Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Kotowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Kotowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 października 2013

Piąteczka!

To już pięć lat, od kiedy prowadzę bloga. Trudno mi w to czasami uwierzyć, przede wszystkim dlatego, że na co dzień nie zastanawiam się nad upływem czasu, aż tu nagle przychodzi taki 7 października i boom, uświadamiam sobie nagle, ile to już minęło... W zeszłym roku obiecałam sobie, że będę czytać więcej, pisać będę więcej, w ogóle będę brała większy udział w blogowaniu. Jak mi wyszło? Otóż nie wyszło. Kiedyś przychodziły momenty, w których nie miałam ochoty na pisanie, teraz jest odwrotnie, tylko czasami mam chęć napisać na blogu. Nadal w trakcie czytania jakiejś książki albo oglądania filmu robię notatki, ale żeby ubrać je choćby w kilka zdań podsumowujących moje wrażenia... Na to już nie mam energii. Chyba najwyższy czas zrobić sobie dłuższą przerwę, może całkowitą. Zmęczyłam się chyba, prowadzenie bloga stało się bardziej obowiązkiem niż zabawą i oderwaniem od codziennych zajęć.

Dość smęcenia, do rzeczy. W przeciągu ostatniego roku przeczytałam tylko osiemnaście pozycji (spadek w stosunku do poprzedniego roku, a jak wtedy byłam niezadowolona, to wyobraźcie sobie, co czuję dzisiaj...): osiem z obszaru fantastyki, trzy kryminały, cztery w ramach projektu Piękny czy Bestia? i jedna popularnonaukowa o duchach. Plusem jest, że przeczytałam niewiele takich, o których mogę powiedzieć, że mocno mnie rozczarowały.

Jeśli chodzi o filmy, to nie napisałam żadnej oddzielnej recenzji w przeciągu tego całego roku. Ostatnim razem swoje wrażenia ubrałam w słowa w styczniu! Oczywiście nadal oglądam dużo filmów, coraz mniej w nich jednak fantastyki, a tak czy siak, nie potrafię napisać kilku zdań, czy to o filmie fantastycznym, czy z innego gatunku - mam zaczętych kilka notek, żadnej nie mogę skończyć.

Tradycyjnie najlepsze książki i filmy liczone są od najsłabszych (6. i 3. miejsce) do najlepszych (1. miejsce), najgorsze natomiast odwrotnie - najlepsze z najgorszych zajmuje szóstą lub piątą pozycję, najbardziej irytujące pierwszą.

Najlepsze książki roku piątego:
  1. Słowo i miecz, Witold Jabłoński - za udowodnienie, że można stworzyć bardzo dobrą fantasy słowiańską, za nowe światło na historię naszych przodków motywujące do sięgnięcia po książki naukowe (na fali powieści Jabłońskiego kupiłam Europę, Boże igrzysko Normana Daviesa)
  2. Krew na Placu Lalek, Krzysztof Kotowski - za umiejętnie budowane napięcie do ostatnich stron, które spowodowało, że nie rozstałam się z książką do momentu jej ukończenia (ostatnie strony czytałam w pracy…)
  3. 451 Fahrenheita, Ray Bradbury - za przejęcie mnie do szpiku kości wciąż, a nawet coraz bardziej, aktualną wizją świata, w którym nie ma książek a ludzie wolą tępo spoglądać w ekrany telewizorów czy komputerów niż spędzać czas z innymi ludźmi
  4. Conan i skrwawiona korona, Robert E. Howard - to największe zaskoczenie czytelnicze tego roku, dzięki opowiadaniom zawartym w tym tomie już zawsze inaczej (bardziej przychylnie i z pewnym szacunkiem) będę patrzeć na postać Conana i jego twórcy
  5. Czarne, Anna Kańtoch - za wysmakowanie stylu, wyśrubowanie go do perfekcji, za wzbudzanie we mnie sprzecznych emocji, z którymi długo nie mogłam się uporać
  6. Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności, Erberto Petoia - za interesujące ujęcie mitu wampiryzmu, popartego mnóstwem nie znanych mi wcześniej przykładów i teorii
Najgorsze książki roku piątego:
  1. Okręt przeklętych, Viviane Moore - za nudę bijącą z niemal każdej strony, za przejście od ciekawego kryminału do mdłego love story, za chaos fabuły i absurdalne rozwiązania akcji
  2. Świat czarownic, Andre Norton - za bardzo prostą, momentami wręcz miałką akcję, papierowych, schematycznych bohaterów, oraz za sporą ilość logicznych błędów
Najlepsze filmy roku piątego:
  1. The Amazing Spider-Man - za odbrązowienie Spider-Mana, pokazanie jego bardziej prawdziwej twarzy i tego, że jest on jedną z bardziej dwuznacznych postaci komiksowych w ogóle
  2. Star Trek - za odświeżenie kultowej serii z zachowaniem starego klimatu, za doskonale zgranych aktorów, którzy stworzyli prawdziwy zespół, za dobre, niesztampowe dialogi
  3. The Cabin in the Woods - za ciekawe podejście do konwencji motywu opuszczonego domu, za obśmianie szablonów tworzenia klimatu strachu, za Frana Kranza w roli zabawnego Marty'ego
O wszystkich filmach pisałam tutaj.

