czwartek, 28 stycznia 2016

Give me more Fury, less Mad! - "Mad Max: Fury Road", scenariusz: Nick Lathouris, Brendan McCarthy, George Miller, reżyseria: George Miller, 2015 r.

Mam wiele sentymentu do Mad Maxa i do wcielającego się w jego postać Mela Gibsona. Uwielbiam Tinę Turner w Mad Max Beyond Thunderdome. Kocham surrealizm i absurdalność tego postapokaliptycznego świata. Dlatego też niespecjalnie śpieszyło mi się do kina na Mad Max: Fury Road. Bałam się, że ten film zniszczy moje wspomnienia, że nie ma w nim klimatu serii – tak, obawiam się takich rzeczy w kinematografii i grach nauczona własnymi doświadczeniami. Jednak po wysłuchaniu kilku pozytywnych opinii z różnych znajomych źródeł, postanowiłam odsunąć swoje oczekiwania i obawy. W końcu to Mad Max.

Początek nie był dla mnie łatwy. Negatywne nastawienie wróciło, gdy obserwowałam mrukliwego Toma Hardy’ego jako Maxa, który zachowywał się jak dzikus niż człowiek dręczony demonami przeszłości. Jednak minęło dwadzieścia minut, a ja całkowicie się wkręciłam. I chociaż uważam, że starsze filmy mają w sobie więcej treści, a współczesna wersja zdecydowanie zbyt dużo efektów specjalnych, to film trzyma w napięciu, jest brutalny, bez patosu obrazuje okrucieństwo ludzkie i zachowuje klimat serii. Jest w tym obrazie kilka absurdalnych akcji, potęguje to jednak jego groteskę, a często bawi. Czasami też miałam wrażenie, że reżyser bawi się z widzem – już ci się wydaje, że akcja pójdzie utartym schematem, a tu figa! Charlize Theron dała czadu i to jest jej film. Furiosa jest prawdziwą wojowniczką, pełną odwagi, ale i własnych lęków i bólu. To niezwykle silna kobieta, w której jest także łagodność i wrażliwość. Tom Hardy jej zaledwie asystuje. Jego Max zachowuje się jak tytułowy szaleniec, nie do końca jest przewidywalny, jednak nie ma w sobie tej charyzmy, wojownika, którego pamiętam. Nawet jego udręka, która gdzieś się przebija, nie przekonuje mnie. Prawdę mówiąc, nie miałabym nic przeciwko, gdyby to Furiosa stała się główną bohaterką serii albo gdyby George Miller stworzył dla niej oddzielny film.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza