Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garth Nix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garth Nix. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2015

Pustosłowie - "Clariel", Garth Nix, tłumaczenie: Agnieszka Kuc, Wydawnictwo Literackie 2015 r.

Clariel jest zapowiadana jako prequel serii Stare Królestwo. Ponieważ jednak wszystkie istotne wątki zostały zamknięte w Abhorsenie, sądziłam, że autor sięgnie do początków stworzenia swojego świata, może opisze genezę powstania Muru, wyjaśni podział na magiczność i niemagiczność. Clariel okazała się jednak mało prequelowa. Tytułowa bohaterka pojawia się w poprzednich (następnych?) książkach, jednak jest w nich postacią marginalną, nie ma większego znaczenia dla fabuły, jej postać w żadnym stopniu mnie też nie zaintrygowała na tyle, żebym chciała bliżej ją poznać. Miałam wrażenie, że autor na siłę połączył wątki z historii życia Clariel z wydarzeniami i bohaterami właściwego cyklu.

Clariel w niewielkim stopniu przypomina klimat Starego Królestwa. Już od samego początku styl wydaje się prostszy, narrator tłumaczy oczywiste elementy fabuły, zupełnie jakby książka była kierowana do dzieci, a nie do młodzieży. Wiele dialogów zawiera zwroty takie jak „jakieś”, „i tak dalej”, co niesamowicie mnie irytowało, obniżało bowiem poziom inteligencji bohaterów, którzy i tak nią nie błyskali. Także opisy nie mają specjalnej siły rażenia, co więcej co najmniej połowa z nich jest całkowicie zbędna, nie wnosi wiele do historii. Nie pomogło tutaj również polskie tłumaczenie, miejscami widać, że zbyt dosłowne. Sama historia też nie porywa i tak naprawdę jakakolwiek akcja rozwija się dopiero w połowie książki. Niestety rozwijając akcję, autor zapomniał trochę o logice. Wiele wydarzeń dzieje się „bo tak”, główne wątki zdają się być ze sobą naprawdę grubymi nićmi pozszywane, zwroty akcji są dramatyczne i zaskakujące, ale zaskakują tą nielogicznością właśnie.

Rozczarowuje korzystanie z tych samych zgranych motywów w opisie bohaterów, zwłaszcza w osobie głównej bohaterki. Niekochana, nierozumiana Clariel nie pragnie niczego więcej, jak powrócić do Wielkiego Lasu i żyć w spokoju, otoczona tylko naturą. Jednak jej ciągłe umartwianie się i okazywanie niezadowolenia, kręcenie nosem na wszystko, co ją spotyka, a przy tym kompletna nieumiejętność podejmowania działania, sprawiły, że nie polubiłam tej bohaterki. Szkoda, bo Clariel, podobnie jak Sabriel i Lirael, miała potencjał okazać się ciekawą, inteligentną młodą kobietą-wzorem dla dzisiejszych czytelniczek. Mamy tutaj jeszcze nieporadnego życiowo ojca, wiecznie nieobecną, chłodną, zapracowaną matkę, gamoniowatego, zakochanego w Clariel kuzyna (!), przystojnego, zepsutego paniczyka, wyrachowanego, żądnego władzy wielmożę, zagadkowego, białego kota, króla-wariata, niebezpieczne istoty Wolnej Magii, mądrego czarodzieja… Żadne z nich w najmniejszym stopniu nie budzi większych emocji, to tylko kukiełki wymieniane przez autora w potrzebnych mu scenach. Co gorsza, wiele z tych postaci miało potencjał na bycie interesującymi przy naprawdę niewielkim wysiłku.

