Potteromania przejawia się w różnych formach. Niektórzy fani tak ukochali cykl, że postanowili uwiecznić to uczucie na swojej skórze. Pod tym linkiem znajdziecie dwadzieścia tatuaży związanych tematyką z Harrym Potterem. Czy są one "awesome", jak głosi tytuł, polemizowałabym, zwłaszcza biorąc pod uwagę tatuaż ze zdjęcia nr dwanaście... Najbardziej podoba mi się lewa część zdjęcia czwartego, a Wam przypadł któryś wzór do gustu?;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 lipca 2013
niedziela, 10 czerwca 2012
I Ty zostań czarodziejem
Chociaż od publikacji ostatniej części Harry'ego Pottera minęło pięć lat, seria jest nadal popularna i wokół niej powstają różne atrakcje. Na początku tego roku otwarta została strona Pottermore, teraz czas na stworzenie księgi zaklęć. J.K. Rowling we współpracy z Sony odpowiada za najnowszy projekt tej firmy - Księgę Zaklęć Harry'ego Pottera. Gra zostanie udostępniona na specjalnym urządzeniu zwanym Wonderbook (wyglądem przypominającym rasową księgę) i połączona z Sony Playstation 3. Ma być interaktywna - gracz będzie mógł uczyć się wykonywania zaklęć za pomocą różdżki, czyli kontrolera Move, ważna będzie też wymowa. Rowling napisała do wszystkich inkantacji ich historię, stworzyła również notatki uczniów Hogwartu. Księga nie jest związana ze światem Hogwartu tylko przez zaklęcia - jej autorką jest jedna z czarownic, Miranda Goshawk, która spisała czary dwieście lat temu i aż do tej pory księga leżała w zakazanej części szkolnej biblioteki.
Premiera nowego wynalazku zapowiedziana została na grudzień tego roku. Przyznam, że sama jestem zaintrygowana.
[źródło: Guardian]
Reklama Księgi zaklęć dostępna na YouTube:
niedziela, 7 sierpnia 2011
Łabędzi śpiew z fałszywą nutą - "Harry Potter i Insygnia Śmierci", część II, scenariusz: Steve Kloves, reżyseria: David Yates, 2011
Zapierałam się przysłowiowymi
rękami i nogami, żeby nie zobaczyć ostatniej części cyklu Harry Potter w 3D.
Udało mi się znaleźć kino, które udostępniało projekcję cyfrową, chociaż z
dubbingiem. Uznałam jednak, że dubbing to mniejsze zło i wybrałam się na seans. I napiszę, że była to najgorsza część całej serii.
Druga, ostatnia część kultowego
już cyklu rozpoczyna się w tym samym momencie, w którym skończyła się poprzednia. Voldemort zyskał czarną różdżkę, Harry zdołał się wymknąć i
zachował miecz Gryffindora, teraz musiał zebrać siły na ostateczną walkę. A
skoro już przy tym jesteśmy. Wszystko w tym filmie jest ostateczne: słowa,
czyny, muzyka (skądinąd świetna), wszyscy się całują. Patosem twórcy rzucają w
nas przy każdej okazji, zgodnie zresztą z książkowym oryginałem. W tym obrazie,
podobnie jak w dwóch ostatnich częściach, widać, że akcja jest pocięta,
wiele wydarzeń pojawia się znikąd i tylko ten, kto czytał książkę, może się w
tym zorientować. Scenarzyści pozostawiali sceny, bez których film mógłby się
spokojnie obejść, przez co zdarzały się dłużyzny i wzniosłe przynudzenia.
Dla mnie główną wadą obrazu był nadmiar słów. Wiele scen ich po prostu nie potrzebowało, myślę, że nawet do
najmłodszych dotarłby ich przekaz, a starszym widzom nie wydawałby się wtedy
taki żałosny. Co więcej, wszystkie zagadki nie znajdują rozwiązania, ale wiele
z nich wyjaśnia się aż za bardzo – widać to na przykładzie postaci Snape’a,
którego nachalnie zobrazowana przeszłość w ostatnich minutach seansu kojarzy się z ckliwym romansidłem. Dopiero ta część pozwala nam zrozumieć jego postępowanie, ta część
pokazuje także drugie twarze innych postaci, których scenarzyści, a wcześniej i
autorka, celowo nie odkrywali przed nami. Oczywiście powoduje to zamierzone
zaskoczenie, ale w moim wypadku również skrzywienie na melodramatyczność
taniego zwrotu akcji.
