczenie.

Zupełnie mi się natomiast nie podobał Diabelski młyn – autor sięgnął po bohatera z rewelacyjnej Studni i po tematykę eksperymentów genetycznych, jednak nawet jego ironiczny ton nie był mnie w stanie przekonać do prezentowanej historii. Podobne odczucia miałam wobec opowiadań Wyjątkowo trudny teren, Iluzyt, Sami i 869113325. Pierwsze to nieciekawa wizja sztuki przejmowania ciał ludzi przez obcych, drugie… w ogóle nie pamiętam, podobnie jak 869113325. Sami początkowo intrygowało (okazuje się, że Zajdel wymyślił Matrix na długo przed braćmi Wachowskimi), ale przerodziło się w filozoficzno-religijny bełkot. Nie rozumiem też, jak w zbiorku mogło się znaleźć tak marne opowiadanko jak Satelita, będące krótką satyrą na zachowanie młodzieży, które udowadnia jedynie, że w każdych czasach młodzież jest taka sama. Większych emocji nie wzbudziła we mnie opowieść w Psy Agenora. Prawdopodobnie miało być dramatycznie i przygnębiająco, a wyszło nijako i nudno.

Podsumowując, Relacja z pierwszej ręki to całkiem ciekawy przekrój twórczości Janusza A. Zajdla, pokazujący przede wszystkim jego wszechstronność, stanowiący dobry początek dla czytelnika na zapoznanie się z barwnym, wciągającym językiem i interesującymi historiami. Szkoda tylko, że wydawnictwo nie poddało opowiadań ponownej korekcie i pozostawiło mnóstwo irytujących literówek.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Dajcie kotom już spokój! - "Jedenaście pazurów", SuperNOWA 2010


Kot – jaki jest każdy widzi, ale czy na pewno? Od wieków uważany za kroczącego na granicy dwóch światów – ludzi i duchów, i dzisiaj postrzegany jest jako zwierzę pełne tajemnic. Fascynuje i irytuje nas jego niezależność, to, że chodzi własnymi drogami. Człowiek, zdobywca i władca całego świata, nie może sobie podporządkować jednego stworzenia. Zapewne z tych wszystkich względów osobowość kota jest ściśle związana z fantastyką, wielu jej twórców jest wielbicielami tych czworonogów, kot stał się swoistym symbolem fantasty. Jest bohaterem lub chociażby pojawia się w literaturze i wydawałoby się, że o kotach napisano już wszystko i w każdy możliwy sposób. Swoją cegiełkę w tym temacie dorzuciła SuperNOWA w 1997 roku antologią Trzynaście kotów, do której opowiadania napisali autorzy mniej lub bardziej związani z wydawnictwem. Ponieważ fascynacja kotami nie gaśnie i trwać będzie, wydawnictwo postanowiło powtórzyć sukces sprzed lat i rok temu ukazał się zbiór Jedenaście pazurów. Mam nadzieję, że kolejnej próby nie podejmie.

Jedenaście pazurów to jedenaście opowiadań, bardzo różnych w formie i jakości, jak to zwykle bywa w antologiach. Nie jest to jednak zbiór choćby w połowie tak dobry, jak Trzynaście kotów. Głównie dlatego, że Andrzej Sapkowski napisał tu tylko wstęp, a to jego opowiadania – Słoneczne popołudnie i Muzykanci – stanowiły najmocniejszą część poprzedniego zbioru. Jedenaście pazurów jest także bardziej mroczne, twórcy postawili na klimat niepokoju wywoływany przez kocią naturę, która, chociaż nadal tajemnicza i niezależna, jest przede wszystkim groźna i nie do końca przychylna ludzkości czy jakimkolwiek innym stworzeniom. Pomysł sam w sobie dobry, ponad połowie autorom nie bardzo się udał.

W moim przekonaniu błędem było otwarcie tomu opowiadaniem Jagi Rydzewskiej. Kot Szrekingera co prawda intryguje narracją kilkuletniej dziewczynki, wciągając w jej nieco chaotyczną, naiwną opowieść o tytułowym kocie, ale w pewnym momencie autorka stopuje akcję i rozwleka je, miejscami nudząc, co może zniechęcić do reszty utworów. Dużo ciekawszy jest Koszmar w Providence Łukasza Orbitowskiego, tchnące niepokojem i psychodelicznością opowiadanie ukazujące mroczne zakamarki kociego umysłu, w którym bohater, jeden z najważniejszych twórców grozy we własnej osobie, zdany jest na łaskę i niełaskę śpiącego zwierzęcia. Nietak Mirosławy Sędzikowskiej znowu mnie rozczarowało, tym właściwie, że prawie nic nie pamiętałam już na drugi dzień po przeczytaniu całkiem zabawnej historyjki o przedziwnych skutkach rzucania uroków na obczyźnie. Na długo w mojej pamięci pozostanie natomiast Kociarka. Piotr Patykiewicz przykuwa uwagę już pierwszym zdaniem i udowadnia, że dawne wierzenia w moc kotów wciąż istnieją, a to tylko ludzie zamknęli się we współczesności. Dobranocka Pawła Ciećwierza kontynuuje dobrą passę – to jedno z najlepszych opowiadań w antologii i jedno z najlepszych o Brighelli, którego autor przedstawił w Nekrofikcjach. Charakterystyczny cynizm rozpoznawalny już w pierwszych zdaniach używających kota jako pretekstu słownego do ukazania w krzywym zwierciadle obyczajowej scenki miłości starszego mężczyzny do młodej kobiety przypomina ostatnie filmy Woody’ego Allena.

