czwartek, 19 marca 2015

Martwe dziedzictwo (podejście drugie) - "Sabriel", Garth Nix, tłumaczenie: Ewa Elżbieta Nowakowska, Wydawnictwo Literackie 2014 r.

Kilka dobrych lat temu czytałam pierwsze wydanie Sabriel Gartha Nixa. Książka mi się podobała i postanowiłam przeczytać kolejne dwa tomy trylogii, ale postanowienia nie zrealizowałam. Wznowienie Wydawnictwa Literackiego skłoniło mnie do podjęcia kolejnej próby, tym bardziej, że ukazały się od razu trzy książki. Mimo iż fabułę Sabriel pamiętam dość dobrze, zdecydowałam się historię sobie odświeżyć przed lekturą kolejnych tomów. Ciekawa również byłam, czy pierwszą część odbiorę podobnie, jak za pierwszym razem.

Spodobał mi się, i nadal uważam to za najmocniejszy atut powieści, wątek nekromancji, zwłaszcza jej drugiego wcielenia. Z jednej strony służy ona bowiem do przywracania martwych do życia i wykorzystywania ich do swoich celów, czym zajmują się nekromanci. Z drugiej strony istnieją również Abhorsenowie, których przeznaczeniem jest wysyłanie martwych do śmierci. Nix dość szczegółowo opisuje pracę tych drugich, tytułowa Sabriel jest bowiem następczynią Abhorsenów. Także motyw samej Śmierci, przedstawienia jej jako miejsca podzielonego na Rejony, oddzielone Bramami, przez które płynie Rzeka, jest bardzo ciekawy i świetnie zilustrowany. Obie kwestie są solidnie przemyślane, co się daje od razu odczuć w lekturze. Trzecim – może nieco mniej w tym tomie interesującym, ale obiecującym – wątkiem jest Magia Kodeksu i przedstawienie funkcjonowania magii jako takiej. Widać, że autor bardzo dobrze przemyślał konstrukcję świata w tych dziedzinach.

Chociaż Sabriel jest nastolatką i książka jest zaliczana do literatury młodzieżowej, powieść nie jest lekka i przyjemna, jak mogłoby się wydawać ze względu na grupę docelową. Książka ma pociągający, a jednocześnie niepokojący klimat, spowodowany zapewne bliskością świata umarłych. Nie przepadam za miksowaniem klasycznej fantasy z elementami nowoczesności czy też przemieszaniem dwóch światów – magicznego i niemagicznego, Nixowi wyszło to jednak tak płynnie i wiarygodnie, że szybko przestały przeszkadzać mi czołgi i broń palna (tym bardziej, że mało jest o nich w powieści) i nie zastanawiałam się nad tym, jakim cudem obie krainy istnieją obok siebie bez ingerencji jednej w drugą. Autorowi, jako jednemu z nielicznych, udało się poprowadzić ewolucję bohaterki od kompletnej ignorantki do świadomej swojego przeznaczenia młodej kobiety. Od początku zresztą Sabriel różni się od koleżanek, czuje, że spoczywa na niej ogromne brzemię rodzinnego dziedzictwa. Nie sądziła jednak, że tak nagle i w tak szybkim czasie będzie musiała porzucić normalne życie. Nix nie zaniedbał niczego w konstrukcji postaci bohaterki, uwydatniając jej emocje i poświęcając im sporo uwagi: strach, wątpliwości, tęsknotę za dawnym życiem. Dziewczyna potrafi się jednak odnaleźć w sytuacji i to również jest wiarygodne – z początku traktuje dziedzictwo ojca jako zło konieczne, by z czasem przyjąć przeznaczenie. Sabriel wydaje mi się dobrym wzorem dla młodych czytelniczek, chociaż zdaję sobie sprawę, że może być ciężko się z nią utożsamić, jest bowiem zbyt poważna i odpowiedzialna, jak na swój wiek. Jednak ta jej odpowiedzialność, odwaga, skupienie i nastawienie na znalezienie rozwiązania mogą się podobać i motywować, tym bardziej, że nie jest ideałem, nie od razu wie, co ma robić. Jedyną rysą na tej postaci jest według mnie kulawo poprowadzony wątek miłosny jej i uratowanego przez nią rycerza Touchstone’a. Kiedyś ten motyw bardzo mi przeszkadzał i uznawałam go za kompletnie zbędny, dzisiaj stwierdzam, że został źle poprowadzony, zbyt słabo i pobieżnie opisany.

Skoro wspomniałam o Touchstonie, wypadałoby napisać nieco więcej o innych postaciach powieści. Sam rycerz jest dość intrygującym bohaterem, aczkolwiek niedostatecznie. Skupiając się tak bardzo na Sabriel, autor zaniedbał Touchstone’a, który najczęściej jest przedstawiany z perspektywy dziewczyny. Szkoda, że Nix powierzchownie podszedł do kwestii sumienia tego bohatera i jego przeszłości. Przez to wydaje się bardziej godny pożałowania niż współczucia. W drodze na ratunek ojcu towarzyszy Sabriel jeszcze ktoś – Mogget, zaklęty w białego kota tajemniczy demon, a może duch. Nie wiemy tego, nie wie tego też Sabriel. Z pewnością nie jest on jej przyjacielem, raczej sojusznikiem z przymusu, nie z wyboru, którego bohaterowie muszą się strzec. Złośliwy, egoistyczny i cyniczny kocur wprowadza ironię i humor do dość mrocznej fabuły. Wątek Moggeta jest zdecydowanie najbardziej intrygującym motywem postaciowym, jego historię będzie chciał poznać każdy, kto przeczytał Sabriel. W powieści pojawia się jeszcze troje ważnych bohaterów: Abhorsen, ojciec dziewczyny, matka Sabriel oraz wróg. Ojciec bohaterki, którego imienia nie poznajemy (kto zostaje Abhorsenem, staje się bezimienny dla innych, tradycja), jest, podobnie jak Sabriel, postacią kompletną, chociaż może niewiele o nim wiadomo i siłą rzeczy nie jest właściwie obecny w opowieści. Jest Abhorsenem i całe życie poświęcił swemu powołaniu, mimo to bardzo kocha córkę i daje jej wszystko, co może ofiarować; Sabriel doskonale to odczuwa i być może dzięki temu rozumie jego postępowanie i nie ma mu niczego za złe. Piękny to motyw miłości, jakkolwiek absurdalne to się wydaje. Szkoda, że wątek matki nie został tak samo dobrze przedstawiony. Matka Sabriel (jej imienia także nie znamy, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe) zmarła przy porodzie i pojawia się tylko raz lub dwa jako widmo, aby wskazać dziewczynie właściwą drogę i poza tymi momentami Sabriel nie poświęca jej ani jednej myśli. Gdyby jej w ogóle nie zobaczyła, mogłabym to zrozumieć, ale wydaje mi się to niewiarygodne, że dziecko nie chce wiedzieć, kim była jego matka... Czarny charakter też pozostawia nieco do życzenia. Jest po prostu Złem, mściwym i pragnącym władzy, które trzeba zwalczyć. Autor, posługując się wspomnieniami Touchstone’a, daje do zrozumienia, że zawsze tak było. Wątek Kerrigora nie został niestety specjalnie rozwinięty, co być może nie przeszkadza młodszej części młodych odbiorców. Starsza z pewnością doceniłaby złożoność motywów Kerrigora.