Tym razem głównym wątkiem jest Wolna Magia, sposób jej działania i korzystania z niej. Czytelnik ma również okazję poznać bardziej obyczaje królestwa, zasady panujące wśród podzielonej społeczności, co jest ciekawym dodatkiem. Podoba mi się, że w każdej książce Nix rozwija inne elementy konstrukcji swojego świata. Niestety w Clariel nie znajdziemy za dużo informacji o Wolnej Magii, zaledwie kilka elementów. Co prawda można z nich sobie złożyć układankę bez większych problemów, jednak to właśnie bogactwo szczegółów było najmocniejszą stroną serii. Mocną stronę Nixa jest również działanie w obrębie elementów magicznych swojego świata, bez czerpania z już istniejących. W Clariel jednak autor postanowił wmieszać nordyckie mity w Wolną Magię, co według mnie częściowo odebrało cały klimat, a z pewnością moje uznanie dla pisarza znacznie się obniżyło.

Krótko mówiąc, Clariel rozczarowuje. Bardzo słabe dialogi, średnie opisy, nieciekawy pomysł na historię, bohaterowie bez żadnej psychologicznej głębi. Gdybym sięgnęła po tę książkę jako pierwszą z cyklu, nie tknęłabym pozostałych. To dla mnie kolejny przykład, że nie powinno się wracać do świata, którego się dawno nie odwiedzało.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.
Książkę też zaliczam do Wyzwania Książkowego 2015 z kategoriami:

  • została wydana w 2015 roku
  • ma tylko jedno słowo w tytule
  • w tytule jest imię
  • autorem jest mężczyzna
  • przeczytana w jeden weekend
  • akcja nie dzieje się w Europie

czwartek, 2 kwietnia 2015

"Czy to idący wybiera drogę, czy droga idącego?" - "Lirael", "Abhorsen", Garth Nix, tłumaczenie: Rafał Śmietana (Lirael), Agnieszka Kuc (Abhorsen), Wydawnictwo Literackie 2014 r.

Lirael i Abhorsen to dla mnie jedna powieść podzielona na dwie części, trzeci tom Starego Królestwa nie wnosi niczego nowego w opowieść, jest bezpośrednią kontynuacją wątków z Lirael, dlatego też niniejsza recenzja będzie łączoną.

O ile w Sabriel najbardziej podobał mi się wątek nekromancji, o tyle w Lirael Abhorsenie moje największe uznanie zdobyło rozwinięcie motywu Magii Kodeksu, przedstawionej jako znaków zebranych w tajemniczym Kodeksie, które oplatają przedmioty, osoby i w ten sposób objawiają swoją moc. Może nie jest to oryginalna wizja, ale obrazowy sposób, w jaki Nix opisuje posługiwanie się Magią Kodeksu, przyćmiewa według mnie wiele innych. Ponownie daje się dostrzec logikę i dobrą konstrukcję tego tworu, nie jest on jedynie rekwizytem. Niestety wciąż tajemniczym pozostaje sam Kodeks i sposób, w jaki bohaterowie poznają fundamenty tej wiedzy. W mojej głowie powstało mnóstwo pytań. Czym jest sam Kodeks? W jaki sposób funkcjonuje? Kto się staje Magiem Kodeksu? W jaki sposób ludzie otrzymują Znaki Kodeksu? W jaki sposób adepci uczą się podstaw i kolejnych znaków? I wiele innych, na które ani w Lirael, ani w Abhorsenie nie znalazłam odpowiedzi, ale wciąż mam nadzieję, że je uzyskam.

