środa, 24 lutego 2010

Neil Gaiman przyjedzie do Polski

22 marca w Empiku Megastore Junior na Marszałkowskiej w Warszawie o godzinie 17.00 odbędzie się spotkanie autorskie z Neilem Gaimanem.

Spotkanie organizuje wydawnictwo MAG w związku z promocją książki brytyjskiego autora - Odd i lodowi olbrzymi.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Piąte - nie okradaj druida - "Mojra. Wilczyca i Córka Ziemi", Henri Loevenrbuck, tłumaczenie: Eliza Kasprzak-Kozikowska, Otwarte 2010

Kilka dni temu zapowiadałam, że podzielę się z Wami wrażeniami z lektury pierwszego tomu trylogii Henriego Loevenbrucka Mojra. Wilczyca i Córka Ziemi. No to się dzielę.

Przede wszystkim nie zaliczyłabym powieści francuskiego pisarza do fantasy - chociaż spełnia podstawowe zasady konwencji, od pierwszej strony nie opuszczało mnie wrażenie, że czytam bajkę dla dzieci z górną granicą wieku trzynaście, może czternaście lat, chociaż okładka sugeruje zupełnie coś innego, ale o niej później. Książkę można swobodnie czytać na głos, wręcz sama się o to prosi, nawet młodszym dzieciom, zaryzykowałabym, że 6-, 7-letnim z pominięciem kilku krwawych szczegółów (można je policzyć na palcach jednej ręki).

Wpływ na takie odczucia względem Mojry ma na pewno styl autora, jego prosty, chociaż malowniczy język. Nie ma tutaj miejsca na własną refleksję, wszystko jest wytłumaczone. Oczywiście nie będzie to przeszkadzać kilkunastoletniej dziewczynce, która wzruszy się losem biednej Alei nie dlatego, że bohaterka jest bezdomna, ale dlatego, że autor napisał o niej, że jest biedna, bo jest bezdomna. To, co jeszcze spodoba się młodszym czytelniczkom, to wartka akcja, sprawiająca, że książkę czyta się szybko i bez większych problemów, przygody, w których Alei towarzyszą przyjaciele oraz pierwsza miłość, która się bohaterce przytrafia. Na drugim planie pojawia się wilczyca Imala, nieposłuszna dominującej parze stada i z tego powodu napętnowana, która opuszcza swoją rodzinę i udaje się na tułaczkę w poszukiwaniu szczęścia. Mamy też złego do szpiku kości druida-renegata, a w tle wojnę między ludźmi a plemieniem Tuathannów.

Ja również dałam się wciągnąć w opowieść i książkę przeczytałam szybko, chociaż nie bez zwrócenia uwagi na sporo niedociągnięć. Podobał mi się wątek celtycki wpleciony w opowieść, widać, że Loevenbruck trzymał się historycznych faktów - jego druidzi to nie są pomyleńcy-ekolodzy biegający po lasach z jemiołą i sierpem, ale potężna frakcja manipulatorów politycznych, z którą liczyć się muszą władcy. Od pierwszych stron dają też znać o sobie inspiracje twórczością J.R.R. Tolkiena i jego Władcą Pierścieni:
  • zamiast hobbita Froda mamy ludzką dziewczynkę Aleę;
  • zamiast pierścienia, który rządzi pozostałymi dostajemy pierścień będący symbolem potężnej druidzkiej mocy - Samildanacha;
  • zamiast Gandalfa jest druid Felim;
  • krasnolud Gimli nazywa się tutaj Mjolln i jest piekielnie irytujący przez swoje ciągłe "hem" i "ahum" (chociaż z pewnością dzieciom ta postać bardzo przypadnie do gustu);
  • Boromira i Aragorna zastępują magistel Felima, Galiad, i jego syn, Erwan;
  • Hirilimowie mogliby spokojnie zastąpić Nazguli;
  • pojawiają się też sygnały wskazujące na podobieństwo między przepowiednią o Samildanachu a przepowiednią Glorfindela, którą wypełniła Eowina zabijając Wodza Nazguli.
To są najbardziej widoczne, nie jestem fanką Tolkiena i pewnie przeoczyłam jeszcze kilka, a przecież to dopiero pierwsza część. Nie przeszkadzało mi to jednak w lekturze, wprost przeciwnie, uważam, że każdy autor ma prawo do podobnych zabiegów o ile nie szkodzi to powieści. Tej nie zaszkodziło, powiedziałabym nawet, że pomogło trochę zatuszować niedociągnięcia.