Sabriel to również ciekawa kreacja obu światów, przedzielonych Murem. Autor nie odkrywa co prawda zbyt wiele, tło jest jednak wystarczające do prowadzenia opowieści, ale podobnie jak przy wątkach magii, śmierci i nekromancji, wydaje się bardzo dobrze przemyślane. Książka pisana jest prostym językiem, wciąga od pierwszej strony i nie można się od niej oderwać. To, że czyta się ją szybko, nie znaczy, że bezmyślnie – autor umiejętnie wplata przemyślenia o wartościach istotnych (przyjaźń, odwaga, odpowiedzialność, miłość) i refleksje nasuwają się same. Sabriel to pierwszy tom serii Stare Królestwo. Wydaje mi się swego rodzaju powieścią pilotażową, przygotowaną na brak dalszej części, niż powieścią otwierającą dłuższą historię, ponieważ jej fabuła jest właściwie zamkniętą całością. Istnieje tylko jeden wątek, prowadzony od początku do końca bez zbędnych dygresji. Jednak wizja świata autora, ledwie zarysowana, ale ze zmyślnym pokazaniem ogromnego potencjału, jego pomysłowość w kwestii wątków magicznych i umiejętność w budowaniu wiarygodnych głównych bohaterów sprawiły, że chętnie i z ciekawością sięgnęłam po kolejne tomy.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

piątek, 6 marca 2015

Prawdziwe przerażenie budzi nie potwór, a czekanie na niego - "Polaroidy z zagłady", Paweł Paliński, Powergraph 2014 r.

Na najnowszą powieść Pawła Palińskiego czekałam z pewną dozą niecierpliwości, przede wszystkim dlatego, że miała być wydana pod znakiem Powergraphu. To wydawnictwo z godną podziwu wytrwałością dba o wysoką jakość polskiej fantastyki, dostarczając czytelnikom produkty najlepszego sortu. Byłam też ciekawa, jak rozwinęła się twórczość Palińskiego, którego opowiadania mnie intrygowały, ale do końca nie pozwalały wciągnąć się w opowieść. Okazało się, że historia opowiedziana w Polaroidach z zagłady zadziałała podobnie.

Początkowo fabuła mnie zainteresowała, tym bardziej, że nie wiadomo było do końca, co się tak naprawdę dzieje w mieście S. i reszcie świata. Za ciekawe i odświeżające w dobie młodych, silnych i odważnych pogromców życia uznaję wyznaczenie 60-kilkuletniej, zwyczajnej kobiety na główną bohaterkę, która zadziwia wytrwałością. Akcja książki rozwija się bardzo powoli, prawie wcale, główną osią są przemyślenia Teresy, jej zabiegi w celu zachowania życia w opuszczonym mieście, w którym pozostała tylko ona, psy i Bierni. Nie wiadomo, co się wydarzyło, dlaczego ludzie zaczęli się zmieniać i czy komukolwiek udało się przetrwać. Czytając pierwsze strony, zastanawiałam się nad tym, obserwując poczynania bohaterki z niepokojem. Jednak po jakimś czasie metodyczność i obojętność Teresy udzieliła się także mnie i kontynuowałam lekturę, nie przeżywając specjalnie kolejnych wydarzeń, nie wczuwając się kompletnie w dalsze losy kobiety i jej samotność; nie zastanawiałam się nad zakończeniem powieści, nie mówiąc już o tym, że nie przejęłam się wizją takiej apokalipsy, jaką przedstawił autor. Może dlatego, że bardzo wątpię w to, że zaczniemy się nagle zmieniać w Zombie, czy inne bezwolne istoty, ten motyw nigdy nie przemawiał do mojej świadomości. Trudno mi też wyobrazić sobie i przyjąć na wiarę taki obraz świata, w którym zostaną zdziesiątkowane miliardy, a pozostanie zaledwie garstka ludzi, mniej lub bardziej szalonych. Styl językowy w dużej mierze przeszkadzał mi w zaangażowaniu się w powieść, jak dla mnie okazał się zbyt wyszukany, zbyt wiele było w nim metafor i filozofii, żebym mogła poczuć prawdziwe piekło, jakim jest taka samotność, bez szans na ratunek. Przyznam, że ciekawym zabiegiem było umieszczenie w książce narratora, spodziewałam się wręcz, że okaże się nim jakiś ukryty obserwator, znający myśli Teresy i wówczas stylistyka byłaby dla mnie do przyjęcia. Motto powieści sugeruje raczej, że to bohaterka pełni tę rolę i tutaj już poetycka wymowa straciła dla mnie sens.

Jedyne, nad czym się zastanawiałam, i to dość intensywnie, to dlaczego Teresa nie popełniła samobójstwa albo nie szukała pomocy. Denerwowałam się, że ta kobieta nie żyje, ona wegetuje. Dni spędza na sprawdzaniu bezpieczeństwa domu, lustrowaniu okolicy, spaniu, wydalaniu, czasami jedzeniu i piciu, rzadko na myciu się. Nie miała przecież żadnej nadziei na lepsze jutro, doskonale zdawała sobie sprawę, że ratunek nie nadejdzie, że będzie coraz słabsza, bardziej głodna... Dlaczego więc nie podcięła sobie żył, nie powiesiła się? Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? Co wy byście zrobili? Niedawno doszłam do wniosku, że jej chęć przetrwania, potrzeba życia musiała być ogromna i że nawet tak jałowe, samotne życie jest lepsze niż jego brak. W dobie promowania aktywnego trybu życia, pełnego wyzwań, pasji, ciekawości, haseł, że nie można marnować ani chwili, bo życie mamy tylko jedno, taka koncepcja wydaje się już na tyle obca i dziwna, że ją odrzuciłam. Jednak dzięki Polaroidom z zagłady uzmysłowiłam sobie, że każdy ma prawo do takiego życia, jakie sobie wybrał, każdy decyduje o sobie samym, tylko o sobie i o tym, ile mu z tego życia wystarcza.