Nie zachwycały także efekty
specjalne, winą jest tu oczywiście konwersja obrazu na 3D, aczkolwiek były też
takie, które budziły podziw. Film ratuje nie tylko wspomniana wcześniej
rewelacyjna muzyka w kompozycji Aleksandre’a
Desplata, lecz także gra aktorska wszystkich poza Ralphem Fiennesem, czyli
Voldemortem, który zamiast przerażać, śmieszył swoim nadętym tonem mowy i
zarozumiałością szkolnego uczniaka. Scenarzyści zasługują na pochwałę
umieszczenia scenek humorystycznych w momentach ciężkiego uniesienia, które
naprawdę bawiły, również dzięki naturalności młodych aktorów, zwłaszcza Ruperta
Grinta i Emmy Watson. Chwilami film może nawet przerazić i wzruszyć, chociaż
nie ma w nim tego całego mroku, który tak podobał mi się w poprzednich
częściach.
Ale nie te wszystkie wady
zdecydowały o tym, że uznałam drugą część Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci
za najgorszy film z cyklu. Kropką nad i był sam koniec, mdły, nieprawdziwy z
punktu widzenia charakteryzacji, przesadzony i całkowicie niepotrzebny. Dzieciaki
zapewne były takim zakończeniem zachwycone, mnie zbierało się na mdłości.
Zabawna rzecz. Przez cały rok oczekiwania na koniec końców myślałam o
Harrym Potterze z nostalgią i żalem, że za rok nie pójdę już do kina na kolejny
film z cyklu. Jakby nie było, spędziłam z bohaterami dziesięć lat swego życia,
razem z nimi się śmiałam i płakałam, razem z nimi przeżywałam i walczyłam. Po
wyjściu z kina w środę tydzień temu dotarło do mnie, że wcale nie będę
tęsknić, a moje ulubione części zawsze mogę obejrzeć i sama sobie dopowiedzieć
koniec historii, zupełnie inny od tego, którym zniechęciła mnie Rowling, a
powtórzyli twórcy wersji kinowej. Chwała niech będzie za wyobraźnię!
wtorek, 19 lipca 2011
Dziesięcioro najbardziej cool
![]() |
| Hermiona zajęła 9. miejsce |
Z okazji premiery czwartego sezonu True Blood redakcja Flavorwire przygotowała zestawienie dziesięciu czarownic i czarowników, którzy są najbardziej cool w kulturze popularnej. Do każdej z postaci (w tym jedna z bohaterów cyklu HBO, nie, nie jest to Sookie) podany został powód jej znalezienia się na liście i nie kierowano się potęgą czy wzbudzaniem strachu. Ciekawe, zabawne, budzące wspomnienia zestawienie. Na dziesiątym miejscu znalazła się Sabrina, nastoletnia czarownica, czyli Melissa Joan Hart, na pierwszym natomiast... nigdy nie zgadniecie.
poniedziałek, 11 lipca 2011
Piosenka o cyklu "Harry Potter"
Tessa Netting zaśpiewała i zagrała (aż w dziewięciu rolach!) piosenkę wychwalającą cykl o Harrym Potterze, przygotowaną jako parodię utworu Hello pochodzącej z musicalu The Book of Mormon. Zobaczcie koniecznie!
[źródło: YouTube]
sobota, 9 lipca 2011
Jak oni się zmienili!
Ostatnia część Harry'ego Pottera wkrótce w kinach, w sieci huczy od przeróżnych newsów i wspominek, a także artykułów w stylu "Co dalej". Najbardziej spodobał mi się pokaz zdjęć The Walt Street Journal, na których najważniejsi bohaterowie cyklu zaprezentowani są od najmłodszych lat do teraz. Czyż nie urocze?