Teraz będzie mniej przyjemna część. Ze względu na wątki celtyckie i powyższe nawiązania do Tolkiena nie wadziła mi schematyczność fabuły, w której pełno jest gwałtownych zwrotów akcji, gdzie wydarzenia nie mają przyczyny, tylko skutek. Raziła mnie natomiast stereotypowość postaci, chociaż widać było, że autor starał się nie tyle od niej uciec, co ją uwiarygodnić. Niestety z marnym skutkiem. Nawet Alea nie jest prawdziwa jako biedna bezdomna dziewczynka, która została wplątana w wir burzliwych wydarzeń mających zmienić losy świata. Loevenbruck usiłował oddać chaos jej myśli, wewnętrzne rozdarcie między dzieciństwem a dorosłością, zrobił to jednak w tak nieumiejętny sposób, że jego bohaterka robi wrażenie chorej na schizofrenię neurotyczki, która przecież sama wpakowała się we wszystkie kłopoty... Dorośli czytelnicy zapewne zwrócą uwagę na fakt, że Alea jest jedynym bezdomnym dzieckiem w Sarre i traktowana jest tam na podobieństwo maskotki, albo na to, że jej menstruacja trwała kilka tygodni...

Złym zabiegiem wydaje mi się również częściowa antropomorfizacja wilczycy Imali - przez wplecenie w jej postać ludzkich odruchów i motywacji jej wątek stał się tylko częścią bajki, stracił na autentyczności. Francuz porusza w książce ważne problemy, dotyczące zarówno życia, jak i śmierci, szkoda tylko, że prześlizguje się po nich jak olimpijski saneczkarz i w trakcie czytania nie zwraca się na nie uwagi.

Druga kwestia - wątek miłosny. Kompletnie spłycony, opisany rodem z disnejowskich bajeczek. Jest punkt A - Alea poznaje Erwana, którym jest oczarowana, bo jest piękny i szarmancki, a także punkt B - Alea stwierdza z przekonaniem kilkadziesiąt stron później, że kocha Erwana (co ciekawe, nie zastanawiała się nad tym, dopóki Mjolln nie stwierdził, że chłopak wygląda na zakochanego w dziewczynce); nie ma nic pomiędzy. Co więcej, przez uczucie zmienia się radykalnie cel misji dziewczynki - przez większość książki jest nią odzyskanie świętego spokoju, odnalezienie własnej drogi i przy okazji ocalenie świata, w ostatniej chwili Alea stwierdza, że najważniejsze to uratować ukochanego. Furda niezależność, poszukiwanie samej siebie i przyjaźń, kobieta stworzona została po to, żeby służyć mężczyźnie. A podobno żyjemy w świecie, w którym stawia się na równouprawnienie...

Kilka słów jeszcze o stronie redakcyjnej. Właściwie nie mam większych zastrzeżeń, poza licznymi literówkami większych błędów książka nie ma. Wytknąć mogę natomiast wygląd okładki - przedstawiona na niej, osiemnastoletnia może, dziewoja ze zmysłowo rozwianym włosem, z kusząco odsłoniętym ramieniem i rozwiązaną niedbale wstążką na wydatnym biuście sukni w niczym (poza kolorem włosów) nie przypomina trzynastoletniej, chudej dziewczynki o niebieskich oczach, która dopiero wkracza w dorosłość. Dla porównania poniżej okładka oryginalna:
Szkoda, bo Mojra mogłaby być naprawdę ciekawym pierwszym krokiem do fantasy.

niedziela, 21 lutego 2010

Zbiorczo o nominacjach

Ogłoszono nominacje do nagród Nebula, im. Andre Norton oraz Bradbury'ego:

Opowiadanie:
Hooves and the Hovel of Abdel Jameela - Saladin Ahmed
I Remember the Future - Michael A. Burstein
Non-Zero Probabilities - N. K. Jemisin
Spar - Kij Johnson
Going Deep - James Patrick Kelly
Bridesicle - Will McIntosh
Novelette:
The Gambler - Paolo Bacigalupi
Vinegar Peace, or the Wrong-Way Used-Adult Orphanage - Michael Bishop
I Needs Must Part, The Policeman Said - Richard Bowes
Sinner, Baker, Fabulist, Priest; Red Mask, Black Mask, Gentleman, Beast - Eugie Foster
Divining Light - Ted Kosmatka
A Memory of Wind - Rachel Swirsky
Powieść:

