Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tim Burton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tim Burton. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Grudzień w zapowiedziach

Na ciekawe nowości książkowe nie ma co liczyć w tym miesiącu, z kinowych też jakoś niewiele mnie zainteresowało.

Tytuł: Frankenweenie
Scenariusz: John August
Reżyseria: Tim Burton
Data premiery: 7 grudnia 2012 r.

Najnowszy film Burtona za granicą budzi mieszane uczucia. Niestety reżyser ten nie jest już moim pewniakiem. Do kina raczej nie pójdę, ale ciekawa jestem, czy zostało coś jeszcze z dawnego Burtona w tej produkcji. Ktoś widział?
Podczas zabawy pies Victora zostaje potrącony przez samochód. Chłopcu udaje się go jednak ożywić.

Tytuł: Hobbit. Niezwykła podróż
Scenariusz: Peter Jackson, Guillermo del Toro, Fran Walsh, Philippa Boyens
Reżyseria: Peter Jackson
Data premiery: 28 grudnia 2012 r.

Długo oczekiwana produkcja wreszcie ujrzy światło dzienne. Ja co prawda wielką fanką cyklu nie jestem, ale Władca Pierścieni mi się podobał i był prawdziwą wizualną ucztą dla oczu, spodziewam się więc, że Hobbit utrzyma ten poziom. Co najmniej.
Hobbit Bilbo Baggins wyrusza w niebezpieczną podroż, by wraz z czarodziejem Gandalfem i trzynastoma krasnoludami pokonać smoka Smauga.

wtorek, 22 maja 2012

O jeden motyw za daleko - "Mroczne Cienie", scenariusz: Seth Grahame-Smith & John August, reżyseria: Tim Burton, 2012


Miałam przeczucie, że najnowszy film Tima Burtona będzie w pewnym sensie powtórzeniem Alicji w Krainie Czarów pod względem stylistyki. A ponieważ Alicja w Krainie Czarów nie podobała mi się, obawiałam się, że nie spodoba mi się również opowieść wampiryczna reżysera. I moje obawy okazały się słuszne. Burton po raz kolejny udowodnił, jak daleko odszedł od mroczno-groteskowego motywu na rzecz przekolorowanej plastikowatości. Być może w Mrocznych Cieniach miało to służyć obśmianiu wątku wampira i wszystkich paranormal romance, które jeszcze jakiś czas temu rosły jak grzyby po deszczu. Jednak moim zdaniem Burton posunął się za daleko, drętwota żartów i nazbyt wyraźna teatralność bohaterów psuje humorystyczny efekt.

Fabuła jest klasycznie romansowa. Jest XVIII wiek, rodzina Collinsów przybywa z Anglii do Stanów Zjednoczonych i rozkręca biznes rybny. Bogaty panicz Barnabas (Johnny Depp) romansuje z piękną Angelique (Eva Green), ale kiedy lekkomyślnie odrzuca jej uczucia, ta postanawia zrobić wszystko, by go ukarać. Nie zdający sobie z niczego sprawy młodzieniec (to tylko umowne określenie, Depp nawet odmłodzony nie jest młody) zakochuje się w pięknej Josette (gra ją naprawdę urocza Bella Heathcote) i poślubia ją. Nie wie, że Angelique jest potężną wiedźmą. A ponieważ nie ma nic gorszego ponad gniew kobiety, w dodatku wiedźmy, Angelique postanawia się okrutnie zemścić – czarami sprowadza śmierć na Josette, a samego Barnabasa zmienia w wampira i doprowadza do pogrzebania go przez mieszkańców Collinsport. Mijają dwa stulecia. W trakcie prac budowlanych w okolicy Collinsport robotnicy natrafiają na zakutą w łańcuchy trumnę. Barnabas powraca i postanawia pomóc swoim krewnym odzyskać reputację i bogactwo, a przy okazji zakochuje się w Victorii, guwernantce, uderzająco podobnej do Josette. Aby ocalić miłość i rodzinę, musi ponownie zmierzyć się z dawnym wrogiem.

Prosta historia, prawda? Wiadomo też, jak się zakończy, to z łatwością można przewidzieć i nawet Burton by od tego nie uciekł, tym bardziej, że reżyser lubi szczęśliwe zakończenia. Ale w jego wypadku czeka się na to, co jest pomiędzy początkiem a końcem. Na tę mieszankę horroru, groteski, komedii, kiczu, napięcia i emocjonalnego piękna. Takie wrażenia wywołuje Sok z żuka, Edward Nożycoręki czy mój ulubiony Jeździec bez głowy. W Mrocznych Cieniach jest mnóstwo kiczu i słabej komedii. Poza tym opowieść ma ogromne fabularne dziury, irytuje brakiem logiki w postępowaniu bohaterów, a szczególnie ich przerysowanym i wyolbrzymionym zachowaniem. Nie wspominając o zakończeniu, które, żeby nie używać brzydkich słów, jest szczytem nielogiczności.