Potem jednak przyszło kolejne rozczarowanie słabym opowiadankiem Marcina Wełnickiego o poetyckim tytule Nocą czarną jak kot, grającym schematem kota-obrońcy ludzkości, odwiecznego czuwającego w ukryciu, o którego mocach ludzie nie mają pojęcia. Na szczęście sytuację rozładował Witold Jabłoński Kotikiem, w iście kwiecistym stylu przedstawiający motyw przemiany w kotołaka, przed którym nie uchroni się żaden człowiek. Podobny motyw wykorzystał Paweł Kempczyński w bardziej mikropowieści niż opowiadaniu, Podłe życie, podła śmierć, aczkolwiek autor Requiem dla Europy poszedł w kierunku zagrożenia totalnego z kosmosu, świetnie pokazując zachowanie człowieka wobec takowego, atmosfera paniki i chaosu przenika z każdej strony. Także w tonie science fiction, chociaż o wiele zabawniejsza i najmocniejsza w całym zbiorze, jest historia Artura Baniewicza. Szczyt piramidy przedstawia alternatywną, oryginalną wizję świata, w której ludzie są zwierzyną hodowlaną dla… tego nie zdradzę, dość powiedzieć, że koty i tak są najmądrzejsze i najbardziej przebiegłe ze wszystkich istot. Gry z konwencją Baniewicza nie przebił Donat Szyller stylizowanym na czarny kryminał opowiadaniem Paskudny dzień w mieście. Wprawdzie bohaterem jest mój ulubiony prywatny detektyw (no, prawie) i chwilami opowieść jest nawet zabawna, ale język naszpikowany górnolotnymi porównaniami irytuje nieustająco. Najtrudniej było mi jednak przebrnąć przez fabułę skonstruowaną przez Marcina Przybyłka w Aquili, Aquili, a wszystko przez ogromną ilość technicznych szczegółów, która pozbawiła mnie zainteresowania akcją już po drugiej stronie, a musiałam zmęczyć jeszcze sześćdziesiąt!

Podsumowanie zatem nie wypada optymistycznie. Pięć dobrych opowiadań na jedenaście to marny wynik, zwłaszcza w kontekście hucznych zapowiedzi wydawnictwa jeszcze sprzed dwóch lat, na Polconie chociażby, że będzie inaczej, bardziej oryginalnie i zaskakująco. Jest inaczej niż w Trzynastu kotach, ale ta oryginalność się nie sprawdziła, zbyt naciągana, by mogła bawić tak dobrze jak przy poprzednim zbiorku.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

poniedziałek, 1 listopada 2010

W oczekiwaniu na zimę - listopadowe zapowiedzi

W porównaniu z październikiem listopad wypada marnie, ale to dobrze, przynajmniej są większe szanse, że dam radę przeczytać chociażby jedną nowość listopadową, a kino mam zagwarantowane.

KSIĄŻKI

Tytuł: Jedenaście pazurów
Autor: antologia
Wydawnictwo: SuperNOWA
Data wydania: 4 listopada 2010

Długo zapowiadany i wyczekiwany tom opowiadań o kotach. Mam tylko nadzieję, że nie znajdę w nim tych samych opowiadań, co w Trzynaście kotów, które SuperNOWA wydała w 1997 roku. Najbardziej ciekawa jestem opowiadań Orbitowskiego, Ciećwierza, Przybyłka i Jabłońskiego.
Na początku był kot. Istota pod każdym względem – inteligencji, fizycznego piękna, wrodzonej tajemniczości i gracji poruszania się – absolutnie doskonała. Inne dokonania naszego Stwórcy, a zwłaszcza te przemieszczające się na dwóch nogach, uznać należy za wypadek przy pracy, prototyp co najwyżej.
Jedenastu autorów, jedenaście różnych prób przeniknięcia odwiecznej kociej tajemnicy. Zebrane przez nas opowiadania reprezentują pełen asortyment gatunków współczesnej fantastyki od klasycznej science fiction poprzez fantasy, horror, space operę, urban fantasy aż po groteskę. Niektórzy z autorów podejmują koci temat nieco przewrotnie, inni całkiem poważnie. W czułym uścisku „Jedenastu pazurów” każdy z czytelników znajdzie coś dla siebie: horror, że aż strach zgasić światło, literacką żonglerkę cytatami, socjologiczno-polityczną analizę wydarzeń ostatniego trzydziestolecia, inspirowaną komputerowymi grami kosmiczną bijatykę, anglosaską dystynkcję i skrzeczącą rzeczywistość.
O kotach pisano od wieków i dalej będzie się pisać, albowiem każde pokolenie próbuje na nowo rozwiązać fascynującą zagadkę kociej natury. Jak dotąd nikomu się nie udało, ale może kiedyś…?
  • Andrzej Sapkowski (przedmowa)
  • Jaga Rydzewska
  • Łukasz Orbitowski
  • Mirosława Sedzikowska
  • Piotr Patykiewicz
  • Paweł Ciećwierz
  • Marcin Wełnicki
  • Witold Jabłoński
  • Artur Baniewicz
  • Donat Szyller
  • Marcin Przybyłek
  • Paweł Kempczyński
Tytuł: Zaginione królestwa
Autor: Norman Davies
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 8 listopada 2010

