Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darren Aronofsky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darren Aronofsky. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 października 2011

Darren Aronofsky o Arce Noego

Darren Aronofsky, jeden z moich ulubionych reżyserów, odpowiedzialny za takie arcydzieła jak Czarny łabędź, Źródło czy Zapaśnik, pracuje obecnie nad filmową wersją mitu o Noem i jego Arce. Produkcją Noah zajmie się Paramount. Reżyser postanowił również stworzyć powieść graficzną pod tym samym tytułem. Razem z nim nad scenariuszem pracuje Ari Handel, przyjaciel Aronofsky'ego, który współpracował z nim również przy opowiadaniem Źródło będącym podstawą scenariusza filmu. Stroną rysunkową zajmuje się Niko Henrichon, kanadyjski artysta komiksowy pracujący dla takich numerów jak New X-Men, Sandman czy Spider-Man. W sieci ukazał się już pierwszy numer zatytułowany jako Noe - po francusku. Zarówno filmowa, jak i graficzna opowieść ma nie być jednak wiernym odwzorowaniem wersji znanej ze Starego Testamentu, ale zupełnie nową historią bazującą na biblijnych wydarzeniach.

Zwróćcie uwagę na rewelacyjny trailer komiksu.

[źródło: Flavorwire]

sobota, 16 kwietnia 2011

Mrok jest w każdym z nas - "Czarny łabędź", scenariusz: Mark Heyman, Andres Heinz, John McLaughin, reżyseria: Darren Aronofsky, 2010

Minęło już sporo czasu, od kiedy obejrzałam najnowszy film Darrena Aronofsky’ego, jednak dopiero teraz, gdy przeżyłam tę historię w sobie, mogę podzielić się swoimi przemyśleniami na jej temat. Czarny łabędź to kolejny obraz tego reżysera, po przepięknym Źródle, który zajął szczególne miejsce w moim sercu, choć z pewnością nie będę do niego tak często wracać. Nie jest to bowiem film łatwy, wwierca się w umysł tak mocno, że żywe wspomnienie po nim pozostaje na bardzo długo.

Żeby od razu było jasne – film nie jest o balecie i środowisku baletowym, nie może też pochwalić się oryginalną fabułą, dlatego jakiekolwiek zarzuty w tym kierunku są dla mnie nieuzasadnione i świadczą o niezrozumieniu obrazu. O czym więc jest ten film, według mnie oczywiście? O przekraczaniu granic, o destrukcji córki przez matkę, o dążeniu do ideału za cenę własnego zdrowia, o pasji, która pochłania niczym ogień – doszczętnie.

Ale wróćmy na chwilę do samej historii i głównej bohaterki. Nina Sayers (Natalie Portman) wraca do zespołu baletowego po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją, jej matka Erica (Barbara Hershey) pilnuje dyscypliny i ćwiczeń pociechy, w której pokłada własne niespełnione nadzieje z młodości. Kiedy choreograf Thomas (Vincent Cassel) ogłasza casting do swojej wersji Jeziora łabędziego, Nina otrzymuje wreszcie szansę. Okazuje się jednak, że o ile doskonale radzi sobie z postacią Białego Łabędzia, to Thomasowi nie wystarczy jej świetna technika, aby mogła zagrać również Czarnego Łabędzia. Dziewczynie udaje się pokazać waleczną i nieprzewidywalną naturę, niespodziewanie otrzymuje rolę. W przygotowaniach do niej przeszkadza jej nowa balerina (Mila Kunis), wyluzowana i spontaniczna Amerykanka Lily. Dziwne okoliczności prowadzą Ninę do przekonania, że … piękna kobieta sabotuje jej udział w spektaklu i usiłuje ją, brzydko mówiąc, wygryźć z roli.
Przepiękny Biały Łabędź
I tak mamy schematyczny, wydawałoby się, obraz walki o pozycję, będący trawestacją baletu Jezioro łabędzie. Dobrą siostrą, czyli Białym Łabędziem, jest tutaj Nina, Czarnego Łabędzia gra Lily. Film Aronofsky’ego rzeczywiście jest swoistą interpretacją sztuki, z tym wyjątkiem, że rozpatruje wątek dobrej i złej siostry w ludzkim umyśle. Reżyser, podobnie jak we wszystkich swoich filmach, zajmuje się psychiką człowieka, jej ciemnymi i jasnymi stronami. Czarny łabędź to opowieść o walce z własną osobowością, z narzuconym nam w dzieciństwie wychowaniem – pokazuje, że wszystko, co jesteśmy w stanie osiągnąć, zaczyna się w naszym umyśle.
Kulminacyjny taniec Czarnego Łabędzia absolutnie najpiękniejszy!
Aronofsky w bardzo subtelny sposób uwidacznia także aspekt życia, którego usilnie staramy się nie zauważać – przemijanie. Erica Sayers to klasyczny, ale jakże wyrazisty przykład kobiety, której karierę baletową przerwała nieplanowana ciąża i która przelewa w córkę własne marzenia, wspierając Ninę, by za chwilę zmiażdżyć ją wyrzutami sumienia, szantażując emocjonalnie. Kobieta wciąż nie może pogodzić się z faktem, że nigdy już nie zatańczy, nigdy nie miała okazji stać w świetle reflektorów i być oklaskiwaną przez zachwyconą publiczność, ale gdy jej córka ma taką szansę, usiłuje do tego nie dopuścić. Podobnie Beth Macintyre (Winona Ryder) nie może pogodzić się z usunięciem jej z zespołu baletowego, gdyż jako trzydziestokilkuletnia balerina nie wzbudza już takich emocji jak jeszcze kilka lat temu. Wyrażenie, którym określa ją Thomas, „księżniczka”, nabiera gorzkiego i drwiącego znaczenia w chwili, gdy mężczyzna tak samo zwraca się do swojej nowej gwiazdy… Postać Beth uzmysławia dobitnie, że nic nie trwa wiecznie, a ze szczytu upada się najboleśniej i tak naprawdę wszyscy kiedyś odejdziemy w zapomnienie.
Thomas i jego nowa "księżniczka"
Jak już wspomniałam, film nie posiada oryginalnej fabuły, również postaci nie są wyjątkowe, każda z nich pozostaje w z góry ustalonej konwencji. To, co porusza widza od początku (zwróćcie uwagę na genialną pierwszą scenę otwierającą film!) do końca i nie daje mu spokoju jeszcze długo po zakończeniu seansu, to przede wszystkim oszczędny w światło, mroczny obraz pełen niepokoju w połączeniu z fenomenalną jak zwykle muzyką Clinta Mansella, wplecioną w znane z baletu Piotra Czajkowskiego motywy. Napisałam o schematyczności bohaterów, nie jest to jednak zarzut dzięki grze aktorskiej. Natalie Portman jest absolutnie olśniewająca jako balerina, budzi współczucie jako zahukana córka, intryguje i niepokoi jako Czarny Łabędź. Vincent Cassel także mnie zachwycił jako wyrachowany, bezpruderyjny i zapatrzony w siebie choreograf, jednocześnie będący Księciem i Demonem. Wspomniana już Winona Ryder nie daje się zapomnieć nawet mimo krótkich chwil, kiedy jest na ekranie. Swoją postawą najbardziej jednak przejmuje Barbara Hershey grająca matkę Niny, winiącej córkę za życie w cieniu, do którego sama przecież się usunęła przez swoją nieodpowiedzialność. Mila Kunis urzeka natomiast nonszalancją, beztroską, surowym głosem i pięknymi oczami.
Ta scena wywołała prawdziwe poruszenie wśród widzów
Paradoksalnie do tego, co pisałam powyżej, Czarny łabędź nie przygniata pesymistycznymi refleksjami. Nie wiem jak Wy, ale ja za każdym razem po wyjściu z kina czułam się jednocześnie wstrząśnięta i owładnięta niesamowitą energią. Nawet teraz, kiedy piszę te słowa, słyszę genialną muzykę Mansella i czuję, że mogłabym zawładnąć całym światem. Aronofsky w niesamowity sposób udowadnia, że naszą siłą jesteśmy my sami, że tylko my możemy się wtrącić do piekła naszych umysłów, ale także tylko my możemy się z niego wydostać.