Przede wszystkim rozczarował mnie Johnny Depp, który już chyba całkowicie zamienił się w Jacka Sparrowa. Jako Barnabras Collins różni się jedynie tym, że nie chodzi krzywo i nie pije rumu. Podoba mi się natomiast jego charakteryzacja – krótkie włosy, odstające uszy, niesamowita bladość skóry i ciemne obwódki wokół oczu upodabniają go do jednego z najstraszliwszych wampirów w historii kina – Nosferatu z Symfonii grozy F.W. Murnaua. Również zachowaniem Depp nawiązuje do potwora z początku XX wieku – to jak układa szponiaste dłonie, sztywno chodzi, wstaje z trumny itp. Jednak Barnabas nie budzi przerażenia nawet na sekundę, a szkoda, bo odrobina grozy by tu na pewno nie zaszkodziła.

Gdy zobaczyłam Evę Green na ekranie, ucieszyłam się, ponieważ to bardzo utalentowana aktorka, idealnie nadająca się do roli złej czarownicy. Niestety jej postać jest pretensjonalna, jej egzaltacja i sztuczna wyniosłość drażniły mnie coraz bardziej. Nie zawiodła mnie natomiast Michelle Pfeiffer jako Elizabeth Collins, piękna dama z klasą, gotowa zrobić wszystko, by jej rodzina przetrwała ciężkie czasy, lojalna wobec Barnabasa mimo jego ohydnej natury. Również Helena Bohnam Carter spisała się w roli uzależnionej od alkoholu doktor psychiatrii, wywołując sporo zabawnych sytuacji swoim podejściem do Barnabasa. Oczarowała mnie Bella Heathcote, która dopiero zaczyna swoją aktorską karierę. Burton ma niezwykłe wyczucie w wybieraniu kobiecych bohaterek. Jako Josette/Victoria Bella sprawdza się znakomicie – delikatnej urody, łagodna, ale jednocześnie zdecydowana i silna, zyskuje sympatię wszystkich członków rodziny Collinsów i miłość Barnabasa (chociaż tę głównie przez podobieństwo do jego zmarłej żony). Na uwagę zasługują również postacie drugoplanowe – Jackie Earle Haley jako Willie, trochę głupkowaty kuzyn, ale za to oddany przyjaciel, oraz Ray Shirley jako Pani Johnson. Johnny Lee Miller wcielający się w łasego na kobiece wdzięki i kompletnie niezaradnego Rogera Collinsa odstręcza swoją naturą i wyglądem paniczyka, który nie chce wziąć odpowiedzialności za syna, Davida. Kilkunastoletni Gulliver McGrath w przyszłości z pewnością złamie niejedno kobiece serce, tymczasem w Mrocznych Cieniach jest uroczym, zagubionym i nieszczęśliwym chłopcem, rozmawiającym ze swoją zmarłą matką. Przezabawna (niestety do czasu) jest Chloë Grace Moretz jako upojona kulturą hipisów nastoletnia córka Elizabeth, Carolyn, kryjąca w sobie pewną tajemnicę, która dla mnie okazała się przepełnieniem czary goryczy, właśnie z nią związany jest tytuł tego wpisu.

Burton swobodnie bawi się konwencją wampira, miłości potwora i śmiertelniczki, czasoprzestrzeni, magii. Jest w Mrocznych Cieniach kilka zabawnych, zaskakujących momentów (nigdy byście na przykład nie wpadli na to, jak wygląda współczesny Mefistofeles), ale nie mogą one zrekompensować ogólnej nudy i miałkiej historii. Tak jak nie zrobią tego przepiękne zdjęcia. Wizualnie Mroczne Cienie to uczta dla oka – wyraziste kolory, piękne krajobrazy, dobre efekty specjalne. Mnie urzekło przede wszystkim zamczysko i zwiewny duch Josette. Podobnie jak do poprzednich filmów, tak i do tego muzykę skomponował Danny Elfman, niestety z żalem muszę stwierdzić, że ścieżka dźwiękowa nie powala, nie wyróżnia się specjalnie.