Harry Potter to chyba jedyne kinowe zjawisko, które pozwalało obserwować dorastanie młodych aktorów i rozwój ich talentów. Fani rozpaczają i wiadomo, że nigdy nie będzie już tak samo i najpewniej żadna seria nie powtórzy tego sukcesu, a młodzi aktorzy mogą przebierać w propozycjach. Daniela Radcliffe'a zobaczymy w przyszłym roku w remake'u filmu grozy The Woman in Black (polska premiera na razie nieznana), za rok do kin trafi Comrade z Rupertem Grintem w jednej z głównych ról, a na jesieni tego roku będzie miał premierę dramat My Week with Marilyn, w którym Emma Watson zagra u boku Dominica Coopera, Michelle Williams, Julii Ormond czy Judy Dench. Które z nich pozostanie w zawodzie na dłużej? Zobaczymy.
piątek, 1 lipca 2011
Więcej Pottera w internecie
Strona oficjalnie ruszy w październiku tego roku, a tylko wybrani będą mogli się zarejestrować wcześniej - taką możliwość otrzyma milion osób, które ukończą specjalne wyzwanie Follow the Owl (Podążaj za sową), początek akcji: 31 lipca. Jak będzie wyglądał interface witryny, można zobaczyć tutaj.
[źródło: Entertainment Weekly]
wtorek, 10 maja 2011
Harry Potter w wydaniu mini komiksowym
Idealna pozycja dla tych, których męczy czytanie cyklu Harry Potter J.K. Rowling, a chcieliby się orientować, o co w nim chodzi, a nie oglądali filmów. Z okazji wczorajszego Free Comic Book Day strona Flavorwire opublikowała przezabawne komiksowe shorty ołówka Lucy Knisley z pierwszych pięciu książek o młodym czarodzieju z autorskimi dialogami rysowniczki. Moim ulubionym jest The Goblet of Fire, a jakie są Wasze typy?
wtorek, 29 marca 2011
Plakat ostatniego "Harry'ego Pottera"
Plakat promujący ostatnią część Harry'ego Pottera - Insygnia Śmierci właśnie ujrzał światło dzienne. Utrzymany w podobnej mrocznej tonacji zapowiada interesującą rozgrywkę, którą w Polsce zobaczymy tydzień po światowej premierze, czyli 15 lipca tego roku. Szkoda tylko, że zakończenie się nie zmieni...
sobota, 29 stycznia 2011
Początek końca - Harry Potter i Insygnia Śmierci; scenariusz: Steve Kloves, reżyseria: David Yates, 2010
Uwielbiam najnowsze części Harry’ego Pottera. Filmowe,
książkowe przestały mnie interesować po czwartym tomie, właściwie nie wiem
dlaczego. Filmy są kwintesencją wszystkiego, co podobało mi się w literackim
oryginale i są od niego o niebo lepsze, co pisałam już przy okazji Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi.
Właściwie moje odczucia nie różnią się wiele od tych, które
miałam, oglądając szóstą część. Fascynuje mnie mrok opowieści, jej cały
gotycyzm, wiszące nad bohaterami zagrożenie i to, w jaki sposób każde z nich
usiłuje sobie z tym radzić. Taki klimat, tworzony przez rewelacyjne zdjęcia
Eduarda Serry i muzykę w kompozycji Alexandre’a Desplata, sprawił, że siódmą
część oglądałam z zapartym tchem od pierwszej do ostatniej minuty. Obraz został
dopracowany również pod względem graficznym – efekty specjalne w większości
cieszą oko, zwłaszcza fragment zawierający opowieść barda Beedle’a, ta piękna,
subtelna, oszczędna w wyrazie animacja to prawdziwa uczta.
Sama fabuła różni się nieco od literackiej wersji, nie
zawsze na korzyść tej pierwszej. Co mnie razi, to ewidentne nawiązania do
czasów drugiej wojny światowej. Cała organizacja ZŁA przez Voldemorta, jego
wyznawcy, ideologia sugerująca skojarzenia z Hitlerem i jego wyobrażeniem
państwa jedynego jest nachalna, przerysowana wręcz, co sprawia, że przestała
być wiarygodna. Nie ganię natomiast uwypuklenia przemocy, myślę, że młodzież
nie powinna być raczona tylko pięknymi obrazkami, podobnie jak dzieciom nie
należy czytać tylko ładnych bajek. Jednak widać, że twórcy filmu chcieli
przyciągnąć również starszą widownię, czego najwyraźniejszym dowodem była scena
z półnagimi Emmą Watson i Danielem Radcliffem – nastolatki nie postrzegają
miłości przez pryzmat seksu, to, że są bardziej otwarte i szybciej dojrzewają,
nie znaczy, że przedkładają fizyczność ponad prawdziwe uczucia. Motyw
wystawionej na próby przyjaźni i pierwszej miłości broni się bez narzucania
seksualności bohaterów.