Obie powieści mają już więcej wątków i skupiają się na większej ilości bohaterów – oprócz Sabriel, Touchstone’a, Moggeta pojawia się Sameth, Ellimere, Lirael, Podłe Psisko (autor ma dziwną tendencję do wybiórczego i zupełnie niezrozumiałego nadawania bezsensownych imion), sytuacja polityczna w Starym Królestwie i Ancelstierre, walka nekromanty Hedge’a z obrońcami Starego Królestwa, dochodzi też motyw widzenia przyszłości i przeszłości. Ponownie daje o sobie znać dbałość o szczegóły w prowadzeniu postaci, aczkolwiek nie wszystkich. Najlepiej i najbardziej wiarygodnie są oczywiście oddani główni bohaterowie – Sameth i Lirael. Sameth jest synem Sabriel i Touchstone’a i podobnie jak matka uczył się w Ancelstierre, miał jednak większą styczność ze Starym Królestwem. Ze względu na okoliczności musi wcześniej zakończyć edukację i wrócić do domu, gdzie ma się przygotowywać do roli Abhorsena i zachowywać się jak na księcia przystało. Chłopiec nie jest zachwycony swoimi obowiązkami, jego pasją jest bowiem nauka Magii Kodeksu i używanie jej w celu tworzenia magicznych przedmiotów. Niksowi udało się wiarygodnie pokazać przemianę Sama z zagubionego dzieciaka, niedojrzałego i nieprzygotowanego do wydarzeń, niepewnego siebie, bojącego się wyznać obawy rodzicom, w młodego mężczyznę, wciąż pełnego wątpliwości, ale potrafiącego stanąć na wysokości stawianych przed nim zadań. Równie dobrze autor nakreślił osobę Lirael, która z niepozornej, nieco irytującej melodramatycznością i pragnieniem przynależności do rodu Clayrów dzikuski wyrasta na zdecydowaną, dojrzałą kobietę, stającą się liderem. Tych dwoje bohaterów wydaje się momentami podobnych do siebie, ale są to pozorne podobieństwa, targają nimi co prawda te same emocje, jednak z innych względów. Zaskakująco dobrze się uzupełniają jako towarzysze podróży.

Sabriel i Touchstone pozostają niestety właściwie niezmienni, chociaż są starsi, mają dzieci (Sameth i Ellimere) i mają nowe zadania, o których czytelnik jest informowany bardzo, bardzo pobieżnie. W rolach rodziców nie sprawdzają się w ogóle, co jest dla mnie nie lada zaskoczeniem i rozczarowaniem. Rodzina królewska jest pokazana jak nie rodzina, a grupa towarzyszy. Matka i ojciec w żaden sposób nie stanowią oparcia dla swoich dzieci i nie jest usprawiedliwieniem, że rodzeństwo jest dorosłe i samodzielne, Sabriel i Touchstone prawdziwą czułość okazują tylko sobie. Nie twierdzę, że powinien być to obraz sielski, żadna rodzina nie jest idealna. Jednak postępowanie rodziców Sametha jest całkowitym odwróceniem tego, co Nix przedstawił w poprzedniej części. Ojciec witający syna uściskiem ręki po wielomiesięcznej rozłące, matka wysyłająca tylko jeden list do Sametha, który wyraźnie potrzebuje jej wsparcia, z czego ona zdaje sobie sprawę, ale tłumaczy się obowiązkami Abhorsena, jest zaprzeczeniem wartości, jakie przekazał jej ojciec, i niekonsekwencją autora.

Ellimere, siostra Sametha, stoi na czele monarchii podczas nieobecność rodziców, jest niestrudzona, zadaniowa, skupiona na swoich obowiązkach wydaje się raczej terminatorem niż człowiekiem i nie budzi sympatii. Także Mogget, który tym razem towarzyszy Samethowi, pozostaje sobą i chociaż autor przekazuje trochę więcej informacji, nie umniejsza to jego tajemniczości, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej pobudza ciekawość. Takiej ciekawości nie powodowało we mnie Podłe Psisko, stworzenie Wolnej Magii i Magii Kodeksu przywołane magią Lirael. Przyjaciel dziewczyny i jej wierny towarzysz także owiany jest pewną dozą tajemniczości, jednak jego usposobienie nie budzi wątpliwości co do motywów nim powodujących. Podobnie jak Mogget, Podłe Psisko wprowadza sytuacje humorystyczne do powieści, ale też ducha przygody, to ono bowiem popycha Lirael do odkrywania zakamarków Biblioteki Clayrów, w której dziewczyna pracuje. W Abhorsenie wreszcie dowiadujemy się, kim są oba stworzenia, szkoda tylko, że tak mało się o nich dowiadujemy w ogóle.