wtorek, 8 lutego 2011

O przeszkodach

The only person standing in your way is you.
Black Swan, scenariusz: Mark Heyman & Andres Heinz, reżyseria: Darren Aronofsky, 2010.

wtorek, 23 grudnia 2008

Razem będziemy żyć wiecznie - "Źródło", scenariusz i reżyseria: Darren Aronofsky

Jak nakręcić film o tak prozaicznej rzeczy, jaką jest śmierć w taki sposób, by nie zrobić łzawego melodramatu? Darrenowi Aronofsky'emu udało się to w Źródle.

Jakiś czas temu spotkałam się z opisami Źródła na filmwebie, według których film opowiada trzy historie, których bohaterami są te same osoby. Nic bardziej mylnego. Ci, którzy tak pisali, po prostu nie oglądali lub nie zrozumieli obrazu. Źródło opowiada bowiem jedną historię, dwojga kochających się ludzi: Izzi (Rachel Weisz) i Tommy'ego Creo (Hugh Jackman). Umierająca kobieta usiłuje powiedzieć swojemu mężowi neurologowi, że chciałaby ostatnie chwile spędzić tylko z nim, on natomiast nie poświęca jej czasu, gdyż pragnie odnaleźć lekarstwo na odmianę raka, który trawi ciało żony. Dwie pozostałe "historie" dzieją się w wyobraźni Izzi, w jej powieści zatytułowanej Źródło i związane są ściśle z nią i jej ukochanym mężem.

Źródło to najpiękniejszy film o śmierci, jaki widziałam. Niezwykle plastyczny, metaforyczny, a jednocześnie prawdziwy. Film pokazuje, co jest naprawdę ważne w życiu w prosty, ale niebanalny sposób. Pokazuje, że liczy się wiara, a nie religia (takie same motywy znajdziemy w chrześcijaństwie i religii Majów np) i że każdy tworzy swój własny mit, własną legendę. Przeplatające się ze sobą historie - prawdziwa i wyobrażone - układają się w całość, logiczną i zrozumiałą. Zdjęcia zrobione są mistrzowsko, co ciekawe, nie zostały zrobione przy użyciu grafiki komputerowej! Ujęcia kosmosu powstały bowiem na podstawie mikrofotografii reakcji chemicznych! Obraz uzupełnia muzyka niezrównanego Clinta Mansella - sprawiła, że unosiłam się w powietrzu, ponad wszystko co znane i odnajdywałam niezwykły spokój; zupełnie inaczej niż muzyka z Reqiuem dla snu, tamta jest psychodeliczna, sprawia, że rozpadam się na kawałki. Aronofsky to geniusz, który o codziennych problemach i zwykłym życiu potrafi mówić w niezwykle poetycki sposób. Również gra aktorska zachwyca - Rachel Weisz to przepiękna kobieta o niesamowitej łagodnej kobiecości; Hugh Jackman pokazał, że potrafi być nie tylko mściwym mięśniakiem ze sztyletami w rękach, ale też wrażliwym na ból, nie mogącym sobie poradzić ze śmiercią żony człowiekiem.