Najgorsze filmy roku piątego:
  1. The Dark Knight Rises - tytuł największego rozczarowania roku zdobyło co prawda Elizjum, ale że nie chciało mi się nawet poświęcać kilku zdań na pisanie dlaczego, to The Dark Knight Rises pozostaje w mocy; dla mnie było to powtórzenie (kilkakrotnie) historii z pierwszej części trylogii, słabo zagrane (z wyjątkiem znakomitej Anne Hathaway), bez powalających efektów specjalnych
  2. Green Lantern - gdybym nie obejrzała The Dark Knight Rises i Elizjum, które spaliły moje nadzieje na dobre filmy, to Green Lantern byłby najgorszym ze wszystkich, które widziałam w ubiegłym roku, nie broni go nawet wersja humorystyczna
  3. Looper - muzyka i zdjęcia to dwa atuty tego filmu, ale to zdecydowanie za mało, aby poświęcać mu czas, rozczarowałam się grą aktorów, miałkimi dialogami, samą fabułą nie zawierającą dla mnie żadnej głębi, o którą podejrzewało twórcę scenariusza wielu recenzentów
  4. Cowboys & Aliens - dlaczego tak nisko w zestawieniu najgorszych filmów? Może dlatego, że film obejrzałam z nudów, chociaż wcale nie zamierzałam, bo spodziewałam się, że będzie to całkowita klapa; a jednak film potrafił mnie zatrzymać przed ekranem i było całkiem sporo momentów, w których się ubawiłam
  5. Skyfall - dla wielu osób Skyfall to najlepszy z filmów o Bondzie, a grający w nim Javier Bardem mistrzowsko ukazał postać złoczyńcy; nie należę do tej grupy, film nie podobał mi się, moim zdaniem brakuje mu klimatu serii, a Silva nie jest żadnym złoczyńcą; piosenka Adele i aluzje do poprzednich Bondów nie rekompensują tych trzech godzin wymęczonych w kinie
Kilka zdań o Looperze i The Dark Knight Rises w tym miejscu, natomiast o Green Lantern, Cowboys & Aliens oraz Skyfall pisałam tu.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Pamięć jest we krwi - "Krew na Placu Lalek", Krzysztof Kotowski, Prószynski i S-ka 2011

Do Krwi na Placu Lalek Krzysztofa Kotowskiego podchodziłam z rezerwą, mając w pamięci rozczarowanie Mariką i Modlitwą do Boga Złego, kontynuacją Kapłana. Lekturę tego thrillera zaczynałam ze dwa razy i odkładałam po kilku stronach. Ale przyszła jesień, a ja o tej porze roku mam szczególne upodobanie do mroków i intryg wszelakich (jak zapewne wiele osób), postanowiłam dać książce kolejną szansę. I tym razem nie mogłam się od niej oderwać.