Zgodnie z konwencją serii opozycjonistą Starego Królestwa jest nekromanta, Hedge, który wskrzesza zmarłych na potęgę w jakimś nieznanym bohaterom i czytelnikowi celu. O Hedge’u wiadomo jedynie, że jest bardzo potężny, niebezpieczny i uzbrojony, do pomocy ma nie tylko zmarłych i sieje zamęt nie tylko w Starym Królestwie, lecz także w Ancelstierre. Nie jest znany jego cel ani motywacja. Hedge, tak jak Kerrigor, jest postacią jednowymiarową, złą do szpiku kości, podobnie jak jego pan. Ta jednowymiarowość jednak mnie nie raziła, nie oczekiwałam tutaj czegoś więcej, niż otrzymałam w pierwszym tomie.

W Abhorsenie na bliższy plan wysuwa się jeszcze jedna postać – Nicholas Sayre, przyjaciel Sametha ze szkoły, którego czytelnik poznaje już w Lirael. Zaczarowany przez Hedge’a jest nosicielem potężnego pana nekromanty. Autor poświęca temu wątkowi znacznie więcej miejsca i opisuje losy młodego człowieka w bardzo poruszający sposób. Bogu ducha winny chłopiec staje się ofiarą prowadzoną na rzeź i obserwowanie tego sprawiało mi samej sporą trudność. Doskonale się wczuwałam w bezsilność Sametha i Lirael. Zmagania duchowe młodzieńca, który powoli zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje, jego determinacja w celu zachowania resztek siebie, to wszystko autor oddał bardzo wiarygodnie. W trakcie lektury kibicuje się już nie tylko dwójce głównych protagonistów.

Brakuje mi świata w tym świecie. W Sabriel, mniejszej w swej objętości i będącej pierwszym tomem, autor miał jak najbardziej prawo do dawkowania informacji. Jednak po drugim i trzecim tomie spodziewałam się więcej. W Lirael wyobcowanie głównej bohaterki jest dla mnie jego wymówką, aby tylko zarysować społeczność Clayrów, podobnie jak samotność Sametha, dzięki której Nix właściwie nie musiał opisywać życia na dworze królewskim. W obu przypadkach są co prawda wspomniane rytuały i zwyczaje, jednak nie syci to apetytu na obraz świata, całkowicie brakuje tutaj jakiegokolwiek społecznego tła, które w Sabriel było jednak obecne. Ani Lirael, ani tym bardziej Abhorsen nie dają odpowiedzi na coraz bardziej nurtujące pytania. Czym jest Mur i po co został stworzony? Czy dopiero po jego zbudowaniu powstały dwie krainy i nastąpił rozdział na świat magiczny i niemagiczny? Skąd wywodzą się strażnicy Muru – ze Starego Królestwa czy z Ancelstierre? Dlaczego wiedza o istnieniu magii jest wybiórcza wśród mieszkańców Ancelstierre, skoro każdy wie o istnieniu Muru? Po co patrolować tamtejsze okolice, jeśli panuje przekonanie, że po drugiej stronie są ziemie niczyje i można wysyłać tam ludzi? Niewiele wiadomo też o Ancelstierre jako takim poza tym, że w tej krainie zamiast magii jest postęp technologiczny. Nielogicznym i tak naprawdę zbędnym jest dla mnie także wątek polityczny. Wiadomo, że jest jakaś władza, która nie chce współpracować z monarchią Starego Królestwa, ale nie do końca wiadomo dlaczego. Wiadomo, że Hedge szarpie za jakieś polityczne sznurki, nie wiadomo jednak za jakie. Skoro już knuje intrygi, co stoi na przeszkodzie, aby czytelnik, nawet ten młodszy, poznał ich szczegóły? Autor równie dobrze mógł pozostawić go w kompletnej niewiedzy na temat środków podejmowanych do osiągnięcia celu przez nekromantę. Kosztem kilku niewiele wnoszących epizodów z życia Sametha czy Lirael Nix mógł rozwinąć chociaż powyższe wątki, dzięki czemu opowieść byłaby pełniejsza, nie dawała wrażenia marnowanego potencjału. Mimo wszystko braki te rekompensowane są przez wysoki poziom prowadzenia bohaterów, a także samej fabuły w jej prostym zarysie. Autor zaskakuje dbałością o szczegóły w opisywaniu emocji postaci, wydarzeń. Trzeba także Niksowi zaliczyć na plus, że nie szczędzi elementów nieprzyjemnych, realistycznie opisuje bitwy, cierpienia oraz próby, jakim poddawani są młodzi bohaterowie. W „Abhorsenie” akcja nabrała rozpędu, Lirael z Samem muszą przejść naprawdę wiele, są zmęczeni, niewyspani, ale zdeterminowani i odważni. Oboje w pełni już akceptują to, kim się stali, wspierają się wzajemnie i stanowią wzór dla pozostałych.