I w tym tkwi dla mnie siła powieści Palińskiego. Może nie jest to najlepsza powieść, jaką czytałam, może poetycka stylistyka zbytnio mnie irytowała, może brak akcji był męczący... Jednak pozostawiła mnie z przemyśleniami i została w głowie na długo (skończyłam czytać pięć miesiący temu), sprawiła, że zmieniłam swoje postrzeganie kilku spraw, zmieniłam się więc ja. I, o dziwo, przyznaję, że chętnie sięgnę po kolejną książkę tego autora.

Recenzja ukazała się na portalu Katedra.

czwartek, 5 lutego 2015

Korzystna zamiana - "Zobaczyć Sorrento i umrzeć", Katarzyna Kwiatkowska, rozpisani.pl 2014 r.

Zobaczyć Sorrento i umrzeć to trzecia powieść w dorobku Katarzyny Kwiatkowskiej. Zbrodnia w błękicie zachwyciła mnie lekkością stylu i świetnym połączeniem kryminału i powieści obyczajowej. Autorka w Ablu i Kainie kontynuowała tę tradycję, umacniając moją dobrą opinię. Zobaczyć Sorrento i umrzeć jest książką inną w wielu aspektach i jeszcze lepiej dopracowaną pod względem stylu, klimatu oraz motywów kryminalnych i obyczajowych.

Tym razem autorka zabiera czytelnika w podroż po Włoszech, urokliwym, ale niepozbawionym mroków Sorrento, Neapolu, Capri. Najważniejszą innością jest zmiana bohaterów - tym razem to nie Jan bawi się w detektywa. Poznajemy jego prawie narzeczoną, Konstancję Radolińską. Zmianę bohaterów uważam za świetne posunięcie! W konwencji kryminałów jest też to krok oryginalny. Początkowo byłam niepocieszona, liczyłam bowiem, że tym razem dowiem się więcej o Janie. Lecz szybko moje rozczarowanie zmieniło się w zachwyt nad Konstancją. Konstancja, chociaż nie jest tajemnicza i metodyczna, jak Jan, to jest równie zajmującą postacią, a jej droga do siebie jest o wiele ciekawsza niż perypetie jej narzeczonego. O dziwo, o Janie dowiedziałam się całkiem sporo, więcej niż w poprzednich książkach. Zabieg opisu postaci z innej perspektywy to kolejny plus dla Katarzyny Kwiatkowskiej. 

Powieść ma o wiele lżejszy charakter niż Zbrodnia w błękicie czy Abel i Kain, i to mimo większej ilości zabójstw i nie mniejszej ilości napięcia. Wszystko zapewne dzięki atmosferze lata i malowniczo oddanych Włoch wraz z obyczajowością ich mieszkańców. Zobaczyć Sorrento i umrzeć czytałam z prawdziwą przyjemnością, w niewielkich ilościach, aby jak najdłużej cieszyć się towarzystwem książki. Jest to jedna z nielicznych książek, którą chciałam czytać i czytać i z pewnością będę do niej wracać. Co więcej, przy całym swoim napięciu wywołanym intrygami i morderstwami jest zabawna! Humor sytuacyjny i dialogowy istnieje tu przede wszystkim dzięki ciotce Konstancji, Victorii, ale też pozostali nie są gorsi. Sama Konstancja powoduje wiele śmiesznych sytuacji. Autorka przywiązuje tutaj dużo większą uwagę do psychologii postaci niż we wcześniejszych książkach. Poprzednio bohaterowie odpowiedzialni byli głównie za dokładanie kolejnych pytań lub odpowiedzi do kryminalnej zagadki. W Zobaczyć Sorrento i umrzeć każdy z bohaterów ma swoją historię i niemal każdego z nich chciałam poznać. Mam nadzieję kilkoro z nich spotkać w kolejnych książkach.

Intryga kryminalna jest mocno zapętlona, z każdą stroną pojawia się więcej komplikacji, po odpowiedzi na jedno pytanie pojawiają się dwie kolejne zagadki. Co prawda przeczuwałam rozwiązanie, jednak gdy się ujawniło, byłam zaskoczona. Wątek morderstw powiązany z konspiracją i kradzieżą obrazów Caravaggia wciąga od pierwszych minut lektury i uważam go za równie dobry, jak w Zbrodni w błękicie, może dlatego, że oba są połączone z historycznymi wydarzeniami. Okazuje się, że Konstancja radzi sobie z prowadzeniem śledztwa nie gorzej od Jana, a z pewnością jej entuzjastyczne podejście, niestrudzona ciekawość, żywość umysłu w tworzeniu kolejnych teorii sprawiają, że jej sposób jest o wiele bardziej angażujący czytelnika niż działania Jana, który przy niej wydaje się... nudziarzem.

Jak zwykle świetne tło społeczno-historyczne. Jesteśmy już na początku XX wieku, otrzymujemy wiele informacji o etykiecie wśród wyższych sfer oraz o tym, w jakim miejscu były kobiety w społeczeństwie. Kobieca niezależność i feminizm to ważne wątki tej powieści. Przykład kobiecych bohaterek świetnie ilustruje pułapki, w jakich żyły ówczesne kobiety (zwłaszcza, mam wrażenie, te z wyższych sfer), dla których jedynymi sposobami na wolność było odważne postawienie swoich celów przeciwko rodzinie czy wdowieństwo po bogatym mężu. Odkrycia, jakich w sobie dokonuje Konstancja dzięki śledztwu, są równie istotne, co wątek kryminalny. Bardzo polubiłam tę bohaterkę i mocno jej kibicuję, chcę też wiedzieć, jak ułożą się jej dalsze losy. Przy takim obrocie spraw i umiejętności przewracania wątków przez Katarzynę Kwiatkowską moja ciekawość jest bardzo duża.

Myślę, że Zobaczyć Sorrento i umrzeć to jak dotąd najlepsza powieść Kwiatkowskiej. Autorka dopracowała styl językowy, jej bohaterowie wydają się żywi i pełnowymiarowi, świetnie prowadzona intryga kryminalna w otoczeniu obyczajowo-historycznego tła, w dodatku humor i przewrotność w podejściu do konwencji stawiają ją w gronie moich ulubionych pisarek w ogóle.