Ostatnie części historii o Potterze różnią się przede
wszystkim wymową – okazuje się, że nie wystarczy pomachać różdżką, żeby pokonać
ZŁO, walka z NIM wymaga ogromnych poświęceń bez względu na wiek. Takie
przesłanie być może jest przeterminowane, ale można je spokojnie odnieść do
codziennego życia. Młodzi ludzie nie mogą go spędzać pod kloszem, nie
popełniając swoich własnych błędów i wyborów, nie cierpiąc. Życie nie jest
bajką i im wcześniej człowiek zda sobie z tego sprawę, tym prędzej się z nim
oswoi i odnajdzie swoje miejsce, a przynajmniej ma na to większe szanse.
Harry Potter jest również rzadkim dowodem na to, że bohater wcale nie musi mierzyć się z siłami zła w samotności, więcej, często nie jest
sobie w stanie sam poradzić, muszą mu pomóc przyjaciele. Czarodziej jest jakby
kontrbohaterem amerykańskich herosów – Batmana, Spidermana i im podobnych – i nie musi się
przebierać, ukrywać. Radcliffe po raz kolejny pokazuje, że świetnie radzi sobie
w dramatycznej roli. Harry to już nie jest chłopiec, a młody mężczyzna, mający
świadomość problemów, z którymi się zmaga. Podobnie Watson i Rupert Grint rewelacyjnie
przedstawiają dwoje ludzi, którzy odkrywają poważne uczucia. Kuleje natomiast
wątek miłosny Harry’ego i Ginny, którzy okazują sobie zainteresowanie, jednak
wiedzą, że nie jest to miejsce ani pora, mimo wszystko ich sekretne spotkania w
kuchni nie wnoszą żadnych emocji w osobowości tych postaci. Brakowało również
psychologicznej głębi w przypadku bardziej drugoplanowych bohaterów – Voldemort
jest już wyłącznie uosobieniem czystego zła, bez żadnych wewnętrznych motywów
czy wątpliwości, podobnie jego wierni poddani są po prostu źli. Film ułamkowo
pokazuje, jak to zło absorbuje mniej złych, jak rodzinę Malfoyów, którzy nie są
już tak pewni siebie, wręcz przeciwnie, czują się zastraszeni i wiedzą, że nie
ma dla nich ratunku. Wprawdzie jest to początek końca, jednak uważam, że jak na
taką ilość wątków pierwsza część Harry’ego
Pottera i Insygniów Śmierci była za krótka. Nie spodziewam się też, że to,
co zobaczę w wakacje tego roku, przyniesie mi satysfakcję, chociażby dlatego, że
wiem, jak to się wszystko skończy, niemniej jednak nie mogę się doczekać
finału.
sobota, 7 listopada 2009
"Harry Potter" ostoją chrześcijaństwa
Swego czasu J.K. Rowling wzbudziła liczne kontrowersje i protesty ze strony księży katolickich cyklem o czarodzieju. Uznano bowiem, że jej książki propagują okultyzm i wiarę w magię, nie w Boga. Z tą tezą nie zgadza się ojciec Luke Bell, benedyktyn z zakonu Quarr Abbey na wyspie Wight, który spędził ostatnie 10 lat, studiując uważnie Harry'ego Pottera i jego powiązania z chrześcijaństwem, które zawarte zostaną w książce pod wiele mówiącym tytułem Baptising Harry Potter: A Christian Reading of Harry Potter.
Ojciec Luke wyjaśnił swoje motywy na łamach pisma Telegraph. Przyznaje, że cykl wciągnął go od pierwszej części i że nie widzi w nim nic, co mogłoby propagować zło, wręcz przeciwnie - seria pełna jest przykładów miłości i poświęcenia i nie odciąga dzieci od chrześcijaństwa.