Brakuje mi dawnego Tima Burtona. Jeszcze w tym roku do kin ma trafić kolejny jego film. Tym razem będzie to animacja Frankenweenie, utrzymana w stylistyce Gnijącej Panny Młodej. Będzie to remake filmu krótkometrażowego Burtona z 1984 roku. Trailer wygląda obiecująco. W Stanach Zjednoczonych premiera w październiku. Mam nadzieję, że jest na co czekać i Burton potrafi jeszcze pozytywnie zaskoczyć.

niedziela, 18 września 2011

Przyganiał kocioł garnkowi, czyli o inwektywach wśród pisarzy i filmowców

Jakiś czas temu na portalu Flavorwire wpadł mi w oko wpis o trzydziestu najbardziej obraźliwych opiniach jednych autorów o innych. Znajdziecie tu słowa Gustawa Flauberta o George Sand, Władimira Nabokova o Fiodorze Dostojewskim, zobaczycie, że wzajemną sympatią nie darzyli się Ernest Hemingway i William Faulkner, dostało się też J.K. Rowling i Jane Austen. Kto by pomyślał, że świat literatów jest tak pełen przemocy...

Na stronie można również znaleźć cytaty, jakie serwowali sobie twórcy filmowi, pokazując, że wcale nie są gorsi (lepsi?) od kolegów literatów.

niedziela, 21 marca 2010

Burton w MoMA

Nowojorczycy to mają szczęście! W Museum of Modern Art trwa wystawa twórczości Tima Burtona, którą oglądać będzie można do 27 kwietnia. Można na niej obejrzeć wiele eksponatów z filmów reżysera, plakaty, fotografie jego autorstwa, a także przegląd filmów, które były dla niego inspiracją.

Szczegóły wystawy obejrzeć można na specjalnej stronie muzeum.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Alicja o wielu twarzach

W przyszłym roku premiera Alicji w Krainie Czarów Tima Burtona (premiera 5 marca 2010), akcja promocyjna ruszyła wiele miesięcy wcześniej, a z nią zaczynają pojawiać się artykuły wspominające kultową książkę Lewisa Carolla. Jednym z nich jest esej Lauren Mechling, redaktor Walt Street Journal i autorka wydanej w tym roku powieści dla młodzieży Dream Girl. Mechling przypomina genezę powstania książki Carolla, zarysowuje jej fabułę i przesłanie, a także pisze o własnych przeżyciach związanych z czytaniem powieści w dzieciństwie i oglądaniem wszystkich filmowych wersji. Poniżej tekstu znaleźć można fragmenty kilku najbardziej znanych adaptacji Alicji w Krainie Czarów, razem z trailerem wersji burtonowskiej, wyglądający smakowicie.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Poślubiłem... zwłoki - "Corpse Bride", scenariusz: John August, Caroline Thompson, Pamela Pettler, reżyseria: Tim Burton & Mike Johnson, 2005

Kocham gotyckie filmy Tima Burtona! Ich mroczną stylistykę, humor, oryginalność, obrazowość, a w nich muzykę, aktorów, zdjęcia... Nie wiem dlaczego tak długo zabierałam się do obejrzenia Corpse Bride, ale w końcu obejrzałam i jestem zachwycona!

Victor musi poślubić Victorię. Jego rodzicom pozwoli to wżenić się w rodzinę o bogatych tradycjach, rodzicom Victorii zaś pozwoli wyjść z długów. Narzeczeni poznają się w dniu ślubu i coś iskrzy, ale... Victor jest tak przerażony i zdenerwowany, że nie jest w stanie wymówić poprawnie małżeńskiej przysięgi, zdenerwowany pastor odwołuje ślub do czasu, aż młody nauczy się jej na pamięć. Zrozpaczony Victor idzie do lasu, żeby poćwiczyć przysięgę. I nareszcie! Udaje mu się wypowiedzieć ją poprawnie, obrączka ląduje na spróchniałej gałęzi, która... okazuje się być palcem zamordowanej przed laty panny młodej, która z kolei bierze słowa przysięgi dosłownie. I zaczynają się kłopoty...

Animacja jest przewrotną komedią romantyczną w najlepszym wydaniu, pełną humoru sytuacyjnego i dialogowego, ale też wzruszającą historią o miłości, zdradzie, utraconej nadziei, cierpieniu. Lekkość opowieści nawet w przekazywaniu poważnych tematów (ale nie tracą przez to na wyrażeniu), wspaniały dubbing w wykonaniu Johnny'ego Deppa (Victor), Heleny Bonham Carter (Martwa Panna Młoda), Emily Watson (Victoria), Tracey Ullman (matka Victora), Joanny Lumley (matka Victorii), Alberta Finney'a (ojciec Victorii), Christophera Lee (pastor).

Niesamowite zdjęcia! Doskonały odpoczynek od cukierkowych bajek dla dzieciodorosłych albo wyeksploatowanych animacji komputerowych. I oczywiście, wspaniała oprawa muzyczna w kompozycji Danny'ego Elfmana.

Świetna zabawa, jeśli nie widzieliście jeszcze, marsz do wypożyczalni! Ja muszę mieć to na DVD:-)