Dziękuję i proszę o więcej.

Zobaczyć Sorrento i umrzeć jest pierwszą książką z mojego wyzwania książkowego na 2015 rok, które krążyło pod koniec roku w sieci. Punkty zawarte na liście wydały mi się na tyle ciekawe, że postanowiłam się zmotywować do ich wypełnienia. Oczywiście będę ją lekko modyfikować i nie będę szła z planem jeden punkt - jedna książka, objawia się tu chyba moja przekorność i poczucie wolności w wyborach. Dlatego powieść Katarzyny Kwiatkowskiej spełnia trzy punkty na liście:

  1. Więcej niż 215 stron,
  2. Autorem jest Kobieta
  3. W tytule jest nazwa miasta

niedziela, 1 lutego 2015

Lutowe obfitości literackie i zapowiedzi filmowe

W lutym mnóstwo ciekawych książek! Filmów cztery, przy czym tylko dwa naprawdę warte uwagi i z pewnością zobaczę je w kinie.

KSIĄŻKA

Tytuł: Lubonie. Powieść z X wieku
Autor: Józef Ignacy Kraszewski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 2 lutego 2015 r.

Słyszałam o tej książce, ale nigdy jej nie czytałam. Teraz będzie okazja. Moje must have lutego.
Jest rok 964. Nieopodal Gniezna do dworu należącego do rodu Luboniów nieoczekiwanie powraca z niewoli niemieckiej Włast, syn zamożnego władyki. Nikt nie wie, że ukrywa pewną tajemnicę. Jest bowiem chrześcijańskim duchownym, który przybrał imię Matia. Dowiaduje się o tym władca Państwa Polan, książę Mieszko, na którego dworze panują obyczaje pogańskie. Docierają tam jednak wieści o potędze kneziów i panów, którzy się ochrzcili. Ci zaś uchodzą za zdrajców i niemieckich przyjaciół, a lud, nie dowierzając im, stroni od nich i czyha tylko, by się ich pozbyć. Książę Polan także nie okazuje ochoty do nawrócenia. Tymczasem na ziemie polskie przybywa księżniczka czeska Dobrawa. Mieszko ją poślubia i przyjmuje chrzest. Wypowiada potajemnie wojnę starej wierze i rozpoczyna długotrwały proces chrystianizacji swojego państwa. Pomaga mu w tym ojciec Matia…
Tytuł: Diaspora
Autor: Greg Egan
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 4 lutego 2015 r.
Najśmielszy ze współczesnych pisarzy fantastyki, Greg Egan, stworzył kwantowy nowy wspaniały świat, doskonałą opowieść o czasach, w których nie tylko ludzkie życie, lecz również sama cielesna rzeczywistość jest już tylko wspomnieniem…Jest trzydziesty wiek. „Świat” przerodził się w szeroką sieć sond, satelitów i serwerów, łączących cały Układ Słoneczny w jedno środowisko. Ludzkość również się przekształciła. Większość ludzi wybrała nieśmiertelność, stała się świadomym oprogramowaniem zamieszkującym rozmaite polis. Inni wybrali wymienne ciała robotów, pragnąc zachować kontakt ze światem fizycznym. Nieliczni uparcie trzymają się ciała, wiodąc anachroniczną egzystencję w błocie i dżunglach Ziemi.Jest też Sierota, bezpłciowe, cyfrowe stworzenie wyhodowane z ziarna umysłu.Gdy na cielesnych ludzi spada nieoczekiwana katastrofa, mieszkańcy polis uświadamiają sobie, że im również mogą zagrozić dziwaczne astrofizyczne procesy z pozoru łamiące fundamentalne prawa natury. Sierota z garstką uchodźców wyruszają na poszukiwania wiedzy, która ocali wszystkich. Ta droga zaprowadzi ich do wyższych wymiarów, położonych poza makrokosmosem…
Tytuł: Laguna
Autor: Nnedi Okorafor
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 4 lutego 2015 r.
Troje nieznajomych, a każde z nich ma swoje problemy. Biolog morski Adaora. Słynny w całej Afryce raper Anthony. Udręczony żołnierz Agu. Kiedy wędrują po plaży Bar Beach w Lagos, legendarnej nigeryjskiej metropolii, są bardziej samotni niż kiedykolwiek.Kiedy jednak coś podobnego do meteorytu wpada do oceanu, troje ludzi zabranych przez falę zostaje ze sobą związanych na wiele trudnych do zrozumienia sposobów. Wraz z Ayodele, gościem z gwiazd, przebijają się przez Lagos i walczą z czasem, by ocalić miasto, świat… i samych siebie.„Nie było czasu na ucieczkę. Nie było czasu na odwrót. Nie było czasu na krzyk. I nie było też bólu. Przypominało to wyrzucenie w gwiazdy”.
Tytuł: Obudź się i śnij. Tchrosty i inne wy-tchnienia
Autor: Ian R. MacLeod
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 4 lutego 2015 r.
Obudź się i śnijJest rok 1940 i Hollywood zostało zdominowane przez emotyki, filmy wykorzystujące tajemnicze pole Bechmeira, do przekazywania uczuć i wrażeń bezpośrednio do umysłu widza. Clark Gable, były gwiazdor, zmuszony do podjęcia pracy prywatnego detektywa, zostaje wynajęty przez April Lamotte, która zleca mu na jeden dzień, by podszył się pod jej męża, scenarzystę-samotnika, który ma sprzedać scenariusz biograficznego filmu, opowiadającego o wynalazcy pola Bechmeira. Po podpisaniu kontraktu, ktoś próbuje zabić Gable’a i upozorować jego samobójstwo. Detektyw wszczyna samodzielne dochodzenie, pozwalające mu odkryć spisek, w który zamieszane są osoby należące do hollywoodzkiej elity, często ginące w tajemniczych okolicznościach. Wszystkie wątki prowadzą do czegoś o nazwie Thrasis, sekretu wartego ludzkiego życia. MacLeod ze znawstwem uderza we wszystkie właściwe nuty, tworząc mroczną, fascynującą, dziwną opowieść, pełną melancholii spod znaku noir, wrażliwości na szczegóły i wielu błyskotliwych dialogów.Tchrosty i inne wy-tchnieniaSiedem długich opowiadań i nowel (pierwotnie publikowanych od 1996 do 2001 w czasopismach SF/F), które składają się na tę ambitną kolekcję utworów brytyjskiego autora Iana R MacLeoda. W tytułowej noweli, dziewczyna imieniem Dżalila wychowuje się na Habarze, planecie zaludnionej niemal wyłącznie przez kobiety. Bohaterka osadzonej w czasach drugiej wojny światowej „fatalnej laluni” nosi swoje przezwisko, ponieważ piloci, którzy z nią tańczą, giną na polu walki. Walt Williams, złoty chłopiec brytyjskich sił powietrznych, uosobienie szczęścia, odnajduje ją z powodów zarazem prostych i złożonych, a fatalna lalunia dowiaduje się, czy naprawdę powoduje śmierć żołnierzy, czy po prostu przyciąga tych, którzy stracili nadzieję. W większości tekstów z tego zbioru, wyraźnie zarysowany bohater staje przed pewnego rodzaju wyzwaniem bądź zadaniem, przechodzi przez moment straty bądź doznaje traumy, a doświadczenia te pozwalają mu się rozwinąć. MacLeod z wielką wrażliwością rozpoznaje kondycję ludzką.
Tytuł: Burdubasta albo skapcaniały osioł, czyli łacina dla snobów
Autor: Stanisław Tekieli
Wydawnictwo: Poradnia K
Data premiery: 7 lutego 2015 r.