Obie powieści rozwijają nieco świat Starego Królestwa, z naciskiem na motywy Magii Kodeksu, nekromancji, dodają też kolejne, ciekawe elementy (świat Clayrów, motyw widzenia przyszłości oraz przeszłości). Lirael i Abhorsen to książki o wiele bardziej przygodowe i zróżnicowane niż pierwsza część. W tych powieściach sensu nabiera cytat, będącym swoistym mottem całej serii – Czy to idący wybiera drogę, czy droga idącego? Pojawia się on już w Sabriel, ale to w pozostałych częściach uwydatnia się najsilniej, ponieważ ich esencją jest poszukiwanie drogi i swego przeznaczenia przez dwójkę głównych bohaterów. Przyznam, że zaraz po przeczytaniu ostatniego tomu czułam się rozczarowana, że nie otrzymałam odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Główny wątek oczywiście został doprowadzony do końca, dowiedziałam się również, kim jest Mogget i Podłe Psisko, ale to mnie nie satysfakcjonowało. Doszłam jednak do wniosku, że autor doskonale wiedział, co robi i z punktu marketingowego było to świetne posunięcie. Zresztą, właściwie mogę przecież sama sobie wyobrazić własne rozwiązania dla zagadek świata Starego Królestwa i Ancelstierre, a to całkiem spora frajda. Mimo to nadal jestem ciekawa, co o swoim świecie może mieć do powiedzenia autor i z niecierpliwością czekam na Clariel, która ma być prequelem cyklu.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

czwartek, 19 marca 2015

Martwe dziedzictwo (podejście drugie) - "Sabriel", Garth Nix, tłumaczenie: Ewa Elżbieta Nowakowska, Wydawnictwo Literackie 2014 r.

Kilka dobrych lat temu czytałam pierwsze wydanie Sabriel Gartha Nixa. Książka mi się podobała i postanowiłam przeczytać kolejne dwa tomy trylogii, ale postanowienia nie zrealizowałam. Wznowienie Wydawnictwa Literackiego skłoniło mnie do podjęcia kolejnej próby, tym bardziej, że ukazały się od razu trzy książki. Mimo iż fabułę Sabriel pamiętam dość dobrze, zdecydowałam się historię sobie odświeżyć przed lekturą kolejnych tomów. Ciekawa również byłam, czy pierwszą część odbiorę podobnie, jak za pierwszym razem.

Spodobał mi się, i nadal uważam to za najmocniejszy atut powieści, wątek nekromancji, zwłaszcza jej drugiego wcielenia. Z jednej strony służy ona bowiem do przywracania martwych do życia i wykorzystywania ich do swoich celów, czym zajmują się nekromanci. Z drugiej strony istnieją również Abhorsenowie, których przeznaczeniem jest wysyłanie martwych do śmierci. Nix dość szczegółowo opisuje pracę tych drugich, tytułowa Sabriel jest bowiem następczynią Abhorsenów. Także motyw samej Śmierci, przedstawienia jej jako miejsca podzielonego na Rejony, oddzielone Bramami, przez które płynie Rzeka, jest bardzo ciekawy i świetnie zilustrowany. Obie kwestie są solidnie przemyślane, co się daje od razu odczuć w lekturze. Trzecim – może nieco mniej w tym tomie interesującym, ale obiecującym – wątkiem jest Magia Kodeksu i przedstawienie funkcjonowania magii jako takiej. Widać, że autor bardzo dobrze przemyślał konstrukcję świata w tych dziedzinach.