The Windup Girl - Paolo Bacigalupi
The Love We Share Without Knowing - Christopher Barzak
Flesh and Fire - Laura Anne Gilman
The City & The City - China MievilleBoneshaker - Cherie Priest
Finch - Jeff VanderMeer
Andre Norton Award:
Hotel Under the Sand - Kage Baker
Ice - Sarah Beth Durst
Ash - Malinda Lo
Eyes Like Stars - Lisa Mantchev
Zoe’s Tale - John Scalzi
When You Reach Me - Rebecca Stead
The Girl Who Circumnavigated Fairyland In A Ship Of Her Own Making - Catherynne M. Valente
Leviathan - Scott Westerfeld
Bradbury Award:
Star Trek - JJ Abrams, Roberto Orci, Alex Kurtzman
District 9 - Neill Blomkamp, Terri Tatchell
Avatar - James Cameron
Moon - Duncan Jones, Nathan Parker
Up - Bob Peterson, Pete Docter
Coraline - Henry Selick
Kto zdobędzie statuetkę w poszczególnych dziedzinach dowiemy się 15 maja 2010.

[źródło: strona nagrody]

O nagrodę Stokera walczyć będą natomiast następujące pozycje:

Powieść roku:
Audrey's Door - Sarah Langan
Patient Zero - Jonathan Maberry
Quarantined - Joe McKinney
Cursed - Jeremy Shipp
Debiut roku:
Breathers - S. G. Browne
Solomon’s Grave - Daniel G. Keohane
Damnable - Hank Schwaeble
The Little Sleep - Paul Tremblay
Opowiadanie:
Keeping Watch - Nate Kenyon
The Crossing of Aldo Ray - Weston Ochse
In the Porches of My Ears - Norman Prentiss
The Night Nurse - Harry Shannon
Resztę nominowanych w pozostałych kategoriach obejrzeć można tutaj. Zwycięzcy zostaną ogłoszeni podczas World Horror Convention, który odbędzie się w dniach 25-28 marca 2010 w Brighton w Wielkiej Brytanii.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Więcej nie znaczy lepiej - "Punkt Omega", Michał Protasiuk, Wydawnictwo Dolnośląskie 2006

Kolejna książka w steampunkowym wyzwaniu, której nie nazwałabym steampunkową, więcej, nie nazwałabym jej nawet fantastyczną. Punkt Omega Michała Protasiuka zaliczyłabym raczej do literatury sensacyjnej, zresztą całkiem niezłej przez lekko ironiczny ton prowadzenia opowieści, ale rozczarowującej podjętą tematyką, którą skutecznie obrzydził mi już Dan Brown. Wprawdzie polski pisarz idzie w innym kierunku, bo raczej gloryfikacji systemu chrześcijańskiego i jego głównej wykładni, robi to jednak z rażącą naiwnością i schematycznością. Szkoda, że te wszystkie aluzje do Starego i Nowego Testamentu są tak oczywiste i przewidywalne.

Mimo wszystko książkę czyta się całkiem przyjemnie, może to przez wzgląd na lekki styl autora i prowadzenie czytelnika przez fabułę na podobieństwo kina akcji – kolejne rozdziały czy wątki kończą się typowym dla tego gatunku cliffhangerem, przez co czułam się tak, jakbym nie czytała książki, a oglądała trzymający w napięciu (do pewnego stopnia) film. Tyle, że to wszystko już gdzieś było, nic tu nie zaskakuje. Podczas czytania książki nie opuszczało mnie wrażenie, że autor wybrał sobie zbyt wiele kwestii, o których chciał opowiedzieć jak na taką małą objętość. Fabuła przysłoniła bohaterów i miejsce akcji (gdyby nie podpowiedź wydawcy, w życiu nie pomyślałabym, że to Poznań, równie dobrze mogło to być każde inne miejsce na kuli ziemskiej).