Łaciny uczyłam się trochę na studiach i dzięki mojej wykładowczyni dobrze wspominam zajęcia, niestety języka nie pamiętam już wcale. Książki na pewno nie kupię teraz (39,90 za 72 strony to za dużo), ale jeśli gdzieś znajdę w promocji, to przygarnę.
139 sentencji i powiedzeń łacińskich w sposób jak najprostszy wyłożonych, z pretensjonalnymi cokolwiek przypisami filologiczno-kulturowymi.Pytanie tylko, czy dziś, w XXI wieku, rzeczywiście „wypada” jeszcze wyznawać się jako tako na łacińskich sentencjach?Burdubasta to jedno z bardziej niesamowitych łacińskich słówek, o niejasnym, choć niewątpliwie plebejskim pochodzeniu. Oznacza starego osła lub też, prześmiewczo, podstarzałego gladiatora, niezbyt już radzącego sobie z bronią. Jego stan wyraźnie przypomina kondycję dzisiejszej, stojącej nad grobem łaciny – ale w naszej mocy jest trochę przedłużyć poczciwej bestii życie.Jak? Niezwykle prosto: otwórzmy się na ten piękny język, a celne powiedzonka i maksymy dzięki towarzyszącym im wierszykom same powinny powskakiwać nam do głowy.Czy wiesz, że:Homo ludens nie jest terminem antycznym, ma nieco ponad 70 lat.Et tu, Brute, contra me? - powiedział nie Juliusz Cezar, a William Szekspir.Rosyjscy kibice tatuują sobie z upodobaniem na przedramieniu pewną sentencję z komedii Plauta.O tych i im podobnych dziwactwach jest ta książeczka.
Tytuł: Bardzo polska historia wszystkiego
Autor: Adam Węgłowski
Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 16 lutego 2015 r.

O, to kolejny must have lutego. Nie mam co prawda ciśnienia, żeby się szczycić sławnymi Polakami, absurdalna jest dla mnie ta bezsensowna chęć chwalenia się "naszymi" na świecie, wynikająca chyba z tego zakompleksienia, w jakie daliśmy się wpędzić wieki temu. Z drugiej strony ciekawa jestem, o ilu sławnych, a mających bliższe lub dalsze powiązania z Polską, ludziach nie wiem.
Kim możemy się szczycić, a do kogo lepiej się nie przyznawać?Polak Polakowi wilkiem – mówi znane porzekadło. Czasem coś nas dzieli, ale łączy jeszcze więcej. Otóż nigdy nie wystarczało nam to, co znane i odkryte – musimy upewnić się, że „nasi” dotarli dalej, odkryli wcześniej, osiągnęli więcej.Kopernik prawdopodobnie nie był kobietą, ale Polakiem już tak. Kobietą (i Polką) była za to najpotężniejsza kobieta Imperium Osmańskiego – Roksolana, dla której sam Sulejman Wspaniały kompletnie stracił głowę. Kto jeszcze był „nasz”? Kto spośród zmitologizowanych bohaterów, uwielbianych ikon popkultury, znienawidzonych i na wpół zapomnianych wyrzutków historii?Dotychczas zdawało Ci się, że James Bond był z pochodzenia Szkotem? Gdy poznasz jego prawdziwe pochodzenie, zrozumiesz, skąd się wziął gorący temperament słynnego agenta 007.Od dzieciństwa z zapartym tchem śledzisz przygody Indiany Jonesa? Te prawdziwe były jeszcze bardziej fascynujące.Co łączy Stalina i Drakulę? Ni mniej ni więcej, tylko polscy przodkowie! Jakby tego było mało, Matka Boska Częstochowska wyemigrowała aż na Haiti, Ronaldo grał u nas już przed wojną, a legendarny Frankenstein pochodził… ze Śląska. Te postaci (i wiele innych) łączy jedno – oni wszyscy byli Polakami.
Tytuł: Dzień gniewu
Autor: Arturo Pérez-Reverte
Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 16 lutego 2015 r.

Od czasu do czasu lubię sięgnąć po książki Pérez-Reverte, lubię "gęstość" jego stylu, te 100% języka w języku.
2 maja 1808 roku. Madryt wrze. Wściekłość trawi hiszpański lud, który wstępuje na barykady. Przeciwko Napoleonowi, jego żołnierzom i zdradzie, której dopuścili się Francuzi.Szewcy, ślusarze, prostytutki, dzieci i starcy bronią Ojczyzny. W imieniu Hiszpanii sprzeciwiają się swojemu uległemu rządowi, broniąc honoru, godności i Króla.Arturo Pérez-Reverte, dzięki reporterskiemu zmysłowi korespondenta wojennego z rozmachem opowiada historię, którą znamy z obrazów Goi. Historię, która zmieniła Hiszpanię na zawsze.
Tytuł: Londyn podziemny
Autor: Peter Ackroyd
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 16 lutego 2015 r.