Chociaż Sabriel jest nastolatką i książka jest zaliczana do literatury młodzieżowej, powieść nie jest lekka i przyjemna, jak mogłoby się wydawać ze względu na grupę docelową. Książka ma pociągający, a jednocześnie niepokojący klimat, spowodowany zapewne bliskością świata umarłych. Nie przepadam za miksowaniem klasycznej fantasy z elementami nowoczesności czy też przemieszaniem dwóch światów – magicznego i niemagicznego, Nixowi wyszło to jednak tak płynnie i wiarygodnie, że szybko przestały przeszkadzać mi czołgi i broń palna (tym bardziej, że mało jest o nich w powieści) i nie zastanawiałam się nad tym, jakim cudem obie krainy istnieją obok siebie bez ingerencji jednej w drugą. Autorowi, jako jednemu z nielicznych, udało się poprowadzić ewolucję bohaterki od kompletnej ignorantki do świadomej swojego przeznaczenia młodej kobiety. Od początku zresztą Sabriel różni się od koleżanek, czuje, że spoczywa na niej ogromne brzemię rodzinnego dziedzictwa. Nie sądziła jednak, że tak nagle i w tak szybkim czasie będzie musiała porzucić normalne życie. Nix nie zaniedbał niczego w konstrukcji postaci bohaterki, uwydatniając jej emocje i poświęcając im sporo uwagi: strach, wątpliwości, tęsknotę za dawnym życiem. Dziewczyna potrafi się jednak odnaleźć w sytuacji i to również jest wiarygodne – z początku traktuje dziedzictwo ojca jako zło konieczne, by z czasem przyjąć przeznaczenie. Sabriel wydaje mi się dobrym wzorem dla młodych czytelniczek, chociaż zdaję sobie sprawę, że może być ciężko się z nią utożsamić, jest bowiem zbyt poważna i odpowiedzialna, jak na swój wiek. Jednak ta jej odpowiedzialność, odwaga, skupienie i nastawienie na znalezienie rozwiązania mogą się podobać i motywować, tym bardziej, że nie jest ideałem, nie od razu wie, co ma robić. Jedyną rysą na tej postaci jest według mnie kulawo poprowadzony wątek miłosny jej i uratowanego przez nią rycerza Touchstone’a. Kiedyś ten motyw bardzo mi przeszkadzał i uznawałam go za kompletnie zbędny, dzisiaj stwierdzam, że został źle poprowadzony, zbyt słabo i pobieżnie opisany.