Nie wadził mi naukowy czy też „pseudonaukowy” sposób prowadzenia opowieści, raczej bawił – to jeden z nielicznych plusów tej książki, Protasiuk pokazał, że można całkiem interesująco przedstawić schematyczną historię, używając języka ścisłego i muzycznego. Podobał mi się także dystans pisarza do obu przedstawionych w książce sił – zarówno strona burmistrza Lavouple’a, jak i sekta Iana Sheperta (w obu przypadkach aluzje są subtelniejsze – Lavouple jako żywo kojarzy się z wilkiem, Ian Shepert z Janem Pasterzem) nie jest krystaliczna, chociaż oczywiście ta pierwsza jest pokazana jako większe zło. Można by pokusić się nawet o stwierdzenie, że stowarzyszenie Logosu jest odwróconym zwierciadłem poglądów Leona Lavoulupe’a. Sporo ironii było również w sposobie opisu samych bohaterów, które autor usiłował uczynić wyrazistymi. Owszem, były wyraziste, w swojej szablonowatości. Stefan Skyggen kojarzył mi się nawet uparcie z innym literackim Stefanem, Skellenem… Drażniły mnie postacie kobiece, przedstawione jako puste, głupie i mało interesujące dodatki do światłych mężczyzn. Na uwagę zasługuje tutaj Katarzyna Moebius, która swoją godnością i zdroworozsądkowością przyćmiła całą plejadę jednakowych bohaterów, zarówno damskich, jak i męskich (a może zwłaszcza ich).

Co przeszkadzało mi najbardziej w odbiorze książki, to jej strona redakcyjna. Cztery osoby w redakcji i tyle błędów?! To wręcz niewiarygodne i żaden cud krzyczący z okładki nie pomoże mi uwierzyć, że ktoś czytał tę powieść chociażby raz po ogólnej redakcji. Gdyby nie te ciągłe literówki, przecinki, ich brak, złe odmiany wyrazów, no niechlujstwo redakcyjne po prostu, powieść Michała Protasiuka wspominałabym jako miłą rozrywkę.

A miałam nie oceniać książki tak źle...

niedziela, 14 lutego 2010

Amber powraca

16 lutego nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukaże się wznowienie Kronik Amberu Rogera Zelaznego, który zawierał będzie pięć pierwszych części kultowego cyklu. Warto znać.
Cykl Rogera Zelazny’ego o Amberze zaliczany jest do najściślejszego kanonu literatury fantastycznej wszech czasów i stawiany obok „Władcy pierścieni” Tolkiena, „Diuny” Franka Herberta, „Fundacji” Isaaca Asimova czy „Ziemiomorza” Ursuli K. Le Guin. Dzięki nieokiełznanej wyobraźni, umiejętnemu połączeniu wątków zaczerpniętych z tradycyjnej fantasy z elementami nowoczesnego science fiction Roger Zelazny, zdobywca wielu renomowanych wyróżnień, w tym sześciokrotnie Hugo Award, trzykrotnie Nebula Award i dwukrotnie Locus Award, uważany jest powszechnie za prekursora wielu popularnych obecnie odmian fantastyki.

wtorek, 9 lutego 2010

Krzywe zwierciadło rzeczywistości - "Cztery róże dla Lucienne", Roland Topor, tłumaczenie: Tomasz Matkowski, L&L 1995

Cztery róże dla Lucienne Rolanda Topora to, podobnie jak Najpiękniejsza para piersi na świecie, zbiór krótkich opowiadań, makabresek, przedstawiających współczesny świat w bardzo krzywym zwierciadle. Niewiele nowego mogę napisać, ponieważ to wciąż ten sam, groteskowy, absurdalny i genialny humor, który tak spodobał mi się w poprzednim zbiorze. Chociaż nie, tutaj więcej jest o zachowaniach ludzkich jako takich, o mentalności społeczeństwa, przerysowanej do niemożliwego stopnia, a jednak zachowującej prawdziwość, niż o trudach pisarskiego życia (te także autor opisuje). Topor odziera ludzkość z wszelkiej szlachetności i racjonalności, ukazując zwierzęcą wolę przetrwania (Sznycel górski) czy błędne podejście do misji szkolnictwa (Szkoła w przepaści). Bawi się także konwencją fantastyczną, pokazując jak magia wyglądałaby w naszym, logicznym świecie (Wróżka inna niż wszystkie). Pojawia się także wątek wampirzy (Zęby wampira), chociaż, jak można się spodziewać, przewrotny i zupełnie oryginalny, jedno Wam powiem, nie jest bezpiecznie zbierać znaczki... Drwi sobie z wiary w Świętego Mikołaja (Opowieść wigiljna) i z wiary ogólnie (Wypadek). Większość tych opowieści nie ma dobrego zakończenia, wyjątkiem są tytułowe Cztery róże dla Lucienne i przyznam, że akurat tutaj happy end mnie rozczarował, nie pasował mi do całości. Zdarza się Toporowi być również bardziej poważnym niż prześmiewczym, widać to w Ojcowskim poświęceniu. Autor porusza wiele wątków politycznych, pokazuje paradoksy snobizmu (Wstawać!), plusy i minusy rządzenia (Zgniłe królestwo, Przelotne burze) czy do czego stworzona jest królowa (Pociupciać królową).