Ponoć świetna jest książka Londyn. Biografia, którą mam w planach przeczytać. Tym bardziej intrygującą wydaje mi się ta pozycja. Trzecie must have lutego.
Nieznany Londyn pod stopamiPeter Ackroyd powraca do Londynu, tym razem w fascynującej podroży po podziemnym świecie, gdzie fikcja łączy się z rzeczywistością, pełnym szczurów, węgorzy, potworów i duchów. Książka odkrywa przed czytelnikiem zupełnie nowy Londyn, pradawnych źródeł, strumieni, rzymskich amfiteatrów i kryjówek gangów. Autor jest zainteresowany nie tylko ukrytymi śladami londyńskiej przeszłości, ale również tym, co te ślady – a także sama idea podziemia – znaczą dla kultury. W jego ujęciu podziemny świat Londynu to replika miasta.„Londyn podziemny” to jednak nie tylko historia ruin i pozostałości minionych wieków, ale również miejsca pełnego tajemnic, żyjącego pod stopami współczesnych mieszkańców. To podróż po sercu stolicy Anglii. W końcu Londyn zbudowany jest na ciemności…
Tytuł: Przewodnik po świadomym śnieniu
Autor: Thomas Peisel, Dylan Tucillo, Jared Zeizel
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 18 lutego 2015 r.

Temat, który od jakiegoś czasu zaczął mnie interesować, od kiedy zdałam sobie sprawę, że sny mają ważne miejsce w moim życiu. Ta książka może być dobrym pierwszym krokiem.
Wyobraź sobie, że żyjesz w świecie bez ograniczeń. Z łatwością pokonujesz własne lęki, bez presji czasu i strachu przed pomyłką rozwiązujesz najtrudniejsze problemy. Wystarczy nauczyć się świadomego śnienia. To dzięki niemu można rozwijać kreatywne myślenie, pokonywać choroby, a nawet poszerzać wiedzę o sobie i świecie. Thomas Peisel, Dylan Tuccillo oraz Jared Zeizel w przejrzysty i dowcipny sposób wprowadzają w niezwykłą rzeczywistość świadomego śnienia.
Tytuł: Jak się uczyć
Autor: Benedict Carey
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 26 lutego 2015 r.

Zawsze warto znać dobre metody nauki. Ciekawa jestem, czy autor uwzględnia istniejącą rzeczywistość, dobę internetu i komputera (czytam Płytki umysł Nicholasa Carra i zaczynam się przekonywać do jego teorii o ewolucji ludzkiego mózgu w dobie internetu).
Uczymy się przez całe życie, jednak czy skutecznie?Benedict Carey odpowie na ważne pytania: Czy na pewno w odpowiedni sposób wykorzystujemy nasze zdolności do przyswajania wiedzy? Dlaczego jedni uczą się szybciej i skuteczniej od innych? Co na to wpływa? Jak można poprawić swoją efektywność? Słowem: jak uczyć się szybciej, jak zapamiętywać na trwałe, jakie metody mogą nam w tym pomóc?To książka o tym, jak myśleć i jak się uczyć, by żyło się wygodniej i z większym sukcesem.Opowiedziana z werwą i poczuciem humoru, obala mity na temat uczenia się i przedstawia najnowsze badania naukowe.
FILM

Tytuł: Into the Woods
Scenariusz: James Lapine
Reżyseria: Rob Marshall
Data premiery: 13 lutego 2015 r.

Wolę to na Walętynki niż 50 twarzy Graya. Gwiazdorska obsada, aż do pęknięcia szwów i moja ukochana Meryl Streep, która daje mi gwarancję, że ten film nie będzie zły.
Opowieść o piekarzu i jego żonie, ich pragnieniu założenia rodziny i perypetiach z wiedźmą łączy wątki z klasycznych baśni. 
Tytuł: American Sniper
Scenariusz: Jason Hall
Reżyseria: Clint Eastwood
Data premiery: 20 lutego 2015 r.

Nie przepadam za filmami obracającymi się w sferze polityki, wojny, wojska, ale reżyserem jest Clint Eastwood.
Historia kariery wojskowej i życia osobistego Chrisa Kyle'a, który zyskał sławę najlepszego snajpera w historii elitarnej jednostki Navy SEALs. 
Tytuł: What We Do in the Shadows
Scenariusz: Jemaine Clement & Taika Waititi
Reżyseria: Jemaine Clement & Taika Waititi
Data premiery: 27 lutego 2015 r.

Wątek wampiryczny nie zniknął jeszcze z kina. Ma być komedia, no, zobaczymy.
Współlokatorzy: Viago, Deacon oraz Vladislav usiłują normalnie egzystować i przezwyciężać trudy życia codziennego, mimo iż są nieśmiertelnymi parusetletnimi wampirami, które żywią się ludzką krwią.
Tytuł: The Voices
Scenariusz: Michael R. Perry
Reżyseria: Marjane Satrapi
Data premiery: 27 lutego 2015 r.

Komedia z Ryanem Reynoldsem z wątkiem psychiatrycznym. Może będzie to krótki, przyjemny odmóżdżacz?
Cierpiący na schizofrenię pracownik fabryki przypadkowo zabija współpracownicę. Usiłując wybrnąć z sytuacji, zwraca się o pomoc do swoich rozgadanych zwierząt - kota i psa.

czwartek, 29 stycznia 2015

W tempie - "Whiplash", scenariusz i reżyseria: Damien Chazelle, 2014 r.

Film Damiena Chazelle'a jest rewelacyjny! Nie wiem, czy w tym roku obejrzę coś chociaż w podobnym stopniu porywającego.

Miles Teller w roli Andrew Neimanna przechodzi samego siebie i przekracza granice aktorstwa i muzyczne. Przemiana, jaka zachodzi w Andrew, jest niebywała, a obserwowanie tej ewolucji to niesamowite doznanie! J.K. Simmons jako Terence Fletcher przerażał mnie tak jak swoich studentów i właściwie cały film przesiedziałam zestresowana, rozgniewana, wystraszona i przejęta jednocześnie. Miałam ochotę na przemian krzyczeć, bić w bębny, bić Fletchera, emocje Andrew udzielały mi się bardzo mocno i tylko przyjaciółka mnie powstrzymywała przed ruszeniem z fotela na ekran!

Podobnie silne emocje odczuwałam ostatnio oglądając Rush. Whiplash to kolejny film, który polecam, wręcz zalecam każdemu. Pokazuje życie i to, że jak chcesz być wielki, to możesz, i tylko Ty stoisz sobie na przeszkodzie. Nie ma przeznaczenia, szczęścia, pecha czy jakiegoś innego fatum. Wszystko nie leży w rękach któregoś z bogów, tylko w Twoich! Ludzie, zdarzenia wyzwalają w nas pewne procesy, uruchamiają emocje, refleksje, ale to, jak my na nie reagujemy i co się dzieje dalej, zależy od nas. Tylko Ty nadajesz wartość temu, co robisz. Jeśli na czymś Ci zależy, dąż do tego, działaj, nie zważając na to, co kto mówi o Tobie i o tym, co robisz.

Nie zgadzam się z Terencem Fletcherem, że znęcanie się nad kimś fizyczne i psychiczne to właściwa droga do wielkości, ale ten film uświadomił mi, że jesteśmy zbyt wychuchanym społeczeństwem, z pokolenia na pokolenie coraz bardziej. Nie jesteśmy odporni na krytykę, złe słowo czy gniew innych. Uwielbiamy zrzucać winę na resztę świata za swoje porażki, zamiast wziąć się do roboty i zająć sobą, uzależniamy nasze działania od innych, zamiast szukać motywacji w sobie.

Jestem pod wrażeniem tego, jak w tempie jest ten film - zaczął się od razu, bez wstępów, i skończył tak samo. Jest idealnie wymierzony i od pierwszych do ostatnich minut trzyma w napięciu. Nie ma w tym filmie nic zbędnego, żadnych dłużyzn. Przez dwie godziny seansu nie odrywałam wzroku od ekranu. Świetne zdjęcia i muzyka (ten jazz!) są dopełnieniem obrazu.

Polecam!

sobota, 10 stycznia 2015

Wymarzona kontynuacja – „Wiedźmin”, CD Projekt RED, 2007

Gatunek: Action-RPG
Producent: CD Projekt RED
Wydawca: Atari
Platforma: PC
Premiera: 26 października 2007

Za każdym razem, kiedy kończę czytać cykl wiedźmiński, trudno mi przychodzi pogodzenie się, że to już naprawdę koniec. Zawsze jednak uważałam, że Andrzej Sapkowski powinien był trzymać się swojego zdania i nie pisać więcej żadnych opowiadań czy kolejnych powieści opartych na wiedźmińskim świecie (po wydaniu Sezonu burz tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu). Jednak zawsze zastanawiałam się, co byłoby, gdyby się przełamał. Teraz już wiem, Sezon burz. Moje wszystkie obawy, które żywiłam co do ewentualnego powrotu przez pisarza do świata wiedźmińskiego, potwierdziły się. Podobne obawy miałam w związku z wiadomościami dotyczącymi pracy nad grą bazującą na opowiadaniach i powieściach. Dlatego długo zwlekałam z kupnem Wiedźmina, niespecjalnie podobały mi się szkice koncepcyjne, nie byłam również przekonana do postaci głównego bohatera. Bałam się po prostu, że gra nie spełni moich oczekiwań i będzie to kolejna siekanka spod znaku RPG. Dzisiaj z pełną świadomością muszę powiedzieć, że zespół CD Projekt RED dokonał tego, co nie udało się Sapkowskiemu – przedstawił wiarygodną, najlepszą z możliwych, oddającą klimat cyklu kontynuację losów Geralta w klimacie właściwego cyklu (jak się już domyślacie, Sezonu burz do tegoż nie zaliczam), zapewniając mi godziny doskonałej rozgrywki.

Przede wszystkim oklaski należą się za fabułę. Cała intryga jest bardzo wciągająca, trzyma w napięciu, z każdą godziną, nowym wątkiem byłam coraz bardziej ciekawa, co się wydarzy, dlaczego losy bohaterów układają się tak a nie inaczej. Do tego twórcy zapełnili świat postaciami z książek i nawiązaniami do wydarzeń z cyklu, dzięki czemu czułam się zupełnie tak, jakbym się przeniosła do Wyzimy. Geralt w wyniku niewyjaśnionych wydarzeń stracił pamięć i próby jej odzyskania są jednym z głównych wątków całej opowieści. Tak, opowieści, ponieważ dzieła CD Projekt RED nie można nazwać zwykłą grą, dla mnie jest to bowiem najlepsza kontynuacja ukochanych książek. Drugi motyw to polityczna międzynarodowa przepychanka, którą bohaterowie raczyli nas już w cyklu książkowym. Ponownie wiedźmin został wciągnięty w machinacje i intrygi najmożniejszych jego świata. Usiłując rozwikłać zagadkę skradzionych wiedźmińskich tajemnic, wplątuje się między królów i czarodziejki. I chociaż czasami historia zgrzyta (nie do końca jest dla mnie jasne, w jaki sposób Geralt mógł zostać zagarnięty przez Dziki Gon, ale być może dowiem się tego w kolejnej części), to w większości tworzy spójną układankę, do której kolejne elementy gracz dopasowuje bez końca. Ciekawe są również istotne misje poboczne, które nie tylko prowadzą do zdobycia doświadczenia (są też i takie, oczywiście – to są zwykłe misje poboczne), lecz także wyjaśniają wspomnienia, układają pewne informacje w logiczniejszą całość, pomagają w innych epizodach. Cała historia jest nieliniowa i często nie sposób przewidzieć rezultatów naszych decyzji, co więcej wszystko ma wpływ na zakończenie, chociaż wątki główne pozostają niezmienne, co czyni grę o wiele atrakcyjniejszą.

Kolejną mocną stroną Wiedźmina są bohaterowie. W samym Geralcie po prostu się zakochałam, swym charakterem przypomina mi upartego, samotnego, prawdziwego wojownika, kierującego się swoim poczuciem sprawiedliwości, jakiego poznałam w opowiadaniach. Sądziłam też, że nikt nie zastąpi mi filmowego obrazu Geralta i tak pasującego do niego głosu Michała Żebrowskiego (wiem, wiem, film tragedia i Geralt też nie do końca taki, jaki powinien być, ale nie było i nadal nie ma aktora, który lepiej wcieliłby się w postać wiedźmina). Bohaterowi gry udało się wręcz filmową postać przyćmić fizycznie (chociaż uważam, że Geralt jest zbyt przystojny), a głos Jacka Rozenka jest wręcz idealny. W ogóle dubbing gry jest oddzielnym arcydziełem. Bogactwo dialogów, humor charakterystyczny dla cyklu, zróżnicowanie zachowań postaci pierwszo, drugo, nawet trzecioplanowych robi wrażenie. Z przyjemnością mogłabym siedzieć tylko i oglądać, jak ktoś inny gra, traktując Wiedźmina jak dobry film fabularny.