Skoro wspomniałam o Touchstonie, wypadałoby napisać nieco więcej o innych postaciach powieści. Sam rycerz jest dość intrygującym bohaterem, aczkolwiek niedostatecznie. Skupiając się tak bardzo na Sabriel, autor zaniedbał Touchstone’a, który najczęściej jest przedstawiany z perspektywy dziewczyny. Szkoda, że Nix powierzchownie podszedł do kwestii sumienia tego bohatera i jego przeszłości. Przez to wydaje się bardziej godny pożałowania niż współczucia. W drodze na ratunek ojcu towarzyszy Sabriel jeszcze ktoś – Mogget, zaklęty w białego kota tajemniczy demon, a może duch. Nie wiemy tego, nie wie tego też Sabriel. Z pewnością nie jest on jej przyjacielem, raczej sojusznikiem z przymusu, nie z wyboru, którego bohaterowie muszą się strzec. Złośliwy, egoistyczny i cyniczny kocur wprowadza ironię i humor do dość mrocznej fabuły. Wątek Moggeta jest zdecydowanie najbardziej intrygującym motywem postaciowym, jego historię będzie chciał poznać każdy, kto przeczytał Sabriel. W powieści pojawia się jeszcze troje ważnych bohaterów: Abhorsen, ojciec dziewczyny, matka Sabriel oraz wróg. Ojciec bohaterki, którego imienia nie poznajemy (kto zostaje Abhorsenem, staje się bezimienny dla innych, tradycja), jest, podobnie jak Sabriel, postacią kompletną, chociaż może niewiele o nim wiadomo i siłą rzeczy nie jest właściwie obecny w opowieści. Jest Abhorsenem i całe życie poświęcił swemu powołaniu, mimo to bardzo kocha córkę i daje jej wszystko, co może ofiarować; Sabriel doskonale to odczuwa i być może dzięki temu rozumie jego postępowanie i nie ma mu niczego za złe. Piękny to motyw miłości, jakkolwiek absurdalne to się wydaje. Szkoda, że wątek matki nie został tak samo dobrze przedstawiony. Matka Sabriel (jej imienia także nie znamy, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe) zmarła przy porodzie i pojawia się tylko raz lub dwa jako widmo, aby wskazać dziewczynie właściwą drogę i poza tymi momentami Sabriel nie poświęca jej ani jednej myśli. Gdyby jej w ogóle nie zobaczyła, mogłabym to zrozumieć, ale wydaje mi się to niewiarygodne, że dziecko nie chce wiedzieć, kim była jego matka... Czarny charakter też pozostawia nieco do życzenia. Jest po prostu Złem, mściwym i pragnącym władzy, które trzeba zwalczyć. Autor, posługując się wspomnieniami Touchstone’a, daje do zrozumienia, że zawsze tak było. Wątek Kerrigora nie został niestety specjalnie rozwinięty, co być może nie przeszkadza młodszej części młodych odbiorców. Starsza z pewnością doceniłaby złożoność motywów Kerrigora.

Sabriel to również ciekawa kreacja obu światów, przedzielonych Murem. Autor nie odkrywa co prawda zbyt wiele, tło jest jednak wystarczające do prowadzenia opowieści, ale podobnie jak przy wątkach magii, śmierci i nekromancji, wydaje się bardzo dobrze przemyślane. Książka pisana jest prostym językiem, wciąga od pierwszej strony i nie można się od niej oderwać. To, że czyta się ją szybko, nie znaczy, że bezmyślnie – autor umiejętnie wplata przemyślenia o wartościach istotnych (przyjaźń, odwaga, odpowiedzialność, miłość) i refleksje nasuwają się same. Sabriel to pierwszy tom serii Stare Królestwo. Wydaje mi się swego rodzaju powieścią pilotażową, przygotowaną na brak dalszej części, niż powieścią otwierającą dłuższą historię, ponieważ jej fabuła jest właściwie zamkniętą całością. Istnieje tylko jeden wątek, prowadzony od początku do końca bez zbędnych dygresji. Jednak wizja świata autora, ledwie zarysowana, ale ze zmyślnym pokazaniem ogromnego potencjału, jego pomysłowość w kwestii wątków magicznych i umiejętność w budowaniu wiarygodnych głównych bohaterów sprawiły, że chętnie i z ciekawością sięgnęłam po kolejne tomy.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

niedziela, 6 grudnia 2009

Martwe dziedzictwo - "Sabriel", Garth Nix, tłumaczenie: Ewa Elżbieta Nowakowska, Wydawnictwo Literackie 2004

Tę książkę miałam zrecenzować już dawno, ale... zapomniałam po prostu. Pamiętam natomiast, że do jej przeczytania skłoniła mnie opinia znajomego, który zachwycony był trzecią częścią trylogii Stare Królestwo Gartha Nixa (tak jakoś zaczął od końca). Ja więc sięgnęłam po tom pierwszy. Sabriel do dzisiaj jest jedną z moich ulubionych książek fantastycznych. 