Dawno już nie zdarzyło mi się zarwać nocy po to tylko, aby skończyć czytaną historię. Kotowskiemu udało się trzymać mnie w niepewności i napięciu od pierwszej do ostatniej strony przez cały wieczór i większą część nocy. Z pełnym przekonaniem mogę napisać, że Krew na Placu Lalek jest powieścią dużo lepszą od Kapłana, dojrzalszą i bardziej przemyślaną, a także rozwiniętą pod względem stylu. 
W zrujnowanym, opuszczonym pałacu na pograniczu niewielkiego miasteczka krzyk dziecka budzi z długiego snu młodą kobietę – Marię. Gdy odzyskuje świadomość, dostrzega stojącą przy niej ośmioletnią dziewczynkę, rozpaczliwie proszącą o pomoc. Dziecko nie potrafi wyjaśnić, czego się boi, ale jego przerażenie nie pozostawia żadnych złudzeń. Obie muszą uciekać i szukać pomocy. 
Mimo że kobieta doskonale pamięta, w jaki sposób znalazła się w pałacu, nikt nie pamięta jej. Nikt z miasteczka nie ma też pojęcia, kim jest ośmiolatka. W domu rodzinnym Marii mieszkają zupełnie obcy ludzie. Jej samej nie rozpoznają ani sąsiedzi, ani dotychczasowi znajomi, a rodzina twierdzi, że osoba, za którą się podaje, nigdy nie istniała. Przerażona kobieta rozpoczyna dochodzenie na własną rękę. Chce odzyskać tożsamość i uciec przed nieznanym zagrożeniem. Aby przeżyć i uratować dziewczynkę, musi dojść do prawdy, nawet jeśli okaże się ona niewyobrażalnym koszmarem.
Początkowo nie do końca byłam przekonana do fabuły. Dlaczego Chudy w ogóle zajął się tą sprawą? Jak to możliwe, że zwyczajna kobieta staje się ofiarą tak przemyślanej intrygi? I na co to wszystko? Cierpliwie jednak brnęłam w coraz bardziej zapętlającą się fabułę i otrzymałam aż nadto odpowiedzi. Kotowski w Krwi na Placu Lalek zawarł wszystko to, co tak ceniłam w Nocy Kapłanów i dał jeszcze więcej: drobiazgowość, inteligentną i wciągającą intrygę, mnóstwo ciekawostek, nie tylko z dziedziny fizyki kwantowej, filozofii, szeroko pojętej sztuki, teologii, które czasem stanowiły interesujące dygresje, a najczęściej uzupełniały historię. Doskonale budowane napięcie nie pozwala się oderwać, a wiarygodne i budzące sympatię postaci głównych bohaterów, chociaż sztampowe i nie wykraczające poza normy konwencji sensacyjnej ani obyczajowej, są w każdym calu żywe, chociaż występują jedynie na papierze. Widać też, że Kotowskiemu najwyraźniej spodobały się wątki fantastyczne, bo i tutaj wplótł je bardzo zgrabnie, realistycznie, czym spowodował w mojej głowie niezły mętlik i chęć uzupełnienia mojej wiedzy. Więcej nie napiszę. Sami się przekonajcie, naprawdę warto!

niedziela, 6 marca 2011

Kapłan po drugiej stronie lustra - "Modlitwa do Boga Złego", Krzysztof Kotowski, Cat Book 2010

Premiera książki Krzysztofa Kotowskiego zaskoczyła mnie w zeszłym roku, mimo mojego rozczarowania Mariką nadal miałam w pamięci dobre wrażenia z lektury Nocy Kapłanów. Modlitwę do Boga Złego postanowiłam jednak przeczytać dopiero teraz i niestety nie mam nic pochlebnego do powiedzenia na temat kontynuacji losów bohaterów poprzednich książek.

Krzysztof Lorent, ksiądz z powołania, Kapłan z przypadku, pojawia się po raz pierwszy w Nocy Kapłanów i to wtedy zostaje obdarzony niezwykłym darem pamięci przodków, które dają mu nie tylko wiedzę i umiejętności walki, ale także powodują mętlik w głowie i sprowadzają kłopoty. W Haiku bohater powraca już jako prawdziwy Kapłan Wiedzy i musi zmierzyć się z morderczynią swoich „wyznawców”, która okazuje się być taka jak on, bardziej jeszcze zagubiona. Razem wyruszają do amazońskiej dżungli, w której wiodą żywot z dala od cywilizacji i gdzie Lorent uczy dziewczyny spokoju ducha. Gdy jednak na podwórku przyjaciół Krzysztofa, noszących barwne imiona punków, Cipuchy i Bzdeta, zjawia się ledwo żywy nastolatek w obcisłym kostiumie kosmity, który jednak okazuje się być „Alicją w krainie czarów”, a nie przybyszem z gwiazd, Kapłan powraca do Warszawy na ich prośbę.

Czytelnik powoli dowiaduje się, kim jest dzieciak i w jaki sposób się pojawił w naszej rzeczywistości, wie nawet, kto mu zagraża, jednak do końca nie wie, dlaczego to wszystko się dzieje. Błędem autora było trzymanie w tajemnicy tego podstawowego faktu do niemal ostatniej strony, bez tego cała historia jest niekompletna i bezsensowna – bo czytelnik musi wiedzieć, do jakiego celu podążają bohaterowie, choćby w przybliżeniu. W ogóle fantastyczne tło jest nierealne – mamy do czynienia z równoległą rzeczywistością, do której przejście znajduje się na nikomu nieznanej wysepce zamieszkanej przez zamkniętą społeczność, traktującą każdego obcego grotami dzid. Sposób, w jaki autor przedstawił wątek, przypomina najgorszą z bajek, o ile nie całkowitą bujdę na resorach.