Dopełnieniem fabuły są gry, które pomagają zdobyć doświadczenie, pieniądze i dodatkowe nagrody, ale też po prostu sprawiają przyjemność. Jedyną grą, jaka mnie niespecjalnie bawiła, to zdobywanie kart erotycznych za uwodzenie kobiet – widzę w tym nawet zabawną ironię; jednak za bardzo kłóci mi się to z osobowością wiedźmina, bardziej pasuje do Jaskra. Należy jeszcze wspomnieć o cudownych animacjach Tomka Bagińskiego i muzyce Adama Skorupy i Pawła Błaszczaka, które ogląda się i słucha z prawdziwym zachwytem.

Sterowanie postacią jest bardzo proste, właściwie wystarczy trzymać lewy przycisk myszy lub wciskać go w odpowiednim momencie trakcie walki. Twórcy umożliwili również dopasowanie układu kamery, która jednak wariuje totalnie w trakcie większych i bardziej złożonych bitew. Przydatnym elementem w trakcie walk jest stosowanie pauzy, zwłaszcza w kontekście ostatniej uwagi. Proste menu bohatera pozwala na szybkie zaznajomienie się z najważniejszymi elementami ekwipunku, łatwe rozbudowywanie postaci. Dziennik, w którym zawarte są opisy monstrów, bohaterów, mikstur, roślin, jest niejednokrotnie bardzo przydatny i pozwala na jeszcze lepsze wczucie się w rozgrywkę.

W całej grze sześć kwestii przeszkadzało mi najbardziej: brak możliwości szybkich podróży do najważniejszych miejsc; potwory-bumerangi, o wiele niższe doświadczeniem, a nie dające za wygraną mimo noszonych przez bohatera amuletów; przestoje fabularne, podczas których trzeba było się zajmować nudnymi i podobnymi do siebie zwykłymi zadaniami pobocznymi; wyznaczniki czasowe – jeśli coś miało zostać wykonane o północy, to trzeba było wcelować w tę cholerną północ, nie ma tu bowiem akademickiego kwadransa, a trzydzieści minut przed lub po północy nie dawało rezultatów; brak możliwości pełniejszego eksplorowania świata gry, Geralt nie może przeskoczyć przez opłotki, musi poruszać się wyznaczoną drogą;  chyba najbardziej denerwowało mnie zapętlenie zadaniowe między Bagnami a Wyzimą, sprawiające, że dostawałam szału, kiedy do wypełnienia jednej misji musiałam mojego bohatera przemieszczać z jednego miejsca w drugie po kilka razy i ostatecznie doprowadziło mnie do porzucenia gry na ponad pół roku…

Mimo wszystko Wiedźmin stał się jedną z moich ulubionych serii gier. Teraz część druga w oczekiwaniu na część trzecią.

środa, 7 stycznia 2015

Zapowiedzi filmowe na styczeń

W tym miesiącu nie dość, że nie będzie żadnych zapowiedzi książkowych (nic nie wpadło mi jakoś w oko), to w ogóle nie będzie fantastycznie. Znaczy jest fantastycznie, ale nie w temacie blogowym, wiecie, o co chodzi.

Tytuł: Big Eyes
Scenariusz: Scott Alexander & Larry Karaszewski
Reżyseria: Tim Burton
Data premiery: 2 stycznia 2015 r.

Film wszedł już na ekrany i właściwie bym się nim nie zainteresowała, gdybym się nie dowiedziała, że to nie jest jeden z groteskowych filmów Burtona (które ostatnio moim zdaniem nie wychodzą mu najlepiej), tylko dramat, w dodatku biograficzny. Ile tam będzie biografii, nie wiem, ale myślę, że warto film zobaczyć ze względu na Amy Adams (która w końcu wyszła z komedii romantycznych i pokazała na to co ją stać!) i Christopha Waltza.
Malarka Margaret Keane odnosi spektakularne sukcesy artystyczne. Kiedy wychodzi za Waltera Keane'a, mąż zaczyna przypisywać sobie jej osiągnięcia.
Tytuł: The Imitation Game
Scenariusz: Graham Moore
Reżyseria: Morten Tyldum
Data premiery: 16 stycznia 2015 r.

Film biograficzny o genialnym matematyku z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej, Markiem Strongiem w roli drugoplanowej, do tego okres II wojny światowej. Nawet mi nie przeszkadza, że jedną z głównych ról gra Keira Knightley, którą swoją drogą nawet zaczęłam doceniać.
Angielski matematyk i logik, Alan Turing, pomaga złamać kod Enigmy podczas II wojny światowej.
Tytuł: Carte Blanche
Scenariusz: Jacek Lusiński
Reżyseria: Jacek Lusiński
Data premiery: 23 stycznia 2015 r.

Ciekawa historia, na faktach, z Andrzejem Chyrą, jednym z moich ulubionych aktorów, w roli głównej (w końcu! Ostatnio widuję go w samych drugoplanowych, w których też jest świetny!).
Kacper - nauczyciel historii dowiaduje się, że traci wzrok. By zachować pracę i doprowadzić swoją klasę do matury, postanawia ukryć problemy przed dyrektorem.
Tytuł: Birdman
Scenariusz: Alejandro González Iñárritu, Nicolás Giacobone, Alexander Dinelaris, Armando Bo
Reżyseria: Alejandro González Iñárritu
Data premiery: 23 stycznia 2015 r.

Komediodramat z gwiazdorską obsadą (Micheal Keaton, Emma Stone, Naomi Watts, Zach Galifianakis, Edward Norton) od reżysera takich rewelacyjnych filmów jak Babel, Amores perros, 21 gramów. Czyżby kolejny hit?
Zapomniany aktor, który niegdyś grał postać kultowego superbohatera, walczy ze swoim ego, próbując odzyskać sławę i rodzinę. 
Tytuł: Ziarno prawdy
Scenariusz: Borys Lonkosz & Zygmunt Miłoszewski
Reżyseria: Borys Lonkosz
Data premiery: 30 stycznia 2015 r.

Kolejny polski film w moich zapowiedziach, tym razem thriller (tak określa filmweb, moim zdaniem bardziej jednak kryminał) na podstawie powieści Zygmunta Miłoszewskiego. Powieści nie czytałam (warto?), ale przyciągają mnie nazwiska tych aktorów: w roli głównej Robert Więckiewicz, poza tym Krzysztof Pieczyński, Andrzej Zieliński, Arkadiusz Jakubik.
W Sandomierzu dochodzi do tajemniczej zbrodni. Stróże prawa pod wodzą Teodora Szackiego rozwiązują zagadkę morderstwa.