Chociaż te krótkie historie czyta się szybko, lepiej nie czytać całego zbioru od razu, pomysły i sposób ich opowiadania mogą bowiem znudzić - brak schematyczności też po pewnym czasie staje się schematyczny.
Na koniec moje ulubione opowiadanko z tego tomu. Jeśli też podoba Wam się taki humor, będziecie zachwyceni twórczością Rolanda Topora. Wrażliwi i bardzo bogobojni niech jednak nie czytają.

Wypadek
Chrystus zdecydowanym krokiem wstąpił na wody jeziora Genezaret. Apostołowie, wciąż jeszcze z niedowierzaniem, obserwowali stopy Pana. Jezus szedł po wodzie! Nie zanurzał się ani na milimetr! Z oczyma wzniesionymi ku niebu, zdawał się nie pamiętać, gdzie się znajduje.
Krzyk wyrwał się z piersi apostołów. Za późno. Jezus nie zauważył skórki od banana. W czasie krótszym, niż można to sobie wyobrazić, poślizgnął się i roztrzaskał czaszkę o grzbiet fali.

niedziela, 7 lutego 2010

Łańcuchami skuta...

No dobrze, koniec tygodnia, chwila oddechu, to mogę nadrobić zaległości łańcuszkowe. Najpierw dziękuję Agnes za zaproszenie mnie do zabawy i oto odpowiedzi na jej pytania: 
1. Czy od razu po przeczytaniu książki możesz o niej dyskutować/pisać, czy też musisz odczekać, by wrażenia się "uleżały" czy skrystalizowały?
Czasami o książce mogę rozmawiać jeszcze w trakcie jej czytania, ale jeśli chodzi o recenzje, to ostatnio stwierdziłam, że lepiej jest, jeśli odczekam kilka dni po przeczytaniu książki i poświęcę jej więcej refleksji. Dużo łatwiej wtedy zebrać mi myśli przy pisaniu. 
2. Dlaczego piszesz recenzje książek?
Lubię dzielić się swoimi wrażeniami z lektury z innymi ludźmi, a blog daje mi nie tylko taką możliwość, ale też pozwala wymieniać się opiniami, dyskutować z większą ilością osób niż zwykle, dzięki czemu poznaję różne punkty widzenia, bo często każdy zauważa w danej książce coś innego. Im bardziej różni się ten punkt widzenia, tym lepiej.
3. Czy pożyczyłabyś/pożyczyłbyś książkę do poczytania osobie prowadzącej inny książkowy blog, gdyby o to poprosiła? Nie chodzi o znajomych, jak w pytaniu Claudette, tylko o kompletnie obcą osobę, znaną jedynie jako nick. To zależy, kto by o to poprosił:) 
Jeśli to będzie zupełnie obca osoba, która zajrzała na mój blog pierwszy raz i prosi o pożyczenie książki, to odmówiłabym, ale gdyby był to częsty i "lubiany" przeze mnie gość to myślę, że nie miałabym oporów, bo wtedy mam większą pewność, że pożyczam w dobre ręce i że książka wróci.
4. Czytasz blurby na okładkach? Jeśli tak, to czy one decydują o tym, czy książkę kupisz, czy nie?
Czytam, zwłaszcza jeśli przeglądam zapowiedzi w internecie. Jeżeli jestem w księgarni, to przeglądam książkę i staram się przeczytać jakiś fragment. Czasami decydują i wtedy często jestem rozczarowana - wciąż nie mogę przyzwyczaić się do myśli, że blurby to już tylko hasła reklamowe, często nie mające nic wspólnego z treścią książki...
5. Podpisujesz swoje książki?
Nie, może dlatego, że nie pożyczam ich obcym osobom.