Odnoszę wrażenie, że Kotowskiemu nie uda się powtórzyć sukcesu Nocy Kapłanów. Modlitwa do Boga Złego nie intryguje fabułą, nie porywa akcją (chociaż tempo jej prowadzenia jest zabójcze), nie bawi dialogami, stylem nie wychodząc poza poziom licealisty, o psychologii postaci nie wspominając (bohaterowie są bardziej papierowi niż kartki, na których książka została wydrukowana, a idee i zainteresowania autora wplecione w ich wypowiedzi tylko potęgują tę sztuczność). Szczerze mówiąc, obawiam się, że gdybym teraz sięgnęła po pierwszą powieść o Kapłanie, moje wspomnienia dobrej i śmiesznej lektury ległyby w gruzach jako ułuda. Po kontynuację, którą przygotowuje autor, nie sięgnę na pewno.

środa, 12 maja 2010

Cichy powrót kapłana

21 kwietnia miała premierę najnowsza książka Krzysztofa Kotowskiego Modlitwa do Boga Złego. Wydanie książki przeszło bez większego echa, reklamy pojawiły się długo po czasie, a przecież pierwsza część była rewelacyjna! Ale jakby nie było, powieść już znalazła się na mojej liście życzeń.
Jest to kontynuacja bestsellera Kapłan, błyskotliwej powieści sensacyjno-przygodowej, która w 2008 roku podbił serca wszystkich fanów gatunku. W Kapłanie rozpoczyna się historia katolickiego księdza, Krzysztofa Lorenta, który z niewyjaśnionych przyczyn zaczyna nagle dysponować przeogromną wiedzą i umiejętnościami, „pamięta” wydarzenia sprzed setek lat i odległe krainy, ale przede wszystkim: przeczuwa zbliżające się niebezpieczeństwo... Podejrzewany o chorobę psychiczną trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie jego, jak do tej pory uważano, fobie okazują się brutalną prawdą: Krzysztofa próbują znaleźć tajemniczy wojownicy - mnisi, członkowie tajnego bractwa aurelitów, którzy doskonale wiedzą czym tak naprawdę jest „choroba” Krzysztofa i nie cofną się przed niczym, aby go dopaść. Duchowny wie, że musi pokrzyżować plany aurelitów, przede wszystkim zaś uratować siebie i swoich przyjaciół. W Modlitwie do Boga złego losy bohaterów Kapłana łączą się ponownie za sprawą 16-letniego chłopca, którego znajdują nieprzytomnego przed swoim domem przyjaciele Krzysztofa. Pozornie błaha sprawa okazuje się być początkiem poważnych kłopotów – w sprawę tajemniczego nastolatka zaangażowani są m.in. aurelici. Krzysztof musi znowu wziąć sprawy w swoje ręce, zaś w walce ze złem towarzyszą mu wierni przyjaciele. Krzysztof Kotowski zdecydował się na napisanie kontynuacji Kapłana przede wszystkim ze względu na czytelników, którzy pokochali bohaterów pierwszej części i domagali się ich dalszych losów. Sam autor nie ukrywa, że z przyjemnością konstruował postaci Krzysztofa, doktor Sambierskiej, barwnego małżeństwa punków czy aurelickich wojowników i uznał, że warto ich „skazać” na kolejną serię przygód w Modlitwie do Boga złego. Czy to już ostatnie słowo Kotowskiego? Kto wie, być może doczekamy się trylogii...

poniedziałek, 5 października 2009

Niezły chłyt marketingowy - "Marika", Krzysztof Kotowski, Cat Book 2008

Kupiłam Marikę zachwycona Nocą Kapłanów, o której pisałam tutaj i bardzo, ale to bardzo się rozczarowałam. Przez cały czas zastanawiałam się, jak to możliwe, że tak świetny autor, który zachwycił mnie swoim stylem, celnością uwag, humorem, napisał taką nijaką książkę. Teraz wiem, jak to się stało. Otóż, Marika to jedna z pierwszych powieści tego autora, wydana pierwotnie w 2005 roku, a Cat Book po sukcesie Nocy Kapłanów zaczęło wznawiać jego wszystkie książki bez informacji, że są to wznowienia.