Czyżby wreszcie jakiś rozsądny głos, zamiast wytykania drzazgi w czyimś oku, a nie dostrzegania belki we własnym? A może sprytny zabieg konwertowania czegoś na modłę katolicką, co kościół robi zresztą od wieków?...
piątek, 14 sierpnia 2009
"Harry Potter i Książę Półkrwi", scenariusz: Steve Kloves, reżyseria: David Yates, 2009
Kolejna już, szósta, część losów czarodzieja Harry'ego, jego przyjaciół i ich zmagań z Voldemortem. Kolejna wierna adaptacja książki J.K. Rowling, zawierająca to, co najlepsze w jej prozie (i dobrze, przynajmniej nie muszę męczyć się czytaniem). Cały świat czarodziejów i władze mugoli wiedzą już, że Harry nie kłamał, mówiąc o powrocie do żywych Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. W tym roku niewielu uczniów przybyło na nauki do Hogwartu. Ci uczniowie, którzy jednak do szkoły przyjechali, mogą liczyć na rok pełen niespodzianek. Jedną z nich, jak co roku, jest nowy nauczyciel, tym razem jednak nie obrony przed czarną magią (tej wreszcie uczy mój ulubiony nie do końca czarny bohater, Severus Snape), a od eliskirów - to profesor Slughorn. Harry, oprócz obijania się po korytarzach, wypatrywania Ginny i potajemnego wzdychania do niej, prowadzi dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy Draco Malfoy'a, zachowującego się bardziej tajemniczo i odpychająco niż zwykle i znikającego w mrokach szkolnych korytarzy. Drugą sprawą, jaka nurtuje Harry'ego, jest autor jego podręcznika od eliksirów - Książę Półkrwi. Jakby tego było mało, profesor Dumbledore prosi czarodzieja o przysługę związaną ze zniekształconym wspomnieniem o Tomie Riddle'u. Pojawia się również wyjaśnienie możliwości powrotu Voldemorta.
To, co najbardziej podoba mi się w całej serii, to przedstawienie wzajemnych relacji Harry'ego, Rona i Hermiony, a w późniejszych częściach pokazanie ewolucji uczucia dwojga ostatnich. Duża zasługa w tym samej Rowling, która to wszystko opisała w wiarygodny i przezabawny sposób, ale także aktorskiego trio, które rewelacyjnie oddało słowa na ekranie. W Księciu Półkrwi trochę więcej dowiadujemy się również o Draco i te informacje mogą zmienić widzowi kierunek myślenia o tym bohaterze, chociaż dla mnie on nigdy nie wydawał się wredny. W ogóle, to niesamowita frajda móc obserwować dorastanie bohaterów i grających ich aktorów wraz z powstawaniem kolejnych części. Daniel zmężniał, wydoroślał i wyprzystojniał (tylko, cholera, niski jest), Emma wyrosła na młodą kobietę o delikatnej, zwiewnej urodzie, a Ron... ten się niewiele zmienił i na całe szczęście:-)
Brakowało mi jednak w Księciu Półkrwi kilku rzeczy. Przede wszystkim wątku Zakonu Feniksa i Armii Dumbledore'a - z poprzedniej części jasno wynikało, że młodzi czarodzieje nie poddadzą się w prowadzeniu ćwiczeń, ale w Księciu Półkrwi nie ma o tym ani słowa. Kolejna sprawa to spłycenie pewnych wątków, ważnych w powieści - uczucia Harry'ego do Ginny i jego obaw związanych z reakcją Rona na ich ewentualny związek; niewiele było również o Tomie Riddle'u, o którym dowiadujemy się jedynie, że był porzuconym chłopcem, odmieńcem, chorobliwie ambitnym, z tego co pamiętam, w książce Rowling bardziej go "uczłowieczyła", wyjaśniając poniekąd, dlaczego stał się Lordem Voldemortem. Chociaż film trwał 2,5 godziny, miałam wrażenie, że jest za krótki i że dodatkowe pół godziny pozwoliłoby rozwinąć te dwa wątki bez szkody dla całości.
Czekam teraz na ostatnie dwie części przygód Harry'ego i z przyjemnością je obejrzę, bo o ile cyklu powieściowego nie darzę sympatią, serię filmową lubię bardzo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