Kompletnie niefantastyczna książka, ale to Norman Davies, w dodatku piszący o czasach dawnych. Muszę dodawać coś jeszcze?
Światowa premiera najnowszej książki Normana Daviesa!
Norman Davies zabiera nas w oszałamiającą podróż przez wieki dziejów. Pokazuje egzotyczne stolice i mówiące niemal wymarłymi językami narody. Przedstawia nam nieznaną historię Europy, ale i opowiada o nas samych: o Galicji, Prusach, Wielkim Księstwie Litewskim. Czy jakiś inny historyk miałby na tyle wyobraźni, żeby połączyć ze sobą upadek ZSRR, historię Gdańska i państwo barbarzyńskich Wizygotów? Po lekturze „Zaginionych Królestw” nikt już nie będzie mógł traktować uporządkowanego świata historii ze szkolnych podręczników jak prawdy objawionej. Burgundia nie będzie kojarzyć się wyłącznie z winem, a Aragonia z Aragornem z Tolkienowskiego „Władcy Pierścieni”.
Nie trzeba już chyba nikogo przekonywać, że proza Normana Daviesa to literacka uczta. Ale Norman Davies potrafi też dzięki swoim książkom czegoś nas nauczyć. Zaginione Królestwa uzmysławiają, że historia nieustannie kotłuje się i bynajmniej nie zmierza do „końca”. Wręcz przeciwnie, nie miejmy wątpliwości, świat wokół nas wcześniej czy później odejdzie w przeszłość. Tak jak odeszły światy, które Norman Davies ożywia w „Zaginionych Królestwach”.
Tytuł: H.P. Lovercraft. Biografia
Autor: S. T. Joshi
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 30 listopada 2010

Tej pozycji z pewnością nie trzeba rekomendować fanom horroru czy literatury grozy. Ponad tysiąc stron o życiu jednego z klasyków gatunku, w sam raz na długie zimowe wieczory...
„H.P. Lovecraft. Biografia” to przełomowe dzieło w dziedzinie badań życia i twórczości Lovecrafta, najlepsza na świecie biografia tego pisarza. Jej autor, znany na świecie krytyk, uznaje tę książkę za dzieło swojego życia, ukoronowanie 20 lat pracy badawczej. W 1997 r. książka zdobyła nagrodę Brama Stokera w dziedzinie literatury faktu, ponadto zbierała bardzo dobre recenzje, również od tak znanych pisarzy i krytyków jak Joyce Carol Oates, Ramsey Campbell czy Harold Bloom. Uznaje się ją za jedną z najlepszych biografii w dziejach literatury.
Dzieło to stanowi najbardziej wiarygodne źródło informacji na temat Lovecrafta na świecie. Rozwiewa ogromną ilość mitów i niejasności związanych z jego osobą i twórczością, dokładnie omawia jego filozofię, życie oraz oczywiście dzieła literackie, przedstawiając przy tym bardzo wiele zagadnień pobocznych, jak choćby historię Providence czy dzieje literatury wagonowej w Stanach Zjednoczonych. Jest to bogate kompendium, przy którym nie będą się nudzić nawet ci, którzy o Lovecrafcie nic nie wiedzą.

FILM

Tytuł: Harry Potter i Insygnia Śmierci, cz. I
Scenariusz: Steve Kloves
Reżyseria: David Yates
Data premiery: 19 listopada 2010
Najbardziej oczekiwany przeze mnie film tego roku. Ostatnie części obiecują ucztę dla oka w mrocznych barwach, co zresztą pokazuje kapitalny plakat. Szkoda, że mam świadomość, że cała ta opowieść kończy się happy endem...
Potęga Voldemorta rośnie w siłę. Przejął kontrolę nad Ministerstwem Magii i Hogwartem. Harry, Ron i Hermiona decydują się na kontynuację woli Dumbledore'a. Podejmują próbę znalezienia pozostałych horkruksów, żeby pokonać "Czarnego Pana".