Ponieważ nie chce mi się streszczać, krótka notka wydawcy:
Sabriel – jedyna córka maga Abhorsena – dorasta w bezpiecznym świecie Wywerley College, z dala od rodzinnej krainy. Lecz wieść o zaginięciu ojca każe jej porzucić spokojne życie i wyruszyć na spotkanie z przeznaczeniem. Musi przekroczyć granice Starego Królestwa i zmierzyć się z potęgą Świata Zmarłych. Nie wie jeszcze, że moce zła nie śpią, a droga do Ostatniej Bramy okaże się trudniejsza niż przypuszcza. Czy Sabriel odnajdzie ojca? Czy w świecie ciemności i magii jej ryzykowna wyprawa się powiedzie? Kim okażą się tajemniczy towarzysze jej podróży?
Spodobało mi się przede wszystkim świetne przedstawienie przez autora wątku nekromancji i opisanie tej dziedziny magii, o której z książki dowiadujemy się dużo, ale powoli, wraz z tytułową bohaterką. Nekromancja to nie zabawa w wywoływanie duchów czy wykopywanie trupów z ich miejsc spoczynku, a wymagająca skupienia i niezwykle silnej woli praca, w której niedoświadczonym lub nieodpowiedzialnym grożą fatalne skutki.

Chociaż Sabriel jest nastolatką, powieść nie jest lekka i przyjemna, jak mogłoby się wydawać ze względu na grupę docelową. Nie przepadam za mieszaniem klasycznej fantasy z elementami nowoczesnymi, Nixowi wyszło ono jednak tak płynnie i wiarygodnie, że szybko przestały przeszkadzać mi czołgi i broń palna (tym bardziej, że mało jest o nich w powieści). Książka ma pociągający, a jednocześnie niepokojący klimat, spowodowany zapewne bliskością świata umarłych. Autorowi, jako jednemu z nielicznych, udało się poprowadzić ewolucję bohaterki od kompletnej ignorantki do świadomej swojego przeznaczenia młodej kobiety. Od początku zresztą Sabriel różni się od swoich koleżanek, czuje, że spoczywa na niej ogromne brzemię rodzinnego dziedzictwa. Nie sądziła jednak, że tak nagle i w tak szybkim czasie będzie musiała porzucić normalne życie. Nix nie zaniedbał niczego w konstrukcji postaci bohaterki, czytelnik doskonale wczuwa się w jej emocje: strach, wątpliwości, tęsknota za dawnym życiem. Dziewczyna potrafi się jednak odnaleźć w sytuacji i to również jest wiarygodne - przyjmuje dziedzictwo ojca jako zło konieczne, ale wie, że nie ma innego wyjścia. We wszystkim doradzać ma jej Mogget, zdecydowanie mój ulubiony bohater. Zaklęty przez ojca Sabriel w postać kota tajemniczy demon? duch? Nie wiemy tego, nie wie tego też Sabriel. Kiedy czytałam o nim, na myśl przychodził mi faustowski Mefistofeles, który wiecznie zła pragnąc, wieczne czynił dobro...

Przemyślana kreacja obu światów, przedzielonych Murem (kto czytał Gwiezdny pył Gaimana pewnie skojarzy pomysły, z tym, że Stare Królestwo Nixa nie jest oazą przygód, a krainą pełną niezbadanych niebezpieczeństw), ciekawe pomysły, niesztampowe zakończenie - to mocne strony Sabriel. Książka pisana jest bardzo dobrym stylem, wciąga od pierwszej strony i nie można się od niej oderwać. To, że czyta się ją szybko, nie znaczy, że bezmyślnie - autor umiejętnie wplata przemyślenia o wartościach istotnych (przyjaźń, odwaga, odpowiedzialność, miłość) i refleksje nasuwają się same. Poza tym dostrzec można zabawy konwencją, nie tylko w kreacji świata, ale też jednego z pobocznych wątków - Sabriel ratuje zaklętego w galion (rzeźba na dziobie statku) mężczyznę, Touchstone'a, całując go i w ten sposób przywracając do życia; taka odwrócona wersja Śpiącej królewny albo Królewny Śnieżki. Co mi się przy tej okazji podobało, to fakt, że nie połączyło ich gorące, romantyczne uczucie, wtedy zrobiłaby się z tego mdława opowiastka...

Recenzja sl3dziu