A teraz moje pytania i o odpowiedzi poproszę Ktryę, Śmietankę i Ninedin:
  1. Na co zwracasz największą uwagę, czytając książki? Co musi mieć powieść (przynajmniej jeden element), że czytasz ją z przyjemnością?
  2. Jeśli czytasz powieść, w której pojawiają się niezrozumiałe dla Ciebie kwestie, to szukasz na nie odpowiedzi poza nią, czy "płyniesz z prądem" i czytasz dalej?
  3. Czy wśród Twoich znajomych, przyjaciół więcej jest osób o podobnych gustach czytelniczych do Twojego, czy wręcz przeciwnie?
  4. Czy chętnie poznajesz nowe książkowe obszary, czy raczej wolisz trzymać się gatunków, które lubisz?
  5. W księgarni trwa wyprzedaż książek, wszystko jest 50% taniej i oczywiście jest w niej książka, którą od dawna chciałaś mieć, ale kosztowała np. 100 zł. Czy wchodzisz do środka wiedząc, że jeśli wydasz te 50 zł, będziesz musiała zapożyczyć się, żeby dotrwać do końca miesiąca?
I drugi łańcuszek, tym razem rzucony przez Ninedin.
1. Czy zdarzyło Ci się przeczytać książkę, która w sumie była słaba, ale miała jeden element - postać, motyw, element świata przedstawionego - który Cię zachwycił?
Niejeden raz, sporo było takich książek... Za przykład może posłużyć Królowa Cieni Marcusa Sedgwicka, która, fabularnie i językowo prosta, spodobała mi się ze względu na przedstawienie korzeni mitu wampira. Albo Dworzec Perdido Chiny Mieville'a, który urzekł mnie językowo, mimo że w pozostałych elementach słaby był bardzo. Żmija Sapkowskiego - spore rozczarowanie po takim czasie milczenia, ale humor pisarza i jego ironia wciąż mnie bawią. Ogólnie jestem w stanie wiele autorowi wybaczyć, jeśli potrafi mnie czymś zaintrygować, rozbawić czy urzec stylem, albo przedstawić ciekawie bohaterów.
2. Czy zdarza Ci się sięgać po pojedyncze powieści z gatunków, których normalnie nie czytasz?
Pewnie że tak, obecnie nawet częściej, niż jeszcze rok, dwa lata temu. Lubię od czasu do czasu przeczytać jakąś powieść historyczną, romans czy kryminał. Czasami nawet odczuwam tego silną potrzebę, gdy zdarzy mi się przez dłuższy czas czytać "cienkusze" fantastyczne. Nie zdarzyło mi się jeszcze chyba, żebym po przeczytaniu jednej książki z danego gatunku powiedziała mu (gatunkowi) "nie".
3. Czy kiedykolwiek przy lekturze zdarzyło Ci się zapomnieć o świecie zewnętrznym do tego stopnia, że straciłeś/-aś poczucie czasu i zapomniałeś/-aś o czymś ważnym?
W podstawówce i liceum zdarzało mi się to nagminnie (odrabianie lekcji szło w kąt, co kończyło się zżynaniem pracy domowej na przerwie w szatni albo w łazience, żeby tylko nauczyciel nie przyłapał). Teraz już nie, no chyba, że tak wczytam się w powieść, że przegapię przystanek autobusowy;)

I moje pytania, a o odpowiedzi proszę tym razem panów - Maega, Sharina i Maarcussa - żeby nie czuli się wyobcowani;)
  1. Książki jakich autorów kupujesz bez zastanowienia? Wymień co najmniej trzech.
  2. Czy cierpisz na "obsesję" gromadzenia książek - tzn. kupujesz książki, chociaż wiesz, że przeczytasz je dopiero za jakiś czas, bo już na półce czekają na Ciebie inne?
  3. Czy zdarza Ci się, z perspektywy czasu (np. kilku miesięcy czy nawet lat), o jakiejś książce pomyśleć inaczej niż kiedy oceniałeś ją tuż po, lub wkrótce po przeczytaniu?