Jednym słowem, dałam się nabrać;-) Ta wiadomość wcale nie sprawiła bynajmniej, że Marikę oceniłam z dystansu jakoś lepiej, o nie. Nadal uważam, że jest to słaba książka, ale przynajmniej pokazuje jasno ewolucję Kotowskiego. Na lepsze, całe szczęście.
O co chodzi w książce? Skrócony opis:
Kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy w miejscu ukrytym głęboko w puszczy bez śladu znikają ludzie. Opowieści o tych wypadkach nie tylko przerażają okolicznych mieszkańców, ale także podejrzanie wzmagają aktywność grupy byłych, dawno uśpionych agentów KGB. Rozpoczyna się cichy, bezlitosny i krwawy pojedynek między nimi, a polskimi służbami specjalnymi o dostęp do przerażającej tajemnicy sprzed wielu lat. Aleksander Kołynin - dawny rosyjski szpieg, niegdyś odsunięty za zakazany związek z młodą polską opozycjonistką, musi wybrać po której stanąć stronie. Nikt nie wie, że tylko on zna prawdziwą tajemnicę Mariki.
Przyznam, że intryga całkiem zmyślna i nawet ciężko się połapać, o co w tym wszystkim chodzi. Jednak brak polotu w opisywanych wydarzeniach, zaledwie zarys psychologii bohaterów i wymuszony humor nie czynią z powieści wdzięcznej lektury. Ot, zwyczajne czytadło, które wylatuje z pamięci wkrótce po dotarciu do zakończenia.

czwartek, 8 stycznia 2009

Bezsenne noce z kapłanem - "Kapłan", Krzysztof Kotowski, Cat Book 2008

Seria dziwnych, trudnych do wytłumaczenia zdarzeń, zaginięć, rytualnych zabójstw wstrząsa miastem. Policja szybko orientuje się, że kluczem do rozwiązania zagadki jest tajemniczy duchowny, którego śladem rusza dwójka śledczych. Czy prastare mity o potężnym bractwie aurelitów mogą okazać się prawdziwe? Czy ich mroczny plan właśnie zaczyna się ziszczać? Wreszcie - kim jest człowiek o niezwykłych zdolnościach, nazywany przez wtajemniczonych Kapłanem, którego lękają się nawet aurelici. Legendy mówią, że on jako jedyny, może pokrzyżować zamiary bractwa.
Tak opisywana jest książka Krzysztofa Kotowskiego Kapłan. W tomie zawarto jednak dwie powieści - Noc kapłanów (to o niej powyższy opis) oraz Kapłan i Haiku (odrębna historia z tym samym bohaterem).

Noc kapłanów to zdecydowanie jedna z najlepszych powieści, jakie czytałam nie tylko w zeszłym roku, ale w ogóle. Pełna humoru i akcji, a wszystko w wyważonych proporcjach. Główny bohater jest świetnie zbudowany psychologicznie, choć autor nie poświęca refleksjom filozoficznym wiele miejsca. Pozostałym postaciom także niczego nie brakuje, zwłaszcza Bzdet i jego dziewczyna o wdzięcznym pseudonimie są przezabawni. Sama fabuła naprawdę ciekawa i, co tu dużo mówić, intrygująca nie tylko jako oprawa powieści. Gdy zaczęłam czytać, nie mogłam się już oderwać, a to rzadko mi się zdarza ostatnimi czasy. Stylowi Kotowskiego nie mam nic do zarzucenia, gładko ciągnie wątek, czytelnik czasem nie ma nawet chwili na zastanowienie się, brnie dalej chcąc wiedzieć więcej i szybciej poznać rozwiązanie. Autor trzyma w napięciu do ostatniej chwili i zaskakuje kulimnacją. Czego trzeba jeszcze od dobrej prozy?

Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o Haiku. Mam wrażenie, że ta historia jest już bardziej wymuszona, a jedna z bohaterek mniej dopracowana. Wszystko dzieje się jakby na żądanie, nie ma tej lekkości pióra, jaką odznaczała się "Noc kapłanów" i historia bardziej naciągana.

No cóż, można powiedzieć, że nie zawsze musi wszystko wychodzić idealnie, ale jednak dysonans duży, zwłaszcza że obie historie umieszczone w jednej okładce. I czy to na pewno thriller? Jeśli tak, to chyba w stylu light.